Podłe, okrutne, bulwersujące. Filmy, które zmusiły widzów do ucieczki z sali kinowej

Artykuł/Film 12.06.2019
Podłe, okrutne, bulwersujące. Filmy, które zmusiły widzów do ucieczki z sali kinowej

Podłe, okrutne, bulwersujące. Filmy, które zmusiły widzów do ucieczki z sali kinowej

Widzowie potrafią być bardzo delikatni, a ich żołądki nieprzystosowane do oglądania krwawych scen na ekranie. Z tego powodu opuszczali oni seans najnowszego filmu Jennifer Kent, która dała się poznać wcześniej jako reżyserka „Babadooka”.

Na trwającym właśnie festiwalu filmowym w Sydney australijska twórczyni zaprezentowała swój film „The Nightingale” („Słowik”). To mieszanka feministycznego westernu i angażującego emocjonalnie kina zemsty. Skoro zatem dostajemy takie połączenie, to nie sposób, aby na ekranie zabrakło scen mogących zszokować co poniektórych.

Claire śpiewa piosenkę o tytułowym słowiku w obecności angielskiego oficera. Zauroczony głosem i urodą dziewczyny żołnierz natychmiast pragnie ją posiąść. Wobec zdecydowanej odmowy postanawia użyć przymusu, przy okazji wyrządzając krzywdę najbliższym ofiary. Oglądamy zatem scenę brutalnego gwałtu na głównej bohaterce. Podobnych jest zresztą w filmie więcej. To wystarczyło, aby widzowie masowo opuszczali sale kinowe podczas festiwalowych pokazów.

Podobne doniesienia sprawiają, że jeszcze przed premierą filmu postrzegamy go jako obraz skrajnie amoralny i obrzydzający.

Rzeczywistość jednak to weryfikuje i niejednokrotnie obraz, który wydawał się być pokazem zgorszenia wywracającym zawartość żołądka na drugą stronę, ostatecznie okazuje się być dziełem dużo łagodniejszym niż je malowano. Jednym z bardziej znanych przykładów z ostatnich lat było „Mięso” Julii Ducournau.

Po pokazach na festiwalu w Toronto krążyły słuchy o omdleniach wśród widzów, którzy wybrali się na historię o wegetariance odkrywającej smak ludzkiego ciała. Wydawało się zatem, że to film zarezerwowany wyłącznie dla ludzi o nerwach ze stali, gdzie transmisja z wiwisekcji blednie przy dosłowności scen ukazanych na ekranie. „Mięso” szybko okryło się z tego powodu (nie)sławą, ale zupełnie niepotrzebnie.

mieso film

Dzieło Francuzki bardziej niż horrorem jest filmem o inicjacji i o lękach dojrzewania. Okropności wcale nie wylewały się z co drugiego kadru i wcale nie było tak ciężkostrawnie, choć oczywiście znalazły się tu też sceny o podwyższonym stanie epatowania estetyką gore. Był to przecież obraz czerpiący z kina kanibalistycznego, ale doniesienia o jego brutalności zrobiły mu więcej złego niż dobrego.

W ostatnich latach szokował oczywiście naczelny skandalista kina, czyli Lars von Trier swoim „Domem, który zbudował Jack”. Podczas premiery w Cannes z pokazu wyszło 100 osób.

Jak wspomniano w powyższym tweecie, na ekranie obserwowaliśmy m.in. scenę, w której główny bohater zabija matkę z dziećmi, urządzając sobie na nich polowanie. Oburzające, to prawda, zwłaszcza, że mordowanie dzieci w kinie nie jest taką codziennością, ale i tu wydaje mi się, że reakcja była nieadekwatna. Oczywiście nie mi oceniać, gdzie dla danej osoby kończą się granice dobrego smaku i akceptowalne normy moralności, nawet tej fikcyjnej, ale czego innego można było się spodziewać po Duńczyku? Zresztą cały film, przynajmniej w mojej ocenie, nie jest wcale tak skrajnie brutalny i obrazoburczy. W przypadku tego twórcy wpływ na reakcję widzów mogły mieć poza tym nazistwowskie inklinacje Von Triera z przeszłości, kiedy to podczas promocji „Melancholii” został ostatecznie wydalony z Cannes. Twórca „Dogville” zresztą od zawsze dzieli widzów – można go kochać albo nienawidzić, ale trudno pozostać obojętnym wobec jego dokonań.

Przypadki opuszczania sal kinowych ze względu na zbyt drastyczne sceny były znane już wcześniej.

Najgłośniejszym filmem, który masowo szokował ludzi był „Egzorcysta”. Nie wszyscy widzowie byli w stanie dotrwać do końca – podczas seansów dochodziło do ataków histerii, wymiotów, zemdleń, a nawet zawału. I to pomimo tego, że film przed premierą został przemontowany, aby był bardziej znośny.

Usunięto m.in. trwającą pół minuty scenę schodzącej po schodach w pozycji mostka opętanej Regan. Pozbyto się też muzyki argentyńskiego kompozytora Lalo Schifrina – została przez reżysera odrzucona, gdyż publiczność na pokazach testowych uznała ją za zbyt przerażającą. Obraz nie był też wyświetlany we wszystkich kinach, a mimo to wynik box office był zdumiewający, gdyż „Egzorcysta” przy budżecie 12 mln dolarów zarobił ich aż 440.

Jak łatwo się domyślić, często właśnie horrory były obrazami, które wywoływały w odbiorcach skrajne reakcje. „Blair Witch Project” miało wywoływać wśród ludzi wymioty. W Cambridge w Massachusetts obsługa kin miała prosić widzów, aby w razie niekomfortowych sytuacji żołądkowych załatwiali oni swoje potrzeby poza obrębem sali projekcyjnej. Odbiorcy nie najlepiej reagowali też na „Ludzką stonogę”, francuską ekstremę „Martyrs” czy przełomowe dzieło Tobe’a Hoopera, czyli „Teksańską masakrę piłą mechaniczną”, która otrzymała kategorię wiekową X.

Jednak nie tylko horror decyduje się na ekstremalną zawartość, tak też bywa z kinem artystycznym.

„Dziwolągi”, niesławny obraz Toda Browninga z 1932 roku był wstrząsającym przeżyciem dla widzów. Na ekranie obserwowali prawdziwych artystów cyrkowych z deformacjami ciała, co było dla nich nad wyraz niepokojące. Ludzie masowo wychodzili z seansów, a wytwórnia MGM nalegała na przemontowanie filmu, po tym jak pewna kobieta stwierdziła, że seans spowodował u niej poronienie.

Wychodzenie z kina i protesty powodowała „Mechaniczna pomarańcza”. Obraz szokował zawartą w nim przemocą, uważano, że stworzy on pokolenie dzikusów i wykolejeńców. Zresztą w jednym z angielskich miast doszło do bliźniaczych zbrodni znanych z ekranu, tam też zakazano wyświetlania filmu. Ludzie opuszczali też sale kinowe podczas „Nieodwracalnego” Gaspara Noe. Film jest znany przede wszystkim z powodu brutalnej sceny gwałtu na bohaterce granej przez Monikę Bellucci, ale nie tylko ona była powodem wyjść z kina. Otóż reżyser zastosował 27-hercową częstotliwość basu, której nie może uchwycić ludzkie ucho podczas pierwszych 30 minut filmu. To infradźwięk, który wywołuje panikę i niepokój w sposób podobny do wibracji powodowanych przez trzęsienia ziemi. Później po to samo rozwiązanie sięgnęli twórcy „Projektu: Monster”.

Kino szokuje, kino poszerza granice, kino emocjonuje. I oby tak było przez kolejne dekady.

Filmów, które zbulwersowały widzów można wymienić jeszcze wiele – kontrowersyjne „Salo, czyli 120 dni Sodomy” Pasoliniego, „Życie Adeli” z trwającą kilkanaście minut sceną lesbijskiego seksu, wręcz pornograficzny włoski „Kaligula” Tinto Brassa czy nawet „The Golden Glove” Fatiha Akina z ostatniego Berlinale.

Dobrze jednak, że dostajemy takie obrazy. X Muza jest przecież od tego, aby nami wstrząsać. Bo przecież gdyby było inaczej, to wszystko powinno się skończyć jeszcze w 1896 roku, kiedy bracia Lumière pokazali „Wjazd pociągu na stację w La Ciotat”, a ludzie uciekali z sali bojąc się, że maszyna zaraz wyskoczy z ekranu i zostawi z nich tylko krwawą miazgę.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...