„Lód płonie” to dokument, który ogląda się jak thriller post-apo, w którym to my gramy główne role. Film zobaczycie na HBO GO

Recenzja/Film 12.06.2019
Nasza ocena:
„Lód płonie” to dokument, który ogląda się jak thriller post-apo, w którym to my gramy główne role. Film zobaczycie na HBO GO

„Lód płonie” to dokument, który ogląda się jak thriller post-apo, w którym to my gramy główne role. Film zobaczycie na HBO GO

Wyprodukowany m.in. przez Leonardo DiCaprio (aktor jest także narratorem) film dokumentalny „Lód płonie”, który można oglądać na HBO GO, przypatruje się temu, jaki wpływ na naszą planetę mają topniejące lodowce na Antarktydzie.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

To kolejny już po „Czy czeka nas koniec?”, emitowanym na National Geographic, film dokumentalny wyprodukowany przez Leonardo DiCaprio. O ile w „Czy czeka nas koniec?” aktor osobiście pojawił się przed kamerą i odwiedzał miejsca i ludzi, o których opowiadał film, tak w „Lód płonie” od HBO jego rola „zredukowana” została do bycia producentem i narratorem.

I, co istotne, DiCaprio nie odgrywa jako narrator nadrzędnej roli w filmie HBO. Na szczęście, bo po pierwsze tematyka jest zbyt poważna, by próbować wyjść przed nią na pierwszy plan. A po drugie, DiCaprio nie jest szczególnie dobrym narratorem. Ma drobne, acz słyszalne problemy z wymową/zgryzem, a przede wszystkim jego głos nie ma wyrazistej barwy oraz głębi, które potrzebne są do opowiadania historii z pozycji narratora. Sprawia to, że jakkolwiek dramatycznych faktów nam on nie przedstawia, nie robią one takiego wrażenia, jak miałoby to miejsce, gdyby czytał to wszystko Liam Neeson, Morgan Freeman czy choćby nasza Krystyna Czubówna.

Ale skupmy się na samym filmie, bo jest o czym mówić i pisać.

„Lód płonie” to nie pierwszy już film dokumentalny, którego celem jest zwrócenie uwagi globalnego widza na poważny i realny problem emisji CO2 do atmosfery.

Jak wspomina jeden z badaczy, których poznamy w filmie, jeszcze stosunkowo do niedawna panowało przekonanie, że dwutlenek węgla w atmosferze może być szkodliwy co najwyżej dla człowieka. Czyli, że emitując spaliny do atmosfery zatruwamy sami siebie, trochę tak jak palacze zaczadzają swoje płuca. Zmiana myślenia, wskazująca na wyraźne szkody dla całego globu liczy sobie zaledwie kilka dekad i postępuje dość powolnie. Dlatego też trzeba ludzi edukować i uświadamiać, jak wielka jest skala problemu, który my sami (w domyśle ludzkość) spowodowaliśmy.

„Lód płonie” już w pierwszym kwadransie seansu dostarczy nam szereg danych pokazujących jak wielki jest nasz negatywny wpływ na Ziemię. Dość powiedzieć, że stężenie dwutlenku węgla w atmosferze po raz pierwszy w historii osiągnęło poziom 400 ppm (parts per million z j.ang.). Jak wskazuje jeden z wykresów pokazanych w filmie, po ostatniej epoce lodowcowej, przez 6000 lat, poziom CO2 wzrósł z 80 do ok. 280 ppm w czasach przed rewolucją przemysłową. Tymczasem od momentu rozpoczęcia pomiarów w latach 50. XX wieku do dziś, kreska podniosła się o 40 proc., 100 razy szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

„Lód płonie”, ze świetnym wyczuciem narracyjnym, wyraźnie wskazuje nie tylko na powody i oczywiste reperkusje emisji dwutlenku węgla do atmosfery, ale też pokazuje, jak bardzo wpływa to na cały ekosystem naszej planety.

W pierwszej połowie filmu naukowcy przewidują, że totalnie stopnienie lodowców na Antarktydzie sprawi, że woda zaleje większość wybrzeży na północnych kontynentach. Wyobraźmy sobie całe wschodnie wybrzeże Ameryki Północnej, Wielką Brytanię oraz np. Szanghaj zalane falami powodziowymi. Jako że ocieplenie klimatu to także wzrost temperatur oraz susze, nietrudno sobie też wyobrazić, że tropikalne regiony świata mogą doczekać się exodusu ludności na skalę dotąd nieznaną ludzkości. I teraz przypomnijcie sobie zamieszanie z syryjskimi uchodźcami w Europie – ile to sprowadziło niepokojów, administracyjnego chaosu. Zamieńcie Syryjczyków na dziesiątki milionów ludzi ze wszystkich stron świata i macie gotową recepturę na globalne zamieszki, konflikty, przeludnienia, epidemie chorób, głód i tym podobne.

„Lód płonie” w zwięzły, barwny i klarowny sposób uzmysławia nam to, co powinniśmy wiedzieć od dawna – czyli, że Ziemia to jeden wielki organizm, którego jesteśmy częścią. Nie można naruszyć jego równowagi i nie zdawać sobie sprawy z tego, że prędzej czy później będzie to miało na nas jakiś wpływ. Choćby tylko pośredni. Od niedających żyć upałów, po niebezpieczne zimy, pożary lasów (w dodatku rozprzestrzeniające się kilkadziesiąt razy szybciej niż kiedykolwiek), aż po „choroby cywilizacyjne”, czyli astmę, cukrzycę, otyłość, które również są produktami ubocznymi zmian klimatycznych.

W filmie wielokrotnie padają stwierdzenia, że sprowadziliśmy Ziemię do granicy wytrzymałości.

Żyjemy obecnie w „ciekawym momencie”, gdyż jest on graniczny. To ostatnia chwila, aby zrobić coś ku poprawie warunków na planecie, w innym wypadku zmiany na Ziemi będą nie tylko nieodwracalne, ale też dramatyczne w skutkach. Twórcy z jednej strony ukazują mroczną stronę działalności człowieka, przedstawiając nas chwilami jako czarny charakter, szkodnika, pokazując jak wiele złego można zrobić planecie, która jest naszym domem. Ale na szczęście w odpowiednim momencie te akcenty się odwracają, bowiem „Lód płonie” opowiada także o sposobach na zatrzymanie, a być może nawet i zniwelowanie sporej części szkód, jakie wyrządziliśmy.

Autorzy filmu przedstawiają nam dostępne i już teraz wykorzystywane technologie i rozwiązania, które pomagają w oczyszczaniu Ziemi i mogą zostać użyte na jeszcze większą skalę. Od znanych nam paneli solarnych przez nowe metody użyźniania gleb po specjalną technologię prosto ze Szwajcarii, która pochłania CO2 z powietrza na zewnątrz i zasila nią szklarnie, tworząc przez to źródło odnawialnej energii. Zmiany klimatyczne okazały się swoistym punktem zwrotnym.

Ludzkość, która wyraźnie zapomniała o swoich korzeniach i relacji z naturą została siłą rzeczy zmuszona, by sobie o tym wszystkim przypomnieć i nauczyć się ponownie żyć w symbiozie ze światem.

„Lód płonie” – pomimo swojego dramatycznego tytułu – na szczęście nie próbuje edukować przez straszenie widzów wizjami końca świata. To niepokojący seans, ale nie taki, po którym nie będziecie mogli zasnąć w nocy, tylko taki, który może was nie tylko wyedukować w temacie globalnego ocieplenia, ale też zainspirować do działania, zmiany stylu życia.

W filmie usłyszymy i zobaczymy wypowiedzi naukowców, badaczy oraz wynalazców z wielu różnych krajów, co tylko dobitniej przypomina, że w ten problem jesteśmy wszyscy po równo zaangażowani, bo dotyczy on każdego z nas. Prędzej czy później, jeśli nic nie zostanie zrobione, by zapobiec dalszej emisji CO2, wszyscy odczujemy tego skutki.

Dlatego też tego typu produkcje jak „Lód płonie” są nie tylko ważne, ale i potrzebne. I dobrze, że są ludzie gotowi poświęcić na taką działalność czas, energię i pieniądze. To jeden z tych przypadków, w których sztuka filmowa może mieć, choćby mały, wpływ na zmianę świata na lepszy.

Film obejrzycie na HBO GO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (10)

169 odpowiedzi na “„Lód płonie” to dokument, który ogląda się jak thriller post-apo, w którym to my gramy główne role. Film zobaczycie na HBO GO”

  1. Czy Dicarpio przedstawił na końcu ile dwutlenku węgla wypuścił do atmosfery tworząc swój dokument? Pewnie mnóstwo. Wspomnial że latał odrzutowcem na lodowce robić zdjęcia i ogrzewał namiot koksownikiem? Ile prądu zeżarły komputery? Ile pali jego auto i jaki ma silnik? Dicarpio jest słabą osobą na promocje takiego filmu… to tak jakbym ja wypuścił program o powściągliwości seksualnej przed słubem

    • A jakie to ma znaczenie? Jeśli jeden człowiek latając odrzutowcem doprowadzi do ograniczenia zużycia paliw kopalnych przez kilka państw, to się opłaci, nie? Hipokryzję każdy głupi umie zarzucić.

  2. Al Gore w 2004 roku mówił, że mamy 10 lat do katastrofy ekologicznej. Dziś mamy 11. A za 11 lat będziemy mieć 12. Może niech się zdecydują?

    • On chciał tylko wygrać wybory i straszył ludzi ociepleniem tak jak PO straszy PISem… w obu przypadkach katolizmu… katechlizmu… kataklizmu nie było :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...