Parytet płci w programie festiwalu muzycznego to nowa normalność. Byliśmy na Primavera Sound 2019

Artykuł/Muzyka 04.06.2019
Parytet płci w programie festiwalu muzycznego to nowa normalność. Byliśmy na Primavera Sound 2019

Parytet płci w programie festiwalu muzycznego to nowa normalność. Byliśmy na Primavera Sound 2019

Primavera Sound w Barcelonie wyznacza kierunek, w jakim podążać powinny inne muzyczne festiwale. W 2019 kierunek ten jest niezwykle jasny i zamyka się w haśle „Nowa normalność”.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Primavera Sound w Barcelonie (w tym roku odbył się w dniach 27.05-2.06) to jeden z najważniejszych festiwali muzycznych świata i jeden z pierwszych w sezonie. W tym roku Primavera wyznaczyła też społeczny kierunek, w którym powinny podążać inne festiwale muzyczne.

Nowy kierunek promowało hasło „Nowa normalność”.

Primavera Sound chce być przestrzenią wolną od przemocy i dyskryminacji ze względu na płeć – głosił opis akcji „Nikt nie jest normalny” (oryg. „Nobody is Normal”), innej inicjatywy zapoczątkowanej na tegorocznym festiwalu. Na jego terenie umieszczono punkty świadomości i informacji, w których uczestnicy mogli zwrócić się o pomoc w przypadku styczności z dyskryminacją lub przemocą ze względu na płeć. Organizatorzy rzeczywiście zadbali o to, aby tegoroczna Primavera była przyjazna i otwarta dla każdego. To szczególnie ważne w takim tyglu, jakim jest festiwal o międzynarodowej renomie, na który przyjeżdża ponad 200 tys. fanów z całego świata.

„Nowa normalność” to także parytet płciowy w line-upie imprezy. Na 256 artystów ponad połowa to kobiety – to fenomen w skali światowej. Nowa normalność to równość – deklarują organizatorzy Primavera Sound, dając do zrozumienia innym promotorom i całej branży muzycznej, że od dziś wszyscy muszą grać w ten sposób. Już czas najwyższy.

primavera sound 2019
Fot. Christian Bertrand

Nowa normalność Primavery oznacza świetną organizację, proekologiczne rozwiązania w trakcie festiwalu (na to organizatorzy zwracają uwagę od dawna), aż w końcu – świetny line-up, który ogłoszony kilka miesięcy temu już robił wrażenie. Na miejscu jednak okazało się, jak dobre było to posunięcie.

Headlinerki występujące o najważniejszych festiwalowych porach, na dwóch scenach głównych imprezy, takie jak Miley Cyrus, Janelle Monáe czy Solange dały świetne koncerty, pełne pozytywnego przesłania, nawiązującego do kwestii równości i tolerancji. Ta ostatnia podzieliła się z publicznością wzruszającą osobistą historią dotyczącą jej powrotu do zdrowia i pracy nad najważniejszą dla niej płytą „A Seat at the Table”.

Największe tłumy fanów przyciągnęła inna artystka – Rosalía.

Obdarzona sopranem lirycznym Hiszpanka zapracowała już na status międzynarodowej gwiazdy. Tym razem występowała u siebie, więc otrzymała dodatkowy zastrzyk wsparcia ze strony kibicujących jej rodaków. Ale i bez tego jej występ był jednym z najjaśniejszych punktów festiwalu. W zeszłym roku na rynku pojawił się jej drugi album długogrający, „El mal querer”, na którym Rosalía łączy gatunki takie jak r’n’b czy soul z muzyką flamenco. Teksty opierają się zresztą na XIII-wiecznej historii miłosnej pt. „Flamenca” napisanej w języku oksytańskim. Nie trzeba jednak znać kontekstu jej twórczości, by docenić talent, świetne numery i wspaniały głos, dzięki któremu rozgadana publiczność festiwalu potrafiła w jednej chwili niemal całkowicie umilknąć, by w skupieniu i wzruszeniu słuchać opowieści przekazywanej przez artystkę.

primavera sound 2019
Fot. Sergio Albert

Innym cudownym koncertem Primavery był występ FKA twigs.

Brytyjska artystka zaprezentowała niedawno imponujący klip do nowego singla pt. Cellophane (pod tym linkiem znajdziecie ciekawy materiał na temat powstawania klipu). Piosenka zapowiada kolejny etap jej kariery i spore zmiany, jeśli chodzi o występy na żywo. FKA, twigs która jest również tancerką, w Barcelonie zaprezentowała teatralno-taneczne przedstawienie, z doskonałą choreografią i muzyką na żywo w tle.

Na wszystkich scenach festiwalu wybrzmiały różne odmiany popu. Popu nawiązującego do muzyki country (Miley Cyrus), soulu (Janelle Monáe) czy r’n’b. Primavera to festiwal wielkich artystów, takich jak cudowna Erykah Badu czy legendarny raper Nas, legend muzycznej alternatywy, takich jak zespół Low oraz muzyków ze znacznie krótszą dyskografią czy wręcz początkujących artystów. Moją uwagę przyciągnęła na przykład Nilüfer Yanya z Wielkiej Brytanii. To festiwal, który potwierdził, że czas gitarowych headlinerów dawno minął. Australijczycy z Tame Impala zrobili świetne wrażenie, również ze względu na wizualny aspekt koncertu, zaś Nowojorczycy z Interpolu przyciągnęli w dużej mierze swoich wiernych fanów, dając dobry, poprawny koncert. Jednak ich blask blednie przy świetle wspomnianej Rosalii czy Kali Uchis.

Primavera to festiwali zarówno dla łowców headlinerów, którzy najbardziej czekają na występy największych i najbardziej popularnych artystów, a także dla tych, którzy cenią sobie line-upy mniejszych imprez. Na Primaverę można pojechać zarówno przygotowanym, jak i zupełnie spontanicznie, bez znajomości line-upu, z chęcią odkrywania i szwendania się po mniejszych scenach. Zarówno jedni, jak i drudzy powinni wyjechać z Barcelony przeszczęśliwi.

Autor zdjęcia głównego: Paco Amate

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

36 odpowiedzi na “Parytet płci w programie festiwalu muzycznego to nowa normalność. Byliśmy na Primavera Sound 2019”

  1. “„Nowa normalność” to także parytet płciowy w line-upie imprezy. Na 256 artystów ponad połowa to kobiety” – no przepraszam, gdzie tu równość i parytet skoro kobiet jest więcej jak pisze autorka? Pomijając nieścisłość logiczną i nonsens tego zdania – czy naprawdę wszędzie musi wkradać się polityka, nawet na festiwale muzyczne? Czemu jak jest więcej kobiet to jest ok, a jak jest więcej mężczyzn to nagle dyskryminacja i horror patriarchatu? Czemu w ogóle to ma znaczenie czy jest równość płci w takich dziedzinach jak sztuka? Czy płeć warunkuje talent muzyczny? Jak więcej kobiet to lepiej? A jak więcej mężczyzn to gorzej? Brzmi to jak typowa dyskryminacja SJW. Jedyne co nam dadzą parytety to na siłe wdrożona przecietność. Bo w naturze nie ma równości i równowagi. Nie ma po równo rozdanych talentów. Na festiwalu jest więcej kobiet? Spoko, bardzo dobrze, niech i tak będzie, o ile rzeczywiście festiwal jest przez to lepszy. Osobiście wątpię bo moim zdaniem to nadal mężczyźni robią ciekawszą muzykę/sztukę w ujęciu globalnym. Ale to moje zdanie. Skoro autorka tak chwali reprezentację kobiet to chwała jej za to. Tylko po co robić z tego od razu polityczny temat, wywalać to na nagłówek i wyraźnie akcentować, niejako wyższość i “nową normalność” choć moim zdaniem to “nowa przeciętność”.

    • pieprzysz od rzeczy. parytety sa po to, by kto w koncu zaprosił utalentowane laski, a nie mniej utalentowanych gosci tylko dlatego, bo sa facetami. akurat w muzyce nie ma wiecej utalentowanych facetow. nawet bym zaryzykowala twierdzenie, ze to laski spiewaja lepiej. a faceci nawet jak spiewaja zle to i tak sa slawni. parytety powiny byc wszedzie, w kazdej dziedzinie, dopoty laski nie beda braly calymi garsciami z tego samego koszyka, co faceci. sorry, nie da sie inaczej przejsc setki lat dyskryminacji. w pewnych dziedzinach mentalnosc jest jak skala, nic jej nie zmieni. wiec zmieniac ja musi prawo i obyczaj. nowy dobry obyczaj :). nie ze***j sie w tym nowym swiecie. kocham takie komentarze, jedyne co ci zostalo to glosowac na konfederacje. biedny bialy hetero facet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...