Finał „Czarnobyla” skręcił w stronę patetycznego Hollywood i prawie popsuł doświadczenie całego serialu

Recenzja/Seriale 04.06.2019
Nasza ocena:
Finał „Czarnobyla” skręcił w stronę patetycznego Hollywood i prawie popsuł doświadczenie całego serialu

Finał „Czarnobyla” skręcił w stronę patetycznego Hollywood i prawie popsuł doświadczenie całego serialu

Nowy serial HBO, „Czarnobyl” już na starcie doczekał się doskonałych opinii od widzów i krytyków. Kolejne odcinki również spotykały się z przeważająco pozytywnymi ocenami, ale finałowy odcinek nieomal zniszczył to wszystko. Twórcy mini-serii nagle całkowicie odeszli od faktów historycznych i zaserwowali widzom dydaktycznego potworka.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery dotyczące ostatniego odcinka „Czarnobyla”.

Ostatnimi czasy bardzo dużo mówi się o nieudanych serialowych finałach. Emitowane przez lata, wieloodcinkowe produkcje mają to do siebie, że często kończą się niesatysfakcjonujący sposób. Trudno bowiem zamknąć wszystkie wątki i zawrzeć całą gamę emocji w jednym, czasem podwójnym epizodzie. Coś podobnego spotkało niedawno „Grę o tron”, której 8. sezon spotkał się z powszechnym odrzuceniem przez fanów, recenzentów i zwykłych widzów.

Teoretycznie podobny problem nie powinien jednak dotyczyć „Czarnobyla”. W końcu mowa o trwającej zaledwie jeden sezon pięcioodcinkowej mini-serii. Twórcy serialu nie mogli mieć problemów z domknięciem wszystkich wątków, bo sprawa dotyczy w dużej mierze autentycznych osób i zdarzeń. Chronologia i objętość zostały z góry ustalone, choć oczywiście w dziele fabularnym można było dokonać kilku zmian. Craig Mazin i jego ekipa od samego początku dosyć ostrożnie podejmowali się jakichkolwiek większych odstępstw od prawdy historycznej. Aż do 5. odcinka.

W ostatnim odcinku „Czarnobyla” twórcy postanawiają zrobić z tego wiarygodnego serialu patetyczną bajeczkę o bohaterstwie.

Trójka głównych bohaterów przestaje być dosyć przypadkowymi ludźmi, którzy zostają rzuceni wbrew swojej woli w wir wielkiej polityki i ogromnej katastrofy. Zamiast tego awansują na pozycję niemal członków ruchu oporu, którzy występują przeciwko aparatowi państwa i kłamstwom szerzonym z ZSRR. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z ówczesną rzeczywistością i prawdziwymi losami Walerija Legasowa czy Borysa Szczerbiny.

czarnobyl recenzja

Od samego początku serialu największe pretensje wobec scenarzystów były podnoszone w związku z postacią Uliany Chomiuk. Według twórców bohaterka stanowi symbol wszystkich naukowców, którzy brali udział w badaniu przyczyn i skutków wybuchu reaktora jądrowego. Od samego początku nie przystawała ona jednak ani do panującej wtedy rzeczywistości, ani postawy pozostałych bohaterów. Niestety, w finałowym epizodzie pozostałych dwóch bohaterów zaczyna zachowywać się identycznie.

W rzeczywistości nie doszło do żadnego wielkiego, publicznego wyznania prawdy na temat Czarnobyla. A przynajmniej nie w takiej formie, jak pokazuje to dzieło HBO. Za takie ujawnienie świat uznał odważny występ Legasowa w Wiedniu, który tutaj zostaje przedstawiony jak próba ukrywania prawdy. Wszystko dlatego, żeby na koniec móc zrobić wielki sądowy spektakl na miarę najbardziej wymyślnych hollywoodzkich filmów.

W ZSRR nic podobnego nie mogło mieć miejsca. Ale co gorsza całkowicie pozbawia to sensu wymowę całego serialu.

„Czarnobyl” to przecież dzieło opowiadające przede wszystkim o sile strachu, która rządzi nad każdą osobą w autorytarnym systemie. Podwładni boją się szefa, szef dyrektora, dyrektor przewodniczącego regionalnego KC i tak dalej. Do wypadku w Czarnobylu nigdy by nie doszło, gdyby nie iluzja podtrzymywana z obawy przed zwolnieniem, krzywdą najbliższych, torturami i śmiercią. Przez cztery kolejne odcinki twórcom serialu udaje się pokazać, że w takim systemie liczą się tylko niewielkie zwycięstwa i ciche sukcesy, o których praktycznie nikt się nigdy nie dowiaduje.

czarnobyl recenzja

W systemie takim jak ZSRR w dużej mierze nie ma dobrych i złych. Nikt nie jest wolny od działań opresyjnego aparatu państwowego, nawet ci na samym szczycie. Zrobienie ze Szczerbiny, Legasowa i Chomiuk bojowników o prawdę i wolność nie ma więc żadnego sensu. Wygląda to wszystko, jakby twórcy bali się braku zrozumienia u przeciętnego amerykańskiego odbiorcy, który oczekuje podobnych wielkich gestów, bo jest do tego przyzwyczajony.

Na szczęście pomimo wpadki na koniec „Czarnobyl” wciąż jest serialem absolutnie godnym obejrzenia.

To fantastycznie nakręcona i sprawnie zagrana historia, która z mocnym przywiązaniem do detali tworzy portret nie tylko samej katastrofy w Czarnobylu, ale też innych elementów życia w Związku Radzieckim. Wiele scen pokazanych w każdym z odcinków mogłoby spokojnie pretendować do najważniejszych nagród branży filmowej. Spodziewam się zresztą, że HBO pomimo słabszego 8. sezonu „Gry o tron” i tak zgarnie mnóstwo Emmy właśnie dzięki „Czarnobylowi”.

Gdyby nie zakończenie moglibyśmy mówić spokojnie o jednym z najlepszych, najbardziej konkretnych i świetnie zrealizowanych seriali ostatniego roku. Bez tego i tak jest dobrze, ale wielu widzów lepiej orientujących się realiach systemu komunistycznego będzie kręcić nosem na amerykański patos i bohaterstwo jak z komiksów złotej ery. Ale w świecie serialu bardzo rzadko mamy do czynienia z ideałami, więc może nie ma się co na „Czarnobyl” obrażać.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (23)

214 odpowiedzi na “Finał „Czarnobyla” skręcił w stronę patetycznego Hollywood i prawie popsuł doświadczenie całego serialu”

  1. Fatalny to jest ten artykuł :D Ostatni odcinek był najlepszy ze wszystkich, nawet lepszy niż pierwszy. Dostarcza więcej emocji niż 3 poprzednie razem wzięte. No ale jak ktoś ogląda tylko po to, żeby porównać z faktami historycznymi, których i tak nie da się w 100% ustalić, to pozostaje współczuć.

  2. To jest serial fabularny, a nie dokumentalny. Twórcy filmu mieli prawo zrealizować film według swojego autorskiego pomysłu. A widzowie – ja też – potrzebuję bohaterów. Poza tym cały serial łącznie z ostatnim odcinkiem jest znakomity. Wyjaśnia też i przybliża w miarę przystępny sposób wiele kwestii naukowych i technicznych dotyczących energetyki jądrowej, o których ludzie nie mają pojęcia.

  3. Dla każdego, kto pamięta tamte czasy choćby z opowieści ten odcinek jest daleki od tego, co gimb OP na jego temat napisał. Nie Hollywood, nie patetyczny i nie dydaktyczny. Jak rozumiem brodaty “ałtor” chciałby sceny walki na miecze świetlne, seksu pomiędzy Diatłowem i Szczerbiną (oj, sorry, Scherbiyną) czy półgodzinnej dyskusji pełnej terminologii którą Tomcio dniami rozkminiałby po forach. Ale to serial. Nie akta sądowe.

  4. Mi się wydaje, że to był jedyny sposób aby laikom wytłumaczyć jak działa reaktor i dlaczego doszło do wybuchu. Ciekawie i przystępnie, że nie miałem problemu ze zrozumieniem. Dodatkowo było jasno powiedziane, że wszyscy wiedzą że to jest proces pokazowy, że wyrok już jest wydany a sędziowie wiedzą co mają robić. A sam proces przecież miał miejsce naprawdę.

  5. Nawet nie che mi się komentować tych wypocin. Od razu wychodzi znikoma znajomość tematu i braku zrozumienia. Ale jak się nie żyło w tamtych czasach to czego tu oczekiwać. Generalnie serial wart swojej oceny i obejrzenia, chyba że ktoś czeka na wersje Rosyjską (propagandową).

  6. Bełkot himbusaw tytule zniszczył artykuł.
    “Doświadczenia z serialem” qźwa marketingowa papka przetlumaxzona z angola “user experience” ;(

    W Polsce mamy “wrazenia po obejrzeniu filmu”, “ekocje”, etc. a bie kuzea “doswiadczenia”!

  7. Zgadzam się. Już w 4. odcinku pojawiały się nabzdyczone tyrady o życiu, a 5. to kompletna łopatologia. Do tego niepotwierdzone dane w napisach na końcu. Od dawna wiadomo, że straty i szkodliwość katastrofy były o wiele niższe niż przewidywano.

  8. Dno… chodź nie dziwię się, nagły wysyp pseudo-ekspertów to zjawisko normalne. Emocje targały mną tak w ostatnim odcinku, że aż musiałem wyjść i zapalić z Walerym fajeczkę. Fenomenalny serial, na równi z Generation Kill.

  9. Szczerze powiedziawszy nie wiem o co wam chodzi, redaktor ma rację. Rozumiem małe odstępstwa od historii, jak np. katastrofa śmigłowca, która tak na prawdę miała miejsce kilka miesięcy później. Tu jednak mówimy o procesie, który jest zwieńczeniem historii. Liczyłem, że zostanie on pokazany tak jak w rzeczywistości: oskarżeni są winni, nikt nie ma nic do gadania, KC osiągnął co chciał. A tym czasem dostajemy moralizującą gadkę o tym, że nie powinno się kłamać. Samo takie wystąpienie nie miało szans się odbyć, bo nikt nie był tak głupi, każdy wiedział jak to może się skończyć. Jednak serial jest świetny, oglądało się znakomicie. Duże przywiązanie do odtworzenia realiów jak pojazdy, ubrania i sprzęt robią wrażenie, zdecydowanie warto obejrzeć.

  10. Że też nikogo nie dziwi i nikt się nie obrusza nad ukazaną w dialogu Szczerbiny z Legasowem nową „prawdą” historyczną odnośnie kresów wschodnich:
    Mieszkali tu głównie Żydzi i Polacy. Żydów zabito w pogromach, Polaków wyrzucił Stalin, a potem przyszli naziści i wymordowali tych którzy zostali.

    Podoba się państwu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...