Film „Perfekcja” to kampowa jazda bez trzymanki. Recenzujemy kolejny Netflix Original

Recenzja/Film 24.05.2019
Nasza ocena:
Film „Perfekcja” to kampowa jazda bez trzymanki. Recenzujemy kolejny Netflix Original

Film „Perfekcja” to kampowa jazda bez trzymanki. Recenzujemy kolejny Netflix Original

Netflix zapragnął mieć swoją miksturę „Czarnego łabędzia”, „Whiplash” oraz szalonych slasherów i tak też się stało. „Perfekcja”, choć daleka od ideału, zaskoczy was licznymi zwrotami akcji i niespodziewanym okrucieństwem.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Perfekcja” skupia się na dwóch młodych kobietach, których losy złączone były już w dzieciństwie. Charlotte (Allison Williams) miała niegdyś przed sobą perspektywę wspaniałej kariery jako wiolonczelistka światowej klasy. Niestety poważna choroba matki sprawiła, że musiała odłożyć swoje plany i poświęcić się opiece nad nią. Jej miejsce zajęła kilka lat młodsza Lizzie (Logan Browning), której udało się zdobyć międzynarodową sławę. Po latach obie kobiety spotykają się i pomiędzy nimi zaczyna tworzyć się namiętna relacja z pewną tajemnicą w tle.

Więcej nie zdradzę, gdyż nie chcę psuć zabawy z seansu. A ten naprawdę jest w stanie konkretnie „zabawić” widza. O ile ten jest świadomy kampowości nowego filmu Netfliksa.

„Perfekcja” to mimo wszystko solidne i w miarę wysmakowane, ale jednak kino klasy B.

Oczywiście nie jest pozbawione ambicji, ale zatrzymują się one na dość podstawowym i płytkim poziomie.

Twórcy filmu przygotowali widzom naprawdę mocną mieszankę różnych gatunków, tropów, styli oraz tematów. Dostajemy więc dramat obyczajowy, który nagle zmienia się w thriller i body horror, by potem przepoczwarzyć się w psychodramę i zakończyć krwistym slasherem. Jest tu miejsce na inspiracje „Czarnym łabędziem”, „Whiplash”, „Uciekaj!” czy „Hostelem”, a także filmami torture porn.

Tematycznie „Perfekcja” mierzy się z chorobliwym perfekcjonizmem, uzależnieniem ofiar od oprawcy, szaleństwem, wykorzystywaniem seksualnym, traumą. Dużo tego.

Może się wręcz wydawać, że za dużo. Ale na szczęście film Netfliksa w miarę udanie wymieszał te wszystkie składniki. Nawet jeśli nie każda zmiana tonalna pomiędzy rozdziałami filmu wypada naturalnie i płynnie. Chwilami można odnieść wrażenie przekombinowania, trochę zbyt zachłannego zmieniania nastroju i volt gatunkowych, ale, jeśli dacie się wciągnąć w tę stylistykę, to jest spora szansa, że „Perfekcja”  da wam 90 minut niezobowiązującej rozrywki spod znaku guilty pleasure.

Warstwa formalna nie oferuje żadnych wizualnych fajerwerków, poza jedną sceną. W pierwszym akcie, gdy główne bohaterki zaczynają mini-koncert na dwie wiolonczele, twórcy raczą nas przebitkami z ich wspólnej upojnej nocy w łóżku, tym samym tworząc naprawdę zręczną obrazową metaforę grania na instrumencie jako odpowiednika seksualnych uniesień. Poza tym, „Perfekcja” to po prostu porządnie wyreżyserowany film.

Aktorzy nie zawodzą. Przede wszystkim Allison Williams jest świetna i przekonująca oraz niejednoznaczna. W skutek licznych zwrotów akcji jej postać przedstawiana jest w zmiennym świetle. Choć dla mnie show skradł Steven Weber, aczkolwiek nie napiszę nic więcej, bo zacząłbym spoilerować ważne zwroty akcji. Zresztą, już pisząc to poprzednie zdanie zdradziłem co nieco.

„Perfekcja” próbuje się podłączyć pod nową falę amerykańskich WTF-horrorów. Udaje jej się to połowicznie.

Zwroty akcji są liczne, ale nie powodują szczękopadu, jak choćby podczas oglądania „Uciekaj!”. Zapożyczenia i mieszanki gatunkowe wydają się być przesadzone. Ale mimo wszystko kolejny Netflix Original ogląda się nieźle. O ile nie nastawicie się na powtórkę z „Whiplash” czy „Czarnego łabędzia”, nie powinniście się zbytnio rozczarować.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...