George R.R. Martin skomentował zakończenie „Gry o tron”. Krytycy 8. sezonu nie będą zadowoleni

Felieton/Seriale 21.05.2019
George R.R. Martin skomentował zakończenie „Gry o tron”. Krytycy 8. sezonu nie będą zadowoleni

George R.R. Martin skomentował zakończenie „Gry o tron”. Krytycy 8. sezonu nie będą zadowoleni

George R.R. Martin w ostatnich kilku tygodniach unikał komentowania 8. sezonu „Gry o tron”. Wielu fanów z niecierpliwością oczekiwało jednak jego opinii, zwłaszcza że ogólny odbiór finałowych odcinków był bardzo negatywny. Opublikowane właśnie oświadczenie Martina nie zadowoli jednak krytyków produkcji.

„Gra o tron” po ośmiu latach dobiegła końca. O całym serialu HBO i jego ostatnim sezonie będzie się jeszcze dyskutować przez wiele miesięcy, ale już teraz kilka rzeczy można stwierdzić z dużą pewnością. Przede wszystkim wyraźnie widać, że uczuciem dominującym wśród wieloletnich fanów jest zniechęcenie. Dziesiątki tysięcy ludzi w ogromnych emocjach komentowały kolejne odcinki i niemal automatycznie ustawiały się po dwóch stronach barykady.

Szybko okazało się zresztą, że krytyków 8. sezonu jest więcej niż jego obrońców. Ostatni epizod w pewnym sensie złamał linię tych podziałów. Obie strony wyszły z tego starcia mocno poturbowane i dalekie od poczucia spełnienia. Banalny happy end, jaki zobaczyliśmy w 6. odcinku tak naprawdę nikogo nie zadowolił. I trudno w tym kontekście wyciągać tłumaczenie, że nie sposób ucieszyć wszystkich. To oczywiście prawda, ale finałowy sezon stał na naprawdę niskim poziomie i prędzej wszystkich zawiódł niż zadowolił.

Zranieni fani „Gry o tron” swojego ratunku poszukują w osobie George’a R.R. Martina.

Próbowali odnaleźć przyczyny słabszej formy twórców produkcji i szybko doszli do wniosku, że zaczęła się ona od 6. sezonu. Czyli wtedy, gdy serial wyprzedził książki Martina i stał się w większości oparty na oryginalnych pomysłach oraz przerobionych, spłyconych elementach powieści. Głównymi winowajcami fatalnego zakończenia ochrzczono Davida Benioffa i D.B. Weissa. Przez lata wychwalani twórcy nagle okazali się totalnymi nieudacznikami, którzy nie są w stanie napisać jednego dobrego dialogu. Doszło do tego, że nagle zaczęto im wypominać błędy z przeszłości (w przypadku Benioffa głównym powodem kpin stała się jego praca przy scenariuszu „X-Men Geneza: Wolverine”).

gra o tron george rr martin

Gniew fanów można zdecydowanie zrozumieć, ale ich podejście do całej sprawy jest mocno naiwne. Showrunnerzy serialu to bardzo ważne osoby, ale tak olbrzymia produkcja jak „Gra o tron” to wręcz sztandarowy przykład dzieła zbiorowego. Nawet scenariusze są tak naprawdę wytworem kilku, a czasem nawet kilkunastu osób, bo swoje do powiedzenia mają też producenci i przedstawiciele stacji. Przy czym prawdziwe źródło naiwności fandomu leży jednak gdzie indziej – w oczekiwaniu, że George R.R. Martin wybawi ich z kompromitacji zwanej 8. sezonem „Gry o tron”.

Wszyscy, którzy liczyli na mocną deklarację ze strony Martina zapewne poczuli zawód na widok jego przepełnionego nostalgią posta.

Amerykański pisarz poświęcił większość nowej wiadomości na swoim oficjalnym blogu na podziękowaniach twórcom produkcji, wspominaniu przeszłości oraz… tłumaczeniu się z powolnego pisania „Wichrów zimy”. Do pewnego stopnia fani powinni zrozumieć Martina. Adaptacja HBO odmieniła nie tylko ich, ale też przede wszystkim jego życie.

Jak sam wspomina, nikt ponad dziesięć lat temu nie mógł przewidzieć, jaka sława czeka „Grę o tron”. A gdyby nie przygotowanie Benioffa i Weissa oraz zaangażowanie właśnie HBO w produkcję, uwielbiany przez miliony serial nigdy by nie powstał. I nie uczynił Martina sławnym. Nie oznacza to jednak, że obecnie jego zajęcia ograniczają się tylko do „Gry o tron”:

Jestem producentem pięciu show na HBO (niektóre nie mają nic wspólnego z Westeros), dwóch na Hulu i jednego na History Channel. Współpracuję też przy kilku pełnometrażowych projektach. Część z nich jest oparta na moich dziełach, a część to adaptacje cudzych książek. Mam nadzieję zrobić serię krótkich filmów opartych na twórczości jednego z najdziwniejszych i najbardziej oryginalnych pisarzy fantasy. Pracowałem też jako konsultant przy japońskiej grze wideo.

gra o tron george rr martin

Drugą część posta pośrednio odnosi się do różnych spekulacji fanów odnośnie zakończenia oraz następnych powieści.

Martin w przeszłości potrafił dosyć ostro odpowiadać namolnym czytelnikom (przede wszystkim, gdy sugerowali, że może umrzeć przed skończeniem sagi), a niedawno dał dowód na swoje zniecierpliwienie związane z plotkami o napisanych „Wichrach zimy”. Tym razem jest łagodniejszy, ale nie zaoferował wielkiego pocieszenia dla fanów spragnionych „prawdziwego zakończenia”:

Ludzie pytają – jak skończy się ta opowieść? Czy finał będzie taki sam jak w serialu? A może inny? Cóż… tak. I nie. I tak. Pracuję przy zupełnie innym medium niż David i Dan. Dwie ostatnie książki zajmą prawdopodobnie 3 tys. stron manuskryptu. Między serialem i książkami nastąpi efekt motyla. Niektóre postaci w powieściach żyją, a w serialu nie, inne nigdy nie pojawiły się w dziele HBO. Czytelnicy dowiedzą się jakie są ich dalsze losy. Książka czy film – które będzie miało „prawdziwe” zakończenie. To niemądre pytanie. Jak wiele dzieci miała Scarlett O’Hara?

Ostatnie zdanie nawiązuje do innej wypowiedzi Martina z czasów, gdy serial zaczął coraz bardziej odchodzić od treści książek. Pisarz przywołał wówczas przykład O’Hary, która w powieści miała trójkę dzieci, a w filmie jedno. Takie szczegóły nie przeszkodziły jednak w uznaniu obu wersji tej opowieści za prawdziwe, choć różniące się od siebie. I podobnie będzie w przypadku „Pieśni lodu i ognia” oraz „Gry o tron”.

Niezadowoleni widzowie nie mają co liczyć na słowa wsparcia od Martina, bo autor za wiele zawdzięcza serialowi, by go teraz odsądzać od czci i wiary. Nie może też przecież zdradzać szczegółów swoich kolejnych książek, a na tym polegałoby stwierdzenie: zakończenie serialu i sagi będzie inne. Fanom jego dzieł pozostaje uzbroić się w cierpliwość i w międzyczasie zajrzeć do opublikowanej niedawno kroniki Targaryenów pt. „Ogień i krew”. O ile oczywiście już tego nie zrobili.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (13)

16 odpowiedzi na “George R.R. Martin skomentował zakończenie „Gry o tron”. Krytycy 8. sezonu nie będą zadowoleni”

  1. Nie chodzi o samo zakończenie serialu, a wydarzenia jakie do niego doprowadziły lub raczej ich brak i masę niedokończonych wątków. Z punktu widzenia serialu zachowania niektórych postaci i końcowe wydarzenia nie mają sensu. W książkach wszystko będzie lepiej przedstawione i droga do końca lepiej opowiedziana. Serialowi brakuje conajmniej 2 sezonów.

  2. Zakończenie, samo w sobie nie jest złe, a książkowo może mieć sens. Jednak problemem są wątki, które nas do niego doprowadziły. To przez nie zakończenie wydaje się być całkowicie absurdalne.
    Przykładowo? Bran ma dostać Winterfell – nie, on jest sroką, ale jak sześć królestw to spoko.
    Inny przykład – Jon, jesteś spadkobiercą tronu, najlepszy król. Tyrion (który jest więźniem i kto dał mu prawo do głosu?) dwa tygodnie później – łączą nas historie (brzmiał jak ja na maturze, gdy lałam wodę) – dlatego Brandon Kaleki to super pomysł, a o Jonie to wszyscy zapomnieli.
    Na siłę wprowadzono wątek szalonej królowej w trzy odcinki. Owszem, była okrutna od zawsze i ma predyspozycje – jednak ukryte przesłanki to nie realne budowanie szaleństwa postaci.

    D&D po prostu w siódmym sezonie zobaczyli, że dziury logiczne i skróty uchodzą im na sucho, więc w ósmym sezonie po prostu postawili na momenty, które miały szokować widza.

  3. scena po napisach
    – Bran! Bran! Obudż się w końcu!
    – Ale miałem piękny sen… byłem królem i w ogóle…

  4. Radzę skontaktować się z SJP, chociażby w przypadku użycia słowa “krytyk” w kontraście do obrońcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...