Skandal i prowokacja dźwignią handlu. Recenzujemy nowy album grupy Rammstein

Recenzja/Muzyka 16.05.2019
Nasza ocena:
Skandal i prowokacja dźwignią handlu. Recenzujemy nowy album grupy Rammstein

Skandal i prowokacja dźwignią handlu. Recenzujemy nowy album grupy Rammstein

Długie 10 lat przyszło czekać fanom na nowy album grupy Rammstein. Upływ czasu jednak nie dał się im we znaki – ich brzmienie nadal jest mocne niczym niemiecka stal.

Chyba dla nikogo nie jest specjalną nowiną, że Rammstein zbudował swój wielki sukces nie tylko na udanej mieszance industrialnego rocka i metalu, licznym znakomitym gitarowym riffom, bądź charakterystycznym wokalom. Niemiecka grupa zwróciła na siebie uwagę całego świata w dużej mierze dzięki kontrowersjom.

W swoich klipach, tekstach, bądź na koncertach prezentowali fanom całą masę niepokojących obrazków i scen przemocy.

Sadyzm, gwałty, kanibalizm, nekrofilia i częste wykorzystywanie efektów pirotechnicznych oraz gadżetów seksualnych są u nich na porządku dziennym. Od momentu premiery teledysku do coveru Stripped, w którym grupa wykorzystała fragmenty filmu Leni Riefenstahl promującego III Rzeszę, oskarżani byli nie tylko o promowanie przemocy i wynaturzeń, ale też flirtowanie z faszyzmem i nazizmem. W rodzinnych Niemczech ich albumy były nierzadko cenzurowane.

Oczywiście, jak to często bywa z szokującymi obrazami i tym razem przekaz nie został w pełni zrozumiany, a jedynie wyjęty z kontekstu. Co zresztą wyszło na dobre samej grupie, bo dzięki skandalom i odsądzeniom od czci i wiary Rammstein stał się jednym z najgłośniejszych zespołów rockowych przełomu wieków. Ich muzyka stoi oczywiście na solidnym poziomie, ale też skłamałbym, gdybym stwierdził, że są to rockowe czy metalowe arcydzieła. Z łatwością można znaleźć lepsze muzycznie zespoły. Natomiast Rammstein wygrał tym, że zwrócił na siebie uwagę rozgłosem.

I przy okazji ich wielkiego powrotu po dekadzie nieobecności na rynku muzycznym, panowie znowu grają tymi samymi kartami. I znowu wygrywają.

Wystarczył miesiąc od premiery ich najnowszego singla Deutschland, by obejrzano go w serwisie YouTube niemal 50 mln razy.

O klipie pisały największe światowe media, w tym też i takie, które przeważnie nie pochylają się nad premierami teledysków muzycznych. Powód? W jednej ze scen członkowie zespołu, wcielający się w Żydów, ubrani w pasiaste kostiumy więzienne z przypiętymi gwiazdami Dawida gotują się do zawiśnięcia na stryczku. Nie trzeba było długo czekać na reakcje i okrzyki: „Skandal!”. Klip jest kontrowersyjny i z pewnością nie nadaje się do oglądania dla każdego, ale owa scena została wyjęta z kontekstu. Sam utwór oraz klip opisują bowiem najbardziej charakterystyczne momenty w historii państwa niemieckiego.

Czy trywializują Holokaust? Szczerze mówiąc nie wydaje mi się. Szczególnie, że wokalista Rammstein śpiewa, że Niemcy tyleż samo kocha, co nienawidzi. Ale cel został osiągnięty. A sam utwór? Niezły. To taki trochę best of Rammstein w pigułce. Jest elektronika, mięsiste riffy, dobry rytm, przejmujący, teatralny refren. Jak na otwarcie albumu jest to solidny start, ale bez większych rewelacji.

Osobiście o wiele bardziej spodobał mi się Radio. Swoją drogą przypomina mi on mocno, pod względem wiodącego riffu i kapitalnego rytmicznego refrenu, kawałki System Of A Down. W sumie banalny to kawałek, ale znakomicie się przy nim bawię i będę często do niego wracać.

Zeig Dich jest jeszcze lepszy. Zaczyna się od podniosłych chórów, z czasem dołączają do niego gitary, potem perkusja i zaczyna się konkretna jazda.

Może i panowie z Rammstein nie mają wyjątkowego talentu do pisania wybitnych tekstów, ale trzeba im przyznać, że jak mało który zespół rockowo-metalowy potrafią dostarczyć słuchaczom całą masę wpadających w ucho pomysłów rytmicznych, przy których głowa sama zaczyna się kiwać we wszystkie strony.

Druga połowa albumu przynosi drobne ukojenie. Rammstein zwalnia tempo, staje się bardziej melodyjny, spokojny. Puppe brzmi w połowie niemalże jak kołysanka, tyle że śpiewana przez złowieszczego goblina. Diamant jest już w pełni delikatny i liryczny, choć też jednocześnie niepokojący. Choć nadal nie tak bardzo niepokojący, jak zamykający album Hallomann, opowiadający o mężczyźnie, który zabiera ze sobą na przejażdżkę małą dziewczynkę… To najlepszy kompozycyjnie kawałek na płycie. Różnorodny, ze zmienną dramaturgią, atmosferą rodem z filmu grozy, świetnymi partiami gitary i solówką w drugiej części.

Nie obyło się jednak bez muzycznych wpadek. Auslander to jakaś dziwaczna mutacja europopu i taniego techno. Słuchając go byłem o krok od podjęcia decyzji o zakupie Kubotów.

A Was Ich Liebe to jakaś niepotrzebna zapchajdziura. Jako całość nowy album Rammstein spisuje się nieźle. Choć, biorąc pod uwagę fakt, że trzeba było czekać na niego dekadę sprawia, że można go uznać za drobne rozczarowanie. Zabrakło mi tu jakiegoś potężniejszego tąpnięcia. Większość kawałków jest co najmniej dobra, ale też i dość wtórna, oparta na tym samym schemacie refren-zwrotka-refren…

Nie ma tu powalających muzycznych pomysłów, zaskakujących motywów. Jest solidne rzemiosło i atmosfera znana z poprzednich dokonań. Jeśli to wam wystarcza, możecie bez obaw zabierać się do słuchania.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (4)

6 odpowiedzi na “Skandal i prowokacja dźwignią handlu. Recenzujemy nowy album grupy Rammstein”

  1. W sumie to oprócz wypuszczonych wcześniej singli “Deutschland” oraz “Radio” to “Zeig Dich” oraz “Tatoo” są godne polecenia. Reszta to usypiacze i zapchajdziury. Jak na dziesięć lat czekania trochę mało jak na 11-sto kawałkowy album… Ogólnie nie jest źle bo są hity ale niedosyt jest…

  2. Nie wiem co autor mia na myśli pisząc, że panowie z Rammstein nie mają wyjątkowego talentu do pisania wybitnych tekstów.Jeśli tylko recenzowaną płytę, to rzeczywiście ta wartswa odstaje znacznie od poprzednich albumów. Jest odrobine płyciej. Co nie zmienia faktu, że nawiązania do literatury germańskiej są na absolutnie topowym poziomie. Lindemann ma niebywały talent do ubierania bardzo trudnych spraw w prostą, ale nie prostacką formę. Jeśli popatrzymy na poruszające zwłaszcza ostatnio aktualne tematy teksty w “Tier” i “Hallelujah” to “Zeig dich” wypada juz słabiej. Dwa poprzednie powodują absolutne ciary po dziś dzień. Podobnie jest z ballada “Diamant”, która może i miała byc prosta z założenia. No ale jesli sie popełniła tak antyckliwe arcydzieła jak “Ohne dich” i “Amour” to ciężko juz zaakceptować coś innego. Pomimo tego teksty nadal działają na wyobraźnie. “Puppe” jest wręcz tetralnym przedstawiem. “Ausländer” to znowu nawiazanie do seksizmu obcokrajowców, którzy wpadają na maks dwie godziny, a nauka języka obcego służy tylko do tego, żeby dokonywac nowych podbojów. Muzycznie numer dość energetyzujący ale to inny temat. Reasumując. Ja zawsze lubiłem Rammstein za rozbudzanie wyobraźni trafnym zdaniem. Choc na tej płycie poszło to lekko w dół z poziomem to nadal jest świetnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...