„Gra o tron” znów wywołuje emocje kontrowersyjnymi decyzjami. Oceniamy przedostatni odcinek finałowego sezonu

Recenzja/Seriale 13.05.2019
Nasza ocena:
„Gra o tron” znów wywołuje emocje kontrowersyjnymi decyzjami. Oceniamy przedostatni odcinek finałowego sezonu

„Gra o tron” znów wywołuje emocje kontrowersyjnymi decyzjami. Oceniamy przedostatni odcinek finałowego sezonu

Przedostatni odcinek finałowego sezonu „Gry o Tron”, „The Bells”, wreszcie dostarcza to, czego fani oczekiwali od początku tej serii – śmierć ważnych bohaterów i wyraźne przetasowania w talii sojuszników. Wreszcie jest o czym dyskutować, co analizować i rozkładać na czynniki pierwsze.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery dotyczące piątego odcinka ósmej serii „Gry o Tron”.

Ostatni sezon jednego z najpopularniejszych seriali na świecie już zdążył podzielić fanów, którzy wytykają twórcom niezwykle dużo skrótów myślowych, tanich rozwiązań czy technicznych wpadek. Najnowszy odcinek może jeszcze mocniej poróżnić fanów, bo, choć zamyka bardzo wiele wątków, częstokroć robi to w kontrowersyjny, nie w pełni uzasadniony sposób.

Warto jednak wynotować, że „Gra o tron” od początku swojej emisji umiejętnie bawiła się oczekiwaniami widza.

Nie tylko jeśli chodzi o stworzenie wrażenia, że niemal każdy może zginąć w dowolnym momencie, ale także, jeśli chodzi o budowanie sympatii i antypatii względem poszczególnych bohaterów.

W ciągu kilku sezonów, bardzo wiele postaci przeszło diametralną przemianę, tak samo jak nasze ich postrzeganie. Wiąże się to zresztą z faktem, że jedną z dewiz serialu jest to, że nie ma ludzi prawdziwie dobrych i prawdziwie złych. Każdy jest skłonny do czynów godnych i haniebnych, w zależności od tego, co bardziej opłaca mu się w danym momencie. Oczywiście mieliśmy w serialu wielu demonicznych, lubiących okaleczać innych bohaterów, którzy zdawali się być napędzani jedynie przez najniższe pobudki, jednak większość z nich wielokrotnie pokazywana była w wielu odcieniach. Wydaje się, że właśnie dlatego twórcy wciąż tak chętnie bawią się optyką pokazywania postaci, testując nasze oczekiwania oraz igrając z naszymi sympatiami.

gra o tron s08e5 recenzja

Mimo że chwilę wcześniej wszyscy słyszą Dzwony, które zwiastują kapitulację miasta, Matka Smoków (czy w zasadzie Smoka), decyduje się, by podpalić miasto i znajdujących się w nim mieszkańców. Decyzja ta jest silnie kontrowersyjna i poprowadzona w sposób, który nie jest w pełni czytelny. Siedząca na smoku Daenerys słyszy dzwony, a kamera robi wtedy zbliżenie na jej twarz. Ta staje się coraz bardziej zacięta i wkurzona, po chwili kobieta wznosi się na smoku w powietrze i rozpoczyna swój nieodżegnany teatr ognia.

Od momentu podjęcia działania przez Daenerys, reżyser decyduje się ani razu nie ukazać jej na zbliżeniu, a jedynie jako figurę widzianą z oddali, ciemny kształt na niebie.

Przypomina to sytuację z intrygującego początku „Batman V Superman: Świt Sprawiedliwości”, gdy oglądaliśmy walkę Supermana z Zodem z perspektywy zwykłych obywateli miasta. Z takiej strony walka o los ludzkości nie jawiła się jako konflikt dobra ze złem, a jako przerażające zagrożenie niewiadomego pochodzenia, które może doprowadzić do śmierci niewinnych osób. Sytuacja w „The Bells” jest tym bardziej przerażająca i przejmująca, gdyż wiemy, że Daenerys nie chroni niewinnych, a jedynie swoje prawo do Tronu, wedle zasady, która uczyniłaby samego Thanosa, wroga Avengersów, dumnym. Na początku odcinka Matka Smoków mówi bowiem coś, co w przesłaniu brzmi podobnie do słów Szalonego Tytana z „Avengers: Koniec Gry” – Ulitujemy się nad przyszłymi pokoleniami, które nie będą już zakładnikami tyranów.

Wielu ludzi zdążyło już potępić twórców serialu za całkowite zabicie rozwoju postaci, nie godząc się na takie rozwiązanie fabularne. Sam zresztą nie podjąłem jeszcze decyzji, co sądzę o wyczynie Khaleesi. Kluczem do tej decyzji i całej sekwencji wydaje się wprawdzie przytoczona wyżej rozmowa, jednak nadal niepewne są pełne konsekwencje tego czynu, tak dla wydarzeń serialu, jak i samej postaci.

Czy to oznacza, że Daenerys oszalała, tak jak jej ojciec?

A może to kolejny przykład na to, że sama chęć sprawowania władzy nie oznacza, że jest się jej godnym? To zresztą silnie wiązałoby się z motywami tego odcinka, wielokrotnie podkreślającymi, że częstokroć dobry władca to nie ten, który pragnie władzy, a ten który swoimi czynami okazuje się godny, by ją sprawować. To my dajemy im władzę, czy zdają sobie z tego sprawę czy nie – powie przecież do Jona Lord Varys w jednej z pierwszych sekwencji odcinka.

Z drugiej strony, być może Królowa wie jak jej działania zostaną odebrane i jakie będą konsekwencje jej czynu. Być może jednak, zgodnie ze swoimi słowami z początku odcinka wierzy, że ocaleni będą mogli odbudować na poczynionych przez nią zgliszczach nowe miasto i nowy system, który będzie bardziej sprawiedliwy? W końcu Danerys Targaryen od lat zapowiadała, że nie zamierza naprawiać koła (niegodziwego systemu), a je roztrzaskać. Konsekwencje jej kontrowersyjnej decyzji na pewno zaważą na finalnym odcinku serii i samego serialu i wpłyną na to, w jaki sposób po latach zostanie on zapamiętany.

Krajobraz po bitwie jeszcze nigdy nie był tak dramatyczny.

gra o tron s08e05 recenzja

 „Gra o tron” po raz kolejny podkreśla znaczenie rodziny dla losów poszczególnych postaci. Więzy krwii stanowią najważniejszy budulec wszelkich relacji, a kwestia przynależności rodowej odgrywa ogromne znaczenie. Właśnie z tego powodu Jaime wraca do Królewskiej Przystani. Nie po to by, jak zakładało wielu, samodzielnie zgładzić Cersei, ale właśnie po to, by spróbować ją uratować, aby wreszcie zaznać spokojnego rodzinnego życia z ukochaną osobą u boku. Przykład tego wątku również pokazuje, w jaki sposób twórcy celowo grają z oczekiwaniami widza, starając się zmienić jego optykę patrzenia. Wielokrotne przypominanie o tym, że działania Cersei zawsze podyktowane były dobrem jej dzieci ma sprawić, że jej ostatnie chwile będą tym bardziej przejmujące i nadające jej bardziej ludzki rys.

Twórcom „Gry o tron” wyraźnie zależy na tym, aby widz nie mógł poczuć ulgi i zadowolenia i by nie chciał krzyknąć: No nareszcie!

Chcą raczej, aby zadrżał nad losem postaci, dostrzegł w nich ludzkie, bliskie życiu dramaty i musiał zmierzyć się z mieszanką sprzecznych emocji, które wynikają z takiego poprowadzenia fabuły. Więzy krwi dyktują też decyzję Tyriona, aby wypuścić Jaimiego z kajdan. Swoją drogą – to jedna z bardziej emocjonalnych scen odcinka, skrzętnie wykorzystująca naszą wiedzę o bohaterach i odwołująca się do wątków z samego początku serialu.

Podobnie satysfakcjonująca, bo podprowadzona niemal od pierwszych odcinków, jest walka między braćmi Clegane, czyli sławetny już #CleganeBowl. Sposób, w jaki reżyser prowadzi do konfornatcji między bohaterami również podkreśla znaczenie rodziny, która przyćmiewa wszystkie inne wydarzenia czy zobowiązania. Animozje między braćmi są znacznie ważniejsze od chronienia Królowej od śmierci, co w niezwykle ciekawy sposób zostaje ukazane tuż przed krwawą bratobójczą walką wśród rozpadającego się na kawałki zamku.

gra o tron s08 e05

Wątek Aryi i Clegane’a to kolejny wyrazisty przykład na zmianę postrzegania postaci, która ma miejsce od wielu sezonów. Po poświęceniu, którego Ogar dokonał podczas Bitwy o Winterfell w celu chronienia Aryi, mężczyzna po raz kolejny decyduje się ratować życie panny Stark. Przemawia jej do rozsądku, gdy oboje docierają do Czerwonej Twierdzy. Dzięki jego słowom dziewczyna wybiera życie nad samobójczą misję. Ważność i wzniosłość tej chwili podkreśla fakt, iż Arya dziękuje Sandorowi po raz pierwszy używając jego prawdziwego imienia. Moment ten pozwala ujrzeć nam dramatyczne sekwencje, rozgrywające się w mieście i które sprawiają, że Arya zdaje się miec nowy cel na horyzoncie. Czy przyjdzie jej jednak zabić Królową? Wydarzenia odcinka, a zwłaszcza jego końcówka zdają się sugerować, że w przyszłym tygodniu czeka nas finalna bitwa na tle Starkowie-Targaryenowie. Jedno jest pewne – nie obędzie się bez krwi.

Serial „Gra o tron” znajdziecie na HBO GO

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (20)

93 odpowiedzi na “„Gra o tron” znów wywołuje emocje kontrowersyjnymi decyzjami. Oceniamy przedostatni odcinek finałowego sezonu”

  1. Odcinek bardzo mi się spodobał. Teraz pewnie “eksperci” znajdą pozostawione kubki po kawie, błędy w taktyce, logice, czy prowadzeniu historii, ale to i tak nie zmieni mojego zdania. Niemniej jednak czekam na to, jak historię zakończy GRRM

    • Mi się tez podobał, co nie zmienia faktu o masie absurdów i skrótów fabularnych. Praktycznie nikt nie zachował się jak należy, Złota Kompania istniała chwilę a smok to taki samolot B2 z bombą atomową na pokładzie, w zasadzie po co Dance była ta armia mogła zniszczyć wszystko już dwa sezony temu tymi smokami – nie czujesz tego absurdu? Arya która tyle sezonów szykowała się na rozprawę z Cersei natychmiast zawróciła jak Ogar powiedział – nie idź bo zginiesz”, no a ona “No ok, spoko, zawracam”. Takich absurdów są setki nie wspominając o nagłej przemianie ni stąd ni zowąd Danki – która dokonała Holokaustu na cywilach a tyle sezonów wmawiała że przychodzi wyzwalać – nie było żadnych przesłanek wcześniej, że tego dokona. Oczywiście budowany wątek Nocnego Króla zakończył się w 5 sekund bez żadnych wyjaśnień no bo po co? Scenariuszowo zrypane jest wszystko w tym sezonie przez co żadne zakończenie nie będzie satysfakcjonujące a koncepcje są tylko 3. Takich seriali się nie spłyca bo mamy typowe streszczenie powieści bez uzasadnień i wyjaśnień, a z nimi ten odcinek byłby bardzo dobry może poza przygłupią śmiercią Cersei pod kamieniami.

      • Benioff i ten drugi przeczytali chyba kilka recenzji na spiderze i popadli w deprechę — po co się wysilać, skoro i tak komentują nas infantylni ignoranci bez krztyny warsztatu.

      • no nie było. takie ukrzyżowanie panów za brak posłuszeństwa 2 sezony wcześniej to nie jej wina. O niczym nie wiedziała :)

  2. Ten sezon to brutalny gwałt analny na logice.
    Ludzie odpowiedzialni za pisanie scenariusza tego sezonu powinni zostać dyscyplinarnie odsunięci od tego zawodu.

  3. Arya zabije Denerys.
    Patrząc na zwiastun finałowego odcinka, moim zdaniem celowo kamera najeżdża na młodą Starkowne.
    Dodatkowo będzie to wypełnienie przepowiedni Kapłanki.
    Trzy kolory oczu- w to się to wpisze.

    • To, że Arya odegra wielki finał, stało się jasne już jakiś czas temu. Pytanie tylko, czy zginie Jon i czy pojawi się jeszcze któraś z odpuszczonych w 5. odcinku ważnych postaci (Brienne, Sansa…). Kto pozostanie władcą? Stawiam na Małego i Sansę, w końcu mogliby skonsumować związek…

      • Nikt nie zostanie władcą, tron zostanie pusty, przeżyje tylko John ale on wróci na północ bo będzie załamany po śmierci Danki którą sam zabije, spełni się wizja Brana w której widział pustą salę tronową pokrytą śniegiem czy też pyłem.

    • Mi spodobałby się ten odcinek gdyby był z kompletnie innego serialu. Esensją Gry o Tron były miliony odcieni szarości występujące pomiędzy białym a czarnym kolorem, a na których opierały się motywy i relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami. W tym sezonie wszystkie motywy zostały wyrzucone do śmieci i spłycone do granic możliwości. Danka idąca po trupach do celu, gdzie jeszcze nie dawno tak pięknie broniła niewolników w Mereen, Jon, który przeszedł długą drogę od bezpłciowego kmiota po walecznego dowódcę by znów przerodzić się w totalne drewno. Nie można zapomnieć również o Aryi, która w ostatniej sekundzie poprzestaje na swoim celu, a któremu przecież poświęciła swoje życie. Teleporty armii, smok, który staje się niezniszczalny, to wszystko po to by szybko zakończyć całą farsę. Istnieje teoria, która mówi, że Martin miał duży wpływ na skrócenie ostatniego sezonu do granic możliwości tylko po to, by jego ostatnie 2 książki wypadły o wiele lepiej w całym rozrachunku – to jego historia będzie tą jedyną i właściwą. Nie wiem, może coś w tym być, bo ten sezon jest po prostu zbyt szybki, wszystkim dano o wiele mniej czasu, zdrada Varysa trwa może z 2 odcinki, gdzie powinna być stopniowa i wyważona. Spoko, wybuchy były fajne, długie ujęcia również, ale to nie jest siłą Gry o Tron.

      • Przecież Danka od pierwszego odcinka idzie po trupach do celu. Są to trupy tych, którzy się z nią nie zgadzają i nie klękają. Przecież po kolei jest obdzierana ze wszystkiego. Postać Jona pokazuje, że bezrefleksyjne trzymanie się honoru i lojalności prowadzi tylko do tragedii. Arya to akurat pokazanie, że bezrozumna zemsta nie ma sensu i prowadzi do samozagłady. O to chodziło Sandorowi, dlatego prosił ją żeby zawróciła póki jeszcze może.
        Inne pokazanie tego byłoby spłyceniem.
        Varys po prostu się przeliczył. Postawił na złego konia. Chciałbym zauważyć, że jego knowania też spowodowały chaos w Westeros.

  4. Bez krwi się nie obejdzie. Za to autor znakomicie obszedł się bez słownika i korekty. Khaleesi powinna przylecieć ze swoim wściekłym smokiem nad polską szkołę i wypalić ten żałosny padół arogancji, nieudolności i lenistwa do gołej ziemi — za przepuszczanie przez egzamin maturalny ludzi, którzy zostają dziennikarzami mimo braku elementarnego warsztatu. A teraz banujcie, osły dardanelskie, czekam nieugięty jak Varys :-)

  5. Abstrahując od świetnie zrealizowanego odcinka, który dostarczył równie wiele emocji co trzeci, poczynania Daenerys niestety zniesmaczyły mnie do żywego. Tak się kończą ideały, gdy w grę wchodzi egotyzm i żądza władzy. Zdegustowana i zszokowana mina Jona Snow mówi więcej niż cokolwiek…

  6. Tak aby trochę spojrzałem co tam się dzieje, bo ja teraz na fazie sezonu pierwszego bo w Empiku kupiłem i powoli się wdrażam. Na DVD jest zdecydowanie lepsza jakość :d

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...