Czy gdyby Tyrion chciał, to mógłby zostać królem Westeros? W „Grze o tron” jest pewna furtka

Analiza/Seriale 09.05.2019
Czy gdyby Tyrion chciał, to mógłby zostać królem Westeros? W „Grze o tron” jest pewna furtka

Czy gdyby Tyrion chciał, to mógłby zostać królem Westeros? W „Grze o tron” jest pewna furtka

O sukcesji w „Grze o tron” mówimy już od czasu, gdy wydało się, że dzieci króla Roberta tak naprawdę nie są jego. Dzisiaj sytuacja jest tak skomplikowana, że o władzę mogą ubiegać się najróżniejsi bohaterowie. Mało kto jednak pamięta, że dość blisko najwyższej władzy jest… Tyrion Lannister.

Oczywiście poniższy tekst zawiera spoilery.

Sukcesja w światach fantasy to skomplikowana sprawa. Twórcy zwykle – zapewne słusznie, chociaż w tym wypadku byłoby to pomocne – nie rozpisują się zanadto na temat praw rządzących danym światem czy królestwem. „Gra o tron” jest pod tym względem wyjątkowa, bo  – jak wskazuje sam tytuł – lwią część fabuły zajmuje walka o władzę. Samo zawiązanie akcji serialu dotyczy przecież tajemnicy dzieci panującego wówczas Roberta, które – jak później się okazało – pochodziły z kazirodczego związku jego żony i jej brata.

Sprawa była o tyle poważna, że gdyby prawda o biologicznych rodzicach Joffreya, Tommena i Myrcelli wyszła na jaw, to dzieciaki te nie mogłyby odziedziczyć tronu po królu.

Ta tajemnica kosztowała życie wielu ludzi, w tym Neda Starka. Zresztą nestor rodu ze stolicą w Winterfell za wszelką cenę próbował być wierny prawu obowiązującemu w Siedmiu Królestwach. Eddard wiedział, że jeśli Robert nie doczekał się potomka z legalnego związku, to władza musi trafić w ręce jednego z jego braci, w tym wypadku był to Stannis, a nie młodszy Renly. Sprawa ta pokazuje, że prawo pomija w tej kwestii żonę króla, czyli Cersei.

5 sezon gra o tron

Niby w 1. sezonie Ned Stark był wierny obowiązującemu prawu, a sam przecież złamał je, gdy wraz z Robertem obalali Szalonego Króla. To z resztą nie pierwszy i nie ostatni raz, gdy tron obejmuje nie ten, kto ma do niego prawo, a ten kto zdobywa stolicę i ma na tyle siły (militarnej i politycznej), aby móc go utrzymać.

W gruncie rzeczy Joffrey nie powinien zasiadać na tronie, a Cersei nie powinna być regentką.

Rzecz jednak w tym, że nawet jeśli traktuje się prawo instrumentalnie, to lepiej, aby władza miała odpowiednią legitymizację. Jest to co prawda tylko kolejny z atutów, jakie musi posiadać władca, ale powiedzmy, że jeden z mocniejszych.

Obecnie Westeros jest w dość trudnej sytuacji. Król zmarł kilka lat wcześniej, jego synowie – bo taki scenariusz forsowali Lannisterowie – czyli Joffrey i Tommen nie żyją. Władza powinna zatem przypaść w udziale komuś z dalszej linii Baratheonów, tyle tylko, że nie wiemy do końca, czy jacyś jeszcze żyją – zapewne nie. W grę wchodzą oczywiście dzieciaki z nieprawego łoża, ale na przykładzie Ramsaya Snowa (Boltona) wiemy, że dopiero uznanie go przez ojca jako swojego syna czyni go spadkobiercą majątku i tytułu.

gra o tron 3 sezon

Oczywiście taki bękart może wywalczyć sobie prawa do dziedziczenia i bez tego, ale aby to uczynić potrzebuje zapewne równie wiele stali, co sojuszników, którzy mają swój interes w zmianie obowiązującej sytuacji politycznej. Dlatego tak nieprawdopodobne wydaje się, aby na przykład Gendry mógł ubiegać się o jakąkolwiek spuściznę, chociaż oczywiście któryś ród mógłby mieć interes, aby dochodzić jego praw.

Pod koniec 6. sezonu doszło jednak do sporych zmian w kwestii sukcesji.

Cersei po śmierci swoich dzieci, chociaż nie miała do tego żadnych praw, koronowała się na królową (czy też króla) Westeros. Warto zwrócić jednak uwagę, że „królowa Andalów i Pierwszych Ludzi…” nie koronowała się jako żona Roberta Baratheona, jak mogliby twierdzić nieuważni widzowie. Qyburn, który przeprowadzał cały proces intronizacji, jasno powiedział, że królową ogłasza Cersei z domu Lannisterów.

Prowadzi to do dość osobliwych i płodnych w spekulacje wniosków. Po pierwsze po śmierci Kevana Lannistera (biedaka strawił dziki ogień podłożony na rozkaz Cersei) trudno powiedzieć, kto powinien teraz przejąć władanie nad domem Lannisterów, a także co stałoby się, gdyby królowa… zmarła.

Okazuje się, że odpowiedź na oba problemy jest dość niewysoka i ma na imię Tyrion.

W świetle tego, że Cersei Lannister na dobrą sprawę rozpoczęła rządy nowego rodu na Żelaznym Tronie, jej śmierć sprawiłaby, że całą królewską spuściznę powinien przejąć jej potomek. Jeśli takiego nie ma, to – analogicznie do sytuacji po śmierci Roberta – koronę powinien przejąć starszy brat. Jaime został jednak członkiem Gwardii Królewskiej, a co za tym idzie wyrzekł się ziemi, rodziny itd. Następny w kolejce jest więc Tyrion i nie ulega wątpliwości, żeby gdyby obecna królowa zmarła, prawo byłoby po jego stronie. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że po śmierci Kevana Tyrion może mieć dość łatwą drogę przejęcia… Casterly Rock, a co za tym idzie pełnego prawa do zarządzania majątkiem i innymi dobrami Lannisterów.

Oczywiście to tylko spekulacja opierająca się jednie na wiedzy serialowej i obecnej sytuacji w Westeros. Przyznam jednak, że taki obrót spraw byłby nie tylko zaskakujący, ale również bardzo, bardzo satysfakcjonujący.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

77 odpowiedzi na “Czy gdyby Tyrion chciał, to mógłby zostać królem Westeros? W „Grze o tron” jest pewna furtka”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...