Jestem przerażony tym, że twórcy „Gry o tron” mają teraz kręcić filmy z cyklu „Gwiezdne wojny”

Felieton/Film 07.05.2019
Jestem przerażony tym, że twórcy „Gry o tron” mają teraz kręcić filmy z cyklu „Gwiezdne wojny”

Jestem przerażony tym, że twórcy „Gry o tron” mają teraz kręcić filmy z cyklu „Gwiezdne wojny”

Jak tylko dowiedziałem się, że David Benioff i D.B. Weiss nakręcą kolejne filmy w uniwersum „Star Wars”, zaświeciły mi się oczka. Ósmy sezon ich „Gry o tron” jest jednak na tyle dużym rozczarowaniem, że teraz jestem tym faktem przerażony.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Od miesiąca każdy poniedziałek zaczynam seansem nowego odcinka hitu HBO. Odpalam go jeszcze zanim zdejmę telefon z ładowarki – oczywiście z obawy przed spoilerami. Tydzień w tydzień kończę jednak seanse z uczuciem niedosytu, które przeplata się z goryczą rozczarowania.

Co najgorsze, wcale nie zapowiada się na to, by ostatnie dwa odcinki „Gry o tron” cokolwiek w tej materii zmieniły.

Na finałowy sezonu serialu „Gra o tron” czekałem z niemal takimi samymi wypiekami na twarzy jak na „Avengers: Endgame”. Tak się zresztą złożyło, że obie najgłośniejsze serie aktorskie ostatniej dekady – telewizyjna i kinowa – zbliżają się do finału w mniej więcej tym samym czasie. Porównania nasuwają się same.

Niestety tak jak „Avengers: Koniec gry” już na początku wywołał na mojej twarzy uśmiech, który nie schodził z niej przez bite 3 godziny, a na dziury w fabule i słabą finałową walkę jestem w stanie przymknąć oko, tak tegoroczna „Gra o tron” jest bardziej not niż hot. A to fatalna wiadomość dla fanów „Star Wars”.

gra o tron sezon 8 teorie

Już teraz ośmielę się stwierdzić, że David Benioff i D.B. Weiss nie podołali zadaniu.

Oczywiście trzeba HBO oddać co HBO-wskie – twórcy telewizyjnej adaptacji serii „Pieśń lodu i ognia” porwali tłumy lata temu nie bez powodu. To świetni filmowcy, a ich „Gra o tron” to przez lata był benchmark dla całej branży. Niestety zabrakło im talentu George’a R.R. Martina do snucia historii.

Już pierwsze sezony miały gorsze momenty, gdy scenarzyści sobie folgowali. Ten problem uwidocznił się później, bo co prawda autor książkowego pierwowzoru zdradził Davidowi Benioffi i D.B. Weissowi, jak widzi zakończenie swojej sagi, tak nie mogli się wzorować bezpośrednio na prozie, kręcąc kolejne epizody.

I to, niestety, widać.

„Gra o tron” w 8. sezonie rozczarowuje. Bohaterowie podejmują decyzje, które stoją w sprzeczności z ich dotychczasowym charakterem. Popełniają błędy nie dlatego, że są niedoskonałymi ludźmi, a dlatego, że tego wymaga od nich scenariusz. Na domiar złego do głosu za często dochodzi deus ex machina.

Ja oczywiście rozumiem, że mamy tutaj do czynienia z serialem fantasy. Nie ma co po „Grze o tron” oczekiwać przywiązania do detali niczym z science-fiction – a swoją drogą to nie smoki i statki kosmiczne, a właśnie dbałość o spójność fikcyjnego świata jest jedną z głównych różnic pomiędzy tymi dwoma gatunkami.

gra o tron nocny król

No ale czy naprawdę tak trudno jest zadbać o detale, dzięki którym świat przedstawiony jest spójny i realistyczny?

Kubek ze Starbucksa w kadrze to oczywiście głupia wpadka, ale też dobry symbol tego, że „Gra o tron” leci dalej siłą rozpędu. Jestem w stanie dać wiarę plotkom, jakoby David Benioff i D.B. Weiss znudzili się pracą przy tym serialu, ale HBO wolało i tak zostawić to w ich rękach niż zatrudniać na ostatni sezon kogoś nowego.

Twórcy tych naprawdę dobrych produkcji w odcinkach, którzy solidnie podchodzą do swojej pracy, powinni rozpisywać historię swoich bohaterów zarówno w momentach, gdy w kadrze, jak i – a może przede wszystkim – gdy ich w nim nie ma. W przypadku „Gry o tron” nikt sobie już nie zaprząta tym głowy.

Tak samo jak liczeniem upływu czasu i pamiętaniem o dystansie dzielącym poszczególne lokacje.

Mamy więc tutaj do czynienia z twórcami, którzy najwyraźniej nie umieją sami poprowadzić fabuły, gdy ich nie prowadzi za rękę autor oryginału, a do tego chyba nudzą się takim jedynym w swoim rodzaju projektem. I z tego względu jestem właśnie zaniepokojony tym, że ci sami ludzie mają brać się za trylogię „Star Wars”.

Tym bardziej, że najpewniej to ich filmy będą osadzone w czasach Starej Republiki. Ze względu na skasowanie Expanded Universe nie będą zaś raczej adaptować ani gier, ani książek bezpośrednio, a jedynie się nimi inspirować. A jak im coś podobnego wyszło w praktyce w przypadku dwóch ostatnich serii „Gry o tron” już wiemy…

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (49)

109 odpowiedzi na “Jestem przerażony tym, że twórcy „Gry o tron” mają teraz kręcić filmy z cyklu „Gwiezdne wojny””

  1. Ja tam jestem spokojny a film(y) ocenię jak je zobaczę ;)

    Tak samo jak liczeniem upływu czasu i pamiętaniem o dystansie dzielącym poszczególne lokacje.

    Serio chciałbyś w ostatnim sezonie oglądać wszystkie wędrówki – np. całą drogę z Winterfell do Królewskiej Przystani?

    • Chciałbym, żeby historia była spójna. Kto im kazał skracać ostatni sezon do 6 odcinków? Wcześniej historia dość długo się ślimaczyła, a teraz wszystko wygląda na przyspieszone na siłę. W 2 czy 3 sezonie wędrówka Arii i Ogara trwała dłuuuugo zanim dotarli z Przystani chociaż w okolicę północy. A tu mamy ciągłe teleportacje. Bardzo to irytujące i nie trzyma się kupy z tym, co oglądaliśmy w pierwszych sezonach.

  2. Nie dziwię się, że Dan i Dave spodobali się twórcom Star Wars. W ostatnich dwóch sezonach popełniają tak samo bzdurne błędy, ekhm, chciałem powiedzieć “plot twisty”, jakie popełnił Rian Johnson w The Last Jedi. Mogą sobie wszyscy troje ręce podać.

      • “Subverting expectations”. Da się to zrobić mądrze – jak np. w Infinity War. Ale RJ i D&D wolą np. głównego antagonistę, na temat którego ludzie długo snują teorie i domysły zlikwidować w połowie filmu/sezonu (Snoke/Night King) bez skrupułów i większego wyjaśniania co to za jeden, skąd się wziął i o co mu w ogóle chodzi. Taki największy “plot twist”, ale mógłbym jeszcze długo. Np.:
        – Luke zrzuca swój miecz świetlny z urwiska. WTF!?
        – Kim są rodzice Rey? Nikim.
        – Finn, który chciał się poświęcić zostaje “uratowany” przez Rose.
        – Idiotyczny pomysł z manewrem Holdo (zderzenie ze statkiem Snoke’a przy przejściu w nadświetlną), który może wyglądał super na ekranie kinowym, ale psuje całą mitologię star wars, bo po co komu broń, skoro wystarczy mała flota niewielkich statków-kamikaze pilotowanych przez drony…

  3. Przerażony? Serial cieszy się ogromną popularnością a Ty jesteś przerażony?
    To tak jakby napisać, cytując Ciebie “Jestem przerażony tym, że twórcy „Appla” mają teraz tworzyć komputery, telefony dla nowej polskiej marki. Zaiste ;), przerażające

      • Konkretnie co masz na myśli? Czy może masz na myśli, grę aktorów, odwzorowanie kostiumów, budowli ? Dźwięk może obraz?

    • Tak, przerażony. Bo ten popularny serial po kilku świetnych latach w ostatnim sezonie jest strasznie słaby, gdy duet D&D zamiast adaptować materiał źródłowy, robi swoje.

      • Słaby? Kwestia oczekiwań. Mnie zadowala i serial nie jest przewidywalny i to wydaje mi się irytuje większość takich jak Ty tłumacząc to, że jest “słaby”. A co to oznacza konkretnie nie spełnia czego, efektów specjalnych, zwrotów akcji, kostiumów, naprawdę nie wiem do czego się przyczepić, to nie jest MCU tylko serial HBO. Słowo “słabe” to w dzisiejszych czasach opinie osób, które nie wiedzą jak wyrazić to czego oczekują :) które w wyniku realnego zagrożenia zaczną szukać rozwiązania na internecie bo mądrość życiowa jest właśnie na, zacytuję Ciebie “słabym” poziomie

        • Nie, nie irytuje mnie przewidywalność. Źle Ci się wydaje. Irytuje mnie niedbałość, niespójność i mało wciągające intrygi w porównaniu do tych, które oglądaliśmy przez lata. Ja wiem, że lubisz ten serial, ale masz tu ewidentne braki scenariuszowe. Biciem w recenzenta, który je wytyka, tego nie zmienisz :)

          • Jeśli chodzi o intrygi, to teraz nie ma za bardzo na nie miejsca – teraz sytuacja jest prosta – my albo oni :-).

  4. Słaby artykuł. Jakby jego autor nie oglądał uważnie 3 i 4 odcinka, a ogólne wady sezonów wyciąga, bo kiedyś coś tam usłyszał.

    • Oglądałem uważnie, po 2 razy. Jak widać uważniej niż Ty, bo właśnie wady widzę – na tyle duże, że nie umiem przejść nad tym do porządku dziennego tak jak nad głupotkami w Endgame czy nawet w The Last Jedi.

      • A Varys najlepszy szpieg z Westeros i nie tylko, a nie potrafi dostać kruka z informacją, gdzie wróg. Bran mógłby przestać być również bezużyteczny i zająć się zwiadem. Daenerys ze smokami nie zauważyła wroga. Mogła zaatakować bezpiecznie skorpiony od tyłu, gdyż żagle powodowały martwy punkt widzenia, a przez maszty trudno strzelać. A zamiast tego tylko się patrzyła na zniszczenie swojej floty. I serio strzała jak kula armatnia? I nikt ze statków smoczej królowej tuż obok nie zauważył floty wroga. A to tylko jednena scena na długi odcinek. Ale sam tylko kubek znalazłeś.

        Do tego tylko 4 wielkie rody ze sobą walczą. I nikt nie zabiega o wsparcie pozostałych w tym tych mniejszych. Martell i Arrynowie to znaczące armie które nic nie robią.

        Daenerys wie jak wykluć smoka, a mimo to nie szuka jaj. I tak dalej. A sam widzisz tylko kubek i teleportacje.

        • Ale kto powiedział, że ja nie widzę więcej? W żadnym miejscu nie robiłem pełnej listy swoich zastrzeżeń do serialu, bo po co pisać o oczywistościach? Wspomniany kubek i teleportacja to tylko przykłady i wierzchołek góry lodowej problemów, które powyżej ładnie wymieniłeś.

          • Albowiem moim zdaniem kubek i teleportacje mają niewielkie znaczenie dla wiarygodności i spójności świata. Dla mnie i innych problemem jest scenariusz od 7 sezonu, czuli to co wpisałem i wiele więcej.

          • No ależ przecież piszę, że to tylko takie najbardziej rzucające się w oczy przykłady. Rzeczy, o których piszesz, nawet nie wymieniam, bo to oczywistości, o których pisano już multum razy. Nie wiem skąd przeświadczenie, że a. nie widzę ich b. nie przeszkadzają mi skoro lista zarzutów, którą tu wymieniłeś, pokrywa się i z moją…

  5. Nic dziwnego, że Dan i Dave spodobał się twórcom Star Wars. Robią takie same bzdurne i irytujące plot twisty w ostatnich dwóch sezonach GoT jak Rian Johnson w The Last Jedi. Mogą sobie podać rękę.

  6. autor tekstu wydaje sie byc lekko po wplywem nurtu opinii publicznej. proponuje wiec wziac pod uwage fakt ze ostatnie czesci filmow opartych na uniwersum gwiezdnych wojen ssalo pale wiec nawet rezyser odpowiedzialny za najgorsze odcinki gry o tron, jest w stanie wyniesc uniwersum gwiezdnych wojen z powrotem na szczyt

  7. Chyba czas wybrać opcję aby mój telefon przestał pokazywać artykuły z waszej strony. Ile macie zamiar się jeszcze czepiać tego serialu? Ruszyła moda na czepianie się Gry o Tron i doszukiwanie się na siłę błędów, które w poprzednich sezonach również były.

    • Grę o Tron dalej się przyjemnie ogląda. Tylko jest dużo rażących błędów pod względem logiki. Nie wiem czy było ich, aż tak dużo jak w pierwszych sezonach. Chyba muszę sobie odświeżyć po zakończeniu serialu. Tylko jest taki problem, że przed hejtami się nie ustrzegą, bo ten serial ma tylu widzów, że po prostu nie uda się zadowolić każdego. Dodajmy do tego, że duża część z nich chciałaby chyba napisać zakończenie serialu według swoich preferencji.

    • To nie jest doszukiwanie się na siłę błędów – to jest punktowanie idiotycznych decyzji. Ot, taka różnica. Nie jest winą recenzenta, że wskazuje na problemy, tylko to wina twórców seriali, że się nie przyłożyli do swojej pracy.

  8. Jeśli wg autora różnica między fantasy a S-F polega na tym, że to pierwsze nie musi mieć spójnego świata a to drugie tak, to powodzenia…

    • XD. Dlaczego ludzie tak wielbią wiedzmina 3? Chyba za spójność świata. Moim zdaniem w fantasy wykreowany świat właśnie ma ogromne znaczenie na to jak odbieram cała historię, więc nie bardzo rozumiem autora tekstu.

      • Ależ to nie jest taka różnica.
        Rzuć sobie okiem na dzieła Tolkiena np. Świat wykreowany przez niego jest spójny i wielki.
        Spójność świata nie ma tu wielkiego znaczenia. Różnicę stanowi magia i inne siły nadprzyrodzone, przeciw nauce i technologii. Nawet w fantasy, przyjmujemy pewne założenie dotyczące magii i na tej podstawie powstaje spójny świat. Jeśli nie jest spójny, to po prostu książka czy film są gniotem.
        To sam dotyczy S-F.
        Zresztą tekst na który się powołujesz, bardziej o tym traktuje.

        • Jak spojrzysz szerzej, to wychodzi na to, że smoki i statki kosmiczne to tak naprawdę tylko dekoracja. Fantasy jako gatunek nie przywiązuje zaś takiej wagi do spójności, jak science-fiction i inaczej rozkłada akcenty. Co nie zmienia faktu, że bawię się tu trochę w adwokata diabła, a GOT w 8. sezonie jest po prostu słabe ze względu na uproszczenia ;)

          • Jak spojrzysz na to szerzej to wszystko może być tylko dekoracją. Ale powiedz to katolikom…
            To jak jaki autor rozłoży akcenty, jest indywidualne dla danego dzieła. Jednak co do zasady to właśnie, jak to nazywasz “dekoracje” decydują co do którego gatunku należy. Koniec i kropka.
            Jeśli idzie o GOT, to pozostaje mi się tylko zgodzić. Za dużo wątków było pieczołowicie budowanych, by teraz pozamykać je chybcikiem i często bez sensu. Szkoda, bo mogła to zostać największa saga na wiele lat. A tak? Niestety w tym przypadku; koniec wieńczy dzieło, ale nie tak jak dzieło na to zasługuje.

          • Pewnie, że dekoracja rzuca się pierwsza w oczy, ale dzieła popkultury są złożone, a kategoryzowanie ich nie zawsze jest takie oczywiste. A opowieści o statkach kosmicznych mogą mieć cechy fantasy, a nawet… baśni. Bo czyż Gwiezdne wojny to nie baśń, która rozgrywa się „dawno, dawno temu” ;-)?

            Co do GOT zostały jeszcze dwa godziny i naprawdę, naprawdę liczę na rehabilitację. No a jak nie, to pozostaje jeszcze saga Martina… tak, wiem, nadzieja umiera ostatnia.

          • Oczywiście różne formy się ze sobą przeplatają, ale stwierdzenie, że fantasy różni się od S-F dbałością o szczegóły, to albo prowokacja, albo profanacja :)

  9. Najgorsze jest co zrobili z NK i całym wątkiem innych. Nawet sami robili jakieś dziwne symbole na ścianach i po co? Po co umber miał wszędzie ręce?

  10. No ale czy naprawdę tak trudno jest zadbać o detale, dzięki którym świat przedstawiony jest spójny i realistyczny?

    To jest bardzo trudne. Wiem bo pisałem opowiadanie sci-fi o stworach 5 wymiarowych (wzorowałem się na Flatlandia czyli kraina płaszczaków). Trzymając się detali zabijemy ciekawą historię i wszystkich to będzie nudziło. Tak jak pisałeś postaci muszą robić głupoty dla scenariusza i fajnych ujęć (np. szarża muzułmanów na zombii i widok ich gasnących płonących mieczy). żeby podpalić ich miecze trzeba było przeteleportować Czarodziejkę, która miała być na innym kontynencie.

    Kubek ze Starbucksa w kadrze to oczywiście głupia wpadka

    Wszyscy wiemy, że to kryptoreklama.

    dbałość o spójność fikcyjnego świata jest jedną z głównych różnic pomiędzy tymi dwoma gatunkami [sci-fi a fantastyka]

    Chyba tak nie jest. Po prostu w sci-fi trudniej to zauważyć. Po drugie starwars to nie sci-fi.
    Star wars to takie fantasty w kosmosie. Są księżniczki i magowie co magią unoszą rzeczy na odległość i podsuszają ludzi.
    W star-wars dwóch kolesi z mieczami (broń średniowieczna) niszczy cała armię. Niby mają statki kosmiczne, ale nie potrafią odbierać ciąży (tam jakaś kobieta miał zginąć przy porodzie).

    Waszym problemem jest że zbytnio się w czuwacie i niedoskonałości psują wam przyjemność z oglądania filmu. Pamiętajcie to tylko zmyślone historyjki które oglądacie dla przyjemności, więc wyłączcie myślenie i się dobrze bawcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...