Wielka bitwa z ostatniego odcinka „Gry o tron” powinna skończyć się zupełnie inaczej. Strategia ludzi była do luftu

Analiza/Seriale 30.04.2019
Wielka bitwa z ostatniego odcinka „Gry o tron” powinna skończyć się zupełnie inaczej. Strategia ludzi była do luftu

Wielka bitwa z ostatniego odcinka „Gry o tron” powinna skończyć się zupełnie inaczej. Strategia ludzi była do luftu

3. odcinek 8. sezonu „Gry o tron” pokazał nam coś, na co wszyscy czekaliśmy, a więc walkę z odwiecznym złem gnębiącym Westeros. Prawda jest jednak taka, że Jon, Dany i reszta bohaterów prezentująca świat żywych powinna przegrać z kretesem, bo ich strategia była, delikatnie mówiąc, do luftu.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Uwaga, w tekście pojawiają się spoilery. 

Wielkie bitwy rozgrywające się w powieściach, serialach i filmach fantasy to zwykle ukoronowanie długotrwałych konfliktów, o których rzeczone dzieła opowiadają. „Władca pierścieni” czy „Wiedźmin” stosują różne strategie pokazywania konfliktów zbrojnych, ale łączy je jedno: starcia wielkich armii wieńczą geopolityczne wydarzenia fabularne, które śledziliśmy na przestrzeni wielu książek. Nie inaczej jest w przypadku „Gry o tron” i jej książkowego pierwowzoru. Tu również walki zbrojne są ostatecznymi rozwiązaniami zatargów między rodami, osobistościami, ambitnymi politykami.

Bitwa pokazana nam w odcinku zatytułowanym „Długa noc” miała być najważniejszym starciem nie tylko w „Grze o tron”, ale być może w dziejach całego Westeros.

Konflikt między ludźmi, a dziwną lodową rasą, która chce stłamsić życie na Ziemi, był osią fabuły całego serialu. Obok słusznych gromów, które spadły na twórców za jakość zaprezentowanego starcia, pojawiły się również głosy, że sama obrona Winterfell była przygotowana nielogicznie i niechlujnie. Obrońcy – oczywiście ci serialowi – zachowali się jak dzieci we mgle, co łatwo jest udowodnić, patrząc, jak to starcie przebiegało.

Możecie powiedzieć, że temat tego tekstu jest karkołomny, wszak nie dość, że starcie, które oglądaliśmy w serialu, nie jest bitwą historyczną, to jeszcze odbywa się w świecie fantasy, w którym nie obowiązują normy znane z naszej historii. To prawda. Nie zmienia to jednak faktu, że „Gra o tron” od pierwszego sezonu słynęła z nieźle przygotowanych bitew. Ze starć, które chociaż nie mogłyby wydarzyć się w prawdziwym świecie, to zachowywały pozory realizmu. A nawet więcej, opowiadały o tym, że przywiązanie do sztuki wojennej, zdolności strategiczne i taktyczne to atuty równie mordercze co trucizna, sprawny zabójca czy sojusz z rodziną Freyów.

Największe błędy w wielkiej bitwie z „Gry o tron”:

Rozpoznanie przeciwnika i terenu

Bitwa i to, z jakim luzem Daenerys podeszła do działań wojskowych, dziwią mnie chyba najbardziej. Przez sześć sezonów kobieta o ambicji władania aż 7 królestwami bardzo szybko zgadza się na sojusz z Jonem Snowem, w wyniku którego ma bronić Winterfell. Winterfell położone jest na północy. Północ jest zimna. Nie przeszkadza to królowej w wysłaniu swoich oddziałów, aby stacjonowały i walczyły w tej mroźnej krainie. Zastanawia mnie, jak Dothrakowie i Nieskalani, którzy całe swoje życie spędzili w krajach tak ciepłych, że przez większość czasu nie nosili koszul, radzili sobie w śnieżnej scenerii. Jak tam ich sprawność bojowa, gdy Jon Snow i jego towarzysze musieli nosić ciepłe i gustowne futerka, a niezbyt karni jeźdźcy mogli grzać się co najwyżej przy ogniskach i końskich grzbietach.

Ta lekkomyślność jest o tyle zaskakująca, że nie trzeba było robić przesadnego rozpoznania, żeby uświadomić sobie… jaka jest pora roku.

Niewykorzystanie potencjału bojowego smoków

Uważni widzowie mówią, że smoki pojawiły się za późno na polu bitwy. To prawda. Dziwi, że znaczna część taktyki nie opierała się na paleniu nieumarłych, odkąd tylko wychylili się zza węgła. Możemy jednak założyć, że celem tego działania był strach przed odsłonięciem się na włócznię Nocnego Króla (pamiętam i ciągle czuję smutek pomieszany z zażenowaniem), a także odsłonięciem Winterfell na lodowego smoka. Można powiedzieć, że Dany i Jon na smokach pełnili rolę obrony przeciwlotniczej. Jasne. Ma to ręce, nogi i łuskowate skrzydła.

Dziwi jednak, że cała taktyka z płonącymi zasiekami opierała się o pomysł, że Dany podpali je za pomocą smoka. Jest to o tyle osobliwe, że znowu wychodzi na jaw brak rozpoznania. Było dość łatwe do przewidzenia, że NOCNY Król (!) zaatakuje, gdy warunki pogodowe i pora dania nie będą sprzyjały komunikacji między poszczególnymi jednostkami obrony.

Niewykorzystane fortyfikacje

Wyjątkowo dziwi, że skoro dowódcy obrony wpadli na pomysł, aby przygotować płonące zasieki i w ogóle wiedzieli, że nieumarłych można zatrzymać (definitywnie zatrzymać) ogniem, nie rozciągnęli tej taktyki na całe pole bitwy, na przykład nie przygotowali płonących wilczych dołów.

Zaskakuje również fakt, że skoro obrona odbywała się w wielkiej twierdzy, o której mówiono, że jest w stanie bronić się przez wiele dni z bardzo niewielką załogą, nie zdecydowano się na powiększenie liczby obrońców za murami. Nie obstawiono murów Nieskalanymi, którzy przecież mogli wytrwale walczyć przez wiele godzin. Dlaczego wydano walkę na przedpolach? Przecież z murów można lać chociażby gorącą smołę, która – jak się zdaje – powinna zatrzymać umarłych.

Jazda wysłana na rzeź

Czy wysłanie Dothraków na rympał do przodu, wiedząc, że będzie się walczyć z tak nieustępliwym przeciwnikiem jak nieumarły, było dobry pomysłem? Może jazda, która zna się na łupieniu, strzelaniu z łuku, wojnie podjazdowej, nie powinna krążyć w pobliżu wroga? Strzelać w niego, odciągać od zamku?

gra o tron bitwa

Katapulty

Zwróciliście uwagę, że tak podatne na ataki i długo zasięgowe maszyny jak katapulty stoją PRZED piechotą? Jak one mają skutecznie strzelać, skoro nic nie oddziela ich od wroga? Jak atakować ma piechota, skoro przed nimi stoją katapulty? Ile razy one wystrzeliły?

Oczywiście warto pamiętać, że z takim wrogiem jak nieumarli, zwłaszcza pod wodzą kontrolującego pogodę Nocnego Króla, nie zawsze mogą działać konwencjonalne metody. Niestety, okazuje się, iż nawet te niekonwencjonalne jak smoczy ogień nie zostały odpowiednio wykorzystane. Warto jednak pamiętać, że ostatni odcinek „Gry o tron” miał widowiskowe momenty, gdyby jeszcze udało się pokazać je lepiej, może błędu logiczne i głupotki fabularne tak bardzo nie rzucałyby się w oczy.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (39)

40 odpowiedzi na “Wielka bitwa z ostatniego odcinka „Gry o tron” powinna skończyć się zupełnie inaczej. Strategia ludzi była do luftu”

      • A np. bitwa pod Legnicą? Henryk Pobożny zebrał tak ogromną armię, że trudno ją było utrzymać w murach miasta, dlatego wyprowadził ją na otwarty teren, by móc rozwinąć szyki. Zamek i jego mury dają przewagę, choć nie zawsze pożądaną. Myślę, że w przypadku bitwy przedstawionej w 3. odcinku Gry o Tron nie chodziło o trwanie w oblężeniu, a o zniszczenie armii Nieumarłych i Nocnego Króla. I chyba dlatego wydano im bitwę, a nie zdecydowano się na trwanie w oblężeniu.

        • Tylko że Henryk pobożny wiedział przynajmniej gdzie jest wróg, a nie atakował na ślepo. Nie wspominając już że pod Legnicą siły były wyrównane. GoT już pokazał że nie zależy mu na taktyce w poprzednich odcinkach.

          ps. Akurat z tą Legnicą to przykład słaby, bo przecież Henryk pregrał tę bitwę ;)

          • Prosiłbym o czytanie ze zrozumieniem, bo bitwę pod Legnicą przytoczyłem jako przykład, że nie zawsze w średniowieczu wykorzystywano przewagę, jaką daje zamek. I nic ponad to. Tak więc idąc tokiem Twojej odpowiedzi, jest słaba, bo nie na temat :)

  1. Bitwa o Winterfell to przyklad jak nie nalezy planowac i prowadzic bitwy. Ludzie robili wszystko, zeby zniwelowac swoje plusy. Zachowywali sie jak dzieci we mgle.
    A Nocny Krol… coz, spodziewalem sie widowiskowego pojedynku Jona z NK.

    • Jak nie należy planować? Teraz? Za Clausewitza? Czy w średniowieczu? Myślę, że w ocenie jesteśmy skażeni wiedzą, która nie była udziałem strategów sprzed wieków.

        • Tu nie chodzi o głupotę, a zmieniające się z wiekami spojrzenie na taktykę. No i jej ewolucja wraz z pojawianiem się nowych broni, a co za tym idzie i jednostek. Inaczej wyglądała bitwa w starożytności, inaczej w średniowieczu, a inaczej 100 lat temu. A poza tym, każda epoka ma swoich geniuszy i głupców.

          • Ludzie żyjący w Średniowieczu doskonale znali możliwości broni, którą się posługiwali i mieli opracowane taktyki jej użycia.

            Gdyby dzisiaj miała być stoczona bitwa przy użyciu średniowiecznej broni, to dokopaliby nam niemiłosiernie, bo sporo tej wiedzy zaginęło.

          • Ludzie żyjący w Średniowieczu doskonale znali możliwości broni, którą się posługiwali i mieli opracowane taktyki jej użycia.”
            Wiele bitew przeczy temu stwierdzeniu, choćby bitwa pod Azincourt.
            Teoretycznie w każdej epoce ludzie znali możliwości broni, którą walczyli, ale ta świadomość to jedno, drugie to taktyka. Niemal całe średniowiecze w Europie królował szyk “w płot”, który kompletnie nie sprawdzał się w bitwach z Mongołami czy Turkami, co wymusiło zmianę szyku w tzw. “klin”.
            P.S.
            Myślisz, że średniowieczny rycerz czy kusznik zdołałby zbliżyć się do współczesnego żołnierza na taką odległość, by ranić go lub zadać mu śmierć? Nie sądzę.

          • Jeśli ktoś przegrał bitwę, to znaczy, że ktoś po drugiej stronie ją wygrał. Więc znał swoje możliwości i dobrze je wykorzystał. Niekiedy bitwy wygrywano przy dużej przewadze bitewnej wroga, co świadczy o geniuszu taktycznym ludzi, którzy wtedy dowodzili.

            Mongołowie nie byli przybyszami z innej planety, byli też ludźmi średniowiecznymi. Oczywiste, że nowy przeciwnik wymagał nowej taktyki, której wypracowanie wymagało czasu. Co koniec końców nastąpiło.

            Zresztą, historia wojen jest historią ludzi myślących przeszłością i próbujących walczyć “tak, jak walczyło się kiedyś”.

            O dzisiejszych czasach pisałem z myślą o użyciu tej samej broni a nie miecze kontra karabiny. Jakby współczesnego żołnierza ubrać w zbroję, dać mu do ręki miecz i nawet jakieś szkolenie, to nie miałby szans ze średniowiecznym rycerzem, który sztuki walki uczył się od dzieciństwa a jego umiejętności były często przekazywane jedynie ustnie i nie ma po nich żadnych zapisków.
            Podobnie współczesny generał nie poradziłby sobie np. ze zorganizowaniem obrony zamku przy użyciu środków, jakie były dostępne wtedy (np. brak sensownych środków komunikacji, dowództwo oparte nie na kompetencjach lecz pozycji społecznej itd).

          • Wiesz, piszesz, jakbyś na nowo chciał wynaleźć koło. A to przecież oczywiste oczywistości:
            1. że jak ktoś wygrał bitwę, to ktoś inny przegrał.
            2. oczywiście, że Mongołowie nie byli Marsjanami, a żyli w średniowieczu. Tyle, że w zupełnie innym kręgu kulturowym, a co za tym idzie innym spojrzeniem na świat, strategię, organizację wojska itd.
            3. to zrozumiałe, że pojawienie się nowego wroga, stosującego odmienną broń czy taktykę wymusza reakcję, by można się było bronić.
            4. historia wojen jest nieco bardziej skomplikowana. Wygrana, to najczęściej błysk geniuszu, ale też szczęście, niefrasobliwość wroga czy wręcz jego buta, warunki atmosferyczne, psychologia, morale.
            5. wiesz, Twoja myśli – “O dzisiejszych czasach pisałem z myślą o użyciu tej samej broni a nie miecze kontra karabiny. Jakby współczesnego żołnierza ubrać w zbroję, dać mu do ręki miecz i nawet jakieś szkolenie, to nie miałby szans ze średniowiecznym rycerzem, który sztuki walki uczył się od dzieciństwa a jego umiejętności były często przekazywane jedynie ustnie i nie ma po nich żadnych zapisków” – nie odkrywa Ameryki na nowo. I wcale nie dotyczy jedynie średniowiecza. Każdy, kto perfekcyjnie opanował jakąś sztukę (władania mieczem, posługiwania się łukiem, karabinkiem wyborowym, latania myśliwcem) ma zdecydowaną przewagę nad tym, kto tego nie potrafi. Wedle tej zasady, średniowieczni kusznicy czy rycerze, nawet gdyby dostali do ręki karabin, pewnie nie mieliby większych szans ze współczesnym żołnierzem. Takie porównania nie mają sensu, bo można ciągnąć je w nieskończoność, a i tak nic się nie udowodni. Choćby dlatego, że nie da się tego sprawdzić empirycznie.

          • A czego właściwie ma dowodzić bitwa pod Azincourt?
            Tam z tego co kojarzę była ona związana z elementem zaskoczenia, gdyż uczestniczące w niej strony nie były za bardzo świadome swojego położenia i musiały się nagle zdecydować na walkę w niesprzyjającym terenie.
            Zgodnie ze średniowiecznymi standardami tak naprawdę nigdy nie powinno do niej dojść, ponieważ uczestniczące w niej strony miały całkowicie odmienny status społeczny.

            Taktykę klina wykorzystał już chyba Aleksander Wielki.
            A za wielkiego stratega uważano już Hannibala, który wygrał z rzymianami chyba wszystkie lub prawie bitwy.

            Tak więc zakładanie, że do walki nie była potrzebna wiedza dowódców nawet w starożytności lub średniowieczu raczej nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością…

          • Bitwa pod Azincourt dowodzi, że mimo doskonałej znajomości możliwości broni Francuzi przegrali, bo zawiodła strategia. I przy okazji buta francuskiego rycerstwa. Obie strony miały łuczników i kuszników, ale jedna patrzyła na nich z pogardą, a druga perfekcyjnie wykorzystała w boju.
            Czy ja napisałem, że taktyka klina nigdy wcześniej nie była stosowana? Nie, napisałem, że niemal całe średniowiecze na europejskich polach bitew sprawdzała się taktyka “w płot”. Stosowanie klina wymusiły porażki w starciach z Mongołami i Turkami.
            Możesz mi wskazać zdanie, w którym neguję wiedzę dowódców?

      • Wystarczy pomyslec zdroworosadkowo. Szarza Dothrakow? A co to? Husaria? Obsadzanie murow w chwili gdy wrog jest u bram? Katapulty PRZED linia piechoty?

        • Tyle, że ten zdrowy rozsądek na przestrzeni wieków wyglądał zupełnie inaczej. Bo inna bywała wiedza, stosunki społeczne, etyka, moralność itd.
          P.S.
          Martin przyznał się, że czytał Sienkiewicza, więc czemu nie husaria? Genialna formacja, która zaliczyła parę żenujących wtop.

  2. Z taką taktyką to wszyscy zasługiwali na to, żeby zamienić się w zombiaki. Cały odcinek byłby dzięki temu dużo ciekawszy. No i chciałbym zobaczyć minę Cersei, gdyby armia nieumarłych doszła na południe.

  3. Myślę, że autor, krytykując różne elementy bitwy nie wziął kilku rzeczy pod uwagę:

    1) Winterfell było zbyt małe, żeby pomieścić wszystkich obrońców w środku. Stąd obrona na przedpolu.

    2) Obrońcy mogli mieć po prostu zbyt mało czasu lub środków, żeby przygotować bardziej rozbudowane szańce, wilcze doły itd. To, że udało się wykopać rów okalający cały zamek, już wydaje się niezłym osiągnięciem.

    3) Smoki, owszem, nieźle palą nieumarłych, ale można się spodziewać, że jako żywe stworzenia, też nie mogą tego robić zupełnie bez przerwy, chwili odpoczynku itd. Poza tym, pierwotna taktyka zakładała, że obrońcy, niezależnie od tego, co zrobią, i tak nie mają szans – wszystkie przygotowania miały na celu jedynie zyskanie czasu i wciągnięcie Nocnego Króla w pułapkę. Smoki miały na to czekać w ukryciu i zadać decydujący cios.

    4) Katapulty na zdrowy rozum powinny być za murami, ale tutaj prawdopodobnie też zadecydował brak miejsca. Ich zasięg uniemożliwiał atak na krótki dystans, więc przynajmniej postawiono je przed piechotą, żeby stanowiły dodatkową ochronę przed szarżującymi nieumarłymi.

    5) Wygubienie Dothrakich rzeczywiście było najgłupszym momentem bitwy, ale można się zastanowić, czy taka horda mało zdyscyplinowanych nomadów nadawała się do czegokolwiek innego? W całej ich historii walka wyglądała właśnie tak. Na konia i huzia na wroga!

    W idealnej sytuacji obrona powinna wyglądać tak:

    1) Rów z ogniem powinien być wykopany o wiele dalej. A najlepiej, żeby takich rowów było kilka. Podpalone zostałyby w momencie, gdy pierwszy z nich armia nieumarłych sforsuje, żeby uwięzić ich w środku. Wtedy powinni zostać zasypani gradem strzał i pocisków z katapult i trebuszy. Dodatkowe pułapki też by się przydały. Jak pokazała walka w obrębie murów, zwykłe kozły z drewna były całkiem skuteczne, gdyż nieumarli po prostu nadziewali się na nie.

    2) Piechota powinna stać za ostatnim rowem. Nie byłaby wtedy narażona na natarcie wroga z pełnym impetem a jedynie musiałaby sobie poradzić z tymi, którzy przedostali się przez rowy.

    3) Smoki powinny być użyte bardziej “chirurgicznie”, np. “łatać” ogniem miejsca, w których nieumarli przedarli się przez rowy z ogniem. W końcu ciała też się palą.

    4) Dothraki powinni być ukryci z drugiej strony zamku i atakować z obu flanek, metodą “uderz i uciekaj”. Ich przewagą są konie, dające im szybkość. Ponadto dodatkowo deorganizowałoby to atak, bo jakaś część wrogiej armii musiałaby zmienić kierunek ataku.

    • Idealnym celem dla Dothraków byli Inni obserwujący bitwę spod skraju lasu, oflankować zombich i uderzyć z tyłu na białych wędrowców – to przy okazji istotnie zredukowałoby armię truposzy.
      Poświęcenie Dorthraków służyło widowiskowej scenie gasnących świateł i rosnącego lęku.

      • Dothrakowie to tzw. “gorące głowy”, na dodatek butni, zadufani w sobie. Ich widowiskowy koniec to kwintesencja ich charakteru.

        • skoro dali się namówić do przebycia Wąskiego Morza to Khalesi nie mogła ich przekonać, żeby nie popędzili na samobójczą misję?

          • Zapytaj Khalesi. Moim zdaniem ona była bardziej zainteresowana tym, co przed bitwą powiedział jej Snow. Żelazny Tron zaczął się jej wymykać z rąk. Tak więc chyba nie bardzo myślała o przekonywaniu Dothraków, których i tak ciężko byłoby przekonać.

  4. Jeżeli mówimy o taktyce. Nocny Król powinien był ominąć bronione Winterfell i napaść się tysiącami mieszkańców Siedmiu Królestw.

    Po drugie, co jest zapewne odpowiedzią na zarzut przyjęcia bitwy poza murami. Nie powinien atakować miasta, tylko poczekać… miesiąc, aż umrą z głodu lub wyjdą za mury.
    Oczywiście taka armia nie zmieściłaby siew mieście.

    I przy okazji epickie bitwy w GoT? Jedna gorsza od drugiej. Zabicie Starka strzałą po linii prostej przez Boltona było tak samo głupie jak atak Dotraków na ślepo.

    Było kilka ładnych momentów, był nim właśnie świetlisty atak Dotraków, Smoki ponad chmurami, nieskuteczne Drakaris, Czerwona Kapłanka no i Arya. Mordowanie Lyanny było okropne.

  5. “Konflikt między ludźmi, a dziwną lodową rasą, która chce stłamsić życie na Ziemi, był osią fabuły całego serialu.” – skoro tak, to trzeba przyznać że tytuł serialu jest mocno mylący.

  6. Jak walczyć z przeciwnikiem który jest ok 100-krotnie liczniejszy i stawia na totalny atak. Może też zasilać swoją armię ludżmi którzy przed chwilą zgineli. W tamtych czasach Starkowie jeszcze bomby atomowej “chyba “nie znali. Plan był dobry sprowokować Nocnego Króla do konfrontacji z Trójoką Wroną a Aria swietnie to rozegrała.

  7. Straszna bzdura ten artykuł, ludzie to była od początku przegrana walka – nie ma znaczenia jaka byłaby strategia. Kluczowe są słowa Ogara, który mówi, że walczą ze Śmiercią. Nie da się wygrać takiej walki taktyką. Co zostało dobrze pokazane.

  8. Przeciez już bitwa bękartów pokazała że reżyserów nie interesuje strategia i zależy im tylko na zrobieniu widowiska… Niczego innego się nie spodziewałem po tym odcinku ;)

  9. Do ch** Pana!

    Czy aż tak ciężko jest nie wpieprzać spojlera choćby w nagłówku?!
    Czy trudno zrozumieć, że nie wszyscy oglądają serial już w poniedziałek?
    Pisz Pan sobie artykuliki nawet streszczające odcinek zanim go wypuszczą do Polski, ale bądź łaskaw robić jakieś inne klikbajty. I to się tyczy całej Spiderswebowej redakcji, która postępuję w ten sposób.

    Aha, przy okazji: Kumacie, że te Wasze opisywanie “Gry o Tron” przez 5 różnych osób zaraz po emisji, i wypowiadanie się jakbyście pisali polityczny felieton jest lekko zabawne? Ja wiem, że ludzie to czytają, ale poważnie – może np. kilku z Was ambitnie oglądnęło by coś innego?

    • serio? czytasz artykuł o bitwie w ostatnim odcinku i jestes zaskoczony, że pojawiaja sie informacje jak ta bitwa przebiegała, co sie w niej działo – boisz się nawet tytułów aby nic ci nie podpowiedziały? nie wchodź do internetu zanim nie zobaczysz odcinka – ty bedziesz szczęśłiwszy i zaoszczędzisz sobie i innym takich komentarzy

      • A kto powiedział, że go czytam? Zobaczyłem kolejny spojler w temacie, zanim oglądnąłem odcinek i machnąłem ten komentarz.

        Czemu mam nie wchodzić do internetu? Bo trudno jest komuś uniknąć spojlera w tytule?

        Nawet pisząc komentarz w artykułach recenzujących filmy kulturalni ludzie dodają adnotację “SPOJLER”. Ale Spidersweb wjeżdza bez mydła: “Jon Snow umarł. Dlaczego nie musisz juz oglądać nowego odcinka?”

        • po jakim czasie od premiery filmu/serialu można użyć w tytule odnośnika do wydarzeń w tym filmie/serialu? zawsze znajdzie się ktoś kto tego nie oglądał

  10. W zasadzie to autor ma sporo racji z tym nadrzędnym wątkiem. Serial przyjął chwytliwy tytuł “Gra o tron”, ale w trakcie czołówki słyszymy, że to na podstawie “Pieśni lodu i ognia” został on stworzony. I w tym głównym tytule cyklu, sagi, czy jak tam to zwać, już nie ma nic o tronie. Jest za to mowa o lodzie i ogniu.

  11. Powiem szczerze, że nie do końca kupuję całą tą nagonkę na bitwę. Było kilka niedociągnięć, ale po pierwsze Północ dostała najmocniej w wojnie o tron. Zużyto całe zapasy, a zamek był w połowie zniszczony. Przypominam że w Westeros slogan Winter is coming nie oznaczał, że przed nami 3 miechy śniegu, tylko kilka lat (nie pamiętam dokładnie ale coś koło 7-9???). Największy problem polegał na tym, że najpierw wszyscy poszli na wojnę, a później okolicę spustoszył Bękart Boltona. Nie można też było żarcia sprowadzić z dorzecza bo tam prowadzono główne działania wojenne i wszystkie uprawy były zniszczone. Wracając do meritum, nagle mamy do zamku o ograniczonej pojemności i ograniczonych zapasach sprowadzone kilka armii, które trzeba wyżywić, ogrzać i uzbroić. Jakby Nocny Król się ociągał to pewnie musieliby sami wyjść go szukać bo by z głodu padli.

    Co do szarży Dothraków to pewnie też bym tak zrobił. Od początku było wiadomo (pierwsze części książek i serialu) jeszcze jak był Khal Drogo, że oni się nie sprawdzą w zwartej bitwie o zamki Westeros, czy to w ataku na zamek, a tym bardziej w jego obronie. Podejrzewam, że ataki na flanki zombiaków nie wchodziły w grę z tego samego względu, z którego Nocny Król nie otoczył zamku, a atakował tylko z jednej strony (czyli ukształtowanie terenu).

    Jedyny zarzut jaki miałem w trakcie oglądania to brak palącej się smoły/oliwy w trakcie obrony murów. Tylko tutaj da się to wytłumaczyć słowami wstępu – brak zapasów.

    Gdyby rozpatrywać to tylko w kontekście taktyki, to z punktu widzenia NK cały atak na zamek był bez sensu. Wystarczyło poczekać, wziąć ludzi głodem, ożywić ich i podwoić swoją armię. Nic prostszego.

  12. To nie było w tym wszystkim jeszcze najgorsze , mianowicie najgorsze były ostatnie sceny jak wszyscy już nie żyli prócz głównych bohaterów bo taki był nawał nie umarłych, a ty nagle wszyscy powstali i dalej atakowali, nikt z ludzi na placach nie powinien przeżyć w otwartej walce, śmieszne to było jak Brian się broniła przez 20 minut otoczona 300 toma zmarłymi… i inne główne postaci przeciagneli to nie potrzebnie, zabierając realizm tym scenom nie doceniłem śmierci bohaterów.

  13. Cokolwiek by tu pokazali w tej bitwie przekaz miał byc jeden – ludzie nie mieli szans wygrac tej bitwy – fakt, ze od strony taktycznej mozna wykazac wiele błędów ale to sprawa drugorzędna – głównie chodziło o to, że cokolwiek by nie zrobili i tak byli na przegranej pozycji – może jedynie bitwa trwała by dłuzej ale i tak nie mieli szans – zakończyć ją zwycięstwem można było tylko w jeden sposób – i tak tez sie stało

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...