Skąd te zachwyty? „Avengers: Koniec gry” to wielkie rozczarowanie. Marvel mydli oczy fanom

Felieton/Film 30.04.2019
Skąd te zachwyty? „Avengers: Koniec gry” to wielkie rozczarowanie. Marvel mydli oczy fanom

Skąd te zachwyty? „Avengers: Koniec gry” to wielkie rozczarowanie. Marvel mydli oczy fanom

Disney i Marvel świętują ogromny sukces. „Avengers: Koniec gry” przebija nawet najśmielsze prognozy i ustanawia nowe rekordy kasowe w historii kina. Fani i krytycy wydają się zachwyceni. Zastanawia mnie tylko czym, skoro wielki finał potyczki z Thanosem to tak bardzo chaotyczna i nieudana filmowa sklejka.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Jestem wielkim fanem Marvela, jeszcze z czasów, gdy jako dzieciak zaczytywałem się w ich seriach komiksowych. Także filmowa inkarnacja przygód tamtejszych superbohaterów zrobiła na mnie, jak i na reszcie świata, ogromne wrażenie. To, czego dokonał Kevin Feige wraz z zastępami ludzi z Marvela oraz tabunami aktorów, reżyserów i ekip filmowych zapisało się już na zawsze w historii kina. Cała konstrukcja MCU to coś, czego X muza wcześniej nie widziała.

I oczywiście nie wszystkie filmy Marvela, a było ich dotąd aż 22, są w pełni udane. Oba „Ant-Many” są dość klasycznymi średniakami, które miło się ogląda, ale nic poza tym. „Thor: Mroczny świat” to kiczowate sci-fi/fantasy, a „Kapitan Marvel” to do bólu przeciętna, przewidywalna i bezpieczna gra na sentymentach do lat 90., w którym to najciekawszymi postaciami są Nick Fury (Samuel L. Jackson) oraz… kot. Tytułowa bohaterka jest z kolei tak bezbarwna, sztywna i nudna, że Superman przy niej wydaje się zwariowanym imprezowiczem.

Jednak zdecydowana większość filmów MCU jest naprawdę dobra (w swojej kategorii), a niemało z nich to rozrywka na najwyższym poziomie. „Avengers: Wojna bez granic” zajmuje w tym panteonie szczególne miejsce. To było widowisko, jakiego jeszcze świat nie widział. Spotkało się w nim ponad 30 superbohaterów znanych ze wszystkich poprzednich produkcji Marvela. Skala tego filmu była ogromna. Podobnie jak i stawka, o którą z potężnym Thanosem walczyli bohaterowie. No i to zakończenie. Tzw. „Thanos snap” przeszedł do historii popkultury.

Zakończenie filmu, w którym czarny charakter nie tylko wygrywa z superbohaterami, ale jednocześnie unicestwia połowę życia we wszechświecie to jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, cliffhanger w dziejach. Jego siła jest ogromna.

Bo wydarzenia z „Wojny bez granic” dotyczyły ogromnej ilości postaci, których nie poznaliśmy na początku tego filmu, tylko znaliśmy je od ładnych paru lat. Zżyliśmy się z nimi, zainwestowaliśmy w nich swoje emocje. I teraz, za pstryknięciem palca, spora część z nich przestała istnieć.

I ta potęga „Thanos snap” zaprocentowała ze zwielokrotnioną siłą. „Avengers: Koniec gry” (w oryginale tytuł brzmi bardziej dramatycznie, bo oznacza „ostateczną rozgrywkę”, a nie nasze, nieudane i zbyt dosłowne tłumaczenie rodem z Google Translate) bije wszelkie rekordy kasowe. I to globalnie! Film Marvela w ciągu jednego tylko dnia był w stanie zarobić w Chinach ponad 100 mln dol. A warto mieć w świadomości fakt, że 80 proc. filmów, która trafia do kin na świecie w ogóle nie dobija do tego pułapu kasowego podczas swojej dystrybucji. W USA film dokonał czegoś niebywałego. Zarobił ponad 350 mln dol. (najnowsze dane wskazują, że jest to nawet 357 mln dol.). Nie sądziłem, że coś takiego jest w ogóle możliwe. Tym bardziej, że „Koniec gry” trwa 3 godziny. A jednak. Globalnie „Avengers: Endgame” zarobił w 5 dni więcej niż np. „Aquaman” przez całe swoje kinowe życie!

Fani walą do kin drzwiami i oknami. Krytycy są zachwyceni. A ja w tym wszystkim pytam się: skąd te zachwyty? Czyżby wszyscy dali się omamić tej wielkiej machinerii Marvela, której rozmiary są tak olbrzymie, że w przypadku wielkiego finału, tyleż samo przejmującego co sentymentalnego, nie pozostaje nic innego jak chwalić? Było nie było jest to zwieńczenie wyjątkowego w historii kina cyklu.

Niestety, choć czekałem z zapartym tchem, unikałem wszelkich spoilerów, a do premiery „Końca gry” odliczałem czas już po wyjściu z kina z „Wojny bez granic”, finał tej opowieści srogo mnie rozczarował.

Przede wszystkim, tak ogromy sukces kasowy jest owocem umiejętnie budowanego świata i to w dużej mierze zasługa Kevina Feige’a. Ale też wszystkie rekordy frekwencyjne „Endgame” przypominają o tym, jak wielka jest siła opowiadania historii. Od czasów, gdy zbieraliśmy się przy ognisku, by wysłuchać kolejne niezwykłe opowieści niewiele się zmieniło, poza skalą i modelem dystrybucji tych historii. „Avengers 4” wygrywają więc dzięki genialnemu cliffhangerowi. I mam nadzieję, że Hollywood weźmie z tego cenną lekcję. Koniec końców, to właśnie historia, bohaterowie oraz dramatyczne wydarzenia na sam koniec sprawiły, że ludzie gnają do kin. Nie efekty specjalne i obietnice wielkich bitew. Nadal, nawet w przypadku filmów superbohaterskich, najważniejsze partie odgrywa historia.

Szkoda tylko, że w tym wszystkim, w samym finale to właśnie scenariusz jest tym co kuleje najbardziej. Mówiąc ogólnie, „Avengers: Koniec gry” to jeden wielki chaos.

Dziwi mnie to o tyle, że za reżyserię ponownie odpowiadają bracia Russo, którzy w wirtuozerskim stylu ogarnęli mnogość wątków i postaci w „Wojnie bez granic”.

Film ten kompletnie nie trzyma się kupy. Zacznijmy może od tego, że nie ma on żadnego powiązania ze sceną po napisach końcowych z „Kapitan Marvel”. Tam Carol Danvers pojawiła się nagle w siedzibie Avengersów wezwana przez Nicka Fury’ego. W „Endgame” spotykamy ją, gdy pojawia się nagle w kosmosie, ratuje Tony’ego Starka i potem razem z nim wyrusza na Ziemię. Co z kolei prowadzi nas do pytania –  skąd ona wiedziała gdzie znajduje się Tony i kim on w ogóle jest? Pojawiła się też w ostatnim dobrym momencie, tuż przed śmiercią Starka, co dowodzi wyjątkowemu lenistwu scenarzystów. Kapitan Marvel po prostu miała się tam pojawić, bo nie mieli lepszego pomysłu na sprowadzenie Starka na Ziemię. Poza tym, trzeba było znaleźć dla niej jakąś rolę, skoro już tak szumnie wprowadzono ją do MCU.

I tu przechodzimy do większego tematu, czyli do tego, jak bardzo Disney z Marvelem nabrali całą społeczność fanów na postać Kapitan Marvel.

Miała być ona kluczową postacią w całym MCU, tajną broną do pokonania Thanosa. I co? I nic. Kapitan Marvel odgrywa w „Endgame” rolę epizodyczną i na dobrą sprawę nic nie wnosi do całej opowieści. Równie dobrze mogłoby jej w ogóle nie być. Ma niewielki epizod w pierwszym akcie, choć i tam decydujący cios zadaje Thor. Potem pojawia się nagle w finałowej walce, ale znowu widzimy ją dosłownie przez chwilę, bo Thanos, z pomocą jednego z Kamieni Nieskończoności, pokonuje ją w walce.

Cała kampania marketingowa filmu „Kapitan Marvel”, która zaczęła się już w epilogu „Avengers: Wojna bez granic” była więc jedną wielką ściemą. A fani, skuszeni zapowiedziami Marvela, dali się nabrać i sprawili, że i ten film zarobił ponad 1 mld dol. na całym świecie. Gdyby jeszcze był to dobry film, to jakoś bym to przebolał. A boli mnie to trochę dlatego, że do tej pory Marvel był mimo wszystko fair względem swoich fanów. Grali uczciwie, traktowali odbiorców z szacunkiem dając im to, czego oczekiwali. Niestety, jak widać, Feige i reszta wyłożyli się trochę już przed samym końcem biegu.

Zarówno „Kapitan Marvel” jak i „Endgame” to czyste hollywoodzkie hochsztaplerstwo. Mieliśmy dostać ważną i kluczową postać, a dostaliśmy poprawną politycznie superbohaterkę, która spełnia rolę feministycznego sztandaru, zamiast być po prostu superbohaterką. Nie mam nic przeciwko kobietom w pelerynach, ale gdy są one wykalkulowanymi marketingowo tworami to pojawia się problem.

Co więcej, miałem przedziwne wrażenie, że Danvers pojawiła się na chwilę w tej finałowej bitwie po to, by zaprezentować jeden z najbardziej żenujących fragmentów „Endgame” czyli wrzucony na siłę kadr z grupą samych walczących superbohaterek, niejako zapowiadających grupę A-Force. Gwoli przypomnienia, A-Force w wersji komiksowej nie przeżyło zbyt długo, gdyż seria ta fatalnie się sprzedawała. Podobnie jak figurki z postaciami superbohaterek. Marketing potrafi zdziałać cuda, ale naprawdę nie zmusi ludzi do polubienia czegoś, co jest im wciskane na siłę.

Z tych wszystkich milionów opcji przyszłości, które zobaczył Doktor Strange, w wielkim finale twórcy zaserwowali fanom tę najbardziej banalną, nudną, pozbawioną jakichkolwiek ciekawych pomysłów.

Rozumiem, że prawa do postaci Hulka ciągle dzierży Universal, ale to w jaki sposób postać ta została potraktowana przez twórców obu ostatnich odsłon „Avengers” woła o pomstę do nieba. W „Wojnie bez granic” Hulka prawie w ogóle nie widzieliśmy w akcji. Argumentacja scenariusza średnio mnie przekonywała, ale przyjąłem ją na klatę. Tutaj z kolei Hulka widzimy w pełnej krasie, ale jest on na trzecim planie, bardziej w wersji „profesorskiej” niż walczącej. Dziwny trop…

Thor skończył wyjątkowo marnie. Pokazany tu został jako mężczyzna po załamaniu nerwowym, z brzuszkiem, zapijający smutki, żałosny. Nie taki koniec boga piorunów sobie wyobrażałem. Z jednej strony można cenić twórców za takie nietypowe „przemiany” bohaterów i podążanie nieprzewidywalnymi ścieżkami. Jak rozumiem, chcieli tez przemycić trochę humoru w stylu „Thora: Ragnarok”. Ale niestety, zmiana tonalna w obrębie choćby tylko tej postaci jest kompletnie niedopuszczalna i niewiarygodna. Wskazuje, po raz kolejny, na brak przemyślenia ze strony scenarzystów.

Podobnie jak to miało miejsce w przypadku Czarnej Wdowy i Hawkeye’a. Oboje zdają się być zaplątani w wydarzenia „Endgame” na siłę.

Oboje są zwykłymi ludźmi, niezwykle sprawnymi, ale pozbawionymi supermocy. Po jaką cholerę twórcy filmu wciskają ich więc nagle w podróże kosmiczne? Więcej, odwiedzają nawet ze dwie planety i oczywiście nie mają problemu z oddychaniem w innych światach. Jeszcze w przypadku innych nadludzko silnych postaci można to jakoś uzasadnić, ale nie w przypadku zwykłych ludzi.

Czepiam się? Być może. W końcu mówimy o filmach, w których wszystkie postaci z każdego krańca wszechświata mówią po angielsku, ale jednak jakoś mi to uwierało. Bardziej nawet pod względem tego, że w stajni MCU znalazłyby się postaci bardziej pasujące do danej „scenerii”. Choćby taka Kapitan Marvel. Ale nie, w podróż na inną planetę lepiej wysłać Hawkeye’a z jego niezawodnymi strzałami.

Punktuję tak „Avengers: Koniec gry”, bo dotąd Marvel całkiem zręcznie omijał jakiekolwiek scenariuszowe koleiny.

Teraz jednak miałem wrażenie, że na sam koniec totalnie sobie odpuścili. Być może nie mieli już żadnego pomysłu. Być może postawili przed sobą zbyt trudne zadanie tym niesamowitym cliffhangerem na koniec „Wojny bez granic”. Być może mieli po prostu problem z napisaniem dobrego zakończenia. Stosunkowo rzadko kiedy w popkulturze dostajemy satysfakcjonujące finały. Tutaj poprzeczka była wyjątkowo wysoko.

„Avengers: Koniec gry” okazał się chaotycznym, rozwlekłym, zadziwiająco nudnym domknięciem największej sagi jaką widziało kino. Poza paroma udanymi wątkami i scenami nie ma w tym filmie absolutnie niczego, co potrafiłoby zapaść w pamięć na dłużej.

Finałowa potyczka z Thanosem jest jednym wielkim bałaganem w CGI. Dzieje się dużo, ale szybko, byle jak, bitwa nie ma w sobie ani żadnych ciekawych sekwencji, ani większej dramaturgii (oczywiście poza poświęceniem Tony’ego Starka). Wszyscy polegli wcześniej bohaterowie powracają nagle jak za użyciem czarodziejskiej różdżki i ruszają tłumnie do wielkiej potyczki, w której nikną w zalewie CGI. Zupełnie jakby robili to inni twórcy, zapominając o samych bohaterach na rzecz wielkiego festyniarstwa.

Całe „Endgame” ma wręcz znamiona niepotrzebnie rozciągniętego do 3 godzin epilogu do „Infinity War”.

Masę scen można z „Końca gry” spokojnie wyrzucić. Twórcy całkiem zręcznie oddali hołd minionej dekadzie z MCU, powracając do pamiętnych scen z poprzednich filmów, ale granie na sentymentach to trochę za mało jak na wielki finał. Tym samym to, co przewiduję staje się coraz bardziej realne. Nowi „Avengers” to początek końca gry dla Marvela.

W ich stajni, poza Spider-Manem i Strażnikami Galaktyki, nie pozostały już żadne ciekawe i równie charyzmatyczne postaci. Nowym bogiem piorunów została Valkyria, nowym Iron Manem Rhodey, nowym Kapitanem Ameryką niegdysiejszy Falcon. Idąc tym tropem, zrobiłbym z Bucky’ego nową Czarną Panterę dla wyrównania szans. No i zostaje jeszcze Kapitan Kamienna Twarz, eee, to znaczy, Kapitan Marvel. Tak, już widzę jak poprowadzi ona nowych Avengersów na szczyty popularności…

Na dobrą sprawę całe MCU to seria powiązań miedzy filmami i postaciami, które udało się, raz lepiej, raz gorzej spleść ze sobą. Na ostatniej prostej zabrakło jednak Marvelowi tego samego wyczucia, które mieli na początku.

Ponoć aktorzy grający w obu częściach filmu nie widzieli na oczy scenariusza do całości, a jedynie fragmenty, które dotyczyły postaci przez nich granej. Do tego dostawali różne wersje zakończenia. I trochę takie miałem wrażenie oglądając „Endgame”.

Nie ma tu żadnego scenariusza, są tylko pospinane ze sobą epizody konkretnych postaci, często nie mające większego sensu dla całości. Szkoda, że tak się to skończyło. Choć nadal mam cichą nadzieję, że może ktoś poskładał ten film z nie tych części co trzeba i omyłkowo wysłał to w świat. A gdzieś tam w sejfie Kevina Feige’a znajduje się prawowite domknięcie marvelowskiej sagi, które dostępne jest tylko dla niego i może kiedyś pokaże je światu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Reżyserzy filmu „Avengers Koniec gry” odpowiadają na zarzuty Martina Scorsese

Kilka tygodni temu Martin Scorsese w jednym z wywiadów wypowiedział się nieprzychylnie o kinowych produkcjach Marvela. Od tego czasu w Hollywood zawrzało. Kolejni twórcy stawiali po jednej z dwóch stron barykady, ukazując własne podejście do sztuki filmowej. Teraz uzyskaliśmy odpowiedź najbardziej zainteresowanych – samych braci Russo, reżyserów najważniejszych filmów Marvel Cinematic Universe.

Artykuł/Film 19.11.2019

Dołącz do dyskusji (40)

69 odpowiedzi na “Skąd te zachwyty? „Avengers: Koniec gry” to wielkie rozczarowanie. Marvel mydli oczy fanom”

  1. Nie wiem, ja jestem fanem i ten film od początku reklamowany był jako taki “trybut” dla fanów za te wszystkie 21 filmów przed Endgame i wychodząc z kina czułem się spełniony. Jasne fabuła nie trzymała się kupy, ale tutaj liczył każdy na to, że w zakończeniu tej historii otrzyma jakiś fajny wątek ze swoimi ulubionym bohaterem i tak też było :)
    Co do Kapitan Marvel, jeszcze przed premierą było wiadomo, że nie odegra kluczowej roli. To typowy problem taki jak z Supermanem – jeśli jest tak silna postać to po co wogóle cała reszta? Dlatego zostawili ją tylko na kilka chwil w filmie i tyle.

    Film Mocne 8/10

  2. Jak ja uwielbiam takie recenzje, nawet nie wiem jak cokolwiek napisać, żeby nie zostać potraktowany jak fanboy xD. Ale do meritum, czepianie się braku realizmu w stylu: na każdej planecie jest taka sama atmosfera, grawitacja, itp. w filmie gdzie ludzie biją się o magiczne kamyki wydaje się być nie na miejscu. Inna rzecz to logika scenariusza, która jednak poza samą końcówką (pojawiający się stary cap, dla jednych 5 lat minęło dla innych nie, a wszystko wraca do normy jakby nigdy nic), którą na upartego też dałoby się wytłumaczyć, też wystrzegać się większych błędów, trzeba tylko uważnie oglądać. Jednak jak widać autor się chyba zamyślił nad tym jak bardzo film mu się nie podoba i to już na początku, bo nie może pojąć że Kapitan Marvel mogła najpierw wrócić na Ziemię, dowiedzieć co się stało i dopiero potem polecieć uratować Starka. Fakt że przybyła w ostatnim możliwym momencie, ale to już typowa hollywoodzka zagrywka.

  3. W końcu recenzja w którą się w pełni zgadzam… Już 3 odcinek GOT był lepiej przemyślany niż Endgame. Do tego te dziury logiczne. Przez cały film śmieją się z filmów o podróżach w czasie, mówią, że gdy cofają się to tworzą inną rzeczywistość i nie wpływają na swoją to musieli popełnić taką głupotę na końcu z Kapitanem Ameryką…

    • Oni nie popełnili żadnego błędu. Na koniec kapitan Ameryka stworzył inną rzeczywistość, w której bierze ślub z Peggy Carter i być może nie jest już super bohaterem. Czy wy w ogóle słuchaliście co mówi Starożytna do Hulka ?

      • A czy oglądałeś dokładnie film? Jasne, w PRZESZŁOŚCI stworzył inną rzeczywistość, tak jak stworzyli inną gdy Loki uciekł ze Tesseractem czy została zabita młodsza Nebula. Tylko Kapitan żyjąc w tej nowej rzeczywistości jakim prawem pojawił się w rzeczywistości dotychczasowej? Przecież oddał swoją tarczę Falconowi jako starzec, a żadnym prawem nie powinno go tam być, bo żył w INNEJ rzeczywistości. Tak samo to oddawanie kamieni na swoje miejsce… Ancient One mogła odzyskać kamień czasu bez problemu, ale jak kamień przestrzeni z powrotem zamienił w Tesseract, jak kamień umysłu z powrotem umieśczony został w berle, jak Kapitan oddał kamień duszy na Vormir (zobaczył Red Skulla?), jak Aether został z powrotem umieszczony w Jane Foster?

        • Co do sceny z Capem to bracia Russo twierdzą że to jest celowy zabieg, żadna dziura logiczna i jest tu historia do opowiedzenia. Co do reszty to zgoda, poza Foster, która zwyczajnie wciągnie Aether tak jak za pierwszym razem.

          • Chociaż w sumie to nie zgoda, bo co z tego że zobaczył Red Scula xD? I kto powiedział że musieli zniszczyć berło i tesseract przy wyciągania kamieni? Przecież Stark mógł wymyślić sposób na wyciągnięcie ich bez uszkadzania nośnika

        • Ze starym Kapitanem Ameryką można łatwo wyjaśnić. Błędnie bierzemy pod uwagę fakt, że stary Kapitan Ameryka na ławce to ten sam, który się cofnął w czasie. Błędnie bierzemy również pod uwagę fakt, że uniwersum, które oglądamy od początku, i.e. od filmu Iron Man jest głównym uniwersum. Możliwe, że oglądamy uniwersum, do którego Kapitan Ameryka się cofnął i żył własnym życiem. I te uniwersum miało 2 Kapitanów. A jako, że oglądamy linie czasową, do której kapitan ameryka się cofnął i z której drugi kapitan się cofnie do innej linii są na tyle podobne, że niewiele się równią, wobec czego możliwe jest, że jak kapitan, który się cofnie będzie mógł usiąść na ławce, bo wydarzenia potoczą się tak samo.

          Czyli jak oglądamy Iron Mana to jest tam gdzieś sobie Kapitan ameryka żyjący, który się cofnął z innej linii czasowej i ten uśpiony w lodzie. Ten pierwszy wie co się wydarzy, więc nie ingeruje w nic, dlatego nie wiemy nawet o jego istnieniu. Natomiast ten uśpiony nic nie wie i za jakiś czas się cofnie do innej linii czasowej, by ten pierwszy mógł usiąść na ławce, bo wie, że to się wydarzy. :).

  4. Recenzja jak z gimbazy. Najbardziej amerykański film w historii, który miał po prostu zarobić kasę. Tak wygląda sukces i tak wygląda przemyślenie jak tego dokonać. “Fani” to największe zło wszystkich filmów i w ogóle nie powinno się ich słuchać. Jak robisz coś to rób to zajebiście, a nie po to aby połaskotać te nerdowskie zachcianki, czy spełnić ich wymagnaia. To tylko moja opinia. Na filmie byłem w kilka osób, każdy zupełnie inaczej podchodził do filmu, wszyscy się bawili świetnie, dobrze wydana kasa w kinie – tego nie można powiedzieć o większości filmów o superbohaterach.

    • Szczerze mówiąc mam wrażenie, że to ty swoim komentarzem brzmisz jak największy fanboj. Zluzuj więc trochę poślady i wyjdź na świeże powietrze, bo widać się zagotowałeś.

      • Maść na ból dupy nie potrzebna? Mi też nie leży recenzja.. to typowy gniot, a autor chyba napisał to pod wpływem weny nie oglądając filmu. Byłem na wszystkich 22 filmach i endgame wiernie odzwierciedla całą historie z 21 filmów, które zostały stworzone przez 11 lat i cieszyły publiczność na całym świecie

        • Masz rację, że cieszyły większość widzów chodzących do kin. Jednak jest jeszcze mniejsza grupa widzów MCU, takich na przykład jak ja, gdzie na ostatnie części czyli Black Panter, Ant-man, Marvel poszedłem tylko dlatego bo były blisko tych większych widowisk jak Infinity War i Endgame. I tak jak Wojna bez granic jest dla mnie bezapelacyjnie najlepszym filmem w stajni MCU, tak te trzy wyżej wymienione są dla mnie “tylko” kolejnymi odcinkami serialu wszechczasów w reżyserii Kevina Feige. Natomiast co do tematu Końca gry, to jest to bardzo zręczne, zgrabne i zarazem dosyć złożone zamknięcie Sagi Nieskończoności. I tak, oglądałem wszystkie części tej serii.

          • Nikt chyba nigdy się nie spuszczał ze kazdy film MCU jest super, bo były też słabe, lecz biorąc jako cało kształt jest gitez majonez. :D

    • Szczerze mówiąc mam wrażenie, że to ty swoim komentarzem brzmisz jak największy fanboj. Zluzuj więc trochę poślady i wyjdź na świeże powietrze, bo widać się zagotowałeś.

    • Raczej twoje podejście jest z gimbazy. Bo trzeba pamiętać, że to film na podstawie komiksów. A że tobie i twoim znajomym się podobał, to dlatego że to po prostu trzy godzinny film rozrywkowy do kotleta, do ktorego nie potrzebne jest znajomość czegokolwiek. A że kasa się zgadza, to już całkowicie sukces.
      Film musi być też dla prawdziwych fanów, problem jest taki że oni widzą każdą głupotkę czy nieścisłość. Mi osobiście Endgame bardziej podobał się niż IW. Niestety jest bardzo chaotyczny. Ma też inne bóle o których nie będę się rozpisywał.
      Mam nadzieję, że dalszy rozwój MCU nie pójdzie drogą Star Warsów, gdzie kolejne części to tylko po to by hajs się zgadzał, by dało się jak najwięcej nachapać z merczendajsu przed świętami i był dobry do kotleta. Bo fani to już tylko z politowaniem wzruszają ramionami…

  5. “Nie mam nic przeciwko kobietom w pelerynach, ale gdy są one wykalkulowanymi marketingowo tworami to pojawia się problem.”

    No litości, a cokolwiek w MCU nie jest wykalkulowanym marketingowo tworem? Najbardziej komercyjna i pisana przez księgowych seria w dziejach kina, ten zarzut jest idiotyczny

  6. Kolejna wersja Hulka jest z wersji komiksów, w których Banner kontroluje swojego zielonego potwora. Walkiria zostaje władcą Nowego Asgardu, nie bogiem piorunów. Z resztą Thor prawdopodobnie dołączy do ekipy Strażników. Również od początku było wiadomo, że głównymi bohaterami będzie pierwotna ekipa Avengers.

  7. Słaba merytorycznie recenzja. Autor nie kapuje podstaw logiki.
    Kapitan Marvel po napisach końcowych filmu u niej pojawiła się na Ziemi i stąd wiedziała kim jest Stark i gdzie go szukać. Taka kolejność zdarzeń jest spójna w 100% ze sceną po napisach “Wojny bez granic”. Jeśli więc autor już na wstępie tzw. “Recenzji” gubi oczywistą logikę filmów to całe jego grafomanskie wypociny należy uznać za nie warte zachodu pierdolenie przedszkolaka któremu się wydaje że pojął fizyke kwantową bo nauczył się poprawnie wymawiać jej nazwę.

    • Też nie widzę problemu z Captain Marvel… jeśli ktoś oglądał film i scenę po napisach. Jestem natomiast nieco zniesmaczony tym, że nie było żadnego, minimalnego nawet wprowadzenie dla osób, które Captain Marvel nie oglądały.

  8. Niestety, najwidoczniej zabrakło soczystego kopniaka w dupe reżysera od Sami Wiecie Kogo ze słowami “popraw to, idioto!”.

    (tak, od Stana Lee, R.I.P)
    (biedak, pewnie się w grobie przewraca…)

  9. Wybitnie trafiona recenzja. Tylko nie rozumiem jak smiales mieć inne zdanie niż większość . W końcu jak ginie jakiś Avengers to z miejsca jest to arcydzieło poza wszelką krytyka

  10. Dodałbym jeszcze, że zepsuto postać Thanosa. W poprzedniej części wykreowany na największego złoczyńcę w MCU, teraz zachowuje się jak skończony idiota. Ktoś tu napisał, że film miał za zadanie zarobić i niepotrzebnie się czepiamy szczegółów. Tylko poprzednie części, zwłaszcza Infinity War pokazały, że można jednocześnie zarabiać i robić dobre filmy.

  11. Poza wymienionymi i lekko wspomnianym Hulkiem.. cóż mi to akurat najbardziej tu przeszkadza. Dlaczego w ogóle w całym MCU jest on tak cienki? I naprawdę? Hulk z ręką na temblaku? Co już regeneracji też nie ma? A w zgliszczach siedziby avangers nie mógł tego podnieść, musiał antman to zrobić? Potem w ogóle go nie było to jakaś popierdółka, a nie Hulk. Postać, która nawet w najsłabszych wersjach zwyczajnie miażdży (nawet w 1 avengers – zatrzymał “to duże coś”).. a potem dostał łomot od Thanosa, bez użycia kamieni.. z którym Kapitan bił się jak równy z równym. Serio? To kapitan jest silniejszy od Hulka? wuuut?

    Sama bitwa końcowa, o której tak gadano z prasowych wyświetleń, że jest uber super hiper.. była słaba.
    Wątek poświęcenia się dla kamienia kompletnie z dupy i nie trzyma się kupy. W poprzedniej części było powiedziane, że trzeba poświęcić to co się najbardziej kocha. Znaczy się Wdowa jak i Hawkaye kochali swoje własne życia najbardziej? I jak autor.. no serio? Hulk, Ironman, Kapitan i Antman do nowego Yorku, a łucznik i postać, której tak naprawdę główną rolą było pokazywać zgrabny tyłek w kostiumie w kosmos?

    Tarcza dla Falcona? I co on ma niby z nią robić? Jedyny, który ma podobne umiejętności i siłę był Bucky i to on, tak jak w komiksach mógłby tarcze przejąć i mógłby w filmach ten wątek się rozwinąć.
    Przynajmniej wiemy, że avengers już nie będzie żadnych… chyba, że zaczną kombinować z liniami czasu i multiversami.. a to już będzie totalny upadek.

  12. Trochę to wygląda, jak recenzja osoby, która nie siedzi w temacie i próbuje na siłę coś skrytykować, żeby się wyróżnić tłumu. Wystarczyło uważnie oglądać film, żeby się w nim nie pogubić. Niektóre wątki są przekombinowane, ale jako całość, uważam Endgame za godne zwieńczenie pewnego etapu MCU.

    • Taka rola Przemysława w tym serwisie – dostał do recenzji płytę Radiohead, to zaczął od tego, że nie lubi Radiohead i nigdy nie rozumiał dlaczego się jakimś ludziom ten film podoba, więc i recenzowana płyta została oceniona jako słaba.
      A ten tekst powyżej? Powstał też na siłę, by przyciągnąć ludzi do czytania “kontrowersyjną tezą”.

  13. Kompletnie się nie zgadzam. 1. Thor w tym filmie genialny. 2. Najgorsze z całej serii to Czarna pantera. 3. Kapitan Marvel (film) spoko, tutaj rzeczywiście trochę mało. 4. Za mało ich na koniec zginęło. 5. Ostatnia bitwa spoko, nie liczyłem na jakieś pojedyncze pojedynki bohaterów, po co? 6. Oddychanie w kosmosie Czarnej wdowy? Wylądowali na specyficznej planecie z specyficznym kamieniem dusz, więc to każdy tam może oddychać dla mnie do przyjęcia. 7. Ogólnie we wszystkich produkcjach marvela było sporo głupszych i słabszych części.

    • Dorzucę jeszcze, że spiderman to tragedia. Zarówno w avangers jak i w solowym filmie, którego jako jedynego nie byłem w stanie obejrzeć do końca, był tak żałosny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...