Avengersi dziękują widzom i żegnają się z godnością. „Avengers: Koniec gry” – recenzja ze spoilerami

Recenzja/Film 25.04.2019
Nasza ocena:
Avengersi dziękują widzom i żegnają się z godnością. „Avengers: Koniec gry” – recenzja ze spoilerami

Avengersi dziękują widzom i żegnają się z godnością. „Avengers: Koniec gry” – recenzja ze spoilerami

Ponad dziesięć lat Marvel Cinematic Universe prowadziło nas właśnie do tego momentu. Film „Avengers: Koniec gry” wszedł z przytupem do polskich kin i z miejsca zawładnął sercem i umysłem widowni. O tym, czym produkcja może się pochwalić, a co wyszło przeciętnie przeczytacie w naszej spoilerowej recenzji.

Uwaga! Recenzja zawiera szczegóły fabuły i zakończenia „Avengers: Koniec gry”. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Emocje towarzyszące pożegnaniom to słowo klucz kierujące najnowszym filmem Disneya. Nie ma sensu w tym miejscu nostalgicznie wspominać: „Gdzie byłeś, gdy „Iron Man” trafił do kin?”. Ani to zdrowe, ani komukolwiek potrzebne. Ale nie sposób uciec od świadomości, że „Avengers: Endgame” to pod wieloma względami pożegnanie z filmowym uniwersum, które na długie lata odmieniło całe Hollywood.

Marvel w którymś momencie musiał zakończyć opowiadaną od jedenastu lat historię swoich superbohaterów. Co do tego jednego faktu zgodzą się chyba wszyscy fani MCU. Nie mnie oceniać, czy wybrał najwłaściwszą chwilę, ale sposób w jaki to zrobił za pomocą „Avengers: Wojna bez granic” i „Avengers: Koniec gry” absolutnie przejdzie do historii kina. Najnowsza produkcja braci Russo stanowi bowiem sztandarowy przykład dobrze zrobionego kina epoki fandomu. Ale nie wybiegajmy za bardzo do przodu.

Akcja „Avengers: Koniec gry” zaczyna się w momencie pokazanym na pierwszym zwiastunie filmu. Co jednocześnie wcale nie oznacza, że trailery nie kłamały.

Po krótkiej scence pokazującej wyparowanie rodziny Hawkeye’a przenosimy się w sam środek zniszczeń dokonanych przez pstryknięcie Thanosa. Iron Man i Nebula próbowali w desperacki sposób dostać się ze zniszczonego Titana w dowolne miejsce zamieszkałe przez rozumne istoty. Ponoszą jednak porażkę, a ich statek od dłuższego czasu dryfuje w przestrzeni kosmicznej. Tuż przed tym jak wyczerpaniu ulegają zbiorniki z tlenem bohaterowie zostają jednak uratowani przez Kapitan Marvel, która sprowadza ich bezpiecznie na Ziemię. Między Avengersami pada kilka wzajemnych oskarżeń i pomysłów jak zemścić się na Thanosie. W końcu przeważa Carol Danvers, która stwierdza, że nawet jeśli Thanos nadal ma Kamienie Nieskończoności, to ona zdoła go pokonać. A dzięki mocy Kamieni przywrócą zabitych do życia.

W tym miejscu warto powrócić do kwestii publikowanych przed premierą trailerów. Żaden z nich nie okłamywał widzów w tak oczywisty sposób jak było to w przypadku „Avengers: Wojna bez granic”. Kilka scen nie pojawia się ostatecznie w filmie, a w dwóch miejscach komputerowo zmienione zostały też włosy Czarnej Wdowy. Ale do większych przeróbek nie doszło. Jednocześnie zwiastuny w niezwykle ciekawy sposób wykorzystywały tendencję ludzkiego umysłu do łączenia w całość widoków, które w oczywisty sposób do siebie nie pasują. Oglądający je widzowie powinni byli się domyśleć, że połączyły dwie osobne wyprawy Avengersów w jedną.

Pierwsza z nich następuje niedługo po zakończeniu poprzedniego filmu. Bohaterowie znajdują Thanosa na jego farmie i szybko pacyfikują z pomocą Kapitan Marvel. Rzecz w tym, że Szalony Tytan dwa dni wcześniej po raz ostatni użył mocy Kamieni Nieskończoności do zniszczenia ich samych. Wściekły Thor pozbawia go głowy, ale wszystko na próżno. Nie ma żadnych szans na przywrócenie zmarłych do życia. W następnej scenie widzimy Avengersów po pięciu latach. Część z nich dała sobie spokój z życiem bohatera, inni pomagają zwykłym ludziom, a pozostali dalej działają na rzecz całego wszechświata, który cierpi od rany zadanej przez Thanosa. Dopiero powrót Ant-Mana i jego plan związany z powrotem do przeszłości napędza Kapitana Ameryką i Czarną Wdowę do podjęcia inicjatywy. Jest im jednak potrzebna pomoc Iron Mana, a tą niełatwo będzie zdobyć.

Jak na stosunkowo mroczny temat „Avengers: Endgame” jest zaskakująco zabawnym filmem. To jedna z najlepiej napisanych pod tym względem produkcji MCU.

Utarło się, że każdy film Marvela musi mieć dowcipy bez względu na wszystko. Dlatego poziom humoru od pewnego czasu nie stał na szczególnie wysokim poziomie. Żarty w „Avengers: Koniec gry” działają, bo nigdy nie sprawiają wrażenia działających wbrew atmosferze sceny. Bracia Russo smutne i desperackie momenty kręcą na poważnie i w żaden sposób nie łagodzą obrazu świata, z którego zniknęła połowa populacji. Dlatego dowcipy bohaterów sprawiają wrażenie autentycznego mechanizmu obronnego. Gdyby nie odrobina humoru, to mogliby się tylko całkowicie załamać lub zwariować.

avengers koniec gry recenzja spoilerowa

Nie sposób też pominąć milczeniem chemii między poszczególnymi aktorami, która aż wylewa się z ekranu. Każda wspólna scena Iron Mana i Kapitana Ameryki, Czarnej Wdowy i Hawkeye’a czy Bannera w towarzystwie Scotta Langa to prawdziwe złoto. Twórcy filmu podjęli absolutnie słuszną decyzję, stawiając w większości na aktorów występujących w Marvel Cinematic Universe od początku.

Co prowadzi nas do niezwykle ważnej kwestii, czyli roli Kapitan Marvel w „Avengers: Endgame”. Przy okazji recenzji „Kapitan Marvel” narzekałem, że bohaterka jest zbyt potężna i jej obecność rozwiązałaby wszystkie problemy ziemskich superbohaterów. Bracia Russo ewidentnie dostrzegli ten sam problem i postanowili go rozwiązać w bardzo skuteczny, choć mało wyrafinowany sposób. Carol Danvers zwyczajnie w tym filmie prawie nie ma.

Jakieś 90 proc. czasu antenowego zostaje oddane oryginalnej szóstce Avengersów, Rocket Raccoonowi, Ant-Manowi, War Machine’owi i… Nebuli.

Córka Thanosa zdecydowanie wyrasta na największe pozytywne zaskoczenie „Avengers: Koniec gry”. W swoich poprzednich filmach Nebula była albo tak zaślepiona, że aż irytująca, albo stanowiła fabularny wybieg, żeby Gamora robiła to, czego chce od niej Thanos. Tutaj udało się jednak w doskonały sposób pokazać jej przemianę z maszyny do zabijania w superbohaterkę, nie gubiąc jednocześnie cechującego ją niemal zwierzęcego, bezlitosnego instynktu. Odnajdywanie w sobie herosa to zresztą jeden z głównych motywów najnowszego dzieła Marvel Studios.

Drugim jest poświęcenie w imię wyższego dobra. Ostatecznie dochodzi bowiem do konfrontacji z Thanosem. I trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że nie wszystkie pozytywne postaci doczekają do końca filmu. A co za tym idzie, dla niektórych aktorów była to ostatnia przygoda z MCU. Część scen odejścia okazała się prawdziwe zaskakująca, inne można było dosyć łatwo przewidzieć. „Avengers: Koniec gry” potrafi być jednak nie tylko zabawne, ale też niezwykle wzruszające i nagradzające widzów za jedenaście lat zaangażowania. Nie mówię tu nawet o wszystkich cameo i nawiązaniach (choć jest ich wiele, niemal aż do przesady). Twórcom produkcji udało się przede wszystkim stworzyć historię, która ma na tyle realne emocje, że oglądanie jej na ekranie stanowi nagrodę samą w sobie.

Nie mamy jednocześnie do czynienia z filmem idealnym. Najbardziej zawodzi, to co do tej pory było specjalnością Joego i Anthony’ego Russo.

Rozpoczęcie współpracy z duetem braci dało Marvelowi drugą świeżość, jeśli chodzi o kręcenie scen akcji. Niestety, choreografia walk z „Avengers: Endgame” nie zbliża się do poziomu z „Avengers: Wojna bez granic”, nie wspominając nawet o „Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz” czy „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów”. To pod tym względem zdecydowanie najsłabszy film MCU od tych twórców. Finałowa potyczka między siłami Thanosa i wojownikami Ziemi nie jest może chaotyczna, ale też ma niewiele godnych zapamiętania momentów (pod względem choreografii, pracy kamery i operowaniem kolorem – bo fabularnych emocji nie brakuje).

Nie mamy do czynienia z dziełem pozbawionym niepotrzebnych dłużyzn. Spokojnie można by ten film skrócić o 15-20 minut i nikomu nie stałaby się krzywda. Zbyt często scenarzyści korzystają też z pewnych chwytów, choćby ratując bohaterów przed zagrożeniem w ostatniej możliwej chwili. Najbardziej zaangażowani fani będą się też irytować na pewne nielogiczności związane z siłą Thanosa, osłabieniem Thora i Hulka czy pojawieniem się tak ogromnej liczby dawno niewidzianych bohaterów. A widzowie o mniejszym powiązaniu emocjonalnym z MCU będą narzekać na wylewający się z ekranu fan-service.

Nie ma to wszystko jednak tak ogromnego znaczenia, bo „Avengers: Koniec gry” jest bardziej pożegnaniem z MCU niż samodzielnym filmem.

A jako zamknięcie filmowego uniwersum Marvela sprawdza się naprawdę świetnie. Braciom Russo udało się nawet retroaktywnie naprawić w niej gorsze dzieła pokroju „Thor: Mroczny świat” czy „Kapitan Marvel” oraz pośmiać się nieco z naiwności Avengersów po ich pierwszym zwycięstwie z Lokim. Oczywiście, oficjalnym zamknięciem 3. fazy MCU ma być „Spider-Man: Daleko od domu”, ale i tak każdy będzie w taki sposób traktować „Avengers: Endgame”. Świadczą o tym nawet tak drobne z pozoru szczegóły, jak brak jakiejkolwiek sceny po napisach.

Przyszłość Marvel Cinematic Universe rysuje się więc w bardzo niepewnych barwach. Kolejne filmy i seriale są już w drodze, ale podobny sukces trudno będzie powtórzyć. Zakończenie dzieła braci Russo rzuca nieco światła na fabułę seriali Disney+, lecz na temat filmów z 4. fazy nie mówi praktycznie nic. Osobiście czuję, że Disney powinien na kilka lat dać odpocząć całemu uniwersum i pewnie wiele osób się ze mną zgodzi. Bo każdy kolejny masowo produkowany film z serii będzie po trosze czynić tą produkcję gorszą. Raczej nie wierzę, by w świecie opanowanym przez pieniądze to życzenie miało się ziścić. Przynajmniej dopóki ludzie będą nadal ochoczo kupować bilety na kolejne filmy Marvel Studios. A po takim dziele jak „Avengers: Koniec gry” naprawdę trudno im się dziwić.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (24)

53 odpowiedzi na “Avengersi dziękują widzom i żegnają się z godnością. „Avengers: Koniec gry” – recenzja ze spoilerami”

  1. 2 słabych (wg. mnie) elementów tego filmu nie wybaczę:
    – thor w infinity war był tym najsilniejszym, o włos od zabicia thanosa a tutaj wygląda po prostu za bardzo komicznie i jak taka roztrzęsiona galareta jak dla mnie, za duży rozrzut, no i ta tusza :)
    – CGI Profesora Hulka woła o pomstę do nieba…. aż słabo się go oglądało :(

    • Powiedz mi w takim razie, kto prawie zginął z rąk Thanosa (bez kamieni) na początku IW i fuksem uszedł z życiem? Kogo Thanos tak zlał (ponownie bez kamieni), że temu odechciało się pokazywać do końca filmu (podpowiedź: Hulk). Właśnie ta scena miała na celu pokazać moc tytana. Zabicie o włos na koniec IW było z zaskoczenia, rzutem Stormbreakera, nie było to wynikiem walki bezpośredniej, więc tak naprawdę nie mamy porównania ;) Zamiast czerpać radość z tego jak pięknie i epicko wyglądał finał EG, to u niektórych włączyło się logiczne myślenie, które w sumie nie ma podstaw. Tak tylko czepiam się szczegółów ;)
      Co do CGI to się zgodzę, ale niestety ostatnio stało się to normą. Już we wcześniejszych filmach zbroja Iron Mana nie wyglądała naturalnie, ostroju Black Panther nie wspominając.

    • Przyznam, że nie spodziewałam się, że Thor nieco zdziadzieje :) ale nawet z wielkim brzuchem i tak jest moim ulubionym Avengersem. Zatem wybaczam mu gorszą kondycję!

  2. Mi natomiast przeszkadzała jedna scena. Thanos przybył na Ziemię, zasypał ją rakietami o sile rażenia bomby atomowej, po siedzibie Avengersów nie zostało ani śladu. Jednak bohaterowie, będący w epicentrum wybuchu skończyli przysypani kilkoma głazami i lekko brudni. Bardzo ciekawe, zwłaszcza, że część z nich np. Hawkeye jest tak naprawdę zwykłym człowiekiem

    • Myślę że pomogło całkowite zamknięcie sali, dzięki czemu zamiast zginąć w masie gruzów bardziej “zsunęli się” pod grunt.

      • A komiksy nie mogą być zarażone poprawnością polityczną? Czarny Spider-Man to niby co jest? W Fantastycznej Czwórce z 2015 roku bezczelnie dali murzyna do zagrania Ludzkiej Pochodni wcześniej grał ją Chris Evans obecnie grający Capa. Nie mogli dać białego aktora w jego miejsce?

        • Czarny spider-man to osobna postać stworzona przez Bendisa w ramach ultimate uniwerse i ma takie same miejsce w marvelu jak każdy alternatywny spider-man. Nie stworzył Moralesa z powodu ‘zarażenia poprawnością polityczną’, bo ultimate uniwerse poprawność miała gdzieś.

          • No dobrze ja w komiksach nie siedzę, preferuję filmy. A jak wyjaśnić czarną Ludzką Pochodnię, niedopatrzenie?

          • No to nie pisz o komiksach zarażonych poprawnością jak się nie znasz. Największym problemem F4 nie był dobór aktorów. Zwisa mi czy postać wygląda jak w komiksach czy nie, ważne żeby była dobrze napisana i chociaż zachowywała się jak pierwowzór. Tak samo się pieniłeś jak w adaptacji dragon balla i avatara wrzucili samych białych?

          • Gdzie ja się pienię, po prostu pytam bo widziałem animację w której Morales zastąpił Parkera jako Spider-Man. A co do F4 to już ewidentnie poprawność polityczna. Ciekawe czy nadal nie będzie Ci przeszkadzać jak zrobią czarnego Tarzana a króla lwa zastąpią kozą. Dragon balla nie oglądałem a w avatarze grali ludzie o różnych narodowościach.

          • F4 jest przypadkiem gdzie twórcy zamiast napisać porządny film myśleli, że da się zarobić na samej kontrowersji- to samo co ostatnie ghostbusters i z ‘poprawnością’ to nie ma nic wspólnego, bo motywy takich obsad to częściej chęć zysku niż jakieś naciski. Czarny tarzan mi nie będzie przeszkadzał jeżeli będzie dobrze napisany a koza zamiast lwa… no daj spokój to tak nie działa. Jeszcze dla twojej informacji(żeby nie było)- z ultimate universe marvel zabrał jeszcze jedną postać- czarnoskórego nicka fury’ego. W 616 masz teraz Nicka Fury sr- oryginalnego, białego nicka i fury jr wyglądającego jak Samuel L. Jackson.

    • Tu akurat nie doszukiwałbym się poprawności na siłę. Falcon jest już sporo czasu nowym CA w komiksach, więc ta scena nie była dla mnie zaskoczeniem. Za to Cap został agentem Hydry, do czego śmiesznie nawiązywała scena w windzie.

    • Dokładnie, to kpina, że teraz Kapitanem Ameryką będzie postać, przy której taki rozwój arc story nie bazuje na komiksach.
      W następnej fazie Avengersi będą homokomando, polującym na nienarodzone dzieci i zaatakują Polskę lewacką myślą, przez co obudzisz się w kraju, w którym dwaj faceci z wózkiem nie będą złomiarzami.
      Naprawdę, poziom degrengolady w polskim internecie chyba osiąga poziom zenitu
      https://uploads.disquscdn.com/images/970ac02cc5cc20476b932ad70af99208ecd0ee01f90533576fb0c75ae3439f21.jpg

    • Osoby, które były kapitanem w głównym uniwersum marvela(616) [* oznaczam osoby z serum super żołnierza lub pochodnymi]:
      -Steve Rogers *
      -Bucky Barnes (podczas działania nie był z tego co pamiętam w posiadaniu formuły nieskończoności, ale *)
      -Sam Wilson
      -Frank Castle
      -Jeffrey Mace
      -John Walker(aka US agent)
      -Isaiah Bradley *(afroamerykanin)
      Podałem bardziej znane postacie które były kapitanem. Jak widać serum nie jest potrzebne a do tego mało który kapitan je posiadał(oryginalne serum zostało podane Rogersowi i Bradleyowi).

  3. Film był tragicznie słaby w porównaniu z wcześniejszymi. Totalnie nielogiczny, chaotyczny, przesyt bohaterów i istotnych postaci. 3/10

  4. Nie zgodzę się z tym, że Kapitan Marvel był kiepskim filmem. Czułem więcej radości z oglądania go niż z oglądania wczoraj Końca Gry. Dużo ciekawych rzeczy się wydarzyło, ale to przedłużanie scen na siłę, żeby pokazać emocje, które aż się wylewały z ekranu kina, było mega irytujące. Opowiadanie burzy burzą, jak to mówiła pewna znana mi osoba związana z teatrem. Za dużo.

    I nie zgodzę się z tym, że nie wiadomo co będzie dalej – wiadomo jak jasna cholera, bo to nie było pożegnanie widzów z MCU tylko pożegnanie z serią Avengers. Przygody nowego Kapitana Ameryki na pewno się pojawią, choćby epizodycznie, dalsze przygody Pajączka także, a do tego Thor w kolejnej części Strażników Galaktyki, który zapewne gdzieś pozostanie i też się z nim pożegnamy. Kolejna Czarna Pantera przed nami i nowy Doktor Strange.

    No i najważniejsze – powstała nienaprawiona alternatywna rzeczywistość. Co prawda, kamienie zostały odłożone, ale Tesserakt został “pożyczony” z 1970 a nie z czasów Avengersow, bo tam zabrał go Loki i zniknął. Od tamtego momentu mamy dwie rzeczywistości, chyba że Loki odłoży Tesserakt na miejsce. To już chyba zobaczymy w serialu na Disney+.

  5. Najgorsza z dotychczasowych produkcji Marvela. Film zapewne spodoba się “oglądaczom seriali” jako że to typowym wyciskaczem łez (melodramat). Podobać się również będzie 10-latkom którzy na widok “pałera” jaki ma pani Kapitan Marvel (międzygalaktyczny krążownik Thanosa to zabawka LEGO) krzyknęli WOW!. Mniejsza o to że nie ona potrafi pokonać Thanosa(Thor i scena z odwiedzin w jego altance – kto by zwracał uwagę na takie szczegóły). Film “Kosmiczne jaja” to arcydzieło przy tym gniocie ;-)

  6. Ja jestem zadowolony z tego jak rozwiązali kapitana Amerykę. Lepiej bym tego nie ujął. Nareszcie dostał to czego chciał od samego początku, ale los mu ciągle przeszkadzał – żył sobie jak normalny człowiek.

    Co do Kapitan Marvel, to mnie ta postać nijak nie przekonała. Liczyłem, że będziemy mieli kolejnego Avengers. Natomiast pojawiła się losowo na moment. Nie tego oczekiwałem, kompletnie zmarnowali postać.

    PS. Show w każdej scenie jak zawsze kradł królik ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...