O co w ogóle chodzi z piosenką „Doskozzza” Stachursky’ego? Nowy kawałek brzmi jak sequel „Dosko”

Felieton/Muzyka 05.04.2019
O co w ogóle chodzi z piosenką „Doskozzza” Stachursky’ego? Nowy kawałek brzmi jak sequel „Dosko”

O co w ogóle chodzi z piosenką „Doskozzza” Stachursky’ego? Nowy kawałek brzmi jak sequel „Dosko”

Potężna wichura, łamiąc duże drzewa, trzciną zaledwie tylko kołysze… a nie, to już było. Teraz witamy w nowej rzeczywistości i zapraszamy do Doskozzzy. Tylko o co właściwie w tym wszystkim Stachursky’emu chodzi?

Nie da się ukryć, że Jacek Łaszczok, czyli Stachursky to jedna z najoryginalniejszych postaci na rodzimej scenie muzycznej. Swoimi płytami „1999” oraz „2009” zszokował polskich słuchaczy, ale też zdobył serca części z nich. We wrześniu tego roku ma zadebiutować krążek „2k19”, tworzący z poprzednimi dwiema tryptyk muzyczny artysty.

Inspiracją dla powstania Doskozzzy miało być mistyczne spotkanie Stachursky’ego z Mistrzem Etyzerem.

„Razu pewnego, przebywając na Dachu Świata w krainie Oświeconych Wojowników, uczestniczyłem w uroczystym spotkaniu, podczas którego poznałem pewnego czcigodnego Mistrza. Ów Mistrz Etyzer, dowiedziawszy się, że jestem z Polski, bardzo się ucieszył i wzruszył. Okazało się, że swego czasu, gościł kilka tygodni w naszym pięknym kraju, przemierzając go wzdłuż i wszerz, jednocześnie opisując mi szczegółowo jeden tydzień, który spędził z pewną grupą młodych ludzi zwaną „SZACOWNI KORBIARZE”. Słuchając Jego frapującej opowieści, dotarło do mnie, że powinienem to opisać. I tak powstała DOSKOZZZA” – wyjaśnia Stachursky.

Nie ma pewności, kim jest rzeczony Mistrz Etyzer, ale można przypuszczać, że to jakieś pokłosie reportażu wcieleniowego samego Stachursky’ego, który jeszcze dobrze się nie obudził po wixie. Sama piosenka ma być bowiem – według jej twórcy – skrótową relacją siedmiu dni z życia neovixiarza. Takiego, dodajmy, któremu chyba jeszcze na zwale kotłują się w głowie fragmenty wszystkich słyszanych utworów.

Jeśli wydaje się bowiem, że skądś już znacie Doskozzzę, to… macie rację.

Sam tytuł wskazuje na wyraźną inspirację piosenką Dosko z płyty „2009”. To słowo pojawia się zresztą na koniec Doskozzzy. Stachursky korzysta też z innych dokonań, choćby Jam jest 444 czy Chłosty. W akompaniamencie psychodelicznej muzyki, poczynając od niedzieli, przechodzimy przez siedem dni z życia ostrego imprezowicza. Alkohol, narkotyki i nieuchronny kac niczym w spaczonej wersji opowieści biblijnych są trzema królami przybywającymi do naszego tytułowego bohatera lub, jak to można powiedzieć w języku Stachursky’ego, neovixiarza.

I tu pozwólmy sobie na chwilę odetchnąć, zadając dwa bardzo ważne pytania. Pierwsze: czy Stachursky imprezował ostatnio z Jasiem Kapelą? Drugie: czy spotkał Kubę w klubie Betlejem, a teraz tego trochę żałuje?

Niestety, nie dostajemy na nie jednoznacznych odpowiedzi. Wiemy natomiast, że Stachursky jest w fazie doskozzza. Jeśli dodamy do tego, że artysta wielokrotnie deklarował polskiej publiczności wszem i wobec że jest wyznawcą energii słonecznej, to można powiedzieć, że mamy – nomen omen – jasność. Typowy Stachursky jest typowy – ogólnie kręcą go dyskoteki i takie, takie, a sam – można powiedzieć – jest już od jakiegoś czasu na orbicie.

Pojawia się jeszcze jedna kwestia: czy istnieje jakakolwiek możliwość, że Stachursky regularnie trolluje całą Polskę od paru ładnych lat?

Żeby się o tym przekonać, trzeba wybrać się z Jackiem na wixę. Jeśli przyjdzie, pudło. Ale może przynajmniej będziemy się do-do-do-sko bawić.

Dołącz do dyskusji (3)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...