Biografia grupy Mötley Crüe jest równie słaba jak ich muzyka. „Brud” – recenzja filmu Netfliksa

Recenzja/Film 22.03.2019
Nasza ocena:
Biografia grupy Mötley Crüe jest równie słaba jak ich muzyka. „Brud” – recenzja filmu Netfliksa

Biografia grupy Mötley Crüe jest równie słaba jak ich muzyka. „Brud” – recenzja filmu Netfliksa

Jeśli na sam tylko dźwięk słowa „glam metal” (albo „pudel metal”) przechodzą wam ciarki po plecach, a wytapirowane męskie czupryny powodują szybsze bicie serca, to może, podkreślam, może spodoba się wam „Brud” – filmowa biografia legendy gatunku, czyli grupy Mötley Crüe.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

To wprawdzie moja osobista teoria, ale Mötley Crüe uważam za nie tylko aberrację ewolucji muzyki heavy metalowej lat 80., ale też za jeden z głównych powodów „śmierci” rock n’ rolla pod koniec tej dekady. Rozpustne do granic możliwości, opływające w alkohol, używki i płyny ustrojowe „gwiazdorskie życie” kapeli szybko przestało być barwną miejską legendą i socjologicznym karnawałem, a zaczęło być punktem granicznym prowadzącym do kryzysu heavy metalu. Który dokonał mainstreamowego żywota u progu lat 90. I zszedł do niszy. Styl życia członków Mötley Crüe był jeszcze bardziej przesadzoną i wulgarną wersją tego, jak funkcjonowały inne zespoły rockowe.

U nich hasło „sex, drugs and rock n’roll” zostało podniesione do n-tej potęgi.

I tym, co się udaje w filmie „Brud” jest poniekąd niezłe ukazanie tego ich „dekadenckiego” życia.

Sami członkowie grupy, będący producentami filmu Netfliksa, nawet nie starają się ukryć, że byli średnio rozgarniętymi kuglarzami, którzy chcieli grać rocka głównie po to, by „zaliczać laski” i ostro, ale to naprawdę ostro, imprezować. Jakikolwiek artyzm, wyrażanie siebie i inne tego typu „nudziarstwa” ich kompletnie nie kręciły. Na dobrą sprawę Mötley Crüe stali się swoistą tragiparodią grup heavy metalowych, na których sami się wychowali. Miejscami ogląda się ich jak protoplastów serii Jackass.

Pod tym względem „Brud” wykonuje niezbędne minimum swojego zadania. Pokazuje i początki grupy, zaczynając od patologicznego dzieciństwa basisty Nikki Sixx, po powolne poznawanie się i pierwsze koncerty kapeli, która stanie się niedługo później bożyszczami tłumów. Przypatrujemy się ich rosnącej sławie, koncertom. Oczywiście twórcy raczą nas też licznymi scenami ich imprezowych wybryków oraz seksualnych orgii.

Nie zabrakło również tych bardziej dramatycznych rozdziałów z historii grupy, czyli wypadku samochodowego wokalisty Vince’a Neila, problemów z kręgosłupem Micka Marsa, czy uzależnienia od heroiny Nikki Sixxa. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale – podobnie jak w przypadku całej genezy istnienia Crue – próżno doszukiwać się tu jakichś niuansów, dobrego warsztatu filmowego, ciekawego spojrzenia na fenomen gwiazd rocka w ogóle, czy zapadających w pamięć scen.

Jeśli oglądaliście już jakiekolwiek muzyczne biografie w wersji filmowej, to „Brud” nie przedstawi wam niczego nowego.

Powtórzy tylko to, co już znacie, o czym słyszeliście. Historia Mötley Crüe to historia każdego rockowego zespołu. Trochę scen z koncertów, z prób, obowiązkowe momenty imprezowania, kolejne miłostki członków grupy, przyprawione dodatkowo osobistymi dramatami i problemami z dragami w większości rodem z amerykańskich oper mydlanych.

„Brud” nie uniknął też grzechu prawie każdej biografii znanych zespołów, a mianowicie strasznie mało uwagi poświęcił samej muzyce. I nie chodzi mi tu tylko o wstawki koncertowe, ale o same sceny komponowania i wymyślania kawałków, które później dla pewnej grupy ludzi stały się kultowe.

Jeśli chodzi o plusy filmu „Brud”, to z pewnością należy do nich decyzja, by w filmie oddać głos każdemu z członków grupy. Po historii Mötley Crüe po kolei oprowadzają nas, głosem z offu, członkowie kapeli. Czasem też, zwracając się prosto do widowni, przemawiają ich współpracownicy czy managerowie. Nie jest to nic wielkiego, ale najnowszej produkcji Netfliksa udało się uciec od błędów wcześniejszych filmowych biografii, które skupiały się przeważnie na jednej postaci frontmana.

„Brud” uświadomił mi też, że „Bohemian Rhapsody” nie był aż tak złą biografią zespołu rockowego. Jak widać, można zrobić to gorzej.

Choć, jeśli miałbym być szczery, filmowa historia grupy Queen nie jest aż tak znacząco lepsza od „Brudu”. Może to kwestia samego soundtracku i prostego faktu, że Queen mieli zwyczajnie lepsze kawałki?

O ile wiec macie sentyment do szalonych lat 80. na Zachodzie i ówczesnego heavy metalu, bądź spotkało was nieszczęście bycia fanami Mötley Crüe, to „Brud” może okazać się nawet bezbolesnym seansem. Całej reszcie raczej odradzam. Biblioteka Netfliksa jest obecnie na tyle duża i różnorodna, że na pewno znajdziecie coś lepszego do oglądania.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (7)

6 odpowiedzi na “Biografia grupy Mötley Crüe jest równie słaba jak ich muzyka. „Brud” – recenzja filmu Netfliksa”

  1. Nigdy nie zdarzyło mi się czytać pozytywnej recenzji filmu biograficznego jakiegokolwiek wykonawcy muzyki popularnej. Wszyscy recenzenci wieszali psy na SKAZANYM NA BLUESA, WALK THE LINE, BOHEMIAN RHAPSODY a teraz na THE DIRT. Próbujecie się doszukiwać wodotrysków jakby miałby to być kolejny Kieślowski. Po pierwsze, jak w około 100-120 minut pokazać nie kilka, a kilkanaście lub kilkadziesiąt lat? Pokazać więcej imprez czy więcej muzyki? A może zawalone życie rodzinne? Tak – źle, tak – niedobrze, tak – słabo. Po drugie, te filmy są dla fanów lub ludzi, którzy chcieliby sięgnąć po nagrania i dalej sami się dowiadywać jak to było. I po trzecie, nauczcie się wreszcie, że wasze recenzenci, zdanie czy dany zespół jest cool czy nie, nikogo nie obchodzi. Opisujcie czy zdjęcia są dobre, czy aktorzy robią swoje i czy historia jest logiczna. A to czy zespół i jego muzyka sa dobre czy złe, zostawcie nam, odbiorcom.

  2. Przemysław Dobrzyński – a ciebie przechodzą ciarki? czy potrafisz przy Limbonic Art zasnąć do poduszki? a może nie wytrzymasz skali Michaela Matijevica? Nie trzeba być krytykiem, ani “specjalistą” ani tobą żeby zobaczyć że Mötley Crüe nie był i nie jest wybitnym zespołem za to jak magnes ściąga tłumy i jest sławny w ten czy inny sposób. Skandal goni skandal i tak się dzieje non stop, do tego ładnie zapakowana w muzykę. Do tego teraz głośniej się mówi bo skandale w modzie. Twoja recenzja jest co najwyżej smutna.

  3. zgadzam sie z pierwszym zdaniem. to tylko Twoja opinia. jesli motley crue zeszli do niszy to chyba malo ogarniasz ich temat. do samego konca wyprzedawane bilety mimo nawet juz zalosnego poziomu wokalu vincea o czyms swiadczy. a obwinianie crue za upadek metalu to juz jest jakas abstrakcja. zacznijcie zajmowac sie recenzjami czegos co ogarniajcie albo wroccie do wychwalania apple

  4. W nosie mam takie opinie . “Brud” jest wspaniałym filmem o świetnej kapeli. W tym gatunku (glam metal) lepsze było tylko “Nitro” (ale to jest top of the top) ; z genialnym MAB’em i doskonałym, nie do podrobienia, głosem młodego Gillette’a. Zwłaszcza krążek “Out Fucking Rageous” powinien być obowiązkowa lekturą każdego spadkobiercy orfickiego daru.

  5. Bawiąc się o oceny nie bierzesz pod uwagę, że zespoły z Sunset Strip nie różniły się zbytnio od MC. To był ten sam nurt, to były coraz to nowe grupy , w których grali ci sami ludzie. Musisz to wiedzieć, zanim zaczniesz mądrzyć się na ten temat. Dla mnie MC to był jakiś szczyt obciachu, ale to był obciach świetnie sprawdzający się na imprezach. To raz. Dwa, nie wspomniałeś o Guns n Roses, którzy nastali po MC. A GNR zmienili praktycznie wszystko w rock n rollu tamtej rzeczywistości. No i trzy. Nirvana, Pearl Jam i czarna płyta Metalliki. Praktycznie tylko GNR przeżyli ten nowy cios muzyczny.

  6. Według mnie sama tylko płyta Shout at the Devil jest warta więcej niż cała dyskografia Queen. Ale to moje osobiste gusta Nikt tej muzyki oczywiście nie brał na serio, w przeciwieństwie do bałwochwalczego podejścia fanów do Freddiego i spółki, ale właśnie film dokładnie to pokazuje: Crue byli przejaskrawioną karykaturą I za to ich kochamy. A film obiektywnie, nie jest zły. Bardzo dobrze oddaje klimat tamtych lat oraz życie kapeli i historii jej indywidualnych członków. Dla mnie największym mankamentem jest to że film jest za krótki: cztero odcinkowy miniseries w którym każdy z muzyków miałby swój własny epizod byłby chyba lepszym wyjściem. 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...