Warto było czekać aż 12 lat. „To Believe” od The Cinematic Orchestra to magiczna i emocjonalna podróż

Recenzja/Muzyka 15.03.2019
Nasza ocena:
Warto było czekać aż 12 lat. „To Believe” od The Cinematic Orchestra to magiczna i emocjonalna podróż

Warto było czekać aż 12 lat. „To Believe” od The Cinematic Orchestra to magiczna i emocjonalna podróż

The Cinematic Orchestra nie stracili nic ze swojej wielkości. „To Believe” to album tyleż samo ambitny i pełen muzycznego rozmachu, co kameralny oraz intymny. A przede wszystkim piękny i poruszający do łez.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

The Cinematic Orchestra to grupa absolutnie unikalna w muzycznym świecie. Łącząc wpływy nu jazzowe z elektroniką i muzyką klasyczną dają światu jedyne w swoim rodzaju kompozycje, które zachwycają niemalże filmową atmosferą oraz poezją dźwięków, tak pięknych, że nie da się przejść obok nich obojętnie.

Pomimo że debiutowali w 1999 roku, to ich najnowszy krążek, „To Believe” jest dopiero ich czwartym dziełem. W dodatku od czasu premiery poprzedniego albumu, „Ma Fleur”, minęło aż 12 lat. Z jednej strony to wielka szkoda, że tak rzadko mamy okazję posłuchać ich nowych kompozycji. Ale z drugiej, jeśli tak długie przerwy pozwalają im komponować naprawdę wyjątkowe muzyczne perełki, to wydaje mi się, że cena za to jest wystarczająca.

„To Believe” uwodzi nas pięknem od pierwszych sekund. Utwór tytułowy z miejsca zabiera nas w świat podniosłych, melancholijnych dźwięków.

Zaczyna się od spokojnego motywu na gitarę akustyczną, potem dochodzą poruszające smyczki i wchodzi przesiąknięty smutkiem wokal Mosesa Sumneya. Jego głos przeszywa słuchacza, od razu skupia na sobie uwagę, chwyta za serce. Im bliżej finału tym bardziej zatapiamy się w pięknym welonie uszytym ze smutku i refleksji.

A Caged Bird/Imitations of Life przynosi ze sobą już bardziej żwawe rytmy. Oparty jest zresztą na kapitalnym beacie werbla, któremu z czasem zaczynają towarzyszyć równie wyraziste syntezatory. Później wchodzi Roots Manuva, który w hip-hopowej stylistyce deklamuje tekst. W refrenie z kolei melodie zbliżają się do Editorsów. Z czasem rytmika się zagęszcza (od strony aranżacji i produkcji ten kawałek to fantastyczna robota) i prowadzi do znakomitego rozładowania napięcia w finale.

Lessons już od samego początku zachwyca niestandardową rytmiką.

Ten kawałek to najlepsza z możliwych wizytówka The Cinematic Orchestra. Pokazuje ich niebywałe umiejętności kompozycyjne, mistrzowskie kreowanie atmosfery i budowania niemalże filmowej dramaturgii.

Niewiele znam zespołów, które potrafią tak fenomenalnie układać sobie aranże, w obrębie jednego motywu rozbudowując stopniowo jego konstrukcje i tworząc z nich majestatyczne i imponujące muzyczne opowieści. Ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem godnym mistrzów. Słuchając Lessons, czułem, że w pewnej chwili zaczynam się unosić w powietrzu, a dźwięki niemalże pojawiają się wokół mnie, w finale prowadząc do cudownego katharsis. To jest prawdziwa sztuka, przystępna, piękna, a jednocześnie uwznioślająca.

Przepiękny Wait for Now/Leave the World pierwsze skrzypce oddaje soulowej wokalistce Tawiah, której głos jest wspaniale kojący, pełen emocji, przejmujący. Nawet nie będę się krył z tym, że wzruszył mnie do łez, a to nieczęsto mi się zdarza. To jeden z piękniejszych kawałków, jakie słyszałem w ostatnich latach. Aranże dźwiękowe i muzyczne przestrzenie, które w pełni wybrzmiewają w jego finale, są po prostu magiczne.

Prawdziwy popis swoich umiejętności The Cinematic Orchestra zostawili jednak na sam koniec albumu.

A Promise to muzyczne tour de force, w dużej mierze ze względu na niesamowity wokal Heidi Vogel.

Mający w sobie lekkość i jednocześnie odpowiedni ładunek emocji oraz piękną, soulową barwę. Ale i od strony muzycznej zachwyca, przez większość czasu kreując spokojną, refleksyjną atmosferę, dźwiękowe panoramy, które bliżej końca zamieniają się w dynamiczny i dramatyczną instrumentalną erupcję.

Przyznaję, że w ostatnich kilku latach odstawiłem gdzieś na bok muzykę The Cinematic Orchestra. Ale teraz ich nowy album nie tylko sprawił, że zaraz znowu powrócę do ich świata, ale też sama „To Believe” zagości na dłużej na mojej osobistej playliście. To piękna i wybitna płyta. Taka, która trafia się raz na ładnych parę lat. Jeśli szukacie w muzyce prawdziwych emocji, unikalnych dźwięków, przestrzeni i wzruszeń to musicie sięgnąć po „To Believe”.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...