„Przepraszam, że przeszkadzam”, ale musimy poważnie porozmawiać o kapitalizmie

Recenzja/Film 14.03.2019
Nasza ocena:
„Przepraszam, że przeszkadzam”, ale musimy poważnie porozmawiać o kapitalizmie

„Przepraszam, że przeszkadzam”, ale musimy poważnie porozmawiać o kapitalizmie

„Przepraszam, że przeszkadzam” to postmodernistyczna i surrealistyczna szaleńcza jazda mierząca się z tematami rasizmu i nierówności społecznych oraz ekonomicznych. Tyleż samo fascynująca, co chaotyczna.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Głównym bohaterem filmu jest czarnoskóry Cassius (Lakeith Stanfield), który w końcu dostaje swoją wymarzoną pracę jako telemarketer. Szybko odkrywa, że kluczem do sukcesu i awansu w korporacji jest… umiejętność mówienia „głosem białego mężczyzny”. Korzysta z niego tak dobrze, że bardzo szybko przesuwa się po kolejnych szczeblach kariery. Jednocześnie jednak słabnie jego relacja z dziewczyną (Tessa Thompson), a on sam musi zdecydować czy wybrać sukces finansowy, czy dołączyć do strajku wykorzystywanych i słabo opłacanych kolegów z pracy.

„Przepraszam, że przeszkadzam” z pewnością przypadnie do gustu wielbicielom serii „Black Mirror”.

W bardzo podobnym stylu film ten przedstawia nam dystopijną wizję świata rządzonego przez chciwe korporacje. Dystopia ta jest całkiem bliska naszej rzeczywistości i w sumie dzięki temu „Przepraszam, że przeszkadzam” tak dobrze rezonuje z widzem.

W postaci Cassiusa znajdziemy masę elementów, z którymi każdy z nas jest w stanie się utożsamić. Chce on tego samego co większość z nas – pragnie sukcesu, bezpieczeństwa, pieniędzy, seksu. Musi jednak wybrać czy ważniejsza dla niego jest pozycja, wpływy i zarobki, czy jednak miłość, solidarność, przyjaźnie. Niby odpowiedź na te pytania wydaje się oczywista, ale „Przepraszam, że przeszkadzam” podchodzi do nich w niebanalnym stylu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że przynajmniej w tym roku nie zobaczycie bardziej szalonego, dziwacznego, odważnego i surrealistycznego filmu niż „Przepraszam, że przeszkadzam”.

Humor, zawarty zarówno w słowach jak i kreskówkowo-komiksowych obrazach, z jednej strony oparty jest mocno na absurdzie, a z drugiej wyraźnie piętnuje grzechy kapitalizmu. Nie pomijając przy okazji kwestii rasowych. Jest w nim niemalże punkowa, niepokorna energia i wyobraźnia.

Niestety „Przepraszam, że przeszkadzam” chwilami wpada w pułapkę własnego chaosu.

Metafory są czytelne, ale chwilami zbyt oczywiste. Cały seans ma wyraźnie nerwowy rytm, wydaje się chwilami zwariowaną mieszanką raz lepszych, raz gorszych pomysłów, przez co miałem problem z pełną immersją. Częściej byłem bardziej zdezorientowany i sfrustrowany tym całym chaosem niż nim zafascynowany. Twórcy o wiele więcej uwagi poświęcili wybrzmieniu konkretnych motywów i metafor, często zbyt dosłownych, a za mało skupili się na opowiedzeniu spójnej i dobrze rozpisanej historii. Ktoś może powiedzieć, że takie są prawidła surrealizmu, jednak, powołując się na mistrza Luisa Bunuela, wiem dobrze, że można połączyć jedno z drugim.

Wyrazistość tego filmu sprawia też, że siłą rzeczy będzie on polaryzował publiczność. Mnie nie porwał, choć doceniam fantazję twórców. Zawarte w „Przepraszam, że przeszkadzam” metafory, gagi, opary absurdu stanowiące społeczno-polityczny komentarz o naszym zwariowanym świecie na pewno wyróżniają go na tle innych produkcji, które znajdują się obecnie w repertuarze kin.

Z pewnością też znajdzie on podatny grunt, bo pojawia się w kinach w idealnym momencie. Degrengolada wielkich korporacji, szaleńcy u władzy, moralny upadek społeczeństw, pogoń za pieniądzem, który odziera ludzi z godności. Świat rzeczywisty chyba jeszcze nigdy nie był tak blisko granicy dystopii.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

0 odpowiedzi na “„Przepraszam, że przeszkadzam”, ale musimy poważnie porozmawiać o kapitalizmie”

  1. Już mam dość pokazywania białych jako tych co uciskają czarną rasę. Polityczna poprawność już nie tylko wkroczyła do kina, ale wydaje mi się, że obecnie żaden film nie może powstać, bez pokazania uciskania mniejszości przez białego heteroseksualnego mężczyznę. Nie mam nic do mniejszość czy osób o odmiennej orientacji, ale obecnie już mam przesyt tego tematu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...