Zwykłe seriale to za mało. Netflix będzie robił więcej interaktywnych treści w stylu ostatniego „Black Mirror”

Felieton/Seriale 13.03.2019
Zwykłe seriale to za mało. Netflix będzie robił więcej interaktywnych treści w stylu ostatniego „Black Mirror”

Zwykłe seriale to za mało. Netflix będzie robił więcej interaktywnych treści w stylu ostatniego „Black Mirror”

Eksperymentalny odcinek „Black Mirror” zatytułowany „Bandersnatch” okazał się na tyle dużym sukcesem, że Netflix zapowiada kolejne produkcje interaktywne.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Zaczęło się trochę w stylu „Black Mirror”. Twórcy tej serialowej antologii chyba już dawno postawili sobie za cel zaskakiwać widza i nie oferować oczywistych rozwiązań. Najlepiej świadczy o tym wypowiedź Charlie’go Brookera, jednego z twórców tej nietypowej serii, który w rozmowie z Piotrkiem Grabcem, zapytany o to, jakie gatunki może jeszcze przetworzyć „Black Mirror”, powiedział:

Musical. Animacja plastelinowa. Musicalowa animacja plastelinowa! (śmiech). Fajnie byłoby zrobić odcinek z kostiumami. Różne pomysły przychodzą do głowy. Czym może być „Black Mirror”? O, może np. opowieścią detektywistyczną. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się wykorzystać wszystkie gatunki, jakie tylko są.

Ale Annabel Jones i Charlie Booker w odcinku „Bandersnatch” poszli trochę dalej. Zabawili się nie tylko gatunkiem, ale również sposobem opowiedzenia historii. Widz dostał ograniczoną możliwość sterowania losami bohatera. Oczywiście, jak to zwykle w „Black Mirror”, zabawa formą była przyczynkiem do zastanowienia się nad szerszym tematem. W tym konkretnym przypadku chodziło o wolność wyboru, pytano, czy jako ludzie mamy komfort decydowania o sobie, bo bohater – sterowany przez nas – go nie miał.

I „Bandersnatch” okazał się na tyle dużym sukcesem, że Netflix postanowił iść za ciosem.

Wiceprezydent ds. Produktu Netfliksa, Todd Yellin, przyznał na konferencji w Mumbaju, iż po sukcesie interaktywnego odcinka „Black Mirror” włodarze Netfliksa uświadomili sobie, że chcą postawić na taki sposób opowiadania historii. Co ciekawe, Yellin powiedział, że kolejne produkcje niekoniecznie muszą być w gatunku science-fiction czy być mroczne.

To mogą być zwariowane komedie. To mogą być romanse, gdzie widzowie będą mogli decydować – mówi Todd Yellin.

Warto pamiętać, że Netflix już wcześniej flirtował z interaktywnymi treściami. Powstał między innymi „Kot w butach” czy „Minecraft: Story Mode”, wygląda jednak na to, że dopiero „Black Mirror” okazał się sukcesem na tyle dużym, aby Netflix otwarcie przyznał, że widzi w tym kierunek warty inwestowania.

Idea filmów i seriali interaktywnych wydaje się wyjątkowo kusząca.

Nie dość, że są gatunki, które doskonale nadawałyby się do tego, aby dać widzowi narzędzia do sterowania poczynaniami bohatera, to jeszcze uważam, że eksperyment przeprowadzony przez Charlie’go Bookera wypadł naprawdę dobrze. Jestem w stanie spokojnie wyobrazić sobie komedię romantyczną, w której bohaterka musi wybierać między dwoma absztyfikantami. Każdy z nich ma inną linię fabularną, dla każdego z nich przypisane jest inne zakończenie. I chociaż sam nie przepadam za dowcipnymi obrazami z miłością na pierwszym planie, byłbym pierwszym, który chwyciłby za pilota i sprawdził, jak taka fabuła sprawdza się w praktyce.

Black Mirror bandersnatch

Zastanawiam się tylko, czy sukces „Black Mirror” jest do powtórzenia.

Kto grał, ten wie, że siła tej historii opierała się na tym, że Booker i Jones bawili się konwencją, grali z widzem i ze swoimi bohaterami. Wyobrażam sobie też, że aby nakręcić film, w którym nasze wybory mają znaczenie i zmieniają to, co widzimy na ekranie, trzeba nakręcić kilkadziesiąt (a może nawet kilkaset, w zależności od skali) godzin materiału więcej. Pytanie brzmi, czy serwis jest w stanie wyłożyć tak duże pieniądze na „zwariowaną komedię”, tylko po to, aby pozwolić widzom na podejmowanie realnych wyborów w produkcjach, za którymi niekoniecznie musi iść tak potężna marka i tak zdolni twórcy jak w przypadku „Bandersnatcha”.

Nie zmienia to jednak faktu, że platformy streamingowe wydają się idealnym miejscem na takie eksperymenty.

Mają bowiem możliwości techniczne i finansowe, aby testować różne sposoby opowiadania historii. Nawet jeśli nie wszystkie będą tak udane jak „Bandersnatch”, nawet jeśli Netflix sparzy się na tym temacie, bo okaże się, że widzowie woleliby pełnoprawne gry, a „Black Mirror” pokochali, bo… to „Black Mirror”, to mam poczucie, że serwis ma nosa. Możliwość decydowania i aktywniejszego udziału w filmach i serialach jest bardzo pociągająca, ale w ostatecznym rozrachunku myślę, że znacznie ważniejsza będzie po prostu dobra opowieść.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

0 odpowiedzi na “Zwykłe seriale to za mało. Netflix będzie robił więcej interaktywnych treści w stylu ostatniego „Black Mirror””

  1. BUAHAHAHAHAHAHA. Może najpierw niech Netflix nauczy się robić tzw. zwykłe seriale. Chociażby ostatnie ich dokonania czyli “The Order” i “Immortals”, to po prostu porażki na maksa. Z drugie strony rozumiem Netflixa trzeba czymś odwrócić uwagę od tych premierowych potworków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...