„Kapitan Marvel” właśnie trafia do mojego TOP 5 najgorszych filmów Marvela. Girl power to za mało

Recenzja/Film 10.03.2019
Nasza ocena:
„Kapitan Marvel” właśnie trafia do mojego TOP 5 najgorszych filmów Marvela. Girl power to za mało

„Kapitan Marvel” właśnie trafia do mojego TOP 5 najgorszych filmów Marvela. Girl power to za mało

Oczekiwania związane z premierą pierwszego solowego filmu MCU poświęconego superbohaterce były ogromne. Film jeszcze przed premierą spotkał się z atakami trolli. A najgorsze w tym wszystkim jest, że ich nieuprawniona krytyka znalazła odzwierciedlenie w samym filmie. Bo „Kapitan Marvel” to dzieło nieudane na bardzo wielu poziomach.

Uwaga! W poniższej recenzji znalazły się szczegóły fabuły „Kapitan Marvel”. Recenzję bezpoilerową znajdziecie tutaj.

„Wonder Woman” od DC pokazała w 2017 roku, że solowy film o superbohaterce może być nie tylko udanym dziełem (co było oczywiste), ale też kasowym hitem (w co wiele osób wątpiło). Dlatego po długich latach oczekiwania konkurenci z Marvela w końcu zdecydowali się dać szansę jednej ze swoich postaci kobiecych. Wyzwanie było o tyle trudniejsze, że postanowiono zrobić film o Kapitan Marvel, która wcześniej nie zagościła w Marvel Cinematic Universe nawet na moment. Wydawało się jednak, że kto jak kto, ale Kevin Feige i jego współpracownicy podołają wyzwaniu. Niestraszne produkcji były nawet kontrowersje i ataki negatywnie nastawionego fandomu.

„Kapitan Marvel” zaczyna się niczym rasowy thriller detektywistyczny. Główna bohaterka filmu, nazywana Vers (Brie Larson) przez swoich pobratymców z rasy Kree, nie pamięta niemal nic ze swojej przeszłości. Mimo ogromnej mocy nie potrafi nad nią panować, ale Najwyższy Intelekt pozwala jej wybrać się na pierwszą misję ze swoją drużyną. Grupa dowodzona przez Yon-Rogga (Jude Law) dostaje zadanie odnalezienia swojego szpiega na planecie rządzonej przez okrutnych Skrullów. Problem w tym, że misja okazuje się zasadzką zastawioną na Vers.

Odpowiedź na pytanie, do czego Talosowi i pozostałym Skrullom jest potrzebna Kapitan Marvel najlepiej pozostawić w ramach niespodzianki. Początkowo wydaje się zresztą, że duetowi reżyserskiemu Anna Boden-Ryan Fleck zależy na powolnym odkrywaniu  przeszłości Vers wraz z widzami. Dosyć szybko porzucają jednak otoczkę tajemnicy i skupiają się na dwóch elementach – relacji Kapitan Marvel z Nickiem Fury’m i scenach akcji między bohaterką i Skrullami.

O ile ten pierwszy element działa całkiem dobrze, o tyle pod względem choreografii walk „Kapitan Marvel” znajduje się daleko za najlepszymi filmami MCU.

Widzowie nie znajdą tu scen dorównującym „Kapitanowi Ameryce: Wojnie bohaterów” czy „Avengers: Wojna bez granic”. Twórcy nowego filmu Marvela bardzo hojnie korzystają z CGI, trzęsącej się kamery i zbliżeń na pojedynkujących się bohaterów, ale brakuje w ich działaniach pomysłu i świeżości. Absolutnie żadna sekwencja nie robi wrażenie ani pod względem wizualnym, ani montażowym. Twórcy „Kapitan Marvel” wywodzą się z kina artystycznego i dlatego znacznie lepiej idzie im z budowaniu relacji między bohaterami.

Niestety, wbrew oczekiwaniom to nie Carol Danvers, a odmłodzony Nick Fury gra w tym układzie pierwsze skrzypce. Samuel L. Jackson wyraźnie czerpie ogromną radość z grania Fury’ego. Zwłaszcza, że do tej pory jego rola przeważnie ograniczała się do dowodzenia członkami T.A.R.C.Z.Y. i dawania rad Avengersom. Tutaj ma znacznie większą swobodę działania i nie boi się korzystać z różnych elementów swojego aktorskiego emploi. Jeżeli „Kapitan Marvel” można nazwać filmem komediowym, to głównie dzięki niemu. Dobrze radzi sobie również Ben Mendelsohn, który nadaje Talosowi cech bardzo rzadko widywanych u antagonistów filmów Marvela.

Tutaj dochodzimy jednak do tytułowej bohaterki, czyli Carol Danvers. I elementu girl power, który zdominował ostatni akt filmu.

kapitan marvel

Nie sposób opowiedzieć o największych problemach „Kapitan Marvel” bez zdradzenia najbardziej oczywistego twistu w historii filmów Marvela. Wiele osób słusznie domyśliło się jeszcze przed premierą, że Yon-Rogg i Kree okazują się prawdziwymi przeciwnikami bohaterki. Ta zmiana nadała interesującej dynamiki postaci Talosa i motywacjom Skrulli, ale nie jest w żaden sposób zaskakująca. Jude Law nie próbuje tego nawet ukrywać swoją grą. Jego rola jest płaska, a imperium Kree zachowuje się źle po prostu dlatego, że jest złe.

Twórcy filmu są bowiem za bardzo zajęci pokazywaniem, jak fantastyczna, odważna, niepokorna i fajna jest Carol Danvers, by poświęcić choć minutę odkrycie choć szczątka osobowości jej przeciwników. Kapitan Marvel to zresztą najbardziej wymuszona kreacja bohaterki w ostatnich latach. Niewielu bohaterów Marvela otrzymuje tak wiele dowcipnych kwestii w jednym filmie i niewielu jest tak bardzo niezabawnych. Humor zawsze jest kwestią subiektywną, ale jeśli sala wypełniona ludźmi nie śmieje się ani razu z żartów Danvers, to coś jest na rzeczy. Dialogi na pewno nie pomagają Brie Larson, ale ona z kolei ogranicza się do rzucania kilku identycznych triumfujących min. Zdecydowanie nie jest to najlepsza rola w dorobku zdobywczyni Oscara za „Pokój”.

Reżyserzy produkcji starają się za wszelką cenę pokazać, że bohaterka może być fajna. Już w samej podstawie tego założenia leży błąd.

To oczywiste, że kobiece postaci potrafią robić olbrzymie wrażenie. Istnieją dziesiątki filmów i seriali, które to potwierdzają. Każda postać musi sobie jednak czymś zasłużyć na podziw i uwielbienie. Danvers to swoiste połączenie Ellen Ripley, Mavericka z „Top Guna” i Hana Solo. Twórcy „Kapitan Marvel” zapomnieli jednak, że każda z tych postaci przeszła jakąś przemianę.

Ripley dopiero pod koniec swojej walki z Obcym znalazła swoją odwagę, która pozwoliła jej dowodzić w sequelu. Maverick musiał odrzucić pychę i tanie sztuczki, by stać się prawdziwym bohaterem. A Han Solo z początku był całkiem nieprzyjemną postacią. Dopiero gdy pokazał, że zależy mu na innych, to zaczęliśmy poznawać inne elementy jego postaci. Carol Danvers zachowuje się identycznie jako pilotka myśliwca, członkini Kree i samodzielna wojowniczka. Nie zmienia się ani w oczach widza, ani swoich własnych.

Spełniły się obawy fanów Marvela, którzy zastanawiali się, czy Kapitan Marvel nie zaburzy układu sił w MCU.

Ostatni akt, w którym bohaterka zaczyna wierzyć w siebie i osiąga pełnię własnej potęgi (tak, wiara w siebie wystarcza), pokazuje, jak nie należy tworzyć emocjonujących scen akcji. Bohaterka staje się tak potężna, że pokonanie całej armady Kree zajmuje jej kilkadziesiąt sekund. Jeżeli Rękawica Nieskończoności faktycznie została zniszczona po pstryknięciu Thanosa (a na taką wygląda na trailerze „Avengers: Koniec gry”), to naprawdę trudno wyobrazić sobie układ, w którym Kapitan Marvel nie pobije Szalonego Tytania w równie krótkim czasie.

Wszystkie te elementy sprawiają, że „Kapitan Marvel” jest dziełem równie frustrującym, co nudnym. To kino rozrywkowe, które polega tylko na sile swoich aktorów, a ci mają często ręce związane przez przeciętny scenariusz. Filmy o superbohaterkach stać na znacznie więcej, to oczywiste. Tak samo jak produkcje MCU. Film Boden i Flecka nie jest ani udanym dziełem feministycznym, ani adaptacją komiksu. Pozostaje mieć nadzieję, że film o Czarnej Wdowie okaże się lepszy.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (26)

46 odpowiedzi na “„Kapitan Marvel” właśnie trafia do mojego TOP 5 najgorszych filmów Marvela. Girl power to za mało”

  1. Tak szczerze, życiowo zazdroszczę ludziom, którzy nawet nie tyle znają się na kinie (wybitnie subiektywne) co potrafią o tym z przekonaniem mówić/pisać.
    Ja bawiłem się nieźle, prawdopodobnie przez ogromną sympatię i sentyment do lat ‘90.

    • Wszystko super … tyle że ten film nie jest/był o ‘sympatii i sentymencie do lat ‘90’ …
      To po prostu kolejny film Marvela do kotleta, do tego niesamowicie słaby.
      Dodatkowo wmieszanie go w jakieś ideologie, tylko mu zaszkodziły.
      Pytanie czy da to MCU do myślenia i czy bedą kolejne 2-3 oskary? :D

      • Ale czasem akcji były lata 90. Na komentarz “bawiłem się nieźle” odpowiadasz, że film był słaby? Znasz takie słowo jak “opinia” ?

      • Ja też uważam, że ten film był najsłabszy z całego uniwersum MCU. Płytka fabuła i denne dialogi. Generalnie kolejny kotlet (film) z sagi MCU. O ile pierwszy był całkiem smaczny, to 10 taki sam budzi już odruchy wymiotne…..

    • Hmm ja mam wrażenie że autor tego filmu jest idiotą bo uważa że Achilles i Lancelot to postacie historyczne… nie to są postacie fikcyjne. Nigdy nie istniały. Mogą więc wyglądać dowolnie.
      A prawda historyczna jest taka że hipotetyczny czarnoskóry Achilles jest bardziej prawdpodobny niż niebieskooki blondyn… a na Wyspach, ba w mitach Arturiańskich pojawiają się czarnoskóre osoby. Także rycerze. Choć akurat nie był to Lancelot.

      Autor – powinien popracować nad nauką historii i nie opowiadać głupot.

      • “A prawda historyczna jest taka że hipotetyczny czarnoskóry Achilles jest bardziej prawdpodobny niż niebieskooki blondyn…”

        Nie. Zdecydowanie.
        Grecy powstali poprzez podbój neolitycznych rolników zamieszkujących Helladę, przez kilka fal plemion indoeuropejskich. Ci pierwsi reprezentowali głównie rozmaite warianty fenotypów śródziemnomorskich, ci drudzy głównie albo typ pontyjski (wschodnia odmiana śródziemnomorskiego) albo typ protonordycki (zwany też pospolicie corded, od kultury Corded Ware). Mieszkańcy Afryki subsaharyjskiej nie grali w etnogenezie żadnej roli.

        Zatem w czasach starożytnych wojowie Achajów którzy tłukli Trojan (co jak wiemy prawdopodobnie na pewno się wydarzyło w jakiejś formie) zapewne mieli spory udział jasnookich blondynów, pewnie nawet całkiem spory, bo oczywiście elity starożytności mieszały się z czasem z neolitycznymi rolnikami – na początku więc jasne włosy kojarzyłyby się ze szlachtą i wojownikami – jak w dużej mierze kultur indoeuropejskich (bo przez indoeuropejczyków zostały podbite).

        Starczy zresztą sobie przejrzeć bo ja wiem – jak wyglądają piłkarze reprezentacji Grecji w piłce nożnej, by zobaczyć, że niebieskooki blondyn jest zdecydowanie bardziej grecką opcją niźli rdzenny mieszkaniec Afryki subsaharyjskiej.

      • “ba w mitach Arturiańskich pojawiają się czarnoskóre osoby. Także rycerze. Choć akurat nie był to Lancelot.”

        A to oczywiście efekt mitów orientalnych z czasów krucjat, dorabiali tam kolejni trubadurzy coraz to bardziej egzotycznych rycerzy jak leciało.

  2. Oczekiwanie od kina rozrywkowego, żeby było wybitnym arcydziełem. Film miał pokazać nową postać, która niby ma wdupczyć Thanosowi (oby nie #teamthanos) i pokazał. A to że Fury i rudy kocur skradli show… no cóż.

    • Z Powrotami do przyszłości, nieco mniej z pierwszymi Indianą Jonesem i Gwiezdnymi Wojnami się udało, więc może jednak… trzeba oczekiwać by film rozrywkowy był “wybitnym arcydziełem”?

      • Ale ten film miał na celu wprowadzenie do dopowiedzenie historii której nie było w poprzednich częściach miało to wprowadzić do end game, czemu ludzie od tego wymagają nowego INFINYTY WAR z tym było trudniej bo robili od podstaw musieli wymyśleć historię itp a tym bardziej wiadomo że bardziej zajmą się end game i według mnie to był super film którego powinno porównywać się do Iron mana 1, człowieka mrówkę a nie do 1 części finały większej części to jagby porównywać serial 1 odc z ostatnim ( finałowym) danego sezonu który ma zrobić mindfucka więc ja się nie zgadzam z tą opinią bo dostał ten film za dużo wymagań z waszej strony.

    • Z Powrotami do przyszłości, nieco mniej z pierwszymi Indianą Jonesem i Gwiezdnymi Wojnami się udało, więc może jednak… trzeba oczekiwać by film rozrywkowy był “wybitnym arcydziełem”?

    • Ale czemu zaraz wybitnym arcydziełem? To jest oczywiście kwestia gustu, ale jak dla mnie żaden film Marvela nie był arcydziełem. Natomiast spora część była po prostu fajna, ciekawa, albo dostarczała dobrej rozrywki. W przeciwieństwie do Kapitan Marvel, w moim odczuciu ten film był po prostu słaby i głupi.

        • Fajnie by było, żeby taki film niósł jakąś wartość rozrywkową, bo jak i tego zabraknie to do słabego gniota będzie mu bardzo blisko.I taki ten film właśnie jest. Ani ciekawy, ani rozrywkowy. Za to na siłę “poprawny politycznie” a przez to nudny. Poprzednie produkcje z uniwersum marvela, były zdecydowanie ciekawsze.

  3. …super! Algorytm Disqusa wyepał mi komentarz jako spam, bo za dużo razy wyedytowałem go pod względem spoiler alertów. Brawo!

  4. Film jest tak nijaki, że aż trudno o nim powiedzieć coś interesującego, ale muszę przyznać, że bohaterkę polubiłem i z zainteresowaniem zobaczę, jak będą wyglądały jej relacje z resztą postaci w kolejnych częściach, więc chyba spełnił swój cel.

  5. Byłem, widziałem, dobrze się bawiłem. Chyba o to chodzi w tego typu kinie? Nie jest to najlepszy solowy film Marvela ale bohaterkę da się lubić. Na plus na pewno jej relacje z Furym, na minus Jude Law, który przez cały film był mocno drewniany, poza końcową sceną. Porównując do innych solowych filmów, znacznie lepiej się bawiłem niż na irytujących Iron i Spider manach

  6. Humor zawsze jest kwestią subiektywną, ale jeśli sala wypełniona ludźmi nie śmieje się ani razu z żartów Danvers, to coś jest na rzeczy.

    Byłe 3 razy w różnych kinach i ludzie się śmieli…

    Jude Law – równie dobrze mogłoby go nie być.

    Co do układu sił – wg plotek to nie Thanos a ktoś o wiele potężniejszy ma być przeciwnikiem Avengers, więc kto wie…

    Jak dla mnie solidne 7/10 ;)

  7. Obejrzane dziś na HBO GO i po raz pierwszy od wielu produkcji w MCU nie byłem zmęczony w połowie seansu. Bawiłem się na Marvelu najlepiej od czasu Zimowego Żołnierza. Ostatnich dwóch Avengersów nawet nie wytrzymałem do końca, a co do zarzutu, że twórcy są tak zajęci ukazaniem fantastyczności bohaterki to miałem dokładnie takie samo wrażenie oglądając Wonder Woman. Tam nawet Gal Gadot zachowywała się przed kamerą jakby chciała krzyczeć “patrzcie ludzie, my kobiety mamy swoją superbohaterkę!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...