Jacek Braciak zagrał rolę życia. „Córka trenera” – recenzja

Recenzja/Film 28.02.2019
Nasza ocena:
Jacek Braciak zagrał rolę życia. „Córka trenera” – recenzja

Jacek Braciak zagrał rolę życia. „Córka trenera” – recenzja

Nowy film Łukasza Grzegorzka „Córka trenera” przygląda się relacji ojca i córki, którzy podróżują po Polsce, biorąc udział w lokalnych turniejach tenisowych.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Jest lato 2017 roku. Maciej Kornet (Jacek Braciak) razem z nastoletnią córką Wiktorią (Karolina Bruchnicka) jeżdżą po polskich miejscowościach, startując w kolejnych zawodach w tenisie ziemnym. Maciej jest dumny ze swojej zdolnej córki, która osiąga wysokie noty i ma przed sobą szanse na wielką karierę.

Dwójkę bohaterów filmu łączy więc nie tylko relacja ojciec-córka, ale też trener-zawodnik. To jest oczywiście najciekawszy wątek „Córki trenera”. Maciej jest bowiem wymagającym trenerem. Sam żyje wedle surowego reżimu odpowiedniej diety, powściągliwości i treningów. Tym bardziej surowy jest więc i dla Wiktorii. Nie pozwala jej imprezować, ani nawet sięgać po alkohol czy colę. Nie ma mowy o papierosach, a i letnie miłostki nie są mile widziane.

„Córka trenera” nie jest, na szczęście, polską wersją „Whiplash” osadzoną w środowisku tenisa ziemnego. Maciej nie jest jednowymiarowym tyranem. Jego surowość wynika z miłości, tak do córki, jak i samego sportu.

Szybko staje się jasne, że próbuje on przenieść na Wiktorię swoje ambicje, pasje, neurozy. Ojciec trzyma córkę krótko, organizując każdy element jej życia, ale dlatego, że wierzy w nią, chce by osiągnęła światowy sukces. Kwestia tylko, czy robi to z bezgranicznego poświęcenia dla niej, czy bardziej dla własnej satysfakcji. I choć raczej twórcy filmu wyraźnie wskazują na tę drugą opcję, tak nie jest to przedstawione zero-jedynkowo. I za to należy się autorom spory plus. Nadal nieczęste są w Polsce dobrze rozpisane pod tym względem scenariusze.

Kolejny duży plus wędruje pod adresem Jacka Braciaka. Maciej Kornet to absolutnie jego najlepsza rola w karierze. Dotąd przeważnie błyszczał na drugim planie, a teraz w końcu niesie na swoich barkach cały film. I robi to fenomenalnie! Znakomicie oddaje niejednoznaczność swojej postaci. Kornet jest cholerykiem, zamkniętym w swoim własnym świecie perfekcjonistą, ale stać go też na czułość, poczucie humoru – umie pokazać ludzką twarz. Braciak dostał tu do zagrania całą paletę emocji i wymalował z niej wspaniały portret człowieka ze skazą.

„Córka trenera” prezentuje się także interesująco, jeśli chodzi o warstwę formalną. Piękne mazurskie plenery w pełni lata są tu wspaniale sfotografowane przez Weronikę Bliską. Sceny treningów, jak i samych pojedynków tenisowych, może nie są tak widowiskowe, jak te rodem z Hollywood, ale mają w sobie niemałe pokłady dynamiki. Choć szkoda, że bliżej im do wideoklipów niż oddania dramatyzmu tenisowych potyczek. Do tego nastrojowy soundtrack tylko podbija zarówno zmysłowe, jak i bardziej dramatyczne sceny.

Bardzo dobrym wyborem twórców filmu okazało się też skupienie na pokazaniu Polski lokalnej. Maciej i Wiktora przemierzają w większości małe, klimatyczne miejscowości, startując w niedużych zawodach. Dzięki temu reżyser w ciekawy sposób był w stanie przyjrzeć się tej Polsce drugiego planu, małym motelom, bezdrożom, miasteczkom, które przeważnie nie są pokazywane na dużym ekranie bądź w serialach.

Ale „Córka trenera” nie jest niestety filmem idealnym.

O ile Jacek Braciak spisuje się fantastycznie, tak partnerująca mu Karolina Bruchnicka nie robi już tak dobrego wrażenia.

Nie jest zbyt przekonująca, brakuje jej ekranowej charyzmy i magnetyzmu. W dodatku, o ile twórcy poświęcili sporo uwagi nakreśleniu postaci Macieja i przyjrzeli się wątkowi treningowemu, tak już temat relacji ojca i córki pozostał trochę spłaszczony i zaniedbany. Sama Wiktoria nie jest zbyt ciekawą postacią na tle ojca, stłumiona przez niego, podążająca za ojcem bardziej z miłości do niego niż do sportu. Na dobrą sprawę nie wiadomo, co sprawiło, że ich relacja zaczęła wchodzić na inny bieg, a Wiktora zaczęła bardziej reflektować się nad swoim losem. Zabrakło mi tu jakiegoś większego tąpnięcia, które w widoczny sposób zmieniłoby tor relacji Macieja z córką ukazany w filmie.

W pewnym momencie „Córka trenera” cierpi też na nadmiar mikro wątków, które pojawiają się nagle i spełniają określone role fabularne, ale wydają się sztucznie nagromadzone po to, by pchnąć historię do przodu. Większość z nich jest dość powierzchowna, naiwna i nie wnosi wiele do historii. Pod tym względem scenariuszowi zabrakło finezji i jakiegoś ciekawego pomysłu. Dostajemy więc obiecujący początek z dobrym rozwinięciem, które jednak w połowie traci swój impet.

Mimo tego „Córka trenera” to naprawdę udany seans. Poruszający, dający do myślenia, chwilami zabawny. Zręcznie łączący elementy amerykańskiego kina drogi, niezależnego dramatu ze sportem w tle i lekkości produkcji otwartej na masowego widza. Głównym jednak magnesem jest moim zdaniem kapitalny Jacek Braciak w roli głównej.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...