Oscary promują produkcje „pixaropodobne”. Nadzieją dla filmów animowanych jest Netflix

Artykuł/Film 19.02.2019
Oscary promują produkcje „pixaropodobne”. Nadzieją dla filmów animowanych jest Netflix

Oscary promują produkcje „pixaropodobne”. Nadzieją dla filmów animowanych jest Netflix

Przez dekady twórcy filmów rysunkowych nie mieli szans na otrzymanie najważniejszych nagród i docenienie na równi z kolegami pracującymi nad aktorskimi produkcjami. Ale od pewnego czasu widać, że animacja staje się coraz bardziej popularną i poważaną dziedziną sztuki. Sukces pociągnął za sobą jednak sporo problemów.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Pierwsze próby animacji podejmowane były już na początku XX wieku. Zaledwie kilka lat po rozprzestrzenieniu się techniki filmowej powstał najstarszy znany film w pełni animowany techniką rysunkową, „Fantastamogorie”. A jeszcze wcześniej twórcy eksperymentowali z techniką animacji poklatkowej. Oczywiście, ludzie interesowali się ruchem w sztuce na długo przed tymi wydarzeniami. Wielu z nas pamięta sztuczkę z szybkim przerzucaniem stron z narysowaną postacią w różnych pozycjach, co fachowo nazywa się kineografem. Powstanie taśmy filmowej i szybki rozwój rynku kinematograficznego dały jednak zupełnie nową szansę na rozwój animacji.

Z 1926 roku pochodzi najstarszy zachowany do dzisiaj pełnometrażowy film animowany „Przygody księcia Ahmeda”. Dwa lata później na rynek trafił pierwszy duży sukces Disneya, czyli krótkometrażowy, w pełni udźwiękowiony „Parowiec Willie” z Myszką Miki. Wkrótce swoje pierwsze filmy rysunkowe zaczął tworzyć Warner Bros., a amerykański rynek animacji wszedł w fazę twardej walki między dwoma firmami. Myliłby się więc ten, kto pomyślałby, że ta rywalizacja zaczęła się wraz z nabyciem DC i Marvela. Już w 1933 roku przyznano pierwszego Oscara za krótkometrażową kreskówkę. Zdobył go film „Kwiaty i drzewa” Disneya.

Pełnometrażowe animacje nie doczekały się swojej kategorii aż do 2001 roku (!). Choć kilka z nich otrzymało honorowe nagrody.

Chodzi o „Królewnę Śnieżkę i siedmiu krasnoludków”, która przyniosła Waltowi Disneyowi nagrodę specjalną (obecnie znaną jako honorowy Oscar). A także „Kto wrobił królika Rogera?” i „Toy Story” – obie produkcje otrzymały statuetki za specjalne osiągnięcie. Oprócz tego animacje konkurowały głównie o Oscary za najlepszą ścieżkę dźwiękową, co udało się pięciokrotnie. Czasem również piosenkę i montaż dźwięku. Tego typu produkcja tylko raz w XX wieku została nominowana do Oscara za najlepszy film. Nie była to zresztą wcale najwybitniejsza produkcja Disneya tamtego okresu, bo chodzi o „Piękną i Bestię”. Firma bardzo mocno ją jednak promowała. W tym temacie nie zmieniło się zresztą nic do dzisiaj. Akademicy nadal często patrzą na animację lekceważąco, mimo starań wytwórni.

Na pocieszenie twórcom zostały dwie kategorie przeznaczone dla animacji. W jaki sposób można zdobyć w nich nominację?

Sprawa wygląda inaczej w przypadku filmów pełnometrażowych, a inaczej krótkiej animacji. Ta druga kategoria została w pewnym momencie zdominowana przez dzieła Disneya, a także produkcje z Tomem i Jerrym. Uznawane za znacznie bardziej prowokujące i niepoprawne politycznie filmy Warner Bros. rzadko otrzymywały zaszczyt choćby nominacji. W XXI wieku nagroda przepoczwarzyła się w swoisty talent show dla młodych twórców z całego świata. Wielkie wytwórnie wciąż dostają nagrodę od czasu do czasu (zwłaszcza odkąd zaczęły pokazywać krótkometrażowe filmy w kinach przed swoimi większymi dziełami), ale zdecydowanie rzadziej niż przed laty. Zupełnie inaczej jest w przypadku długiego metrażu.

Złośliwie można by powiedzieć, że nominację dostajesz, jeśli jesteś filmem Disneya, Pixara, DreamWorks lub Hayao Miyazakiego.

Oczywiście, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, ale Oscary za najlepszy film animowany stały się jedną z najbardziej „zabetonowanych” kategorii. Gdy Harvey Weinstein i jego Miramax zapoczątkowały w latach 90. modę na ogromne kampanie przedoscarowe o kategorii dla animacji jeszcze nikt w Akademii Filmowej nie myślał. Ale podobne techniki przejęły wkrótce również przez wytwórnie tworzące filmy animowane. O ile jednak tego typu metody promocji pomogły bardziej niszowym produkcjom Miramax, o tyle w przypadku animacji autorstwa różnych mniejszych studiów produkcyjnych nie przyniosły wielkich rezultatów. Dlaczego?

oscary filmy animowane

Najprostszą odpowiedzią są pieniądze. Disney i DreamWorks stać na dużo większe kampanie promocyjne, a ich lobbing jest zakrojony na znacznie szerszą skalę. Te firmy rywalizują więc na innym poziomie od reszty. Prawdziwym wyzwaniem dla największych wytwórni jest próba zdobycia nominacji za najlepszy film. A mimo przeznaczenia ogromnych nakładów finansowych, nie udało się to ani „Shrekowi”, ani uwielbianemu przez krytyków filmowi „Wall-E”.

Ogromna większość akademików nie wie nic o technikach animacji, a samo medium traktuje jako rozrywkę dla dzieci. Wysłanie im filmu wcale nie gwarantuje, że będzie im się chciało go obejrzeć. Dlatego Oscary niemal całkowicie zignorowały popularność anime, a rozkręciły niemal nie do zniesienia modę na filmy „pixaropodobne”. Miyazaki co prawda dostał nagrodę (pierwszą i jedyną dla rysowanej ręcznie i nieanglojęzycznej produkcji), ale tutaj akurat pomógł lobbing Johna Lassetera, odpowiedzialnego za amerykańską dystrybucję. Wszystko to sprawia, że nagrodę wtłoczono w ramy filmu dla dzieci, przy którym rodzice mogą ewentualnie się czasem uśmiechnąć.

Dlatego najciekawsze nowości z kategorii animacji pojawiają się od dawna w telewizji i na platformach VOD.

Przy tej okazji nie można nie wspomnieć o satyrycznych produkcjach dla dorosłych. „Simpsonowie”, „South Park”, a późniejszych latach też „Family Guy” i „BoJack Horseman” przeniosły granicę tego, co dozwolone na znacznie wyższy poziom. Nikt nie mógł dłużej twierdzić, że animacja to zabawa dla dzieci i niedojrzałych facetów. Zwłaszcza po tym jak „Rick i Morty” stał się prawdopodobnie najpopularniejszym serialem ostatnich lat. Zmiana zaszła także wśród bajek dla dzieci. Coraz częściej udaje się połączyć tematy dla młodszych widzów z zainteresowaniem ogromnej grupy dorosłych. Wystarczy wspomnieć zainteresowanie dotyczące „Pory na przygodę” i „Wodogrzmotów Małych”.

Spójrzmy, jak ważną częścią biblioteki Netfliksa stały się animacje. W 2019 roku nikt nie wyobraża sobie serwisu bez kolejnych sezonów „BoJacka Horsemana”, „Big Mouth” czy „Castlevanii”. A także nowości w rodzaju „Love, Death and Robots”. Największe talenty animacji chcą teraz pracować dla telewizji i serwisów streamingowych. Wciąż powstają świetne filmy animowane, ale dzieła studia Laika i innych niszowych twórców nie dostają równych szans, co te wychodzące od wielkich wytwórni. Oscar zdecydowanie pomaga w rozszerzeniu dystrybucji (nawet nominacja się przydaje), ale od wielu lat sprawia jedynie, że filmy Disney/Pixar zdobywają dodatkowe miliony. A kreatywność coraz szybciej ucieka, tam gdzie czuje się znacznie bardziej potrzebna.

Teksty, które musisz przeczytać:

Disney odsłania karty. Zwiastuny „The Mandalorian”, „Zakochanego kundla” i innych produkcji w jednym miejscu

Disney planuje w kolejnych latach prawdziwą ofensywę programową. Nowości od wytwórni będą się pojawiać w kinach, telewizji oraz na platformie Disney+ i obejmą najrozmaitsze marki. Część zapowiedzianych produkcji doczekała się dzisiaj pierwszych pełnoprawnych zwiastunów. Sprawdźcie trailery m.in. „The Mandalorian” i „Zakochanego kundla”.

News/Seriale 24.08.2019

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...