Millenialsi lubią wracać do starych piosenek. Tak wynika z najnowszych badań

Artykuł/Muzyka 18.02.2019
Millenialsi lubią wracać do starych piosenek. Tak wynika z najnowszych badań

Millenialsi lubią wracać do starych piosenek. Tak wynika z najnowszych badań

Najnowsze badania dowodzą, że młodzi ludzie o wiele lepiej rozpoznają stare przeboje niż współczesne hity. Wbrew temu, co mogłoby się nam wydawać.

Jeśli macie w głowie obraz millenialsów, którzy ślepo podążają za trendami, także w muzyce, to jest to obraz niekoniecznie prawdziwy.

Najnowsze badania New York Univeristy (NYU) wyraźnie wskazują, że pokolenie Y, czyli ludzie urodzeni pod koniec lat 80., w latach 90. i na początku lat 2000 zdecydowanie bardziej preferują słuchać wykonawców z lat 60., 70. 80. i 90.

Przebadano 643 osoby, które przesłuchały łącznie 152 utwory z listy Billboard Top 100 w latach 1940-1957 oraz Billboard Hot 100 z lat 1958-2015. 88 proc. badanych to osoby w wieku 18-25 lat. Pośród słuchanych utworów ludzie wskazywali m.in. na When A Man Loves A Woman Percy Sledge’a, Baby Come Back grupy Player, The Tide is High zespołu Blondie, Truly Lionela Richiego jako te najlepiej przez nich znane i najczęściej słuchane. Rozpoznawalność współczesnych wykonawców nie jest oczywiście marginalna, ale ewidentnie nie jest tak powszechna. Dzisiejsze gwiazdy biją rekordy odtworzeń na YouTubie czy Spotify, ale o zdecydowanej większości z nich zapominamy po czasie. A przynajmniej nie zostają z nami na tak długo, jak ich starsi muzyczni kuzyni.

Badania wykazały bowiem, że im bardziej zbliżamy się w stronę XXI wieku, tym rozpoznawalność i pamięć o piosenkach z lat 2000-2015 maleje z czasem.

Lata 1960 – 1990 były wyjątkowym czasem w muzyce, co znalazło swoje odzwierciedlenie w stabilnej i ciągłej rozpoznawalności piosenek z tej ery, nawet przez dzisiejsze pokolenie millenialsów – stwierdza profesor Pascal Wallisch z wydziału Psychologii NYU.

Co więcej, dostępność muzyki w streamingu czy choćby na platformach typu YouTube, wcale nie wpływa ujemnie na rozpoznawalność „starej muzyki”. Wręcz przeciwnie.

Pomaga budować jeszcze większą bazę fanów. Ja sam dzięki YT odkryłem całą masę mniej znanych wykonawców soulowych czy jazzowych z lat 60. i 70., o których sam wcześniej w ogóle nie słyszałem.

Z kolei w przypadku klipów do przebojów pop z lat 80. czy 90. na porządku dziennych są komentarze, w których użytkownicy oznajmiają, że urodzili się już w latach 2000, ale dla nich współczesna muzyka to „syf” i wolą „klasycznych” wykonawców. Oczywiście współczesna muzyka „syfem” nie jest, ale trzeba przyznać, że przez to rozdrobnienie gatunków coraz trudniej przebić się przez gąszcz tysięcy zespołów, stylów i trendów. Skutkuje to tym, że z minionych dekad o wiele łatwiej jest wyłuszczyć wartych uwagi muzycznych reprezentantów danej ery. Dodatkowo profesor Wallisch nadmienia:

Spotify powstało w 2008 roku, czyli wtedy, gdy już powstało 90 proc. badanych przez nas piosenek. To sprawia, że millenialsi znają te utwory, i chociaż pojawiły się one przed ich narodzinami, to młodzi chętnie je wybierają.

Warto też dodać, stając trochę po stronie współczesnej muzyki, że ma ona trochę trudniej, by na dobre zakorzenić się w świadomości słuchaczy.

Siłą rzeczy, stare przeboje są z nami od dekad, towarzyszą nam czasem od dziecka, pojawiają się w filmach czy serialach. Świeże hity potrzebują czasu, by uwić sobie wygodne gniazdko w masowej percepcji i zostać zapamiętanymi.

Nie ukrywam, że cieszy mnie taki stan rzeczy. Oczywiście uogólniam, bo znam masę dobrych współczesnych zespołów i wykonawców, popowych oraz bardziej niszowych, ale mam wrażenie, że dawna muzyka miała w sobie więcej finezji i wyrafinowania. Nawet jeśli chodzi o proste popowe numery. Wynikało to w dużej mierze z tego, że większość popularnych zespołów lat 60., 70. i 80. miało poważne muzyczne podstawy. Nierzadko wywodząc się ze środowisk jazzowych.

Wystarczy posłuchać sobie największych przebojów np. grupy Toto, by bez problemu znaleźć w nich masę jazzowych naleciałości.

Inne, wcześniejsze badania dodatkowo wskazują, że millenialsi są o wiele bardziej świadomymi słuchaczami niż poprzednie pokolenia. Przedstawiciele pokolenia Y słuchają aż o 75,1 proc. więcej muzyki każdego dnia niż ludzie w wieku ponad 55 lat.

A to oznacza, że są też bardziej zaangażowani, a przez to i wybredni względem tego co słuchają. Oczywiście fakt, że dziś muzyka jest łatwiej dostępna odgrywa niemałą rolę w tym stanie rzeczy, ale fakt jest faktem.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...