Co mają wspólnego „The Umbrella Academy”, „Titans” i „Black Lightning”? To nie są kolejne „origin stories”

Felieton/Seriale 15.02.2019
Co mają wspólnego „The Umbrella Academy”, „Titans” i „Black Lightning”? To nie są kolejne „origin stories”

Co mają wspólnego „The Umbrella Academy”, „Titans” i „Black Lightning”? To nie są kolejne „origin stories”

W zalewie seriali o superbohaterach coraz trudniej o jakość, bo atakuje nas wtórność. Na szczęście co jakiś czas trafiają się perełki, takie jak „Black Lightning”, „Titans” czy debiutujące właśnie „The Umbrella Academy”. Rozgryzłem, co je łączy.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Większość seriali (i filmów) o superbohaterach tworzonych jest na jedno kopyto. Bazują zwykle na komiksowym pierwowzorze, który co do zasady od dziesięcioleci jest powielaniem utartych schematów. Niezależnie od rasy, płci, supermocy, miejsca zamieszkania danej postaci lub grupy. A także wydawnictwa, które za nie opowiada.

Niemal zawsze obserwujemy jakiegoś underdoga.

Tenże niepozorny młodzieniec w wyniku tragedii poprzysięga walczyć ze złem i występkiem. Czasem na jego drodze pojawia się nawet jakiś starszy mentor, który wyjaśnia mu, jak żyć. Bohater obowiązkowo musi popełnić straszny błąd, w wyniku którego traci coś cennego, ale to jest dla niego równie cenną lekcją.

spider man uniwersum

Na drodze herosa musi pojawić się też jego arcywróg – czy to przywódca szemranej organizacji, czy to lustrzane odbicie naszego herosa. Przeciwnik jest oczywiście bardziej doświadczony i silniejszy, ale bohater i tak go w końcu pokona – dzięki zaangażowaniu i determinacji, z domieszką szczęścia i miłości.

Nic dziwnego, że przenoszenie kolejnej takiej opowieści na ekran sprawia, że widzowie ziewają. Kiedy zamiast postaci z krwi i kości dostajemy kolejny zestaw archetypów, trudno nam się zaangażować w opowieść, którą snuto w tej czy innej formie w ramach tego samego medium już dziesiątki razy.

No ileż razy można oglądać to samo origin story w innej scenerii?

Jeszcze dekadę temu schematyczność historii o superbohaterach nie raziła. Zachłysnęliśmy się tym, że wreszcie jesteśmy w stanie wiarygodnie pokazać na ekranie przygody nie z tej ziemi. Po dekadzie, gdy filmów i seriali na bazie komiksów pojawia się rocznie łącznie kilkanaście, przyszła pora powiedzieć: król jest nagi.

superman koniec

Rozumiem oczywiście, dlaczego twórcy to robią. Chcą, by ich dzieło, nawet jeśli jest częścią większego uniwersum, obroniło się w próżni. Uznają, że trzeba opowiadać historię tak, jakby ich widz obudził się po stuleciu w hibernacji. Rzecz jednak w tym, że takich postaci jak Batman czy Spider-Man w 2019 roku naprawdę nie trzeba nikomu przedstawiać.

A w zasadzie to nie jest to konieczne nawet w przypadku innych postaci. Opowiadanie o początkach superbohaterskiej kariery jakiegoś młokosa po raz n-ty to droga donikąd. Na szczęście niektórzy twórcy już zrozumieli, że widzowie mają już po dziurki w nosie przypominana po raz kolejny, kim był wujek Ben – zresztą dlatego w „Spider-Man: Homecoming” główny bohater od razu jest Spider-Manem.

Podobnie wygląda to w przypadku kilku wyróżniających się seriali.

Black Lightning” jako taki zbiera co prawda niskie noty, ale winne są temu kiepsko napisane postaci i mało angażujący scenariusz, a nie sam koncept. Ten bowiem trafia w sedno. Tytułowy bohater jest w chwili rozpoczęcia produkcji na emeryturze. Jefferson Pierce nie jest dziadkiem per se, ale jego alter-ego lata świetności ma już za sobą.

Black Lightning premiera Netflix

Serial z początku urzekł mnie tym, że gdy poznajemy głównego bohatera „Black Lightning”, ten nie jest już aktywny. Zostawił burzliwą przeszłość za sobą. Pracuje jako dyrektor szkoły, ma dwie córki i jest po rozwodzie. Ze względu na to, że ciągnie za sobą ogromny bagaż doświadczeń, cały czas czujemy, że ten nowy świat, który odwiedzamy, jest żywy.

Relacje pomiędzy postaciami w końcu oczywiście odkrywamy, ale dzieje się to miarowo i powoli. Wielu rzeczy zresztą nie trzeba pokazywać na ekranie, skoro widz może wywnioskować je z kontekstu. Istotne jest jednak to, że nie jesteśmy świadkami ich formowania się. Nie musimy czekać dwóch sezonów, aż faktycznie zacznie się coś dziać.

Z podobnego względu tak bardzo spodobał mi się „Titans”.

Serial pierwotnie debiutował na platformie DC Universe, czyli serwisie abonamentowym z różnymi dodatkami, w tym serialami i filmami, dla entuzjastów komiksów DC. Nigdy wcześniej nie czułem podczas seansu, że dostaliśmy produkt od fanów dla fanów. Nikt nie musiał nam tutaj wyjaśniać, kim są bohaterowie. Nie było problemu nawet w tym, by wprowadzić dwóch różnych Robinów.

titans tytani dc serial netflix

„Titans” jest jednym z najbardziej komiksowych seriali na podstawie komiksów, jakie powstały. Wielu widzów oczywiście może narzekać, że akcja rozwija się leniwie, że niektóre odcinki nie mają zbytniego związku z główną osią fabularną, i że finał daje więcej pytań niż odpowiedzi – ale przecież takie właśnie są komiksy. Ponownie – od fanów, dla fanów.

Serial utrzymany w podobnym tonie trafia właśnie na Netfliksa.

Netflix zresztą chyba zdaje sobie sprawę, że popełnił spory błąd przy „The Defenders”. Ukatrupił pomysł, który – wydawałoby się – był skazany na sukces. Niestety. Zamiast skierować tę produkcję do fanów, skupiając się od razu na pokazaniu nam wspólnych przygód Daredevila, Jessiki Jones, Luke’a Cage’a i Iron Fista, poświęcił aż pół miniserii, by po kolei przypomnieć, z kim mamy do czynienia.

Twórcy „The Umbrella Academy” – serialu, który debiutuje dziś w serwisie Netflix – podobnego błędu popełniać nie chcieli. Od razu rzucają widza na głęboką wodę, chociaż opowiadają o postaciach, które swoich seriali nie miały. Pojawia się na starcie mnóstwo rozgrzebanych wątków. Czuć, że ten świat żyje, a my wpadamy w odwiedziny. Ponownie – nie musimy czekać, aż intryga zostanie mozolnie utkana.

the umbrella academy serial netflix recenzja

Zamiast oglądać pierwsze lata działalności tytułowej grupy młodocianych superbohaterów, obserwujemy spotkanie dorosłego już rodzeństwa. A ja jako widz zdecydowanie wolę po tylu latach śledzenia historii o superbohaterach oglądać rozpracowywanie skomplikowanych relacji niż ich formowanie się. I miło, że nie muszę w tym celu oglądać najpierw dwóch pełnych sezonów, które powoli będą mnie w taki klimat wprowadzały.

Serial „The Umbrella Academy” obejrzysz od dziś w serwisie Netflix.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

10 odpowiedzi na “Co mają wspólnego „The Umbrella Academy”, „Titans” i „Black Lightning”? To nie są kolejne „origin stories””

  1. Wszystko spoko tylko titans nie łączy się z black lightningiem i umbrella academy ponieważ w porównaniu do tych 2 seriali jest dnem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...