„Wysokie loty” od Netfliksa to najlepszy film nakręcony iPhone’em, jaki widziałem – recenzja

Recenzja/Film 08.02.2019
Nasza ocena:
„Wysokie loty” od Netfliksa to najlepszy film nakręcony iPhone’em, jaki widziałem – recenzja

„Wysokie loty” od Netfliksa to najlepszy film nakręcony iPhone’em, jaki widziałem – recenzja

Najnowszy film Stevena Soderbergha pt. „Wysokie loty” to przemyślana i błyskotliwa produkcja, która wykorzystuje tło sportowe do zadania szeregu ciekawych pytań.

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

„Wysokie loty” nawiązuje do słynnego lockoutu, który miał miejsce w 2011 roku. Wtedy to, w wyniku braku porozumienia co do podziału zarobków pomiędzy przedstawicielami klubów a zawodnikami NBA, ówczesny sezon ligi koszykarskiej został wstrzymany.

Głównym bohaterem filmu jest Ray (świetny Andre Holland), agent, który próbuje wykorzystać sytuację lockoutu, by zaproponować nowe rozwiązanie, swoiste obejście systemu pozwalające zmienić dotychczasowy status quo.

Steven Soderbergh to jeden z moich ulubionych reżyserów.

Jego filmografia liczy kilkadziesiąt filmów. Wprawdzie nie wszystkie są tak samo udane, ale na pewno nie można odmówić mu własnego stylu, innowacyjności oraz sprawności i odwagi.

Niewielu znam twórców filmowych, którzy są tak wszechstronni, jeśli chodzi o gatunki. Soderbergh na dobrą sprawę dał nowe życie niezależnym filmom w USA swoim debiutanckim „Seks, kłamstwa i kasety wideo” u schyłku lat 80. W późniejszych latach eksperymentował z formą, tworząc zarówno czarno-białe impresje, sensacje, mainstreamowe dramaty, arthouse’owe opowieści oraz wysokobudżetowe produkcje z gwiazdami Hollywood.

Razem z aktorką porno Sashą Grey nakręcił świetny dramat „Zawodowa dziewczyna”. Kilka lat wcześniej sięgnął po adaptację powieści sci-fi Stanisława Lema „Solaris”. Po drodze dał światu popularny film o striptizerach (udany „Magic Mike”), by następnie spróbować swoich sił np. w thrillerze medycznym („Panaceum”). Do jego dokonań można też dodać kino akcji dla inteligentów, czyli „Ściganą” czy znakomite seriale (w tym „The Knick”, który w całości był przez niego wyreżyserowany).

Ostatnio zaczął też sięgać po… iPhone’a. Niedawno w kinach mogliśmy oglądać całkiem niezły thriller „Niepoczytalna” – nakręcony na urządzeniu Apple’a. Teraz powraca ze swoim kolejnym projektem, również nakręconym przy użyciu smartfona.

Jeśli dotąd nie byliście do końca przekonani do tego, czy można traktować takie produkcje poważne, jak pełnoprawne filmy, to bez dwóch zdań powinniście obejrzeć „Wysokie loty”.

Soderbergh nakręcił ten film za pomocą iPhone’a 7.

„Wysokie loty” prezentują się wspaniale od strony wizualnej. Oczywiście filmowanie smartfonem ma swoje ograniczenia oraz specyfikę. Nawet z wykorzystaniem odpowiednich obiektywów, iPhone nie jest w stanie równać się z kamerą filmową, jeśli chodzi o zbliżenia, barwy, eksperymenty z oświetleniem czy oddanie odpowiedniej dynamiki scen, o ile dany film tego potrzebuje. Natomiast nie przeszkodziło to Soderberghowi w stworzeniu naprawdę interesującego pod względem kompozycji, klarownego i przyjemnego dla oka obrazu.

Co ważne, szybko zapominamy, że oglądamy film nakręcony iPhone’em. Co z kolei jest dowodem najwyższego profesjonalizmu autora.

Oczywiście od strony formalnej „Wysokie loty” są „inne” niż zwyczajnie filmowane produkcje. Mamy tu do czynienia z odmiennymi kątami i stylami filmowania. Raczej nie uświadczymy tu wielu zbliżeń czy licznych ujęć. Reżyser postawił na dłuższe sceny. Wprowadza to jednak powiew świeżości i daje nam możliwość obcowania z kinem eksperymentalnym, które na szczęście nie jest też hermetyczne. Wręcz przeciwnie.

Jednak to nie warstwa formalna czy ciekawe ujęcia nakręcone smartfonem są głównym powodem, dla którego warto poświęcić czas na „Wysokie loty”.

Tutaj pierwsze skrzypce grają przede wszystkim aktorstwo i wspaniale napisany scenariusz.

Nasza uwaga skierowana jest głównie na Andre Hollanda, który wciela się w głównego bohatera. Holland, który jest jednym z pomysłodawców tego filmu, daje z siebie wszystko. Jego postać jest wieloznaczna. Z jednej strony próbuje być przebiegły, bardziej inteligentny niż jego interlokutorzy, ale przy tym wszystkim pozostaje sympatycznym w gruncie rzeczy człowiekiem z poczuciem misji. Facetem, który chwilowy zastój w branży agentów sportowych traktuje jako idealny moment, by trochę poruszyć jej skostniałą strukturę.

Jest niczym emanacja samego Soderbergha, który również udanie przebił się na szczyty Hollywood, by potem zręcznie dekonstruować jego fundamenty związane z produkcją i dystrybucją filmów.

Przez cały film śledzimy kolejne dyskusje Raya, a to z jego podopiecznym zawodnikiem NBA, a to z przedstawicielami agencji, trenerami. Porusza w nich tematy zarówno biznesowe, obnażając przy tym realia kapitalizmu, społeczne, rasowe oraz filozoficzne. Stawia pytanie o wolność jednostki w systemie. Wskazuje przy tym, że zawodnicy NBA, nawet jeśli warci są miliony dolarów, to na dobrą sprawę nie są niczym więcej poza siłą roboczą. Są niejako własnością klasy wyższej. Wielokrotnie powtarzany w filmie wątek niewolnictwa w USA nie jest tu użyty przypadkowo.

Jednocześnie pomysł Raya, by obejść tych wszystkich pośredników i oddać sport w ręce zawodników, a nie wyciągających z niego pieniądze ludzi w krawatach, jawi się niemalże jako nowoczesna rewolucja ludowa. Póki co kiełkująca jeszcze tylko w jego głowie.

Od razu zaznaczam, że „Wysokie loty” to nie jest typowy film sportowy.

To raczej „kino gadających głów”. Bliżej mu do „Dwunastu gniewnych ludzi” niż „Męskiej gry”.

Poza krótkimi przebitkami z wywiadów z prawdziwymi zawodnikami NBA opowiadającymi o swoich początkach w lidze z czystymi rozgrywkami sportowymi praktycznie nie mamy tu do czynienia. Cały film oparty jest na dialogach. Ale są one tak wspaniale i kwieciście rozpisane, że samo ich słuchanie jest czystą przyjemnością.

Jeśli więc chcecie chwilowo odpocząć od przepełnionych akcją i fajerwerkami produkcji, “Wysokie loty” powinny solidnie wykarmić wasze szare komórki. Tutaj nośnikiem akcji są dialogi, ale napisane z taką werwą i polotem, że w swojej kategorii stanowią odpowiednik najlepszych scen pościgów samochodowych.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...