Przeczytałem „Ogień i krew. Część 2” George’a R.R. Martina i zrozumiałem, dlaczego autor nie może dokończyć „Wichrów zimy”

Recenzja/Książki 04.02.2019
Nasza ocena:
Przeczytałem „Ogień i krew. Część 2” George’a R.R. Martina i zrozumiałem, dlaczego autor nie może dokończyć „Wichrów zimy”

Przeczytałem „Ogień i krew. Część 2” George’a R.R. Martina i zrozumiałem, dlaczego autor nie może dokończyć „Wichrów zimy”

George R.R. Martin to jeden z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy na świecie. Coraz częściej słychać jednak narzekania na niektóre jego książki i bardzo powolne tempo pisania. Właśnie zadebiutowała druga część jego nowej kroniki rodu Targaryenów pt. „Ogień i krew”. A jej rzetelna ocena nie jest wcale łatwa.

Pomysł na prequel „Pieśni lodu i ognia”, w którym opowiedziane zostałyby losy Westeros od czasu podboju Zdobywcy, aż po rebelię Roberta Baratheon, narodził się w głowie George’a R.R. Martina dosyć dawno temu. Amerykański pisarz miał początkowo zasiąść do tej książki już po skończeniu swojej sagi. Ale jak wie każdy fan jego twórczości, od pewnego czasu pisanie powieści idzie Martinowi coraz trudniej i zajmuje coraz więcej czasu.

Być może dlatego przyspieszył on plany napisania kroniki, która ostatecznie została wydana pod tytułem „Ogień i krew”. Na samym wstępie trzeba jednak zaznaczyć, że Martin zrealizował dopiero pierwszą część swojej wizji. I nie mam tutaj na myśli książki, która w Polsce została wydana pod takim tytułem. Wydawnictwo Zysk i S-ka postanowiło podzielić „Ogień i krew” na jeszcze dwie mniejsze książki (recenzja pierwszej z nich jest dostępna na Rozrywka.Blog).

Ogień i krew 2 – ile kosztuje książka?

Powody podjęcia takiej decyzji są oczywiste. Dwie książki równają się podwójnemu zyskowi, zwłaszcza że cena okładkowa obu części wynosi 59 zł od sztuki. I to mimo że „Ogień i krew. Część 2” jest krótsza od poprzedniczki o dokładnie sto stron. Trzeba całkiem otwarcie powiedzieć, że wprowadzony w Polsce podział jest sztuczny i średnio współgra z zamysłem Martina. Sprawia też, że napisanie drugiej recenzji jest zadaniem nieco problematycznym.

ogień i krew 2 recenzja

Druga część „Ognia i krwi” ma dokładnie takie same mocne i słabe strony, co poprzednia… ponieważ to de facto ta sama książka.

Martin pokazuje tu, dlaczego jest uznawany za świetnego kreatora wiarygodnych światów. Westeros za czasów Targaryenów jest tak samo żywym i interesującym miejscem, co w serii powieści. „Ogień i krew” została wypełniona pasjonującymi bohaterami z nieoczywistymi, ale też sensownymi motywacjami. Nie chodzi tylko o członków królewskiego rodu, ale też przedstawicieli Starków, Velaryanów czy Lannisterów. Wolny od konieczności stworzenia głębokiej i skomplikowanej fabuły, amerykański pisarz może w całości skoncentrować się na tym, co wychodzi mu najlepiej.

Nadal jest to jednak książka, która aż prosi się o poważną ingerencję redaktorską. Druga część „Ognia i krwi” ma nieco mniej pomyłek i nielogiczności, ale Martin nadal powtarza się i nadmiernie rozwleka nieinteresujące szczegóły. Szczególnie odczuwalne jest to w drugiej połowie dzieła. Pierwszych trzysta stron dotyczy słynnej Zagłady Smoków, czyli bratobójczej wojny o Żelazny Tron między Aegonem II i jego przyrodnią siostrą Rhaenyrą. To na ten wątek szczególnie czekali fani „Gry o tron” i trzeba przyznać, że George R.R. Martin ich nie zawodzi.


Zagłada Smoków została opisana z dużą szczegółowością, ale w żadnym momencie nie sprawia wrażenia nazbyt rozwlekłego konfliktu. Akcja jest szybka i z kilkoma emocjonalnymi niespodziankami. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o kolejnych rozdziałach, które opisują lata regencji trwającej za panowania młodocianego Aegona III. Tutaj Martin w pełnej krasie pokazuje swoje słabości. Nie potrafi zapanować nad tempem, ciągle się powtarza i nie jest w stanie nadać nowym bohaterom podobnej iskry co wcześniej.

Trudno powiedzieć, czy Martin zignorował rady edytorów, czy może żadnych nie dostał.

Pisarze i pisarki na szczycie często wykazują tendencję do ignorowania rad swoich redaktorów. Czasem z opłakanymi skutkami. Jakkolwiek było w tym przypadku, nie sposób zaprzeczyć, że „Ogień i krew” mógłaby być znacznie lepszą książką. To udane dzieło, które absolutnie spełnia wyznaczone sobie cele, lecz zdecydowanie nie sięga szczytów. I chyba to samo można powiedzieć o samym George R.R. Martinie. Czytając jego nową książkę, naprawdę łatwo zrozumieć, dlaczego pisanie „Wichrów zimy” trwa tak długo. Nawet w przypadku swoistego książkowego spin-offu, kroniki pozbawionej skomplikowanej osi fabularnej, Martin nie potrafi się powstrzymać przed przeładowaniem zawartości niepotrzebnymi szczegółami. „Ogień i krew” to przecież nie jest skończone dzieło. Wciąż zostało ponad 130 lat panowania Targaryenów do opisania.

Nie daje to wielkich nadziei na rychły finisz sagi „Pieśni lodu i ognia” czy kolejnych pobocznych projektów. „Ogień i krew” jako całość absolutnie zadowoli fanów twórczości Martina, a nawet czytelników bardziej standardowego fantasy. Nawet jeśli sztuczne podzielenie książki dla podbicia zysków irytuje, to i tak warto kronikę Targaryenów posiadać na swojej półce. Na jej przykładzie jak pod mikroskopem widać jednak wszystkie słabości George’a R.R. Martina. Być może od tak doświadczonego i uznanego pisarza nie powinno się oczekiwać dalszego rozwoju, ale czy na pewno powinniśmy przymykać oczy na tak oczywisty brak dbałości o istotne szczegóły? Dobra książka, która mogła być arcydziełem, to w pewnym sensie jeszcze gorszy przypadek niż nieudany gniot.

Teksty, które musisz przeczytać:

Najciekawsze wydarzenia z „Ogień i krew” George’a R.R. Martina. Co musi znaleźć się w prequelu od HBO – TOP

HBO podjęło właśnie dwie bardzo kategoryczne decyzje. Zlikwidowano prequel „Gry o tron” zatytułowany „Bloodmoon”, a zamiast tego zdecydowano się na realizację opowieści o rodzie Targaryenów. Wydarzenia stanowiące kanwę serialu opowiedział w swojej książce „Ogień i krew” George R.R. Martin. Jakie wątki powinny znaleźć się w produkcji?

Artykuł/Seriale 30.10.2019

Dołącz do dyskusji (2)

6 odpowiedzi na “Przeczytałem „Ogień i krew. Część 2” George’a R.R. Martina i zrozumiałem, dlaczego autor nie może dokończyć „Wichrów zimy””

  1. Z całym szacunkiem dla autora sagi “Pieśń lodu i ognia”, ale co raz bardziej składa się nieodparte wrażenie, że ma on swoich czytelników w przysłowiowym “głębokim poważaniu”. Wcale nie można wykluczyć, że spowodowanym równie przysłowiowym “uderzeniem wody sodowej w głowę” za sprawą sporej aż nad to kasy, otrzymanej za już wydane części sagi i prawa za nakręcenie serialu…

    Tak czy owak całkiem prostacką radą byłoby – niech by dokończył to co zaczął, a po tym dopiero pisał prequele, sequele, oboquele, zamiastquele i co jemu tam łaska. Na to jednak najwyraźniej się nie zanosi, bo autor wpadł w “zespół tasiemcowy”, charakterystyczny dla dzisiejszej literatury z gatunku fantasy – odważnie rozwija wątek w kolejne odcinki nie zastanawiając się wcale nad tym jak będzie go zwijał. A wiadomo przecież, że koniec to całej sprawy wieniec.

    Autor już od dawna nie panuje nad logiką – związkiem pomiędzy przyczynami a skutkami – w wiele gałęziach wątku i liczba takich baboli logicznych powiela się od książki do książki. W tym baboli całkiem zasadniczych, stawiających z nóg na głowę całą resztę opowiadania. Wyprzedzenie powieści przez nakręcony na potrzeby prostaczków mega-serial jeszcze bardziej komplikuje zakończenie sagi.

    Szczerze wątpię za tym by było ono jakkolwiek sensownym nawet jeśli go się doczekamy – a to nader śmiałe przypuszczenie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...