PigOut nadaje: Miał być słodki powrót do przeszłości, wyszedł bigos, którym się zatrujecie. „Kogel Mogel 3” to nie jest film jakby luksusowy

Recenzja/Film 25.01.2019
Nasza ocena:
PigOut nadaje: Miał być słodki powrót do przeszłości, wyszedł bigos, którym się zatrujecie. „Kogel Mogel 3” to nie jest film jakby luksusowy

PigOut nadaje: Miał być słodki powrót do przeszłości, wyszedł bigos, którym się zatrujecie. „Kogel Mogel 3” to nie jest film jakby luksusowy

Właśnie mija 30 lat od premiery „Kogla Mogla”, czyli filmu, który dla większości Polaków ma status kultowego i nadal potrafi zgromadzić sporą publikę przed telewizorami.

Taki okrągły jubileusz stanowił po prostu zbyt dobrą okazję, żeby twórcy nie pokusili się o popełnienie kontynuacji i nie spróbowali ponownie zarobić na nostalgii widzów. Czy ktoś naprawdę się dziwi, że Ilona Łepkowska zdecydowała się odgrzać w mikrofalówce ten zmrożony na kość bigos i zaserwować go jeszcze raz? Ja ani trochę. Jak to mawiał świętej pamięci Janusz Wójcik: Kasa misiu, kasa.

Trochę inaczej sytuacja wygląda z perspektywy fanów. Z jednej strony fajnie by było zobaczyć dalsze losy ulubionych bohaterów, ale czy to ma sens, skoro minęło tyle czasu, kilkoro kluczowych aktorów nie żyje, poza tym nastały zmiany pokoleniowe i nie da się już przywrócić klimatu pierwowzoru?

Niby człowiek wiedział, jak to się skończy, a jednak się łudził.

Niespodzianki niestety nie ma. Zgodnie z przewidywaniami, Miszmasz, czyli Kogel Mogel 3” to marnej jakości komedia, która nie dorasta do pięt swoim poprzednikom. Wszystko, na czym bazowała seria, czyli lekki humor, bezpretensjonalność, charakterne postaci i brawurowe aktorstwo, uleciało. Zamiast tego dostajemy maraton średnio udanych sucharów, jednowymiarowych bohaterów, lokowanie produktów i fabułę, która zgodnie z tytułem, stanowi niezły miszmasz, jednak nie jest to komplement. „Sztos 2″ i „Ryś” witają w klubie beznadziejnych kontyunacji kultowych filmów.

Na ekranie ponownie zobaczmy Kasię, państwa Wolańskich, babcię Solską, czy choćby Staszka Kolasę, ale niech nikt się nie łudzi, że to oni będą stanowić główną oś filmu.

Nope, to tylko role epizodyczne. Pałeczkę przejmuje młode pokolenie. Głównym bohaterem jest Marcin (Nikodem Rozbicki), syn Kasi, który po wieloletnim pobycie w Holandii, wraca do rodzinnych Brzózek, z zamiarem otworzenia plantacji marihuany pod przykrywką dyskoteki. Równolegle śledzimy wątek Agnieszki (Aleksandra Hamkało), córki państwa Wolańskich i młodszej siostry Piotrusia. Agnieszka jest bardzo smutna, bo właśnie rzucił ją chłopak, poza tym wraz z ojcem średnio sobie radzą z mieszkaniem pod jednym dachem z panią Wolańską, która jest teraz znaną sex trenerką i wszystkich ustawia po kątach. Po kolejnej awanturze ojciec z córką nie wytrzymują psychicznie i uciekają z domu. Jak łatwo się domyślić, los sprawi, że ich drogi przetną się z Kasią i Marcinem.

Dla mnie, człowieka, który ma spory sentyment do pierwszej części, Kogel Mogel 3″ jest nie tyle filmem złym (chociaż to też), co smutnym.

Przykro było patrzeć, jak uznani aktorzy męczą się, wypowiadając naprawdę słabe żarty, albo muszą udawać upalonych gandzią, zachowując się przy tym, jakby brali co najmniej kokainę. Ta wymowna cisza w kinie mówiła wszystko. Gorsze jednak jest to, że wątki starych postaci zostały nadpisane w taki sposób, że całkowicie zmienienia się odbiór poprzednich części. To jest wręcz karygodne, jaką negatywną postać zrobiono z Pawła Zawady. Podejrzewam, że wiele osób wyjdzie z kina wkurzona.

Nowemu „Koglowi” znacznie bliżej do komedii romantycznej niż obyczajowej, jednak w tym starciu również przegrywa. Wszystkie romanse, które rozkwitają na ekranie, są delikatnie mówiąc od czapy i aż chce się krzyknąć: Bitch plizz, przecież to się kupy nie trzyma. Humor to w najlepszym wypadku poziom „Familiady”, a sekwencje, które prawdopodobnie miały wyrywać widzów z butów, są tak grubymi nićmi szyte, że już 5 minut wcześniej wiadomo, do jakiej puenty zmierza scena.

Aktorsko nie ma żadnych wzlotów, jest za to sporo upadków.

Piotruś jest już dorosły i niestety przy okazji jest też irytującym kretynem, a przynajmniej tak wypada w interpretacji Maćka Zakościelnego. Zawsze miałem podejrzenia, że Grażyna Błęcka-Kolska (Kasia) nie należy do wybitnych aktorek, ale trzeba jej oddać, że za młodu miała w sobie sporo uroku i naturalności. To se ne vrati. Obecnie gra rozczarowaną życiem rozwódkę i kwestie podaje jak syntezator mowy Ivona. Z kolei Aleksandra Hamkało to figura woskowa, która przez cały seans jedzie na jednej mimice. Chciałbym powiedzieć coś dobrego o Annie Musze i Katarzynie Skrzyneckiej, bo widać, że panie starają się dać coś od siebie, jednak dialogi, które przychodzi im wygłaszać, psują cały efekt. W zasadzie to samo można powiedzieć o Nikodemie Rozbickim.

Osobno traktuję państwa Wolańskich i babcie Solską. Nie ma wątpliwości, że aktorzy wcielający się w te postacie, to klasa sama w sobie. Niestety w tym przypadku, scenariusz wykastrował ich ze wszystkich atutów. Babci Solskiej brakuje dziadka, którego mogłaby hamować przed niekontrolowanymi wybuchami złości, przez co postać snuje się po ekranie. Ewidentnie nie ma tu pomysłu na to, co z nią zrobić. Z kolei państwo Wolańcy wcześniej dali się poznać jako bardzo energetyczne małżeństwo, gdzie 24 godziny na dobę lecą iskry. Pani Wolańska non stop podejrzewała swojego męża o zdradę, a docent Wolański tylko ją w tym utwierdzał, dając się co chwilę przyłapać w dwuznacznej sytuacji. Aktualnie kobieta robi karierę i nie zwraca uwagi na męża, a Marian siedzi w fotelu i poddaje się depresji. Nie ma już tego tarcia, co wcześniej, a właśnie na tym bazował komizm sytuacyjny.

Jest za to Zenon Martyniuk, absurdalny wątek lesbijski i suche żarty z Donalda Tuska oraz „Dobrej Zmiany”.

Kogel Mogel 3″ odradzam wszystkim, którzy liczyli na udaną kontynuację legendarnej komedii. Nie znajdziecie tu ani kultowych tekstów, ani nie rozpoznacie swoich ulubionych bohaterów. Twarze niby te same, tyle że postarzone o 30 lat, ale charaktery już zupełnie inne. Nie polecam również osobom, które chciałby obejrzeć po prostu lekki, zabawny film. Ani on lekki, ani zabawny. Do kogo zatem trafi? Chyba tylko do ludzi, którzy dobrze bawili się na „Och Karol 2″ i „Nie kłam kochanie”. Wychodzi na to, że Ilona Łepkowska nie potrafi już pisać inaczej. Szkoda. 3/10.

P.S. W zeszłym tygodniu pojawiło się info, że Czarek Pazura nosi sie z pomysłem zrobienia kontynuacji „Psów” i „Chłopaki nie płaczą”. I kolejne dwie legendy na zmarnowanie. Statystyka nie kłamie.

__________________________________________________________________________________

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

1 139 odpowiedzi na “PigOut nadaje: Miał być słodki powrót do przeszłości, wyszedł bigos, którym się zatrujecie. „Kogel Mogel 3” to nie jest film jakby luksusowy”

  1. Bardzo, bardzooo słabo i niesmacznie. Skusiłem z czystej ciekawości, nie do końca wierząc pierwszym opiniom. Przekonałem się na własne oczy, że nie warto. Za pół roku ten niewypał artystyczny pewnie trafi już do tv, wtedy przynajmniej w czasie reklam można zapalić z nudów papierosa. Szczerze, ale to bardzo szczerze odradzam – kiepska produkcja. Nieudolna przeplatanka klasyków słownych z “Samych swoich” i wcześniejszego “Kogla Mogla”. Stare kotlety odsmażone na jeszcze starszym oleju. Film ten najbliżej pasuje mi do produkcji o tytule “Gulczas, a jak myślisz” – ni to ładu, ni to składu, ni humoru. Dziwi mnie, że aktorzy formatu Ewy Kasprzyk zgodzili się zagrać w takiej chałturze. Przykre – po prostu: łatwo sprzedawalny komercyjnie tytuł. W skali 1-5: jeden, bo zera dać nie można.

  2. Ten film powinien mieć tytuł “Maryha czyli Kogel-Mogel 3” bowiem marihuana jest tam główną bohaterką. I mnie akurat nie bawi to co wyczyniają pod jej wpływem Goździkowie, ani nielegalna uprawa Marcina.
    Paweł Zawada w przeszłości byl chłopakiem po studiach, biegle posługującym się angielskim, dobrze zapowiadającym się rolnikiem z głową do interesów. No i do szaleństwa zakochany w Kasi. Dziś zrobiono z niego rozwodnika, który podczas wyjazdów (żona byla w ciązy) znalazł sobie nową babę w Holandii. Mało tego, nie dopilnował, żeby syn skończył studia, ale namówił, by w Polsce założyl plantację maryhy! A po co? Żeby spłacić dlugi po jakichś ciemnych interesach! Przecież to jest CHOLERNIE NIESMACZNE!
    Pani Wolańska w poprzednich częściach była szaloną kobietą, ale szaloną pozytywnie! Zabawną. I taką pozostała w tej części. Chociaż było mi jej żal bo zrobiono z niej potwora, złą matkę, od której uciekł syn,mającą z córką nienajlepszy kontakt i żonę, której dość ma mąż…
    Piotruś krzywi się na jej widok….myślałam, że sie popłaczę, na szczęście sytuację uratowano- Piotruś ostatecznie powiedział: kocham cię mamo…
    I mnie jakoś nie ubawiły zniszczone krasnale, ani obrzucenie domu starosty zgniłymi pomidorami, ani dziwnie mówiący z powodu sędziwego wieku Wolański, ani żona Pawła Zawady- lesbijka…
    Podobało mi się tylko zdanie : Besame el culo….
    Poza tym……tragedia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...