Takiego filmu o superbohaterach jeszcze nie było. Glass – recenzja

Recenzja/Film 16.01.2019
Nasza ocena:
Takiego filmu o superbohaterach jeszcze nie było. Glass – recenzja

Takiego filmu o superbohaterach jeszcze nie było. Glass – recenzja

M. Night Shyamalan powraca ze zwieńczeniem swojego opus magnum. Jego nowy film o tytule Glass, będący kontynuacją Unbreakable i Split, to widowisko jedyne w swoim rodzaju.

Blisko dwie dekady temu nikt nie mógł się spodziewać, że Niezniszczalny (Unbreakable) doczeka się dwóch – tak różnych od siebie i nieoczywistych – kontynuacji. Fani twórczości M. Night Shyamalana wręcz oszaleli, gdy w ostatniej scenie horroru Split pojawił się bohater grany przez Bruce’a Willisa kilkanaście lat wcześniej.

To jest zaskakujące o tyle, że z pozoru obu filmów nie łączy zupełnie nic.

Unbreakable to meta-opowieść o fikcji wpływającej na świat rzeczywisty. Człowiek staje przed dylematem: uwierzyć w to, że jest superbohaterem czy nie? Przemawia za tym, by to zrobił, sporo: jego imię i nazwisko zaczynają się od tych samych liter (patrz: Peter Parker, Bruce Banner itd.) i jako jedyny przeżył kraksę pociągu. Dave Dunn ma nadludzką siłę i nawet swój własny Kryptonit w postaci zwykłej wody.

glass recenzja

Split to z kolei horror o człowieku z zaburzeniami psychicznymi, w którego głowie znajduje się ponad 20 różnych osobowości – od 9-letniego chłopca, przez różnych mężczyzn w średnim wieku, po starszą kobietę. Jedną z nich jest też Bestia, która terroryzuje pozostałe i potrafi chodzić po ścianach. Horda, bo tak nazywają siebie samych mieszkańcy tej jednej umęczonej głowy o twarzy Jamesa McAvoya, zabija przy okazji młode dziewczyny.

Glass jest z kolei opowieścią o konfrontacji dobra i zła.

Widzowie, którzy przez lata zastanawiali się, jak potoczyły się losy Niezniszczalnego, nie będą rozczarowani. Glass to w końcu przede wszystkim kontynuacja Unbreakable, w której pojawia się w wyniku zbiegu okoliczności bohater McAvoya. Split z jego udziałem to nieco oderwane od pozostałych dwóch odsłon origin story złoczyńcy, z którym mierzy się Dave.

Cieszy też, że już na samym początku dostajemy sporo odpowiedzi na dręczące od lat pytania. M. Night Shyamalan nie męczy fanów, trzymając w tajemnicy informacje na temat tego, co stało się z rodziną Dunnów. Widać, że nie było im łatwo, ale miło się ogląda ich wspólne sceny. Dave pozbył się smutku i odnalazł w życiu radość, pomagając innym.

Niestety w komiksach kinie szczęście bohatera nie może trwać wiecznie.

Po kilkunastu latach względnego spokoju Obrońca będzie musiał zmierzyć się ze Złem. Dunn wpada na trop Bestii i… dość szybko ją znajduje. Glass zaskakuje, bo spodziewana jako punkt kulminacyjny filmu konfrontacja ma miejsce już na samym początku. Potem nasza optyka się całkowicie zmienia. To nie będzie film akcji, a raczej dramat psychologiczny.

glass recenzja

Nie wiadomo nawet, kiedy pojawia się tu cała plejada bohaterów, w tym nawet typowych sidekicków. M. Night Shyamalan czerpie z klisz i schematów, ale jego bohaterowie nawet je identyfikują i opisują, niemalże łamiąc czwartą ścianę. Glass to list miłosny od świata kina do świata komiksu, na którego premierę nie mogło być lepszego momentu.

A potem wchodzi on: Mister Glass.

Tak jak Dave Dunn był bohaterem Unbreakable, a w Split pierwsze skrzypce grał Kevin Wendell Crumb, tak w finałowym rozdziale tej sagi pierwsze skrzypce gra ktoś, od kogo to całe szaleństwo się zaczęło. To on jest w końcu tym, który stworzył Obrońcę, a Samuel L. Jackson wychodzi aż z siebie, grając tę nietypową postać. Nawet gdy pozostaje bez ruchu.

Z kolei widz podczas seansu Glass często nie może usiedzieć w miejscu. Nie jest to jednak ten sam poziom niepokoju, co przy pierwszym podejściu do Unbreakable i – w mniejszym stopniu – do Split. Wiemy mniej więcej, czego się spodziewać po bohaterach. Nie szokują. Kolejne przemiany w Bestię męczyły, bo ileż razy można oglądać jak McAvoy napina w ten sam sposób mięśnie?

Podoba mi się jednak zarówno główny motyw, jak i zakończenie tej historii, którego w recenzji naturalnie nie poruszę.

Jestem jednak przekonany, że wiele osób wyjdzie z kina zaskoczone. Nie mogę się też doczekać, aż Glass doczeka się oficjalnej premiery, a ja będę mógł porozmawiać z innymi fanami bez obawiania się o spoilery.

glass recenzja

Brakowało mi w Glass tylko charakterystycznej pracy kamery z pierwszej części cyklu, która była integralną częścią tego filmu. Pod względem realizacji Glass jest dużo bardziej hollywoodzki i nowoczesny, co wcale nie jest komplementem.

Nie mniej jednak metaprzesłanie, które tym razem wysyła do widzów M. Night Shyamalan, zachęca do myślenia i dyskusji. Czym jest tak naprawdę fikcja? Czym jest komiks, czym są książki, czym jest kino? Czy to tylko rozrywka, czy coś więcej?

_________________________________________________________________________________

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

37 odpowiedzi na “Takiego filmu o superbohaterach jeszcze nie było. Glass – recenzja”

  1. Pan Autor widzę bezrefleksyjnie bawi się na każdym filmie rozrywkowym. Jakiego filmu by nie oglądał to wystawia 8/10. Avengers, Aquaman, Bumblebee, Zabójcze maszyny i teraz Glass. Każdy z tych filmów jest inny, jeden gorszy od drugiego, inny lepszy. Dla pana Grabca jednak każdy z tych filmów jest tak samo dobry. Słaby to punkt odniesienia. Już nie będę go więcej czytać. W recenzjach oczekuję mimo wszystko jakiejś analizy a nie ślepego uwielbienia fanboja co to łyknie wszystko co mu hollywood rzuci pod nos. Na metacritic czy RT wszystkie powyższe filmy, w tym Glass mają przeróżne opinie. I to jest dla mnie jakiś punkt zaczepu. Jak ktoś nie potrafi tych filmów rzetelnie ocenić tylko jara się “bo to kino rozrywkowe” to dla mnie to jest bezwartościowe. Tym bardziej, że słyszałem mnóstwo opinii że Glass jest totalnym bałaganem, nieduanym zwieczeniem trylogii, na RT ma 39% poztywnych opinii. Choć RT dalekie jest od ideału, to jednak śmiem im uwierzyć bardziej. Tym bardziej, że cieżko mi zaufać człowiekowi, który ocenia Zabójcze maszyny i Aquamana na 8/10. O obu filmach zapomniałem dwa dni po seansie. Panie Grabiec, pan wie, że jest jeszcze taka ocena jak np. 6/10, prawda? I ona też oznacza, że film jest dobry. W sumie i 5/10 to pozytywna ocena. 8/10 to już film zbliżający się do wybitnego. Też lubie popcornowe odmóżdżacze, ale bądźmy powazni. Pana praca polega na chodzeniu na te filmy i wystawianiu im z automatu 8/10? Czy już teraz mam z góry założyć, że kolejne superprodukcje w ciągu zbliżających się miesięcy także oceni Pan na 8/10? Czyli właściwie nawet nie muszę tego czytać, prawda? Już teraz wiadomo że i Kapitan Marvel, Alita, Spider Man i co tam pan jeszcze obejrzy też dostanie 8/10. Tak to jest jak filmy recenzjują entuzjaści-amatorzy…:(

    • Sporo by pomogło, tak na poczet sensownej dyskusji pod tekstem, gdybyś zapoznał się z treścią recenzji, a nie tylko oceną i tytułem filmu. Pojawił się u Ciebie w komentarzu akapit długi na 30 linijek, w którym skupiasz się na liczbie, która jest tu przecież najmniej istotna.

      I może Cię to zaskoczy, ale pisząc swoje teksty, nie zastanawiam się nad tym, jak dany film oceniany jest gdzie indziej i swoich ocen pod to nie dopasowuję.

      Może też okazać się dla Ciebie szokiem to, że możemy mieć inny gust. To, że Ty zapomniałeś o filmie po wyjściu z kina nie oznacza, że ja i inni widzowie również.

      Jak poprosisz ludzi, by Ci uszeregowali Gwiezdne wojny od najlepszej do najgorszej części to nie dostaniesz od każdego takiej samej listy.

      A co do samych ocen, do których przywiązujesz znacznie większą wagę, niż to warte – nic Ci nie poradzę na to, że wychodzi tak wybieram się głównie do kina na produkcje takie, które faktycznie warto obejrzeć i dlatego dobre noty dostają. Hollywoodzkim producentom zdarzają się wtopy, również w seriach o superbohaterach czy przy inne blockbustery – a żeby nie szukać daleko, to gorzej oceniałem np. Venoma czy Assassin’s Creed.

      Aczkolwiek, tak jak się zastanowię, jeśli interesują Cię przede wszystkim cyferki, to faktycznie nie ma sensu, żebyś moje teksty „czytał” – i lepiej będzie dla nas obu, jak skupisz się na przeglądaniu ocen na RT i IMDb, skoro są one dla Ciebie istotniejsze niż opisowa opinia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...