Właśnie ruszył „katolicki Netflix”. Szkoda tylko, że bardziej przypomina śniadaniówkę niż serwis VOD

Artykuł/VOD 10.01.2019
Właśnie ruszył „katolicki Netflix”. Szkoda tylko, że bardziej przypomina śniadaniówkę niż serwis VOD

Właśnie ruszył „katolicki Netflix”. Szkoda tylko, że bardziej przypomina śniadaniówkę niż serwis VOD

Pierwsze wzmianki o powstaniu „katolickiego Netfliksa” pojawiły się w połowie zeszłego roku. Dzieło popularnego w Internecie o. Adama Szustaka wygląda bardzo profesjonalnie, ale czy zdoła przekonać kogoś więcej niż jego dotychczasowych wielbicieli?

Dominikanin o. Adam Szustak to twórca niezwykle popularnego na polskim YouTubie kanału Langusta na palmie. Zyskał sympatię młodych ludzi swoją otwartością, mocnym językiem i podejmowaniem tematów, które polski Kościół zwykle ignoruje lub zbywa niejasnymi tłumaczeniami. Langusta na palmie doczekała się ponad 431 tys. subskrypcji, ale duchowny pragnął dalszego rozwijania pomysłu „katolickiego VOD”. A wobec ciągłych cięć zasięgów stosowanych przez YouTube nie byłoby to łatwe.

Zamiast tego twórcy nowego serwisu streamingowego postanowili całkowicie przebudować portal dominikanie.pl.

Wizualnym wzorem dla dominikanów był ewidentnie Netflix. Pod tym jednym względem porównanie do największego na świecie serwisu VOD wydaje się być na miejscu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Portal utrzymany jest w minimalistycznej formie. Na czarnym tle rozłożone są najważniejsze kategorie, w tym: „Najnowsze”, „Biblia”, „Langusta na palmie”. Poniżej umieszczone zostały biogramy twórców serwisu. W ogromnej większości są to ojcowie dominikanie, ale pośród nich znalazło się miejsce także dla dwóch świeckich kobiet.

A jak prezentuje się ramówka? „Katolicki Netflix” zawiera ogółem osiem działów. Każdy film w rzeczywistości odsyła do kanału dominikanów na YouTubie. Większość materiałów dostępnych w serwisie zostało zrobionych w typie „gadające głowy”, co w dzisiejszych czasach robi raczej negatywne wrażenie. Nie są to filmy trudne do zrealizowania na poziomie technicznym i (co ważne w przypadku darmowego serwisu) nie kosztują dużo. Niestety, taka forma jest mało atrakcyjna. Na plus wyróżnia się tu dział przeznaczony dla dzieci, ponieważ z góry zakłada interakcję na równym poziomie.

Teoretycznie nie powinno mieć to wielkiego znaczenia, bo widzowie będą przybywać na platformę dla ewangelizacji głoszonej przez autorów.

Wiedza ojców dominikanów na temat Biblii jest z pewnością godna pozazdroszczenia, ale tego samego nie można powiedzieć na temat umiejętności jej ciekawego przekazania. Większość biblijnych opowieści trafia do widzów w formie krótkiego streszczenia i późniejszego morału. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby zainteresowała widzów, którzy mają nieco bardziej krytyczne nastawienie do treści przedstawionych w świętym tekście chrześcijan.

Widać też, że strona jest jeszcze w budowie i dopiero w kolejnych miesiącach będzie uzupełniana o kolejne formy i tematy. Ale nawet wtedy określenie „katolicki Netflix” będzie zdecydowanie na wyrost. Na dominikanie.pl nie znajdziemy bowiem filmów i seriali o tematyce katolickiej. Produkcje są do siebie w większości podobne jak dwie krople wody. Jeśli chodzi zaś o wykonanie, to bliżej im do programów śniadaniowych z poprzedniej dekady. Oczywiście, trudno mieć pretensje do duchownych, że tworzą darmowy portal dla wierzących. Wątpliwości pojawiłyby się raczej, gdyby sytuacja była przeciwna. Na ten moment jednak „katolicki Netflix” nie jest niczym więcej niż drobną ciekawostką na polskiej mapie streamingu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do “Właśnie ruszył „katolicki Netflix”. Szkoda tylko, że bardziej przypomina śniadaniówkę niż serwis VOD”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...