„Zimna wojna”, „Atak paniki”, „Fuga” i wiele więcej. Wybieramy najlepsze polskie filmy 2018 roku

Top/Film 03.01.2019
„Zimna wojna”, „Atak paniki”, „Fuga” i wiele więcej. Wybieramy najlepsze polskie filmy 2018 roku

„Zimna wojna”, „Atak paniki”, „Fuga” i wiele więcej. Wybieramy najlepsze polskie filmy 2018 roku

Polska kinematografia wstaje z kolan. Nie pamiętam, kiedy ostatnio w ciągu 12 miesięcy widziałem aż tyle tak dobrych rodzimych filmów. Zachwycały nie tylko ambitne produkcje, takie jak „Zimna wojna” czy „Fuga”, ale też w końcu doczekaliśmy się dobrych polskich filmów rozrywkowych („Juliusz”, „Gotowi na wszystko. Exterminator”). Przed wami najlepsze polskie filmy 2018 roku.

Najlepsze polskie filmy 2018 roku:

Atak paniki

Pierwszą jaskółką tego, że 2018 rok będzie dobry w polskim kinie, była prawdziwa petarda, którą dostaliśmy już na samym jego początku. „Atak paniki” powalił mnie na łopatki. Tym bardziej, że za jego reżyserię odpowiada debiutant Paweł Maślona. Film ten jest antologią kliku, z pozoru niezwiązanych ze sobą historii. W każdej z nich główną rolę odgrywają postaci postawione w sytuacji ekstremalnego stresu spowodowanego nieoczekiwanym zrządzeniom losu.

To nie są polskie „Dzikie historie”. „Atak paniki” to coś o wiele lepszego. Reżyser ma niesamowite oko do niespotykanej dotąd w polskim kinie inscenizacji. Nie boi się też wprowadzać w życie masy nietypowych pomysłów. Film Maślony podąża w kierunkach absolutnie nieprzewidywalnych. No i wspaniale wykorzystuje potencjał aktorów grających główne i drugoplanowe role. Takiego debiutu nie było w Polsce od wielu, wielu lat!

Wieża. Jasny dzień

„Wieża. Jasny dzień” to wspaniały dowód na to, że polskie kino w końcu dopuściło do głosu niezależnych artystów, którzy mogą bez przeszkód opowiadać swoje osobiste historie. Do tego posługując się niebanalną, wyrafinowaną formą. W przypadku filmu Jagody Szelc, będącą tyleż samo mistycznie piękną, co oryginalną i niepokojącą. Jej dzieło nie jest lekkie w odbiorze. Umiejętności autorki do pokazania wewnętrznych i zewnętrznych lęków swojej postaci, za pomocą nie tylko genialnych kreacji aktorskich, ale też środków wizualnych, sprawiają, że „Wieża. Jasny dzień” to unikalny przykład horroru, który rozgrywa się w naszej psychice.

Zimna wojna

To wybór oczywisty. „Zimna wojna” weszła niedawno do kin w Stanach Zjednoczonych, spowita przyjemną mgiełką zachwytów krytyków z całego świata i widzów, którzy film widzieli już wcześniej. To piękne, subtelne i szlachetnie smutne dzieło sztuki, tak w warstwie wizualnej, jak i fabularnej. Od dekad nie było polskiego filmu, o którym byłoby tak głośno w świecie. I to zasłużenie.

Fuga

Agnieszka Smoczyńska w filmie „Fuga” podążyła podobnym tropem co Jagoda Szelc. Jej film również spogląda w stronę poetyki filmów grozy, by przedstawić nam trzymającą w napięciu opowieść o kobiecie, która w obliczu przerażającej traumy straciła pamięć. A wraz z pamięcią niejako zrestartowała swoją osobowość. Jest teraz kimś innym. Nie poznaje siebie, swojej rodziny, nie wie gdzie jest. Wcielająca się w główną bohaterkę Gabriela Muskała zagrała tu rolę swojego życia. A sama „Fuga” to fascynujący przykład filmu, który inspiruje nas do przemyśleń na temat pamięci, naszych ról społecznych oraz tego jak radzimy sobie z traumą.

Juliusz

Wprawdzie oglądając „Juliusza” trudno wyzbyć się wrażenia, jakoby była to składanka stand-upowych gagów, zgrabnie pozszywana nadbudową fabularną, nie mniej jednak mamy tu do czynienia z jedną z najlepszych komedii polskich od lat. W dodatku „Juliusz” jest już kolejnym filmem w tym roku, który został wyreżyserowany przed debiutanta na polu pełnych metraży. Co ewidentnie pokazuje, że po dziurze pokoleniowej kilka lat temu w końcu doczekaliśmy się nowej gwardii twórców, którzy, mam nadzieję, wyprowadzą polskie kino w świat.

Jest zabawnie, chwilami absurdalnie, czasem gorzko, a i nawet zadumamy się nad życiem w kilku momentach. Nieznane w większości twarze w rolach głównych jak najbardziej pomagają całości i nadają świetnym dialogom świeżości, której do niedawna było w polskim kinie jak na lekarstwo.

7 uczuć

Marek Koterski to twórca unikalny. Nie tylko w skali Polski, ale i świata. I w sumie szkoda, że jest on praktycznie nieznany poza granicami naszego kraju, bo choć jego filmy często da się w pełni rozumieć w naszym polskim mikrokosmosie, to w większości opowiada on o sprawach uniwersalnych dla każdego człowieka. W filmie „7 uczuć” po raz kolejny pod maskami absurdu, komedii i farsy przedstawia nam słodko-gorzką historię o tym, jak bardzo rzutują na nasze życie nieprzepracowane traumy i zaniedbania z dzieciństwa.

Jak niemal każdy film Koterskiego, tak i „7 uczuć” bawi i smuci do łez, dzięki fantazyjnym i trafiającym w dziesiątkę metaforom oraz ostrym jak brzytwa scenom dialogowym. I, także jak każdy poprzedni film Koterskiego, tak i „7 uczuć” ma charakter terapeutyczny, dla każdego z nas. Nie jest to lekka i przyjemna terapia, ale jakże potrzebna.

Gotowi na wszystko. Exterminator

Jeśli daliście się zwieść plakatom oraz niektórym zwiastunom, z których można było odnieść wrażenie, że będziecie mieć do czynienia z kolejną nieudaną polską komedią romantyczną, to straciliście okazję do obejrzenia jednego z lepszych filmów 2018 roku, reprezentujących rodzimą kinematografię. „Gotowi na wszystko. Exterminator” to zabawna, niegłupia i naprawdę udana komedia o męskiej przyjaźni, byciu szczerym z samym sobą, ze szlagierami polskiej muzyki (także rockowej) w tle.

Historia jest prosta, ale dzięki sprawnie napisanemu scenariuszowi twórcom udało się tchnąć w nią prawdziwe serce. I to czuć w każdym kadrze, bo seans „Exterminatora” to czysta przyjemność. Więcej takich polskich, bezpretensjonalnych komedii poproszę!

Podatek od miłości

Tutaj wchodzimy już w klasyczne ramy komedii romantycznych, ale, uwaga: twórcom filmu „Podatek od miłości” udała się sztuka poszerzenia tych ram o nieszablonowe postaci oraz nie taki znowu banalny scenariusz. Może to wynik pomysłowości autorów, a może fakt, że ludziom powoli już polskie kom romy się zwyczajnie nudzą (w końcu, bo ileż można to samo oglądać!?). W każdym razie wygrywają na tym widzowie, którzy nawet od filmu rozrywkowego oczekują chociażby tego, by nie traktować ich jak idiotów.

„Podatek od miłości” z humorem i bez niepotrzebnego napuszenia zdołał zmieścić w sobie tematy, z którymi mierzy się większość z nas. Są to pytania dotyczące kariery, tego czy jest ważniejsza od rodziny (a może na odwrót?). Stabilizacja i poświęcenie się innym czy egoistyczne życie od przygody do przygody? Nie są to wprawdzie oryginalne zapytania, ale podane tu zostały w tak udany i niepowodujący zgrzytania zębami sposób, że sam byłem zdziwiony tym, jak dobrze się to ogląda. Tym bardziej, że w rolach głównych postawiono na względnie nieopatrzone twarze Grzegorza Damięckiego i Aleksandry Domańskiej. Nie dość, że chemia miedzy nimi jest wyczuwalna z daleka oraz zdaje się naturalna, to jeszcze oboje świetnie i bez zadęcia grają swoje postaci.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...