„Roma”, „Zimna wojna”, „Mission: Impossible – Fallout”. Najlepsze filmy 2018 roku

Top/Film 28.12.2018
„Roma”, „Zimna wojna”, „Mission: Impossible – Fallout”. Najlepsze filmy 2018 roku

„Roma”, „Zimna wojna”, „Mission: Impossible – Fallout”. Najlepsze filmy 2018 roku

To był świetny rok dla wszystkich fanów filmowych wrażeń. Nie mieli na co narzekać ani miłośnicy artystycznego kina („Roma”, „Nić widmo”), ani ci, którzy spoglądają bardziej w stronę mainstreamowej rozrywki („Mission: Impossible – Fallout”). Przed wami najlepsze filmy 2018 roku.

Najlepsze filmy 2018 roku. Te tytuły po prostu trzeba zobaczyć:

Roma

Od momentu pierwszych zapowiedzi „Roma” przedstawiana była jako arcydzieło. Trochę się tego obawiałem. Często to określenie jest nadużywane i coraz bardziej się dewaluuje, gdyż wielu ludzi „arcydziełem” nazywa film, który im się po prostu bardzo podoba. „Roma” to jednak ten rzadki przypadek prawdziwego arcydzieła, które trafia się raz na kilka, kilkanaście lat. To film tyleż samo intymny (opowiadający o trudnych losach kobiet, żyjących w łańcuchach męskiego świata), co imponujący w skali.

Od strony formalnej Alfonso Cuaron oddał nam istną wizualną perłę, mały-wielki cud sztuki filmowej. Podczas jego długich panoramicznych ujęć pokazujących świat, widzimy imponująco skonstruowaną rzeczywistość. Każdy kadr opowiada przynajmniej kilka mikro-historii, jest pełen ruchu, życia, filmowej polifonii, dopracowanej do ostatniego, malutkiego szczegółu. Pozornie jest to film, w którym niewiele się dzieje. Ale gdy już zacznie się go oglądać, zabiera nas w podróż emocjonalnym rollercoasterem. Prawdziwie mistrzowska robota i jeden z tych filmów, o których będzie się mówić jeszcze przez długie lata.

Nić widmo

Jeśli wierzyć doniesieniom, jest to ostatni film z Danielem Day-Lewisem w roli głównej. Jeden z najwybitniejszych aktorów naszych czasów kończy karierę i robi to w mistrzowskim stylu. Zresztą trudno się dziwić, skoro po raz kolejny oddał się w ręce geniusza Paula Thomasa Andersona. „Nić widmo” to fascynujące studium obsesji, perfekcjonizmu i mężczyzny zamkniętego w swoim własnym świecie.

Niemiłość

Ten film jest tak poruszający i dojmujący w swoim smutku, że wchodzi w obszary szlachetności, z którą nieczęsto mamy do czynienia. „Niemiłość” Andrieja Zwiagnicewa to ciężka emocjonalna przeprawa dla widza, ale warto dać się porwać jej nurtowi. Obraz rozpadu relacji międzyludzkich i niemalże post-apokaliptyczna wizja świata bez uczuć i miłości. To wybitne, pięknie sfilowane, choć trudne zarazem dzieło.

Atak paniki

Fenomenalny debiut Pawła Maślony to ostry zastrzyk autorskiej adrenaliny, jakiego potrzebowało od dawna polskie kino. Mozaikowa opowieść o ludziach, których los postawił w sytuacjach wielkiego stresu i nieoczekiwanych zdarzeń to pełnokrwiste kino, które nie zostawia widza obojętnym. Świetnie zagrane, przemyślane, ze znakomitymi dialogami oraz wspaniałą reżyserią i trzymające w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny.

Mission: Impossible – Fallout

Słyszałem opinie, że „Fallout” jest taki sobie, a scen akcji to ma może ze trzy na krzyż. I w porządku, na dobrą sprawę, rzeczywiście mamy tu ze trzy sceny/sekwencje akcji. Ale za to JAKIE! Sam pościg ulicami Paryża trwa chyba z 15 minut i jest tak wirtuozersko nakręcony (praktycznie bez użycia CGI), że zbierałem się po nim do kupy przez następne 30 minut. Finałowa sekwencja, która oparta jest na karkołomnych popisach kaskaderskich Toma Cruise’a w powietrzu, na pokładzie helikoptera, a kończąca sie w górskich szczytach, to fenomenalna mikstura szaleństwa i magii kina, jako medium opartego na ruchu.

I właściwie dotyczy to całego obrazu – maestria reżyserii oraz inscenizacji przeszła tu na poziom, który w kinie rozrywkowym jest praktycznie niespotykany. Najlepszy film akcji od czasów „Mad Max: Na drodze gniewu”. Ba, więcej – jeden z najlepszych filmów akcji w historii.

Dziedzictwo. Hereditary

Żyjemy w naprawdę wspaniałych czasach dla horrorów. Ten gatunek, do niedawna oparty w dużej mierze na niezbyt wyszukanym straszeniu widza, przeżywa obecnie rozkwit, gdyż wielu twórców sięga po niego by opowiedzieć zajmującą historię. Podobnie jak „Ciche miejsce” czy „Obecność”, także i „Dziedzictwo. Hereditary” wychodzi daleko poza ramy tradycyjnego straszaka, jednocześnie korzystając z poetyki horrorów.

Tutaj mamy opowieść o rozpadzie rodziny, poprzez traumę, niszczącą żałobę, wkradający się do ich życia chaos i obłęd. Równie dobrze można by odjąć z niego elementy nadprzyrodzone, a film ten byłby klasycznym rozrywającym emocje na strzępy dramatem psychologicznym. I to przerażającym bardziej niż większość klasycznych straszaków, które oglądaliście. A Toni Collette za główną rolę w „Dziedzictwie. Hereditary” zasługuje co najmniej na nominację do Oscara.

Jestem najlepsza. Ja, Tonya

Jestem szczerze zdziwiony, że ten film został tak skandalicznie pominięty podczas ceremonii rozdawania nagród, w tym Oscarów. Nie dość, że opowiada on naprawdę niesłychaną historię (opartą na faktach), to jeszcze jego posługuje się świetną formą (kapitalny montaż, znakomite zdjęcia oraz rekonstrukcje prawdziwych wydarzeń).

Tonya Harding, choć nieznana szerzej w Europie, to jedna z najciekawszych postaci jakie widziałem ostatnio na dużym i małym ekranie. Wcielająca się w nią brawuruwo Margot Robbie (jak dotąd jej najlepsza rola) fantastycznie oddała jej ambicje, talent, siłę pomieszane z naiwnością, kompleksami i zwykłą ludzką… głupotą. No i w życiu bym nie przypuszczał, że da się zrobić wciągający i wbijający w fotel film o łyżwiarstwie figurowym. A jednak.

Zimna wojna

Nie ukrywam, że choć cieszyłem się z sukcesów filmu „Ida”, to nie uważam go za wielkie dzieło. Trochę się też obawiałem i „Zimnej wojny”, ale na szczęście nowy film Pawła Pawlikowskiego okazał się lepszy od poprzednika pod każdym względem. Począwszy od wybitnie pięknych zdjęć, przez magiczną muzykę oplatającą niemalże każdy kard (od polskich pieśni ludowych po francuskie standardy jazzowe z lat 60), po kradnąca każdą scenę i zjawiskową Joannę Kulig. „Zimna wojna” to też przejmująca historia trudnej miłości, która nigdy nie może w pełni rozwinąć skrzydeł.

Ciche miejsce

Gdy co jakiś czas powtarzam sobie, że nie da się już praktycznie zrobić w filmie nic oryginalnego, to wtedy pojawia się jakaś produkcja, która każe mi odszczekać te słowa. Oczywiście „Ciche miejsce” nie jest może formalnym czy narracyjnym przełomem i tym bardziej rewolucją w kinie. Tym niemniej, na tle kakofonii większości rozrywkowych propozycji, film Johna Krasinskiego wykorzystał całkiem ciekawy i rzadko spotykany koncept do opowiedzenia historii tyleż samo przejmującej co przerażającej.

Głównymi bohaterami „Cichego miejsca” są członkowie rodziny ukrywającymi się przed tajemniczymi bestiami rozrywającymi na strzępy wszystkich tych, którzy wdają z siebie jakikolwiek dźwięk. Aby przeżyć trzeba więc być bardzo, bardzo cicho. I taki jest też seans tego filmu, w którym pada rekordowo mała ilość słów, a przez większość seansu panuje wielka cisza. Efekt jest naprawdę unikalny.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (6)

19 odpowiedzi na “„Roma”, „Zimna wojna”, „Mission: Impossible – Fallout”. Najlepsze filmy 2018 roku”

  1. “Mission Impossible: Fallout” byłem totalnie zaskoczony, absolutna realizatorska maestria i jak dla mnie szczyt filmów z gatunku akcyjniaki. Polecam każdemu obejrzeć, bo warto!

    • Po ilu bondach, misjach niemożliwych, superbohaterach itd. itp. ludzie przestają jarać się w kinie efektami specjalnymi i popisami kaskaderskimi?

      Powstaje tego dziesiątki rocznie, wiadomo, że co roku jest nieco lepiej, bo i technika idzie na przód…. tyle, że ile trzeba obejrzeć takich filmów, scen i akcji, żeby nie zacząć na tym ziewać? :)

      Przecież wiadomo, że doskoczy, złapie się, uskoczy, przeleci, zrobi unik, wpadnie w poślizg, uderzy, zostanie uderzony, postrzelony, zrzucony, topiony, zamroczony, zakrwawiony….
      … i na koniec i tak przeżyje, a jak nie to płaczu nie będzie :)

      • Zgadzam się. Jak kocham serię Bondów i MI, to akurat końcówka Fallout była już „niemożliwa” do granic. Oglądało się to nie z zapartym tchem a raczej z przymrużeniem oka. I absolutnie nie przeczy to „wirtuozerii” z jaką ta i inne sceny zostały nagrane ;)

  2. Dziedzictwo. – pierwsza połowa filmu wbija w fotel (szczególnie jak masz starszego syna i młodszą córkę), druga…ziew…
    I, Tonya – dawno się tak nie ubawiłem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...