Jeśli nie widzieliście tych filmów, jesteście szczęściarzami. Najgorsze filmy 2018 roku

Top/Film 19.12.2018
Jeśli nie widzieliście tych filmów, jesteście szczęściarzami. Najgorsze filmy 2018 roku

Jeśli nie widzieliście tych filmów, jesteście szczęściarzami. Najgorsze filmy 2018 roku

W 2018 roku przyszło nam oglądać całą masę znakomitych filmów, ale niestety, jak zawsze, nie uchroniliśmy się też przed produkcjami, które w ogóle powstać nie powinny. Jeśli nie dane wam było ich obejrzeć, to jesteście szczęściarzami. Nie zmieniajcie tego i nie sięgajcie po nie wcale. Sprawdźcie ranking najgorszych filmów 2018 roku.

Rozpruci na śmierć

Zastanawiam się, kto mógł wpaść na kiepski pomysł filmu o muppetach w wersji czarnego kryminału, pełnego przemocy, niewybrednych żartów i liczył na to, że stanie się to sukcesem? Urok filmów o muppetach bierze się z zabawy przeznaczonej mimo wszystko dla całej rodziny. A gdy robi się kryminał połączony z czarną komedią, to już średnio przyjemna zabawa i to tylko dla dorosłych. Najsmutniejsze jest to, że za „Rozprutych….” odpowiedzialny jest syn twórcy mupetów, Brian Henson.

The Outsider

„Outsider” to dość smutny przykład filmu, którym Netflix chciał omamić swoich obecnych i przyszłych subskrybentów. Niby ciekawy temat, ale ujęty w dziecinnie uproszczonej formie i treści, tak jakby był to pierwszy film o Yakuzie w historii. Tak, jakby Netflix uważał, że jego odbiorcy nigdy w życiu nie oglądali w ogóle żadnego filmu. Jak gdyby to Netflix był jedynym oknem na filmowy świat dla ludzi. Jared Leto w roli głównej wygląda i gra jak wampir chory na anemię. Cała reszta jest tak nudna i niedorzeczna, że naprawdę lepiej oszczędźić swój cenny czas i nie sięgać po niego. Nigdy.

Robin Hood: Początek

„Robin Hood: Początek” to kolejna niepotrzebna, wtórna i źle zrobiona produkcja, której powstanie jest dla mnie jedną wielką enigmą. „Początek” nie tylko nie wnosi niczego nowego do historii o słynnym banicie, ale też poprzez kuriozalne zakłamanie realiów średniowiecza (bohaterowie chodzą w modnych, niemalże współczesnych strojach) i wydumane paralele geopolityczne jawi się bardziej jako tani skok na kasę, zrobiony bez wyobraźni i przestarzałymi metodami. Jeśli wyłączycie jakiekolwiek myślenie, to film ten zanudzi was do bólu. Jeśli i na nudę jesteście odporni to wtedy może nowy Robin Hood wyda się wam w miarę przyzwoitą rozrywką do obejrzenia i zapomnienia.

Slender Man

Nawet Hollywood czasem przegapia dobre momenty na premierę filmu o temacie na czasie. I tak też się stało przy okazji „Slender Mana” – ktoś uznał, że 2018 rok jest dobrym czasem na premierę obrazu mierzącego się z przeterminowaną creepy pastą. Najlepsze/najgorsze jednak jest to, że samego Slender Mana w tym filmie praktycznie nie zobaczymy. Co generuje pytanie – po co ten film w ogóle powstał? Dostajemy za to generyczny horror, w którym prawie nic się nie dzieje, z dialogami, które są tak słabe, że film ten mógłby być niemy i fatalną realizacją, która sprawiała wrażenie, jakby nikt nie wierzył w tę produkcję od samego początku. To naprawdę straszny film.

Game Over, Man

Głupi, wulgarny, ze strzępkami scenariusza, właściwie bez ani jednej naprawdę zabawnej sceny, za to z masą niepotrzebnych gagów z użyciem płynów ustrojowych, mętnych dialogów, aktorstwa na poziomie rynsztokowym. Dawno nie widziałem czegoś tak złego. Jeśli szanujecie swoje szare komórki, to omijajcie ten film szerokim łukiem, bo nieprędko wrócicie do siebie.

Johnny English Nokaut

Wygrzebanie z popkulturowego niebytu Johnny’ego Englisha już samo w sobie jest materiałem na jedną z najgorszych decyzji biznesowych ostatnich lat. Nikomu niepotrzebny, kompletnie nieśmieszny, zbudowany wokół czerstwych gagów, które wydawały się drętwe już w połowie lat 90. Ile to można się śmiać z parodii Jamesa Bonda, który zawsze poślizgnie się na skórce od banana, podczas picia drinka wsadzi sobie niechcący parasolkę do nosa i przez cały czas trwania filmu robi z siebie idiotę-nieudacznika ku uciesze gawiedzi?

The Week Of

Zeszłoroczny film z Adamem Sandlerem, który mogliśmy oglądać na Netfliksie był naprawdę świetny. „The Week Of” to niestety powrót do dawnej formy jednego z najbardziej przereklamowanych komików w historii kina. I wcale się nie dziwię, że Sandler uwił sobie tak wygodne aktorskie gniazdko w największym serwisie streamingowym świata – dostał od Netfliksa wolną rękę i zielone światło na każdy projekt. I to w sumie dla niego dobra opcja na doczekanie do emerytury, jako że Hollywood powoli o nim zapomina. I słusznie. „The Week Of” ani przez sekundę nie jest śmieszny. Co więcej, zastanawiam się jaki jest cel jego istnienia, gdyż na dobrą sprawę nie wiem co ten film chciał przekazać widzom, tym bardziej, że fabuła to zbieranina starych kliszy i nieudanych żartów, po których oglądającemu robi się głupio, że na to wszystko patrzył. To film tak zły, że Netfliksowi nie chciało się nawet wymyślać mu polskiego tytułu.

Życzenie śmierci

Bruce Willis nie odpuszcza i nadal próbuje swoich sił w kinie sensacyjnym. Chociaż oglądając „Życzenie śmierci” dochodzę do wniosku, że mógłby sobie jednak odpuścić. Remake klasycznego „Życzenia śmierci” (który nie był ani specjalnie dobrym, ani kultowym filmem) w dobie napiętej dyskusji dotyczącej posiadania broni i jej nadużywania przez policję w USA, wydaje się dość niewrażliwym ruchem ze strony filmowców. Tym bardziej, że „Życzenie śmierci” A.D. 2018 okazało się fatalne od strony reżyserskiej, ze scenariuszem pisanym na kolanie i Willisem, który ewidentnie podsypiał na planie.

Bez słowa

Sami powiedzcie, czy pomysł na film o niemym amiszu, rozgrywający się w futurystycznym Berlinie, w stylistyce neo-noir a la „Blade Runner” nie wydaje się wam bardzo pretensjonalny? Dla mnie tak, ale dałem tej produkcji Netfliksa szansę i niestety srogo się zawiodłem. Liczyłem na solidne sci-fi, a dostałem przeciętnie zrobioną, nudą i kiepsko zagraną zżynkę ze wspomnianego wcześniej „Blade Runnera”. To przykład filmu, który brzmiał lepiej na papierze, gdyż reżyser Duncan Jones nie podołał jego realizacji. Choć przyznaję, że świat przedstawiony poskładał w miarę udanie.

Ocean ognia

Rok 2018 wyraźnie obfitował w liczne produkcje, które, raczej niezamierzenie, grały na sentymentach za latami 90. Trochę tak, jakby twórcy i producenci stwierdzili, że czas się zatrzymał, a widownia nadal ma ochotę oglądać kiepskie i wtórne do bólu widowiska mocno trącące myszką. Jedną z nich był „Ocean ognia”. Najciekawszy w nim jest fenomen Geralda Butlera, który miał w swojej karierze jeden kasowy przebój, ponad dekadę temu, ale mimo tego cały czas udaje mu się zdobywać angaże w kolejnych klapach, na których bogaci się chyba tylko on. Poza tym, dostajemy słabo wyreżyserowaną, kiepsko zagraną i niemalże tekturową produkcję o amerykańskiej łodzi podwodnej, która wyrusza na ratunek porwanego przez terrorystów rosyjskiego prezydenta (sic!). Dziękuję, wysiadam.

Tau

„Tau” na poziomie samego pomysłu zapowiadał się dość ciekawie. Niestety całość została położona przez nijakie aktorstwo, scenariuszowe mielizny, masę głupot i fatalną, niemalże tekturową warstwę wizualną (żenująco słabe efekty komputerowe) i puste, zupełnie niewykorzystane przestrzenie i scenografię. Wyszedł z tego pełnometrażowy, nieudany epizod z odrzutu ze stołu montażowego serialu „Black Mirror”. Co najwyżej „Ex Machina” w wersji dla ubogich.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (18)

30 odpowiedzi na “Jeśli nie widzieliście tych filmów, jesteście szczęściarzami. Najgorsze filmy 2018 roku”

  1. Generalnie sam wszystkich w tym zestawieniu nie widziałem, ale NIE zgadzam się że znalazł się tu Robin Hood.

    Coś autor mało tych filmów obejrzał skoro takie filmy są klapami ;)
    No i czemu nie ma nic polskiego? Czyżbyśmy robili hiciory? Rok 2018 rokiem polskiej kinematografii? ;)

    …mogłeś się lepiej postarać…

    • Do tej pory widziałem wszystkie filmy Marvela i DC wyprodukowane po 2000 roku i nie znalazłem powodu by iść na Aquamana. Co Cię kolego skusiło abyś poszedł?

      • Marvela bardzo lubię, a DC… Jest źle, ale skusiły mnie bardzo pozytywne reakcje po pierwszych pokazach. Niestety nie sprawdziły się. Wonder Woman dawała jakąś nadzieję, że jakość tych filmów się poprawi. Widać, że nadziei już nie ma.

        Abonament w Cinema City sprawia, że czasami mniej krytycznie wybiera się filmy – bo stracić można tylko czas.
        Niemniej po raz ostatni poszedłem na coś co ma mniej niż 60 pkt. metascore. Jeszcze ani razu pozytywnie się nie zaskoczyłem, więc nie ma co dalej próbować. O ile ranking filmwebu nie ma za grosz wartości, o tyle na imdb zawsze było dużo lepiej. Niestety i imdb traci na wiarygodności.

        Myślę, że można kierować się kluczem – dobry film (w swoim gatunku oczywiście) to co najmniej 70 pkt. metascore, a ocena imdb bardziej wskazuje na przystępność produkcji.

        Jeszcze wracając do Aquamana. Film był kiepski, ale ścieżka dźwiękowa… tak źle zrealizowanego soundtracka jeszcze nie słyszałem. Nie dość, że żaden podkład muzyczny nie pasował do żadnej sceny, to dodatkowo żaden utwór nie pasował do poprzedniego. Jakby ktoś walnął random flow na Spotify i zostawił to bez edycji.

        • Wonder Woman nie rzuciła mnie na kolana. Oczywiście odstaje od legionu samobójców i świtu sprawiedliwości ale porównując bez tła ten film był zwykły. Przyjemnie się oglądało ale raczej nie wrócę do niego w przyszłości. Warner Bros ma mega zaplecze i nie raz pokazało, że potrafi zrobić dobry film. Jak widzę logo WB to wiem, że to będzie dobre kino, ale od rebootu ciekawe były tylko 2 filmy – człowiek ze stali i WW. To nawet w sumie tylko ciekawe. Widziałem wszystkie filmy o Batmanie (z wyjątkiem Batman zbawia świat (66)) i tak słabej kreacji jak ta z rebootu to się nigdy bym nie spodziewał. W duecie Bruce i Alfred to Alfred stał się bardziej barwną i charyzmatyczną postacią. Oni zamiast produkować filmy (WB) powinni sprzedać całe uniwersum i niech ktoś inny się tym zajmie. Chociażby WB Television które przygotowało takie wspaniałe Gotham.

  2. serio „Outsider”? Zresztą “Bez słowa” też jest lepszy niż wiele innych filmów tego roku :-) No ale o gustach trudno dyskutować :-)

  3. Życzenie śmierci z Brucem to jeden z lepszych klasycznych filmów akcji jaki można było w tym roku obejrzeć. Nawet oceny na różnych portalach to pokazują.

  4. Odnośnie Butlera – cała seria “…has fallen” chyba jednak się sprzedaje, skoro kręcą kolejne części (na przyszły rok jest zapowiedziana następna).

  5. Dla mnie może nie najgorszym ale najbardziej rozczarowującym filmem był “Narodziny gwiazdy”. Tyle wątków pobocznych które nie były kontynuowane, przez co również i bez sensu to nie miał dawno żaden film. Przyznaję, gra głównych aktorów jak i udźwiękowienie godne uznania, to scenariusz jak i ujęcia pełne pseudoartyzmu popsuł ten film.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...