Netflix w końcu doczekał się arcydzieła! Roma to film imponujący rozmachem i jednocześnie intymny

Recenzje/Film 04.12.2018
Nasza ocena:
Netflix w końcu doczekał się arcydzieła! Roma to film imponujący rozmachem i jednocześnie intymny

Netflix w końcu doczekał się arcydzieła! Roma to film imponujący rozmachem i jednocześnie intymny

Widowiskowy i skromny zarazem. Imponujący rozmachem i jednocześnie intymny. Chwilami zabawny, poruszający, smutny i przede wszystkim piękny. “Roma” to wybitne dzieło sztuki filmowej i najbardziej osobiste dzieło twórcy “Grawitacji”.

“Roma” opowiada o losach młodej pokojówki Cleo (w tej roli debiutująca, znakomita Yalitza Aparicio), która opiekuje się domem małżeństwa z czwórką dzieci dzielnicy Mexico City zwanej Colonia Roma. Przyglądając się jej życiu, Alfonso Cuaron kreśli wspaniały portret meksykańskiej klasy średniej oraz zabiera nas w emocjonalną podróż po wydarzeniach, które dotknęły mieszkańców tego miasta. Ale przede wszystkim Roma jest opowieścią o kobietach, które dźwigają na swoich barkach największe życiowe ciężary i są z nimi pozostawione same sobie. Obrazuje to zresztą jedno z bardziej przejmujących zdań wypowiedzianych w filmie: “Nie ważne, co ludzie mówią – my, kobiety, zawsze jesteśmy same”.

Alfonso Cuaron opowiada o tym wszystkim z niebywałą elegancją, wrażliwością, przejmującym zaangażowaniem i… niesłychanym rozmachem.

“Roma” to po części autobiograficzna historia oparta na wspomnieniach z dzieciństwa samego reżysera.

Ta podróż do dziecięcych wspomnień zresztą przewija się przez sporą cześć jego filmografii. Począwszy od “Małej księżniczki”, a skończywszy na filmie “Harry Potter i więzień Azkabanu”, który przyszło mu reżyserować. W “Romie” zresztą postać jednego z dzieciaków chwilami jawi się, jakby pochodziła z trochę bajkowej krainy, wypowiada bowiem kwestię wskazującą, jakoby pamiętał swoje poprzednie (przyszłe?) życie: “Gdy byłem starszy pracowałem jako marynarz, ale zatonąłem podczas sztormu”.

I niech was nie zniechęci fakt, że Roma jest filmem czarno-białym. Jak pokazuje nasz rodzimy przykład “Zimnej wojny“, monochromatyczne barwy, w rękach odpowiedniego twórcy, potrafią wydobyć z obrazu o wiele więcej kolorów i głębi, niż nawet najbardziej kolorowa taśma.

Cuaron stosuje całą gamę długich, imponujących od strony logistycznej i technicznej ujęć, kręconych jedną kamerą, często serwując nam 360-stopniowe panoramy.

Co ciekawe, ten pełen rozmachu styl filmowania, charakterystyczny dla wielkich widowisk, filmów wojennych albo niegdysiejszych westernów, tutaj fenomenalnie sprawdził się w licznych scenach rozgrywających się w pomieszczeniach, głównie w domu (wzorowanym na tym, w którym wychowywał się sam Cuaron).

Jeśli jednak myślicie, że długie ujęcia, pokazujące pozornie zwykłe czynności pokojówki sprzątającej dom, bawiących się dzieci czy rodziny oglądającej razem telewizję mogą być nudne, to “Roma” pokaże wam, że wybitny artysta i z takich scen wyłuska prawdziwą magię kina. Niemalże każdy pojedynczy kadr “Romy” aż kipi kinetyczną energią bijącą prosto z ekranu. Cuaron posiadł tę niezwykłą umiejętność inscenizacji i konstrukcji poszczególnych sekwencji tak, że zawsze dużo się w nich dzieje. Reżyser w fascynujący sposób przygląda się ludziom i przedmiotom które umieszcza w swoich szerokich kadrach. Każde z nich ma jakąś rolę do odegrania, każde musi jakoś odnaleźć się w danej przestrzeni i ją sobie zagospodarować.

Cuaron angażuje naszą uwagę samymi tylko obrazami, równie skutecznie, jak reżyser bombastycznego kina akcji.

Odnajduje wyjątkowość i wydobywa fascynujące szczegóły nawet z najbardziej prozaicznych czynności. I to jest właśnie siła prawdziwego kina.

Gdy obserwujemy rodzinę idącą sobie łąką, to każda z postaci robi coś innego, a kamera przenosi swój punkt uwagi od jednej osoby do drugiej, jednocześnie filmując je wszystkie w jednym ujęciu. Reżyser wprowadza tym niesłychaną dynamikę. Co jakiś czas odwołując się, także wizualnie, do motywów scenograficznych wyjętych rodem z dzieł Felliniego. Ale nie ma w tym ani cienia pretensjonalności i artystycznego napuszenia. Jest za to rozbrajająca szczerość, porażająca autentyzmem emocji, którym się przyglądamy.

Ale nie jest też tak, że “Roma” to tylko i wyłącznie sceny sprzątania mieszkania czy spacerów po mieście. Zwyczajne życie Cleo co jakiś czas napotyka na narastające w tle katastrofy naturalne, stanowiące niejako punkty zwrotne w jej własnej psychice. Są to m.in. trzęsienie ziemi w Mexico City, pożar lasu podczas jednej z imprez za miastem, masakra Corpus Christi, która rozegrała się na ulicach metropolii w 1971. Każda z tych sekwencji jest pieczołowicie przygotowana, sfilmowana przeważnie na jednym ujęciu, zachwycająca bogactwem szczegółów porozkładanych na wszystkich trzech planach. I wyglądają one po prostu niesamowicie. Ale nawet gdy pokazują nam naprawdę dramatyczne wydarzenia, bije z nich jakiś niesłychany spokój, jak gdyby reżyser (i biorący w nich udział bohaterowie) wyrazili cichą akceptację dla tego, co się dzieje. Trochę tak, jakby byli duchami obserwującymi przeszłe wydarzenia.

Pod tym względem “Roma” jawi się więc jako studium pamięci, wyciskające szczere łzy wzruszenia epitafium za dzieciństwem reżysera.

Poszczególne sceny “Romy” sprawiają wrażenie niezwykle wyrafinowanego mechanizmu, składającego się z ogromnej ilości “trybików” i każdy z nich ma swoją ważną rolę do odegrania, swoje przysłowiowe “5 minut”. Jeśli pamiętacie genialnie zainscenizowane długie ujęcia z “Ludzkich dzieci” to “Roma” zachwyci was równie mocno. Już dawno nie widziałem tak mistrzowsko zaaranżowanych sekwencji, tak wspaniale ogranych przestrzeni, takiego bogactwa detali zawartych w kadrze.

Niesamowite jest też to, jak świetnie Cuaronowi udało się wyswatać ze sobą emocjonalny przekaz, zarówno w warstwie wizualnej, jak i fabularnej.

“Roma” to smutna w gruncie rzeczy opowieść o kobietach, które żyją w świecie zależności od mężczyzn. To od nich zależy egzystencja głównych bohaterek filmu – tak materialna, jak i mentalna. Reżyser płynnie przechodzi od realizmu do dramatycznych sekwencji oraz kilku przejmujących wizualnych metafor (jedną z nich jest element wody, który towarzyszy nam już na napisach początkowych i stanowi sedno dramatycznej i sekwencji na plaży pod koniec filmu, która wbije was w fotel.

Czy Romę trzeba zobaczyć w kinie? Nie. Natomiast na pewno warto.

Duży ekran sprawia, że panoramiczne sceny zachwycą was bez reszty, a szerokie plany będą w stanie w pełni wybrzmieć. Dzieje się w nich tyle, że oglądając arcydzieło Alfonso Cuarona na telewizorze czy laptopie, na pewno odbierzecie sobie niemałą ilość wrażeń. Dodatkowo reżyser zadbał też o wspaniałe udźwiękowienie, które tylko pogłębia niesamowity efekt. Jest to przejmująca historia, która poruszy wasze emocje, także oglądając ją na Netfliksie, ale mimo wszystko, jeśli będziecie mieć okazję, rozważcie seans kinowy. “Roma” będzie grana w Polsce w ponad 40 kinach w największych miastach.

Pełną listę kin wyświetlających “Romę” w kinach znajdziecie TUTAJ.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...