Szykuje się nowa zimna wojna? Rosjanie chcą ograniczyć dystrybucję hollywoodzkich filmów

Artykuł/Film 04.12.2018
Szykuje się nowa zimna wojna? Rosjanie chcą ograniczyć dystrybucję hollywoodzkich filmów

Szykuje się nowa zimna wojna? Rosjanie chcą ograniczyć dystrybucję hollywoodzkich filmów

Nie jest to wcale takie bezsensowne posunięcie. Rosyjski minister kultury postuluje potrzebę ograniczania dystrybucji amerykańskich produkcji, aby zrobić miejsce dla rodzimych filmów.

Choć w pierwszej chwili można by przypuszczać, że wypowiedź ministra kultury Władimira Miedinskiego to kolejny rozdział konfliktu na linii USA-Rosja, to jednak postulaty Kremla są całkiem sensowne, przynajmniej do pewnego stopnia.

W starciu z hollywoodzką machiną właściwie żaden kraj nie ma szans na polu filmowym. Dojrzalsze i bardziej świadome społeczeństwa zachodnie, takie jak Niemcy, Francja czy Hiszpania od samego początku dbały o równowagę w dystrybucji, zarówno rodzimych, jak i zagranicznych produkcji w obrębie swoich granic. Tak więc tamtejsza publiczność miała okazję na to, by nie dać się tak łatwo zachłysnąć tylko i wyłącznie wizją amerykańskich snów. Stąd też lokalne produkcje z Francji czy Hiszpanii stają się regularnie najpopularniejszymi hitami roku, bijącymi na głowę większość filmów z Hollywood.

Państwa bloku wschodniego nie miały niestety takiej okazji. Między innymi u nas, w Polsce, po upadku komunizmu dosłownie zalała nas fala amerykańskiego kina. I nie ma w tym wcale nic złego. Ogromna część widowni, poprzez wcześniejsze odcięcie od dóbr amerykańskiej popkultury, łaknęła i tamtejszego kina niezależnego i blockbusterów. Sęk w tym, że poprzez tak wielką i silną ekspozycję zachłysnęliśmy się hollywoodzkimi produkcjami, często kosztem naszych własnych.

Jeszcze całkiem do niedawna niezbyt często pojawiały się w naszych kinach polskie filmy, które znajdowały się w topie frekwencji na dany rok. Prawie 30 lat zajęło nam dojście do punktu, w którym powstaje niemała ilość rodzimych produkcji, które dodatkowo stają się przebojami. A do tego, takie filmy jak “Zimna wojna”, “Kler”, czy nawet produkcje Patryka Vegi, zaczynają zwracać na siebie uwagę także i zagranicą.

Z kinematografią w Rosji jest podobnie. Tamtejsze filmy rzadko kiedy dają sobie radę z produkcjami z Hollywood.

Minister Miedinski podał na to aktualny przykład – film “Fantastyczne zwierzęta i zbrodnie Grindelwalda”, na którego rosyjskie kina przeznaczyły aż 70% seansów w swoich repertuarach.

I to rzeczywiście nie jest dobra sytuacja dla lokalnej kinematografii. Bez względu na kraj. Nauczone, zapewne doświadczeniami z Europy Wschodniej, Chiny dość rozważnie podeszły do tematu. Jeszcze do niedawna hollywoodzkie filmy miały tam zakaz wstępu. Następnie tamtejsza władza dopuszczała do dystrybucji zaledwie 12 zagranicznych produkcji rocznie. Obecnie liczba ta wynosi już 34. Nie wiem oczywiście, czy jest to dobry ruch o tyle, że mimo wszystko ogranicza widzom możliwości oglądania tego, na co być może mają ochotę. I jasne, chiński widz nie przegapi największych i najważniejszych widowisk prosto z Hollywood, ale jak wszyscy wiemy, Fabryka Snów produkuje ich rocznie znacznie więcej niż dozwolone przez Chiny 34 filmy.  A są też i inne kraje, z również ciekawym i wartym uwagi repertuarem.

Niestety, władze rosyjskie podchodzą do tematu z trochę złej strony.

Zamiast ograniczać dystrybucję potrzebne jest większe i lepsze wsparcie państwa dla rodzimych produkcji.

I na dobrą sprawę na tle tego, co dzieje się w Chinach i do czego przymierza się właśnie Rosja, polska kinematografia całkiem nieźle podeszła do tego zagadnienia. Oczywiście trochę późno, ale koniec końców, zaczynamy wychodzić na prostą. Bez niepotrzebnego blokowania filmów zza granicy i z prężnie działającym Polskim Instytutem Sztuki Filmowej, który wspiera naszych filmowców i wykłada pieniądze zarówno na “Zimną wojnę”, jak i “Kler”, by ponownie skorzystać z tych najświeższych przykładów.

Pozostaje nam czekać na rozwój wydarzeń i zobaczyć, jak zakończy się temat dystrybucji zagranicznych filmów w Rosji. To duży, znaczący rynek zbytu, więc z jednej strony na pewno Amerykanie odczują mocno zakręcenie kurka. Z kolei tamtejsi widzowie na pewno nie będą zadowoleni z kolejnych ograniczeń. Chiny to w tej chwili ogromna gospodarka, a tamtejszy rynek kinowy jest już obecnie drugi co do wielkości na świecie. Mogą więc oni pozwolić sobie na to, by stosować tak restrykcyjne podejście względem Hollywood. Które z roku na rok coraz bardziej liberalizują.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...