Serial wspaniały, tylko polscy krytycy się nie znają i hejtują – tak twierdzi Agnieszka Holland. Ma rację?

Felieton/Seriale 03.12.2018
Serial wspaniały, tylko polscy krytycy się nie znają i hejtują – tak twierdzi Agnieszka Holland. Ma rację?

Serial wspaniały, tylko polscy krytycy się nie znają i hejtują – tak twierdzi Agnieszka Holland. Ma rację?

Jaki jest serial 1983 od Netfliksa każdy widzi, ale jeśli się nie podoba, to nie jest krytyka a brandzlowanie się hejtem, tak przynajmniej twierdzi Agnieszka Holland.

Na 1983 spłynęła fala negatywnych, czy też raczej dość przeciętnych, ocen krytyków. Najczęściej punktowano kiepskie dialogi, sztywną grę aktorską, chaotyczną fabułę. Pozytywne głosy dotyczyły zazwyczaj strony wizualnej i pomysłu na serię. Oczywiście w wielu recenzjach pojawiały się również silne emocje. Nie mogło być inaczej, skoro to pierwszy polski oryginalny serial Netfliksa, na planie same gwiazdy, a ekipa reżyserska to – nie boję się tego powiedzieć – nazwiska światowego formatu.

Cóż, pękł balonik nadziei, który rozdymał się przez ostatnie pół roku.

Krytyka nie spodobała się jednak Agnieszcze Holland. Reżyserka pod postem Łukasza Najdera postanowiła odnieść się do ataków na 1983 i, jak się wydaje, nie tylko do samego posta, który brzmi: 1983? cały czas suchutko.

holland 1983

Krytykę pod adresem swojego serialu wybitna reżyserka nazywa brandzlowaniem się hejtem.

I zakładam, że nie miała tu na myśli „niepotrzebnego przedłużania jakiejś czynności”, sugerując tym samym, że krytykom atak na jej dzieło sprawia jakąś, nie do końca sprecyzowaną, ale sugestywną, przyjemność. Wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie, negatywne głosy, z którymi się spotkałem, były raczej pełne rozczarowania wynikającego z dużych oczekiwań wobec dzieła.

Można by całą sytuację skwitować dość banalnymi stwierdzeniami, że dzieło powinno obronić się samo.

To prawda. Powinno. Faktem jest jednak, że twórcy, którzy zaangażowani są w proces promocji jakiegoś tworu kultury – opowiadają o nim w samych superlatywach w wywiadach, biorą udział w panelach na konwentach – przestają być tylko twórcami.  Stają się również częścią kampanii. Agnieszka Holland najwyraźniej zapomniała, że promocja to jedno, ale gdy produkcja staje się ogólnodostępna, to trailery, zapowiedzi, przecieki z planu, przestają mieć znaczenie. Ten moment to swoiste „sprawdzam”.

Nie każdy twórca potrafi pogodzić się z tym, że projekt, nad którym pracował tak długo, nie jest oceniany przez widzów tak dobrze, jak wyobrażałoby sobie autor.

To nie pierwszy raz, gdy twórca czuje się tak bardzo urażony, że atakuje swoich krytyków. Czasem są to działania na oślep, a czasami są to działania o bardzo prostych motywacjach. Gdy Tomasz Raczek wyraził swoją opinię o filmie Kac Wawa, dość szybko doczekał się odpowiedzi.

To nie jest po prostu zły film. Ten film jest jak choroba, jak nowotwór złośliwy: zabija wiarę w kino i szacunek do aktorów – pisał Raczek.

Odpowiedzi udzielili nie aktorzy, nie widzowie, którzy mogli się z tą opinią nie zgadzać. W krytyka uderzył Jacek Samojłowicz, producent. Zarzut dotyczył… pieniędzy. Filmowiec twierdził, że przez negatywną opinię Tomasza Raczka stracił kilka milionów wpływów, a sam krytyk miał złamać zasady etyki dziennikarskiej. Problem, jaki się tu pojawiał, dotyczył nie tylko dość dziwacznej walki producenta z dziennikarzem, ale również groźby procesu. Powiedzmy sobie szczerze, że trudny byłby żywot recenzenta, gdyby każdą nieprzychylną opinię musiał tłumaczyć w sądzie. Zwłaszcza że w tym konkretnym wypadku nie chodziło o recenzję a o… wpis na Facebooku.

W tym przypadku chodziło o kasę, ale kilka lat temu mieliśmy podobny spór, który rozgorzał między Barbarą Białowąs, reżyserką filmu Big Love, a krytykiem Michałem Walkiewiczem. Wtedy również powodem była negatywna opinia. Sama debata, którą zorganizowano na prośbę twórczyni, stała się w tamtym czasie viralem, ale moim zdaniem była potrzebna. Często zapominamy o tym, czym tak naprawdę jest krytyka artystyczna. Nie ma tu znaczenia czy dotyczy filmu, książki czy serialu.

Białowąs zarzucała recenzji Walkiewicza wybiórczość, a także to, że krytycy atakując polskie filmy, „robią w ten sposób złą robotę”. Z jednej strony dyskusja była dość zabawna, bo bardzo emocjonalna, ale z drugiej pojawiał się w niej również wątek… niezrozumienia konwencji filmu, której rozpoznanie – zdaniem reżyserki – jest kluczowe do napisania rzetelnego tekstu.

I Agnieszka Holland również mówi o niezrozumieniu konwencji.

Oczywiście zarzucenie dyskutantowi niewiedzy, wykazywanie niekompetencji, zamiast skupienie się na argumentach, jest zagraniem niskim i dość zaskakującym. Agnieszka Holland ma w swoim dorobku nie tylko niezwykle udane filmy, ale również kilka naprawdę rewelacyjnych seriali, żeby wymienić chociażby House of Cards. Tym bardziej dziwi, że ucieka się do tak nieczystej walki i to jeszcze w komentarzach na Facebooku.

Interesującym wątkiem jest tu również polaryzowanie opinii krytyków zachodnich i tych polskich, których Holland spotkała pod wpisem. Bo może być tak, że interpretacja i ostateczna ocena zależy od rzeczy, które generuje pochodzenie, język, którym się posługujemy? Drętwego dialogu i kiepskiej gry aktorskiej nie wytłumaczy w thrillerze czy serialu szpiegowskim niezrozumienie konwencji, ale już bariera językowa – jak najbardziej.

Badacze literatury latami spierali się, jaka jest rola twórcy, który napisał dane dzieło, w procesie interpretacji. Punktów widzenia na tę sprawę jest wiele. Trudno rozsądzić, czy powinniśmy czytając produkt kultury zawsze podążać tymi tropami, które podrzuca autor. Gorzej, jeśli pojawia się w nim przekonanie, że każdy kto tym tropem nie podąży, nie rozumie zamysłu, a zatem jego zdanie nie ma znaczenia. Cóż, pozostając w tematyce 1983, można to nazwać autorskim autorytaryzmem.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (37)

100 odpowiedzi na “Serial wspaniały, tylko polscy krytycy się nie znają i hejtują – tak twierdzi Agnieszka Holland. Ma rację?”

  1. No cóż, film nie jest zły, aktorzy – Więckiewicz trzyma jak zawsze poziom, Musiał – trochę gorzej, nie przekonuje.
    Jak dla mnie scenariusz kiepski – od Holland wymaga się więcej, tu poniżej średniej, scenografia super- tylko zastanawiaja smartphone w 2003 r.
    Ogólnie – film średni ale mozę 2 sezon będzie lepszy.

    • Przereklamowany jak Rojst… dobra obsada, fajne zdjęcia, a po oglądnięciu zastanawiasz się czy nie zmarnowałeś przypadkiem czasu, a przecież można było wyrzucić śmieci i zrobić pranie :)

      • Chyba po “obejrzeniu”….
        Może było warto zobaczyć – chociażby w celu poszerzenia zasobu słownictwa. (Wybacz złośliwości, ale serialowi też nie oszczędziłeś)

        • Forma “oglądnąć” to nie błąd językowy, lecz regionalizm. Jest jak najbardziej poprawna i powszechnie używana Krakowie, skąd najwyraźniej musi być mój przedmówca ;)

          • w Gdańsku, na Pomorzu też się mówi “oglądnąć”. Czy poprwanie – nie wiem. Forma więc bardziej popularna.

          • To ciekawe, co mówisz. Zdaniem językoznawców, to forma charakterystyczna dla małopolski. Nie jest to błąd, bo występuje w słownikach, ale nie powinniśmy też tej formy nadużywać.

          • Jak w reklamach w TV słyszę “bohaterzy” albo “te postaci”. To co tu się dziwić. “Polska trudna język”.

  2. Zaliczanie jej w poczet twórców House od Cards to gruba przesada….ot, raz Kevin Spacey pozwolił jej poustawiać dekoracje i światło na planie…

    • Z tekstami to jest taki problem, że scenariusz został napisany po angielsku następnie na sucho przetłumaczony. Przez to często ma się wrażenie, że postacie wypowiadają się dziwnie, czasem nawet dziwnie składają zdania.

      Jednym z mniejszych, ale wyraźnych przykładów jest moment kiedy ktoś stwierdza, że Polska ma ileś tam “beczek ropy w rezerwie”. Jednosktą miary ropy na skalę przemysłową jest baryłka, jednak po angielsku jest to “barrel” co tłumaczone na polski, najczęściej będzie beczką.

  3. Znawcy się znaleźli. Wszyscy specjalisci od ambitnego kina. Nie podoba się to nie oglądajcie. Tyle. A ja nie jestem taki “mądry” jak wy i znalazłem tam wszystko czego potrzebuje od tego typu rozrywki.

  4. Tak jak już pisałem:
    1983 – z racji tego, że jest pierwszym polskim serialem na Netflixie – zyskał duży rozgłos. Moim zdaniem zasłużenie. Miło ogląda się znane lokacje w Warszawie w “wysoko/średnio”-budżetowej produkcji – w odróżnieniu od polskich serialów za przysłowiowe 5 zł.
    Serial tworzy własny świat – z telefonami (Traszka) – “smartfonami” na podsłuchu, dowodami tożsamości, które z jednej strony są z warstwą elektroniczną, a zdrugiej – żywo-wzięte z komuny – papierowe i adresem “zameldowania” etc.

    Świat przypomina trochę dzisiejsze realia wg. PiS:
    – liczy się jedynie partia, która zyskała władzę absolutną na zamachach (Smoleńsk). Kontroluje w pełni prokuraturę i sędziów (“reforma” sądownictwa), a także rozsiewa propagandę w szkołach i uniwersytetach. Komunę całkowicie popiera kościół i żywo z nią współpracuje.

    Już w pierwszym odcinku w oczy rzuca się dialog:

    Kajetan: – I co, tak po prostu poddał się pan?
    Oficer: – Masz swoje naiwne, wyidealizowane wyobrażenie prawa i sprawiedliwości. A co jeśli ci powiem, że to iluzja?
    Kajetan: – Nie uwierzę!

  5. Poruszyliście dość ważny temat. W mojej opinii, jako twórcy, każdy odbiorca danego dzieła ma prawo do jego własnej interpretacji. Artysta nie jest wszechwiedzący. Nierzetelne opinie to inna sprawa. Ostatnio jest to dość powszechne zjawisko, również na waszej stronie. Coraz częściej spotykam się z recenzentami, którzy chyba musieli spać na lekcjach j. polskiego w gimnazjum. Ich recenzje to w 3/4 streszczenie danego dzieła a na koniec, ni stąd ni zowąd, kompletnie oderwana od reszty ocena. A gdzie jakieś uzasadnienie? Widać, za dużo wymagam od recenzji chcąc poznać wady i zalety danego dzieła. Jeszcze zabawniej jest, gdy recenzent krytykuje film tylko dlatego, że przedstawia niepopularne poglądy. Ostatnio czytałem recenzję na pewnym popularnym portalu, w której recenzent zarzucał filmowi, że Hiszpańska Inkwizycja została pokazana za mało krwawo D

  6. Ocena serialu zależy od tego do czego porównujemy. Jeśli do najlepszych seriali na świecie, to z pewnością z nimi nie wygrywa, ale…

    jeśli porównamy do innych polskich seriali, to jednak jest zdecydowanie lepszy… o kilka długości – zdjęcia/scenografie tego serialu są bez porównania w stosunku do innych krajowych seriali. Sam pomysł na scenariusz a także utrzymanie niepewności – w zasadzie do samego końca – nie najgorsze. Dodatkowo fabuła trafia w czas – nie tyko “pisowską rzeczywistość”, ale generalne tendencje, które obserwujemy dziś w wielu krajach na świecie (traszka to przecież żywcem wzięte z rozwiązań, które wprowadzają w Chinach)…

    Last but not least – tym co narzekają na dialogi proponuję obejrzeć Koronę Królów ;)

    • Jasne, tylko jak idę grać w piłkę i moje trampki są o niebo lepsze od klapek Mateusza ale znacznie gorsze od korków Michała to do czego będę chciał dążyć? Może porównanie z dupy ale mierzyć i porównywać do najlepszych. Wkraczając w świat netfliksa, jako pierwsza polska produkcja, trzeba mieć z tyłu głowy, ze niemcy zrobili Dark, a hiszpanie Dom z papieru. Tworząc jakieś dzieło na pewno trzeba myśleć aby zrobić jaknajlepiej się potrafio i mierzyć wysoko. Bo kręcąć serial, tylko, żeby był lepszy niż korona królów to ambicji nie ma za dużych. A z resztą korona królów ?(mimo, zę dla mnie dno) ma swoich wielbicieli. Wszytskie M jak miłoscie i tym podobne też.

  7. Z całym szacunkiem do dorobku Holland, ale jest ona typowym przykładem nabzdyczonego ARTYSTY, który unosi się ponad motłoch i nie toleruje najmniejszej krytyki pod swoim adresem.

  8. Abstrahując od emocji reżyserki serial dobry mz.
    Mnie przekonuje wizja świata, gra aktorów i scenografia.
    Byłem sceptycznie nastawiony po fali negatywnych opinii , a tu miła niespodzianka. :)
    W skali szkolnej mocne 4 z plusem.

  9. Polacy to dziwny naród, nie potrafiący się cieszyć, tylko szukać dziury w całym. Nie każdy film to musi być lśnienie, nie każdy serial to musi być breaking bad. Czasem potrzeba niezobowiazujacej rozrywki. Dziury fabularne i logiczne mają wszystkie produkcje bez wyjątku. 1983 To bardzo solidny kawał rozrywki Jeszce w dodatku naszej produkcji. Nie widzę tych problemów co większość mając ból dupy a lubię zróżnicowane kino zarówno ambitne jak i to mniej bo każde jest potrzebne tak jak zabawa konwencja

    • Po “Lśnieniu” jechał King, więc co człowiek to gust a krytyka nie jest jakimś naszym sportem narodowym:).
      1983 jest niezłym serialem, ale ma i wady. Wskazywanie ich to nie złośliwość ale obowiązek krytyka.

  10. Podzielam poglad, że dzielo broni się samo. Wypowiedz Pani reżyser, to żywcem parafraza z Piłsudzkiego : “Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy”… . Znalazłem opinię, że scenariusz reklamy mopa w Mango ma lepszy scenariusz… Wiec Pani reżyser…co jest?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...