Brytyjskie kino walczy ze stygmatyzacją postaci z bliznami na twarzy

Felieton/Film 30.11.2018
Brytyjskie kino walczy ze stygmatyzacją postaci z bliznami na twarzy

Brytyjskie kino walczy ze stygmatyzacją postaci z bliznami na twarzy

Brytyjski Instytut Filmowy zdecydował o nie przeznaczaniu dofinansowań ukazujących negatywne postacie z bliznami. Wszystko w ramach kampanii społecznej I’m Not Your Villain. Walka ze stygmatyzacją kontra tradycja zapisana w popkulturze.

Becky Hewitt, prezes zarządu fundacji Changing Faces, która prowadzi wymienioną wyżej kampanię, w wypowiedzi cytowanej przez The Guardian, powiedziała:

To wyjątkowo niepokojące, że młodzi ludzie nie kojarzą, że źli ludzie mają blizny na twarzy, dopóki nie zetkną się z filmami, po których ich spojrzenie na zniekształcenia zmienia się na skrajnie negatywne.

Kino ma oczywiście ogromną moc, w tym tę sprowadzającą się do dyktowania wyobrażeń na temat różnych zjawisk. Może zatem utrwalać stereotypy lub je obalać. Na to drugie rozwiązanie stawia zorganizowana akcja i wtórujący jej Brytyjski Instytut Filmowy. W końcu X Muza nie od dziś udowadnia, że potrafi się sprzeciwić i być narzędziem zmian.

Idea bardzo słuszna, ale być może nieco krzywdząca dla kultury masowej. Jak wskazywał Umberto Eco w swojej pracy Superman w literaturze masowej. Powieść popularna: między retoryką a ideologią, czarny charakter zawsze, lub niemal zawsze, charakteryzuje pewnego rodzaju szpetota. To nam zaś dało wiele ikonicznych szwarccharakterów, których groteskowy wygląd fizyczny utrwalił się w świadomości widzów. Słowo “groteska” jest tu zresztą wytrychem. Bo Ci źli do szpiku kości bohaterowie często byli kreśleni grubą, jak belka kreską, a kino taki model wyeksploatowało do granic możliwości. Trudno zatem tak przejaskrawione postaci traktować serio. Bo nawet jeśli ich twarze były pokryte szramami czy innymi ranami, to całościowo należy brać ich w duży nawias.

Stygmatyzacja pod każda postacią jest godna sprzeciwu i potępienia, ale Brytyjski Instytut Filmowy w swoim działaniu powinien kierować się pewnym umiarem. Kastracja popkultury z jej atrybutów to także zjawisko, którego należałoby uniknąć. Przed Instytutem trudne zadanie znalezienia złotego środka, a przynajmniej na to liczę. Walka z krzywdzącymi stereotypami przy jednoczesnym zachowaniu zdrowego rozsądku. Bo filmowa blizna to po prostu kolejny środek wyrazu mający podkreślić cechy bohatera, a popkultura zna wiele takich przypadków i by nie szukać zbyt daleko, skupmy się na brytyjskim rynku.

Seria o Jamesie Bondzie.

Żyje się tylko dwa razy, Golden Eye czy Casino Royale. Każdy z czarnych charakterów z tych filmów miał jedną wspólną cechę. Blizna na twarzy. Były to odpowiednio postacie Ernsta Stavro Blofelda, Alec Trevelyan oraz Le Chiffre’a.

Blofeld james bond

Zagrywka znana od zawsze. Niemal od zarania dziejów mamy do czynienia z figurą pięknego i prawego bohatera oraz antybohatera, który bardzo często cechuje się brzydotą. Zresztą w serii o Bondzie szwarccharaktery zawsze posiadają pewną dysfunkcję – przypominający potwora Frankensteina Buźka z Moonrakera o stalowych zębach czy Raoul Silva grany przez Javiera Bardema w Skyfall, który także nie należy do postaci o zbyt pięknym uśmiechu.

Cały mechanizm działa na zasadzie podkreślenia kontrastu między dobrem a złem. 007 zawsze w nienagannym stroju, przystojny, czarujący i jego antagonista – zdegenerowany, odpychający tak fizycznie, jak i na poziomie charakteru. Całkowite przeciwieństwa, czyli tak jak to jest właśnie z dobrem i złem.

Blizna na twarzy blizną na psychice.

Kwintesencją tego sformułowania jest Joker z Mrocznego Rycerza Christopera Nolana. Postać znana co prawda z amerykańskiej popkultury, ale sam film zrobił Brytyjczyk, dlatego o nim wspominam. Słynny szaleniec z Gotham w każdym swoim wydaniu, czy to z bliznami na twarzy czy bez, był tak samo skrzywiony psychicznie, ale u Nolana zostało to dodatkowo podkreślone jego fizycznością. Obraz Heatha Ledgera z poszerzonym uśmiechem już na zawsze zapisał się w historii ekranizacji powieści opartych na komiksach.

Z racji tego, że nasze umysły są przyzwyczajone do kojarzenia blizn z negatywnymi cechami i strachem, staje się to pożywką dla kina grozy. I oto kolejny przykład z brytyjskiego podwórka – Hannibal i postać Masona Vergera. To niemal żyjąca blizna. Po spotkaniu z Lecterem Verger stał się jedną wielką raną z bijącym w klatce piersiowej sercem. Przykładów horrorów z postaciami pokrytymi bliznami pewnie można znaleźć dużo więcej, a gdy sięgnie się dodatkowo po kinematografię amerykańską, to zapewne zabrakłoby kartek do spisywania takich tytułów.

Piękno i brzydota utrwalone w popkulturze.

Naukowcy z Uniwersytetu w Teksasie przeanalizowali cechy twarzy 10 z najbardziej klasycznych złoczyńców filmowych i porównali je z 10 równie klasycznymi przykładami pozytywnych bohaterów. Pod uwagę wzięto czarne charaktery z Milczenia owiec, Gwiezdnych wojen, Królewny Śnieżki i Siedmiu Krasnoludków, Egzorcysty oraz Czarnoksiężnika z Oz. Z kolei poddanymi analizie protagonistami zostali m.in. Indiana Jones, James Bond czy Rocky Balboa. Wynik przeprowadzonej analizy był łatwy do przewidzenia, 60 procent czarnych charakterów posiadało zauważalne rysy na twarzy, jak blizny, zmarszczki lub cienie pod oczami. Czy tak też było z pozytywnymi bohaterami? Nie. Żaden z nich nie posiadał takowych.

I to należałoby zmienić. Tak zresztą już się dzieje i to nie tylko w walce ze stygmatyzacją osób z bliznami na twarzy. Merida Waleczna jako przykład filmu zwalczającego obraz księżniczki, dla której życiowym wybawieniem jest przystojny książę. W disneyowskim świecie tak silnie emancypującego filmu wcześniej nie było. W ukazywaniu deformacji także nie zawsze mamy do czynienia z obrazami przypisującymi je wyłącznie do negatywnych postaci. Jednym z ostatnich przykładów jest Cudowny chłopak z Jacobem Tremblayem, który wciela się w młodziana o zdeformowanej twarzy. W nowej szkole chłopiec chce udowodnić rówieśnikom, że piękno to więcej niż wygląd.

Z pewnością kinu nie zaszkodzi więcej takich przykładów. Zresztą Brytyjski Instytut Filmowy wskazuje na serię o Harrym Potterze jako przykład pozytywnych filmów, które nie stygmatyzują bohaterów z bliznami. A skoro popkultura wytworzyła całą masę ikonicznych antagonistów ze szramami, to czemu by nie skontrastować tego równie wyrazistymi postaciami z drugiej strony barykady? Może właśnie w tym należałoby upatrywać tego złotego środka.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

Jedna odpowiedź do “Brytyjskie kino walczy ze stygmatyzacją postaci z bliznami na twarzy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...