Rollo musi zmierzyć się z własnymi demonami. Rozmawiamy z Clive’em Standenem o przyszłości Wikingów

Wywiad/Seriale 28.11.2018
Rollo musi zmierzyć się z własnymi demonami. Rozmawiamy z Clive’em Standenem o przyszłości Wikingów

Rollo musi zmierzyć się z własnymi demonami. Rozmawiamy z Clive’em Standenem o przyszłości Wikingów

Rollo to jedna z najciekawszych postaci tego serialu. Piąty sezon Wikingów niebawem zostanie wznowiony, a my mieliśmy okazję porozmawiać z odtwórcą jednej z głównych ról.

Rollo to postać wielce tragiczna. Niezwyciężony, niezłomny Wiking, który w drodze po chwałę i akceptację popełnił wiele błędów. Osiągnął zamierzone cele, ale za straszliwą cenę. Niebawem poznamy ciąg dalszy historii brata wielkiego Ragnara – druga część piątego sezonu Wikingów ma nam przedstawić najbardziej burzliwy okres w dziejach tych wojowników.

Wykorzystując pretekst, jakim jest premiera sezonu 5B Wikingów, usiedliśmy na krótką rozmowę z Clive’em Standenem – aktorem wcielającym się w Rolla. Wypytaliśmy go o szczegóły jego pracy na planie, o duchową i mentalną przemianę Rolla a także o to, co nas czeka w dalszych odcinkach serialu.

Clive Standen, czyli Rollo w Wikingach – wywiad.

Maciej Gajewski, Spider’s Web: Spodziewałeś się w ogóle, że Wikingowie – serial historyczny z budżetem nieporównywalnie mniejszym względem Gry o tron – stanie się takim hitem?

Clive Standen: W żadnym razie. Zawsze chciałem pracować z Michaelem Hirstem. Jestem jego wielkim fanem i bardzo się ucieszyłem, że mogę znaleźć się z nim na planie. Pamiętam, jak wracałem do domu furgonetką z planu razem z nim i tylko z nim. Bardzo nam się obu podobał scenariusz. Michael zapytał mnie, co myślę o serialu, bo jest tak odmienny od większości historycznych produkcji – gatunku, w którym dominują dzieła pokroju Duma i uprzedzenie. A tymczasem to mroczny serial, pełen pogan, a tytułowy lud trudni się głównie gwałtem i rozbojem.

Nie mieliśmy więc żadnego pojęcia, że to się ludziom spodoba. Po realizacji pierwszego sezonu udaliśmy się na Comic-con, gdy pierwsza jego połowa została już wyemitowana. Tam staliśmy na zapleczu sceny, podglądając zgromadzoną publiczność przed panelem dyskusyjnym z nami i nie mogliśmy uwierzyć. Przyszli przebrani ludzie, z tarczami, mieczami. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak mocno porwał ten serial naszą publiczność. To cudowne uczucie, bo Wikingowie to serial, który z pewnością sam bym chętnie obejrzał i chętnie brał udział w jego produkcji. To mnie nauczyło, że jeśli w coś wierzysz tak mocno, to znajdziesz innych, którzy tę wiarę podzielą. I że należy ufać intuicji.

Intuicji? To właśnie ona – poza osobą pana Hirsta – cię zachęciła do wcielenia się w Rolla? A nie scenariusz?

W zasadzie to tak. Serial tak odmienny jak Wikingowie może skończyć na dwa sposoby: być klapą, a wtedy i tak wszyscy będą mieli wszystko, co z nim związane, w nosie. Albo być tym, na co publiczność czekała od dawna. Ja należałem do tych czekających. Mieliśmy też świetnego reżysera, a więc Johana Rencka, Szweda. Zachęcał nas wszystkich do nieszablonowego myślenia. Przykłady?

Na przykład czemu wszyscy kopiują sceny batalistyczne z Bravehearta, w których wojownicy biegną na siebie z krzykiem? Czemu Wikingowie mieliby przed bitwą biec i krzyczeć, tracąc cenną energię? Powinni raczej maszerować, być jak Navy Seals i oszczędzać energię. Nauczył nas, że fakt, iż coś kiedyś pasowało do danego filmu czy serialu, nie oznacza, że tak już zawsze ma być. I okazał się w tym świetny. Mieliśmy scenę egzekucji przez ścięcie głowy – nakręciliśmy ją inaczej, niż zwykle. Wikingowie chcieli patrzeć w oczy swojemu oprawcy, by pewniej wkroczyć pośmiertnie do Walhalli. Nie kładli głowy na pieńku. Takich przykładów nieszablonowego myślenia mogę podać setki.

Grana przez ciebie postać ma okazję zarówno być mężnym wojownikiem w boju, jak i też uczestniczyć w bardziej intymnych, wypełnionych dialogami scenach. Co daje ci więcej frajdy, jako aktorowi? Wysiłek fizyczny czy bardziej klasyczne podejście do fachu?

clive standen rollo

Niedawno widziałem karteczkę z napisem Zawsze bądź sobą – chyba, że możesz być Wikingiem, wtedy zawsze bądź Wikingiem. Bez wątpienia dla mnie jako aktora jest mnóstwo frajdy w graniu nieco spokojniejszego księcia Franków. Ale co ja będę oszukiwał – Wiking to mega frajda. Bycie tym brudnym, nieokrzesanym wojownikiem, który nawet nie rozumie tego, co się do niego mówi w innym języku, niż jego ojczysty.

Wiele razy cię już pytano o cechy Wikingów, które cenisz najbardziej. Ale przecież Rollo jest teraz w innym miejscu. Podziwiasz za coś Franków?

Frankowie zaczęli w okresie opisywanym przez serial wprowadzać system feudalny. To właśnie pomogło Rollowi zdobyć stanowisko, które piastuje. Podziały klasowe, na podstawie których budowane było społeczeństwo Franków. Nie wiedziałem, że to właśnie ten naród był jednym z prekursorów tego systemu.

Zaimponowało mi to, jak szybko tak relatywnie mały naród urósł do potęgi – w raptem jedno pokolenie. Rollo przekształcił Normandię w księstwo potężniejsze od centralnego królestwa Francji, wykorzystując te mechanizmy. Pełne dumnych ludzi, zadowolonych, że właśnie tam mieszkają. To mnie szczególnie zafascynowało – przecież praprawnukiem Rolla jest Wilhelm Zdobywca, który zmienił świat. Gdy dołączyłem do serialu, nie zdawałem sobie sprawy, jak istotną rolę Rollo odegrał w historii Europy i świata.

No właśnie, Rollo. Nie sprzedasz mi żadnych spoilerów – i słusznie! – ale może zdradzisz coś na temat drogi, jaką wybierze Rollo. Niby zdobył wszystko co chciał, sławę, chwałę i bogactwo. A tymczasem ostatnio widzieliśmy go w drodze do rodzinnego Kattegat…

Rollo całe życie chciał być akceptowany. Chciał udowodnić sobie i bogom, że nadaje się na przywódcę, że przyniesie Wikingom chwałę. Ma więc już ziemię, szacunek i bogactwo. Ale nie ma tego, przed czym uciekł. Teraz chce to odzyskać, otworzyć stare, zabliźnione już rany. Mam na myśli jego relacje z Bjornem czy Lagerthą. To, że zdradził swojego brata i opuścił swój lud.

Teraz czuje, że jego życie czeka rychły kres, chociażby z przyczyn naturalnych. Zaczyna myśleć o tym, gdzie trafi po śmierci. Czy przyjmą go bogowie Vallhali? A może wyląduje w chrześcijańskim Niebie? A może trafi do Piekła? Zadaje sobie te pytania i uważa, że odpowiedź pozna, gdy zmierzy się z demonami przeszłości. Dlatego wraca – chęć sojuszu z Ivarem to tylko powierzchowne racjonalizowanie jego wyprawy.

To bez wątpienia skomplikowana postać. Jak więc próbowałeś się w nią wcielić? Miałeś może jakieś źródła inspiracji od innych aktorów? Czy też to całkowicie twoje wyobrażenie Rolla?

To moja wyobraźnia. Pomagało mi zadawanie samemu sobie trudnych pytań, tych osobistych. Zacząłem sam siebie analizować i swoje zachowania – jak wiele moich decyzji i reakcji było efektem czegoś, co w sobie głęboko skrywam. Rozmyślałem też o ludziach, którzy cały czas się zmieniają, starając się dążyć do perfekcji.

Miałem też w głowie jego agresję, wyrażaną na polu bitwy i często pochodzącą z głęboko skrywanego bólu. Chce poczuć ból w bitwie, by nie czuć tego emocjonalnego. Granie prostego Wikinga-twardziela byłoby nieco nudne. Rollo musiał wiele rzeczy poświęcić, by osiągnąć zamierzone cele. To rzeczy, które nie dają mu spać po nocach.

Każdy chce być kochany, każdy chce być akceptowany. Niektórzy kradną i mordują, zdobywając podziw przemocą. Niektórzy karmią się nienawiścią, interpretując ją jako szczególną formę podziwu – Hitlerzy i Czyngis-hanowie historii. Głęboko to rozważałem wcielając się w postać Rolla.

Ciekaw jestem jednego. Twoim zadaniem – jako aktora – jest przedstawienie nam wiarygodnej kreacji jakiejś postaci. Wikingowie to jednak serial inspirowany historią. Masz na planie takiego specjalistę, który biega i zwraca uwagę, że ludzie tak się nie wyrażali albo inaczej gestykulowali? Historycznego trenera?

Nie, nie mamy kogoś takiego. Sam studiowałem historię, by przygotować się do roli. Studiowałem książki, publikacje naukowe, magazyny historyczne. Sporo też podróżowałem. No i uczestniczyłem w realizacji innego serialu dla History – Prawdziwi Wikingowie. Dzięki niemu mogłem prześledzić podróże Rolla. Byłem na mroźnej Islandii, miałem szczęście w postaci dostępu do dokumentów, do których ów dostęp jest ograniczony. Mogłem oglądać przeróżne artefakty w muzeach, by następnie wysłuchać opowieści na ich temat od wykształconych historyków. Widziałem na własne oczy pierwszą w historii literacką wzmiankę o Rollu.

clive standen rollo

To była praca, która mnie jako aktora bardzo ubogaciła. Mogłem poznać tę historię od podszewki. A tak właściwie, to różne jej wersje. Nie zapominajmy, że wiele historycznych źródeł to dzieła propagandowe. I że wiele zapisków na temat Wikingów pochodzi od chrześcijańskich skrybów. Historia była więc spisywana nie przez najeźdźców, a wyłącznie przez ofiary. Sami Wikingowie przecież byli raczej analfabetami. Zapiski te muszą więc być bardzo stronnicze. Wyprawa do Skandynawii bardzo mi pomogła zrozumieć całą istotę tego ludu – to nie byli tylko najeźdźcy, ale również odkrywcy, szukający nowych ziem do zasiedlenia.

Wykorzystałeś tę wiedzę w taki sposób, by coś zmienić w serialu? Na przykład by zasugerować zmianę scenariusza lub jakichś detali w danej scenie?

Tak. Michael zawsze powtarzał, że Wikingowie to nie serial dokumentalny. To serial fabularny, oparty na historii. A skoro tak, to czasem należy przekłamać tę historię, by sam serial lepiej się oglądało. W rzeczywistości Ragnar i Rollo nie byli braćmi – dzieliło ich 100 lat historii. Ale to sławni Wikingowie, których historie warto opowiedzieć. Zdecydowaliśmy się ich połączyć zmyślonymi więzami krwi, by móc opowiadać równolegle ich historie. Przeniesienie publiczności o stulecie tak po prostu, podmieniając z konieczności wszystkie postacie na nowe to pomysł, który by się kiepsko sprawdził w serialu fabularnym.

Trzeba dać publiczności poznać poszczególnych bohaterów, pozwolić im się rozwijać w kolejnych odcinkach. Skakanie po różnych okresach historycznych uniemożliwiłoby nawiązanie więzi między postaciami a publicznością. Takich przekłamań mamy więcej. Ragnar wyskakujący z trumny w trzecim sezonie w Paryżu? To fortel Bjorna, nie Ragnara. Bardzo jednak chcieliśmy o tym opowiedzieć, więc nie chcieliśmy czekać na wydarzenia odległe o trzy dekady w przyszłość. Michael jest bardzo otwarty na dobre pomysły. Wikingowie to bardziej serial rozrywkowy, niż dokumentalny.

To jakiego rodzaju rozrywki mamy się spodziewać w nadciągających odcinkach?

Akcja dzieje się dokładnie w środku złotej ery Wikingów. Mając to w pamięci – ich wielkie odkrycia i podboje, których będziemy świadkami – przypomnij sobie wszystkie osobiste motywy poszczególnych postaci. Tego sezonu po prostu nie można przegapić.

Nie mogę się doczekać! Dziękuję za twój czas i rozmowę.

Ja również dziękuję.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...