Czy fani Wiedźmina są już tak samo toksyczni jak fandom Gwiezdnych wojen?

Felieton/Seriale 25.11.2018
Czy fani Wiedźmina są już tak samo toksyczni jak fandom Gwiezdnych wojen?

Czy fani Wiedźmina są już tak samo toksyczni jak fandom Gwiezdnych wojen?

Za każdym wielkim hitem kina czy telewizji stoi jego fandom. Problem w tym, że ten, mimo iż ma wielkie serce, nie zawsze lubi być posłuszny, a często staje się wręcz toksyczny dla reszty społeczności. Albo i twórców.

Chyba najbardziej znanym fandomem, który określany jest mianem toksycznego, jest ten, gromadzący wokół siebie wielbicieli Star Wars. Wpisując w Google hasło „Star Wars fandom toxic”, dostaniemy zatrważającą liczbę 2,8 mln wyników. Kreśli nam to skalę zjawiska, które w ostatnich latach zyskało spory rozgłos medialny poprzez dwa skrajne przypadki nękania i oczerniania aktorów występujących w najnowszych częściach sagi.

Wraz z wejściem do kin w zeszłym roku filmu Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi internet zalała fala niepohamowanego hejtu.

Krytyka skierowana była na film, fabułę, twórców. Ta jednak najbardziej dotknęła aktorkę Kelly Marie Tran. Tran zagrała Rose Tico, poboczną postać, która pomaga Finnowi odnaleźć właściwą drogę w większej walce. Dość powiedzieć, że niektórym bohaterka i jej wątek fabularny, na tyle się nie spodobały, że aktorka zdecydowała się na zniknięcie z Instagrama.

Fandom Star Wars

Zresztą nie ona jedyna spotkała się z taką falą personalnych ataków. Daisy Ridley, która przecież jest odtwórczynią głównej roli Rey, również zaniechała kontaktowania się ze swoimi fanami. Powód? Nieprzyjemne komentarze kierowane w jej stronę.

Dlaczego fandom Star Wars jest tak roszczeniowy i krytyczny?

Fala krytycyzmu, a co gorsza personalnych ataków na aktorów, którzy w końcu po prostu wykonują swoją pracę, jest momentami zatrważająca. A odpowiedź na to pytanie trudna. Właściwie nie da się w pełni wyjaśnić tego zjawiska. Owszem, można argumentować, że fani czują, iż nowe filmy mogą zagrażać fundamentom postawionym przed kilkudziesięciu laty przez pierwotnych twórców. Że jest pewnego rodzaju święty kanon, który Disney za bardzo próbuje naruszać. W końcu niektórzy widzą w nowych produkcjach jedynie sposób na zarabianie pieniędzy kosztem ukochanej marki medialnej, co w sposób naturalny złości zagorzałych wielbicieli.

Jednak czy to wszystko powinno odbijać się na aktorach?

Po aferze związanej z personalnym napastowaniem Kelly Marie Tran, reżyser Ostatniego Jedi, Rian Johnson, próbował załagodzić sytuację. Stwierdził, że takie zachowania to tylko margines społeczny, a większość fanów Gwiezdnych wojen, których poznał na przestrzeni ostatnich kilku lat, owszem spiera się ze sobą, ale robi to z szacunkiem dla drugiej strony. Niemniej niesmak, jaki wywołała ta sytuacja, sprawił, że wieść poszła w świat. I tak po dziś dzień fandom Star Wars kojarzy się nie tylko z wielkim oddaniem, ale może przede wszystkim z toksycznością, rasizmem, seksizmem i wieloma negatywnymi zjawiskami. A to odbija się przecież nie tylko na samym fandomie, ale też na marce. Wiadomo w końcu, że dobrą opinię budowaną przez kilkadziesiąt lat można zrównać z ziemią w kilka godzin.

Prawdę mówiąc, sytuacja w innej, wielkiej społeczności wielbicieli nie wygląda lepiej.

A mowa tutaj oczywiście o fandomie Wiedźmina. Nawet jeśli nie interesujesz się specjalnie grami komputerowymi albo książkami, to o ile nie urodziłeś się wczoraj, zapewne obiło ci się o uszy, że istnieje w kulturze popularnej taka marka jak Wiedźmin. To, co zostało zapoczątkowane serią książek autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, a następnie przeniesione do świata wirtualnego na gry dzięki firmie CD Projekt, teraz ma zostać serialem. Gdy w 2015 roku wyszła trzecia część gier zatytułowana Wiedźmin 3: Dziki gon, świat zwariował na punkcie słowiańskiego uniwersum. Gra sprzedała się w milionach egzemplarzy, dostawała najlepsze w historii gier noty i recenzje, słowem stała się fenomenem. To wszystko jednak przyćmione było informacją, że nie będzie już kolejnej odsłony gier pochodzących ze studia deweloperskiego.

Fani ruszyli na pomoc swojej ukochanej marce i zaczęli pisać petycje, gdzie się tylko dało.

Tutaj do historii wkracza Netflix. Wietrząc sukces i markę, która ma realne szanse zagrozić nieokiełznanej dotąd sławie Gry o tron, ruszya z przygotowaniami do wyprodukowania epickiej sagi. Jeszcze niedawno większość informacji na temat samej produkcji była tajemnicą. Do tego stopnia nie znaliśmy nazwisk aktorów występujących w produkcji zaplanowanej na przyszły rok. Październik przyniósł jednak zalew pozytywnych wiadomości na temat Geralta i jego serialowych przygód. I chociaż wielu nie mogło posiąść się ze szczęścia, że oto już za rok będą mogli znowu walczyć z południcami, strzygami i wąpierzami, to nie obyło się bez zgrzytów.

Fandom Star Wars

O ile z wyboru Henry’ego Cavilla do roli tytułowego wiedźmina cieszyli się prawie wszyscy, to role kobiece wzbudziły znacznie więcej kontrowersji.

Jedna pogłoska wzbudziła szczególnie dużo emocji. Na wieść o tym, że Lauren S. Hissrich, odpowiedzialna za tworzenie adaptacji telewizyjnej, rozważa zatrudnienie do roli Ciri reprezentantki mniejszości narodowych (BAME), w środowisku fanowskim rozpętała się burza. I oczywiście nie obyło się bez personalnych ataków na samą showrunnerkę. A że historia lubi się powtarzać, Hissrich zdecydowała się na chwilowe wycofanie z Twittera, chyba głównie, żeby oszczędzić sobie nerwów i przykrych komentarzy (tłumaczyła potem, że chciała skupić się na pisaniu scenariusza). To już uderzająco przypomina historie przytoczone wyżej. Zresztą finalnie aktorka grająca Ciri okazała się białą Brytyjką. A to, czy jest to wynik buntu niektórych fanów, pozostanie zapewne cichym niedopowiedzeniem.

Czy fandom Wiedźmina będzie tak samo okrutny w stosunku do swoich partnerów jak fani Star Wars?

Przecież dla zaangażowanej publiki partnerami są de facto twórcy i cały przemysł medialny, który dostarcza im materiałów do konsumpcji. Ba, niestety smutna prawda jest taka, że gdyby nie ten – momentami znienawidzony przez fanów przemysł – ich ukochane produkty nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Oczywiście, nie odmawiam tutaj nikomu prawa do wyrażania własnej opinii, a w szczególności niezadowolenia. Tylko że problem zaczyna się pojawiać, kiedy to niezadowolenie przeradza się w ataki personalne na osoby wykonujące swoją pracę.

Taki pojedynczy fan siedzący przed komputerem i wylewający swoje żale na aktora, showrunnera, czy kogokolwiek innego, czasem może po prostu nie zdawać sobie sprawy z tego, że takich jak on są setki tysięcy, a obiekt ich ataków tylko jeden. Mało kto ma na tyle silną psychikę, aby wytrwać szydzenie setek tysięcy niezadowolonych ludzi. Na razie w obydwu fandomach panuje względny spokój. Nie podjęto ostatnio żadnych kontrowersyjnych decyzji, wszyscy są więc zadowoleni. Jednak gdzieś na horyzoncie majaczy pytanie, czy fani przypadkiem finalnie nie szkodzą bardziej sobie niż tym osobom, które atakują?

Przypadek Gwiezdnych wojen zdaje się sugerować, że ten miecz krytyki jest obosieczny. Miejmy nadzieję, że fandom Wiedźmina w porę się opamięta i odstawi na bok praktyki personalnych ataków.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (55)

108 odpowiedzi na “Czy fani Wiedźmina są już tak samo toksyczni jak fandom Gwiezdnych wojen?”

  1. Gwiezdne wojny to niestety badziew jakich mało, każda krytyka tego dzieła jest słuszna. Co do wiedźmina, nadziei na dobrą jakość tego serialu nie mam żadnych. Wpompowana kasa w Geralta, chociaż ten aktor wiele talentu nie ma, co do reszty aktorów nie znam więc szału nie będzie.

    • A jaki talent potrzebny jest do grania takiego gościa jak Geralt? On nie jest jakoś wyjątkowo skomplikowany. I super, że nie znasz reszty i zakładasz z góry, że szału nie będzie xD brawo Ty!
      Co za oszołom

      • czyli dla ciebie beztalencie jest ok? Jak osoba bez talentu, jakiegoś kunsztu może zagrać główną rolę i Geralta (swoją drogą Geralt jest mega trudny do zagrania)
        jak nikomu nieznane aktorki mogą stworzyć szałową kreację? Mam nadzieję że się mylę ale raczej nie.

        • Tu zawsze przychodzi na pomoc Gra o tron, przecież w 1 sezonie to też w zasadzie w większości były no name, a teraz każdy ich kojarzy

          Nie ma co skreślać serialu do czasu obejrzenia 2 odcinka

          • oby tak było! mam nadzieję (małą) że coś z tego wyjdzie) , ale 1szy sezon pociągną Sean Bean.

          • Przynajmniej teraz mamy pewność, że ważny bohater nie straci głowy na końcu sezonu :D

  2. Ciekawe, że prawie nie mogę zgodzić się z niczym co jest napisane w arrykule. Krytyka powinna być wymierna do fiaska danego dzieła, a tak jak krytykujemy tych co wykonują źle rozkazy tak krytykujemy aktorów co źle grają i mówią że wszystko poszło dobrze. Przecież Hammila nikt nie krytykuje personalnie bo właśnie personalnie ani razu nie chwalił scenariusza ani filmu. Gość wiedział że z ostatnich dwóch filmów wyszła szmira co zaznacza w bardzo i teligentny sposób w wywiadach. Gwiezdne wojny zaczęły być używane jako broń w wojnie kulturowej która trwa w najlepsze na zachodzie i dlatego wzbudza takie emocje. Z wiedźminem netflixa robi się coraz większy szum bo Netflix sam w sobie zaczyna coraz bardziej obierać stanowisko w wojnie politycznej i jako środki propagandy stosować swoje autorskie seriale. Oczywiście nie wszędzie robi to w tej samej skali, a raczej zachowując się w myśl zasady, że “kropla drąży skałę”.

    Zgodzę się tylko z tym, że ataki nie merytoryczne są złe.

  3. Wizja Snydera i WB kwestii Supermana i Batmana napiętnowała zarówno Cavilla jak i Afflecka. Według mnie wykonali świetną robotę biorąc pod uwagę tragiczny wręcz scenariusz i zamysł polegający na wypuszczeniu wszystkiego na szybko.

    Co do fandomu wiedźmina to jest jak w przypadku każdego fandomu, są ludzie merytoryczni i tacy, co będą narzekali na każdy aspekt projektu.

    Według mnie obsada jest świetna, ciekawi mnie tylko jak Musiał poradzi sobie z angielskim.

  4. Dobry Boże. Pierwsza część artykułu zniechęciła mnie do czytania pozostałej reszty. Jeśli to jest blog o technologii, to ja nie wiem jak wygląda blog o technologii. Szanowna Pani redaktor… Najpierw sugeruję doinformować się, na jakich zasadach funkcjonuje wyszukiwanie treści w google – potem zamieszczać takie informacje w artykule. To, że fraza “star wars fandom toxic” ma 2,4 mln wyników wyszukiwań kompletnie o niczym nie świadczy. Dla prostego przykładu fraza “lord of the rings killing orphans” ma 8,7 mln wyników, a “kayne west raping potato” aż 11 milionów! Zatrważające i bardzo opiniotwórcze, prawda? XD Proszę to zmienić bo jak ktoś ma mózg to całość sprawia, że reszta artykułu od osoby która nie ma pojęcia o czym pisze jest kompletnie niewiarygodna.

    • Biorąc pod uwagę, że to JEST blog technologiczny i że mają pewne pojęcie o tym co piszą, taki sposób nakreślenia skali problemu zakrawa na wyjątkowo tanią manipulację.

  5. Zastanawia mnie jak można pisać artykuł w którym nie ma odpowiedzi tylko są pytania. “Nie wiadomo z czego wynika to zjawisko…” kto nie wie z czego wynika to zjawisko? Tylko jakiś ułom tego nie wie. To jest proste jak budowa cepa. Disney zamiast opowiedzieć historię bawi się w neomarksistowską politykę typu gender diversity equality i inne osłabiające społeczeństwa syfy. Jest w tym oczywiście dalekosiezny interes ponieważ korpo zwietrzyly w neomarksismie swój interes. Dzieki tego typu ideą sa w stanie sprzedawac wiecej produktow bo zwiekszaja segmenty odbiorcow a na poziomie kierowania organizacjami o wiele prościej zarządza się zdywersyfikowanymi systemami niż tymi które odwołują się do zewnętrznych wartości. Neomarksizm łatwo rozpoznać przez odwracanie wartości. Słabe jest silne, zło jest dobre, kobietą jest mężczyzną, inne jest takie same itp. Stad do googla przypieta została łatka goolagu po wyrzuceniu Jamesa Darmora
    Wracając do filmów. Tego typu nienaturalne nękanie widza tym głównem powoduje naturalną reakcją społeczeństwa. Zamiast robić gwiezdne wojny, indoktrynują społeczeństwo. Intencją zatem stała się mętna, niejasna i ukryta. Ludzie nie są jednak głupi. Nie chcą aby z ich światów robić sobie propagandowe agendy. To samo tyczy się rynku gier.

    • Ja tam nie miałbym nic przeciwko neomarksistowskiej propagandzie gdyby film był dało się oglądać. Aleksander Newski z lat 30 to jedna wielka sowiecka propaganda, ale też kawał dobrego kina, pomimo lat na karku.

  6. Od tak poprawnie politycznie paplaniny chce mi się rzugac. Zawsze welaki znajdą jakiś powód żeby nazwać kogoś sexista, bogotem i rasista. Zwykły fakt że nowe Star Wars maja niewiele wspólnego z originalnymi i zwyczajnie w świecie są beznadziejne, nie dociera do ich pustych lewacki glow.

        • kazdy kto ma inne zdanie jest .. rasista, bigotem, ksenofobem i seksista
          bo lewaki nie maja argumentow .. maja tylko bomby slowne, ktore w ich mniemamiu wygrywaja kazda dyspute “z automatu”.
          srodowisko Star Wars jest tak samo toksyczne jak kazde inne, a to ze probuje sie sprzedac fanom gowno opakowane w sreberko juz toksyczne nie jest?
          ten grafomanski artykul to zwyczajne wypociny nie wnaszace zwyczajnie nic do tematu.

  7. Osoby udzielające się publicznie powinny wiedzieć w co się pakują i już na starcie nastawić się psychicznie, a jak nie dają rady to może niech rzeczywiście odpuszczą sobie internet bo to ewidentnie nie miejsce dla nich. Nie pochwalam toksycznych zachowań, ale zawsze istniały i nic tego nie zmieni. Nie wiem ile było prawdy w plotkach na temat Ciri, ale dobrze, że powstała taka nagonka bo lepiej w porę zainterweniować. Przykład Fringilli pokazuje do czego jest zdolny Netflix. Poza tym takie nagonki są wpisane w ryzyko zawodowe tych ludzi i dostają za to odpowiednie wynagrodzenie ;)

  8. Uuu bardzo niebezpieczne poglądy Pani głosi…
    “Taki pojedynczy fan siedzący przed komputerem i wylewający swoje żale na aktora, showrunnera, czy kogokolwiek innego, czasem może po prostu nie zdawać sobie sprawy z tego, że takich jak on są setki tysięcy, a obiekt ich ataków tylko jeden.”
    Czy to nie jest błędny argument? O ile krytyka jest pisana/mówiona kulturalnie i ma odpowiednią argumentacje to czemu nie wolno jej głosić? Bo wiele osób krytykuje jednocześnie? Dlatego Pani taką krytykę potępia?
    Odcinam się od rasistowskiego marginesu, który stosuje wulgaryzmy i argumenty ksenofobiczne ale czy wszyscy którzy bronią swojego wyobrażenia o danej postaci są rasistami? Czy Afroamerykanin krytykujący taki a nie inny pomysł na Ciri jest rasistą? Oj poprawność polityczna miesza w głowach….

    • Oj miesza i to nieźle. Podobnie próbowałem to wyjaśnić i napisać pod “wiedźmińskimi” artykułami kilku przemądrzałych redaktorów, uważających się za nieomylne wyrocznie w sprawie i szafujących przymiotnikiem “rasistowski” w co drugim zdaniu.

      • Mam serce zdecydowanie po lewej stronie i zdawało mi się, że jestem wyczulony na kwestie tolerancji i równościowe, ale czasami widzę przysłowiowe przegięcie pały…

  9. Najbardziej toksyxzną osoba dla Gwiezdnych Wojen jest Rian Johnson.
    I co znaczy, że fanu mają być “posłuszni”? Franczyza to nie religia, to produkt. Jak zaczyna się wciskać kitowy produkt to klienci odchodzą. I odeszli od Solo, wbrew zapowiedziom wyśmiewających krytykę po Ostatnim Jedi.

  10. Taki trochę OFFTOP DO REDAKCJI CAŁEJ GRUPY SPIDERSWEB ;)

    Ogarnijcie proszę optymalizacje wszystkich waszych serwisów :) Nie każdy korzysta z kobyły z najlepszym procesorem i 32 GB ramu. Strony wczytują się długo, zawieszają się na samym początku.

    Liczę na reakcje kochani, fajnie się was czyta!

  11. To nie jest fandom wiedzmina tylko dzikiego gonu. Maja ból dolnej części placów o to ze geralt nie będzie podobny do tego z gry . Ładnie by się zdziwili jakby przeczytali sage i okazałoby się ze wiedzmak jest zrzedliwym dziadem XD

  12. Wszystko ma swoje granice, atak na aktora jest przekroczeniem takiej granicy. Ale z drugiej strony zatrudnienie Murzyna do roli średniowiecznego nordyckiego boga było przesada z drugiej. Recepta jest prosta: myśleć już od początku.

    • zatrudnienie Murzyna do roli średniowiecznego nordyckiego boga

      Mam nadzieję, że nie mówimy tutaj o Heimdallu z Marvelowskiej serii Thor, granego przez Idrisa Elbe?

      Bo to w żadnym stopniu nie była przesada.Nie mówimy tu o adaptacji nordyckich mitów tylko komiksów Marvela. Konkretnie o reprezentacje jednego ze światów w obrębie szerszego multiwersum Marvel (Earth-199999).

      I w tym świecie czarny Heimdall jest ok. I czarna Valkyrie jest ok. Dlatego, że mieszkańcy Asgardu to kosmici i nie ma żadnych reguł. Dodatkową zaletą obsadzenia tych właśnie aktorów w tych rolach jest to, że rasistów zapiekła d**a, a to jest bezcenne.

      • A jak to było z obsadzeniem Liama Neesona w roli Ra’s al Ghula? Nieśmiertelny superzłoczyńca, o którego przeszłości niewiele wiadomo? W tym świecie Ra’s al Ghul nie mógł być biały? Kogo wtedy d… zapiekła, że taki skowyt się podniósł? A może pamiętasz kogo d.. piekła w aferze z Tildą Swinton?

        • Nie przeszkadza mi Liam Neeson w roli Ra’s al Ghula i nie widzę dlaczego to miałby być problem.
          Nie przeszkadza mi Tilda Swinton w roli The Ancient One i nie widzę dlaczego to miałby być problem.

          Jeszcze jakieś pytania?

          Czy może chodzi o to, żebym odniósł się do komentarzy durnych internetowych krzykaczy pierdzielących coś o whitewashingu?
          Nie mam zamiaru tego robić, bo traktuję ich równie poważnie jak tych podnoszących lament kiedy jedna z pięćdziesięciu ról w filmie przypada komuś kto nie jest biały.

          • Nie wiem czy Ci przeszkadza, czy nie i, szczerze pisząc, mnie to nie interesuje. Jednak stwierdzenie o zaletach piekącej d… logicznie ma się nijak do obojętności i bezproblemowości wyrażonej kolejnym poście.

          • OK, odniosę się zatem do krytyków obsadzenia Liama Neesona w roli Ra’s i Tildy Swinton w Dr Strange.
            Here goes: Dodatkową zaletą obsadzenia tych właśnie aktorów w tych rolach jest to, że rasistów zapiekła d**a, a to jest bezcenne.

            Gdzie tu brak konstystencji bądź logiki?

  13. Doczytałem do wyrazu “showrunner” i podziękuję. Kto to k888a jest “showrunner”. Pokazobiegacz?

    Zawsze mnie zastanawiał fenomen “Gwiezdnych wojen”. Jako dzieciak oglądałem w TV pierwszą część i mi się podobało. Potem na studiach próbowałem obejrzeć to jeszcze raz i nigdy mi się nie udało. Nudne to jak flaki z olejem…

      • No jeszcze czego. On już nauczył się wszystkich słów, ktorych potrzebuje w życiu (a już na pewno zagranicznych!), więc jeżeli ktoś używa słów spoza jego słownika to albo jest debilem albo się popisuje.

  14. Żaden dziennikarz nie odwarzy się napisać, iż powodem hejtu jest polityka poprawności wytwórni filmowych i środowiska filmowego? Wczoraj widziałem odcinek nawet dość interesującego filmu na HBO. Do filigranowej kolorowej laski przyszedł zawodowy zabójca i po ciężkim mordobiciu laska oczywiście rozwaliła mu głowę. Ja już na ten badziew nie moge patrzeć. To nie jest już nawet śmieszne tylko dziwniejsze od fikcji. Oczywiście w każdym nowym filmie amerykańskim muszą być homoseksualiści, BAME i bite przez facetów skrzywdzone kobiety. Netflix na Wiedźmina nałorzył filtr SJW i oczywiście w świecie Sapkowskiego moga być czarnoskórzy ale podmienili kilka postaci i sądzę że w taki sposób by przy każdym z glównych bohaterów ciagle kęciła się czarnoskóra postać. Przy Jennefer i Geralcie to będzie Vigo a przy Ciri członek bandy. Jak rodzynki w cieście:).

  15. Problem ze “Star Wars” jest taki, że tę serię należało już dawno skończyć (nie będę się spierał kiedy – może już po pierwszych trzech odcinkach, ale na pewno po drugiej serii) po prostu dla przyzwoitości. Niestety ktoś podjął decyzję, że “Star Wars” mają być kurą znoszącą złote jaja bez końca, więc klepie się kolejne odcinki, które już praktycznie nic nowego nie wnoszą. Oglądam je przez sentyment i jednocześnie z coraz większym zażenowaniem, jak można przerobić miłą bajkę na totalnie odjechaną głupotę, która nie tylko nie ma nic wspólnego z nauką (zastała już tylko “fiction”), ale nawet z elementarną logiką. Z Wiedźmina bardzo mi się podobała książka ze względu na soczysty i dowcipny język, zaś gra już zdecydowanie mniej.

    • Najpierw odpowiadasz komuś “Tak ciężko sprawdzić w internecie kim jest showrunner?” a później pytasz o Polski odpowiednik tego słowa? Tak ciężko sprawdzić w Internecie?

      • Pytanie było formą ironii i miało oznaczać, że to słowo nie ma polskiego odpowiednika. Powinieneś się tego bez problemu domyślić. Producent wykonawczy to bardzo podobne stanowisko, ale nie jest dokładnie tym samym co showrunner.

        • Jesteś niemożliwa. Najpierw kogoś wysyłasz do netu żeby coś sprawdził a sama tego nie robisz. Później zarzucasz mi że nie domyśliłem się ironii, sama nie zauważając jej w moim poprzednim komentarzu. Ego sięgające daleko poza ∞

          • Albo jesteś zwykłym trolem albo masz porządne ubytki inteligencji. Tak czy siak jesteś zwykłym idiotą, z którym nie POWINIENEM dalej dyskutować ale wytłumaczę jeszcze raz, tym razem jakbym rozmawiał z upośledzoną małpą: od początku wiedziałem, że nie ma polskiego odpowiednika słowa showrunner stąd to ironiczne pytanie. Coś w stylu:
            – Dlaczego nie użyjesz śrubokręta?
            – A widzisz żebym miał jakiś przy sobie?
            Rozumiesz już czy nie doceniłem twojej głupoty? Na zakończenie dodam, że jak masz takie problemy z myśleniem to zwyczajnie nie bierz się za ocenianie mojego ego, a tym bardziej za dyskusję. Idioci biorący się za myślenie to plaga XXI wieku i nie potrzebujemy jej eskalacji.

  16. >toksyczny fandom
    >w sensie że jedni mają ból dupy o to że przez forsowanie poc i kobiet dostaliśmy 2 niepotrzebne postacie(murzyn i azjatka) i tzw mary sue(postać idealną bez skazy) która bez szkolenia pokonuje kaylo rena
    >w sensie że drudzy nie chcą murzynki do roli białej

  17. No, nie do końca. Bo showrunner to nie jest synonim executive producer. Produkcja telewizyjna może mieć (i na ogół ma) wielu producentów wykonawczych, ale rzadko się zdarza, żeby rola showrunnera była z kims dzielona. Jest to ktoś kto ma nieporównywalną z nikim innym w zespole kontrolę kreatywną nad projektem.

    Steven Spielberg nie pojawił się na planie większości seriali telewizyjnych, w napisach końcowych których figurował jako executive producer.

    Więc faktycznie nie ma za co.

  18. Ja już pisałem, że rola producenta wykonawczego w telewizji (można używać określenia producent po prostu) jest znacznie szersza niż w kinie.

    Przecież się z tym nie wykłócam w żaden sposób, nie mam pojęcia po co to zaznaczać ponownie.

    Twój upór w tej sprawie jest naprawdę zabawny. Showrunner i executive producer to nie są pojęcia tożsame. Tego pierwszego używa się właśnie do podkreślenia znaczenia kreatywnej kontroli jednego z producentów. I jak zauważyłeś, robi się to potocznie – nie formalnie w napisach końcowych.

    W jakim celu mielibyśmy dokonywać takiego wyszczególnienia? Bo to jest nam w stanie coś powiedzieć o charakterze produkcji, o której rozmawiamy. Dwa seriale, w których JJ Abrams wylistowany jest jako producent mogą nie mieć ze sobą nic wspólnego. W dwóch serialach, w których JJ Abrams był showrunnerem będziemy w stanie zidentyfikować znaczące podobieństwa w kwestii stylu, zabiegów scenariuszowych etc.

    Czy określenie “primary executive producer” (i jego tłumaczenia) byłoby równie zasadne? Możliwe, że tak. Ale amerykanie utworzyli na potrzeby opisu tej roli osobne słowo – showrunner. Someone who runs the show.

    Brak akceptacji tego faktu albo zahacza o zbędny pedantyzm albo zdradza słabe umiejętności językowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...