Dzwońcie na 112! Film „Winni” udowadnia, że zwykła rozmowa telefoniczna może poszarpać nerwy

Recenzje/Film 08.11.2018
Nasza ocena:
Dzwońcie na 112! Film „Winni” udowadnia, że zwykła rozmowa telefoniczna może poszarpać nerwy

Dzwońcie na 112! Film „Winni” udowadnia, że zwykła rozmowa telefoniczna może poszarpać nerwy

Choć „Winni”, najnowszy duński thriller, nie prezentuje specjalnie oryginalnego konceptu, to wykorzystuje go w sprawny i ciekawy sposób. Pokazując, że w sztuce wizualnej nadal najbardziej liczy się pomysł.

Wspomniany wyżej koncept oparty jest na jedności czasu, miejsca i akcji. Do tego skupia się na jednej postaci, znajdującej się w tym samym miejscu. Widzieliśmy już analogiczne rozwiązanie w takich filmach jak. np. “Telefon” z Collinem Farrelem, który rozgrywał się w większości w budce telefonicznej. W filmie “Pogrzebany” Ryanowi Reynoldsowi towarzyszyliśmy w trumnie zakopanej pod ziemią, z której próbował się wydostać. Ostatnio w filmie “Locke” obserwowaliśmy, jak Tom Hardy podczas jazdy samochodem prowadzi rozmowy telefoniczne i to na nich oparta główna akcja produkcji.

Teraz, w duńskim filmie „Winni”, przypatrujemy się pracy Asgara Holma (świetna rola Jakoba Cedergrena), który siedzi na słuchawce infolinii i odbiera numery alarmowe 112. Większość jego dnia polega na odbieraniu zgłoszeń od narkomanów czy ludzi, którzy padli ofiarą drobnych wypadków i kradzieży. Tym razem jednak trafiła mu się o wiele poważniejsza sprawa. Odebrał telefon od kobiety, która dawała mu znać, że została porwana. Asgar zaczyna więc działać na własną rękę i robi co może z wykorzystaniem linii telefonicznych, by pomóc w odnalezieniu i uratowaniu porwanej.

Jak nietrudno się domyślić, główna akcja filmu „Winni” rozgrywa się w pomieszczeniu, gdzie znajdują się pracownicy infolinii. Co więcej, bohatera filmu oglądamy w większości w pozycji siedzącej, a wąskie kadry, oparte głównie na zbliżeniach, pokazują przeważnie tylko jego twarz. Cała reszta wydarzeń ma miejsce w słuchawce podłączonej do linii telefonicznej.

„Winni” przypominają więc w formie słuchowisko radiowe, bowiem film oparty jest na oddziaływaniu na te same zmysły.

Produkcja, w reżyserii debiutanta Gustava Mollera, polega w dużej mierze na naszej wyobraźni. Ze słuchawki dobiegają nas bowiem dźwięki jadącego przez autostradę samochodu, hamowania, kropli deszczu spadających na szybę, otwierających się drzwi.

Dużo też kryje się w samym tonie głosu postaci dzwoniących do Asgara Holma. U jednych jest to złość, gniew, u innych strach, rozpacz. Niczego jednak nie widzimy na własne oczy, więc z pomocą musi nam tu przyjść nasza wyobraźnia. To od niej, czyli od nas samych, zależy, jaki film obejrzymy. Zręcznie napisany scenariusz i przekonująca, świetna gra aktorska zdecydowanie w tym pomagają i ostatecznie dają nam emocjonujące widowisko, w którym przed naszymi oczami na dobrą sprawę nic się nie dzieje.

Na szczęście twórcy filmu „Winni” poszli o krok dalej i nie popadli w samozachwyt nad formą swojej produkcji.

Udało im się pogłębić opowiadaną historię poprzez uczynienie z Asgara wielowymiarowej postaci ze skazą i skrywaną tajemnicą. Gustav Moller pod przykrywką thrillera opowiada nam bowiem historię człowieka targanego wyrzutami sumienia przez błędy przeszłości i któremu reżyser robi na naszych oczach swoistą psychoterapię, pozwalając niejako wygadać się ze swoich problemów poprzez rozmowy z dzwoniącymi i przepracowywanie ich własnych dramatów.

„Winni” może i nie odkrywają nowych filmowych lądów, nie opowiadają niczego, co nie zostałoby już wcześniej opowiedziane, ale mimo wszystko jest to emocjonujący, wciągający i robiący solidne wrażenie thriller. Trwa raptem 85 minut, a dzięki dramatycznym wydarzeniom i paru mocnym zwrotom akcji seans mija naprawdę szybko, oferując widzowi mocną dawkę adrenaliny pod wysokim napięciem i przy okazji dając szansę na chwilę kontemplacji.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...