Hackerville od HBO to nie jest nowy Mr. Robot i może trochę szkoda

Recenzja/Seriale 05.11.2018
Nasza ocena:
Hackerville od HBO to nie jest nowy Mr. Robot i może trochę szkoda

Hackerville od HBO to nie jest nowy Mr. Robot i może trochę szkoda

Hackerville to nowa produkcja HBO, która zabierze widzów do Rumunii. Razem z głównymi bohaterami przekonamy się, jak trudno jest złapać sprytnego hakera.

Wczoraj na HBO GO zadebiutował nowy serial. Hackerville zaczyna się od hakerskiego ataku na jeden z największych niemieckich banków. Sprawa nie jest jasna, bo z kont nie zniknął ani jeden eurocent. Trop prowadzi do Rumunii, więc federalna policja wysyła tam specjalistkę do spraw cyberprzestępczości. Lisa Metz wydaje się doskonałą kandydatką do tej roli. Nie dość, że jest dobra w tym, co robi, to jeszcze sprawa będzie się rozgrywała w jej dawnej rodzinnej miejscowości. Gdy Lisa była dzieckiem, jej rodzina opuściła Timisoarę, kobieta mówi więc po rumuńsku, a do tego wydaje się, że przynajmniej minimalna znajomość miejsca śledztwa może być atutem.

Szybko przekonujemy się, że dzieciństwo Lisy nie było łatwe.

Oczywiście w dwóch pierwszych odcinkach twórcy nie okrywają wszystkich kart, ale wydaje się, że z opuszczeniem Rumunii przez jej ojca związana jest jakaś tajemnica. Zresztą historia Lisy jest tu chyba najciekawsza. Z zainteresowaniem składałem do kupy wszelkie porozrzucane po serialu informacje, zastanawiałem się, czy w grę będą wchodziły sprawy polityczne, czy może historia wkroczy w rejony rodzinnego, osobistego dramatu.

Hackerville hbo go

Gorzej, że Hackerville pozornie opowiada o społeczności hakerów, a tak naprawdę jest to serialowy obraz Timisoary, sporego rumuńskiego miasta. Widzimy pracę lokalnej policji, poznajemy kilku hakerów, rodziny ważnych bohaterów, a także lokalne, wpływowe persony. Tworzy się z tego społeczna panorama, chociaż trochę wybiórcza, wydaje się ona przekonująca. Możemy zajrzeć w metody działania lokalnych stróżów prawa, tych, którzy działają w okolicach społecznego marginesu, ludzi bogatych (jak na możliwości niewielkiego miasta). Niestety naturalność i rzeczywistość tego obrazu jest złudna.

Sposób portretowania Rumunii w Hackerville jest żenujący.

Nie chodzi nawet o to, że obraz wydaje się być prawdziwy i miejscami naturalistyczny. Problem tkwi w tym, że na świat przedstawiony patrzymy oczami Lisy, która od lat mieszkała w Niemczech, ma swoje przyzwyczajenia, jej świat został ukształtowany przez inną rzeczywistość. Ściera się więc z pewnymi różnicami kulturowymi, biurokracją itp. Szkoda tylko, że portret Rumunii w tym zestawieniu jest nawet nie tyle niekorzystny, co przywodzi na myśl wizytę cywilizowanego turysty w zacofanym kraju.

hackerville

Większość scen, które rozgrywają się w Niemczech, ma miejsce w bardzo profesjonalnym i zaawansowanym technologicznie biurze federalnej policji. Mieści się ono w przeszklonym biurowcu z pięknym widokiem na miasto. Szefowa wydziału jest twarda, ale pokazuje równocześnie bezkompromisowość, którą można utożsamiać z profesjonalizmem. Chwilę później przenosimy się do zaniedbanego komisariatu, który niczym nie przypomina sterylnej niemieckiej jednostki. Gdy Lisa po raz pierwszy spotyka przedstawicieli rumuńskiego prawa, to głównodowodzący akcją spóźnia się na własną operację, która zresztą kończy się fiaskiem.

Hackerville pracuje jeszcze na pogłębienie tych różnic.

Lisa przybywa do swojego rodzinnego miasteczka. Chwilę wcześniej robiła zakupy w sklepie ze zdrową żywnością, a w Rumunii nawet jej wegetarianizm spotyka się z niezrozumieniem. A tych przykładów jest więcej. Jestem prawie pewien, że bohaterka w końcu pokocha ten niedoskonały kraik, pogodzi się z własną przeszłością i nie wróci już do Niemiec. Szkoda tylko, że zapewne zrobi to mimo wyartykułowanej mimochodem świadomości, że będzie to degradacja. Bo w Hackerville Rumunia jest prowincją pokazywaną w sposób szalenie stereotypowy, a rolę centrum pełnią tu Niemcy.

Hackerville

Zachodni widz jest postawiony w roli turysty, który odwiedza zacofany, ale na swój sposób piękny region, robi zdjęcia, cieszy się z inności i tego, że nie musi iść do pracy, a z drugiej strony nie rozumie procesów, które zmarginalizowały odwiedzany region. Nie ma tu żadnej refleksji nad otaczającym światem, nie sposób odnaleźć chociażby ślady empatii.

Wszystko, co po takim wyjeździe zostaje, to kilka fotografii, delikatny kac i żal, że tak szybko się to kończy. Przy czym tego ostatniego po dwóch pierwszych odcinkach Hackerville powiedzieć nie mogę.

Serial możecie obejrzeć HBO GO

Teksty, które musisz przeczytać:

„Ogień nie zabije smoka”, a słaby 8. sezon legendy „Gry o tron”? Nowa książka o kulisach serialu HBO to majstersztyk

Fani serialu „Gra o tron” przez cały okres istnienia serialu pragnęli poznać kulisy powstawania kolejnych sezonów, motywacje stojące za poszczególnymi wyborami fabularnymi i aktorskimi oraz dowiedzieć się, jakie relacje łączyły aktorów i twórców. Część tych tajemnic została przed nimi właśnie odsłoniętych dzięki książce „Ogień nie zabije smoka”.

Recenzja/Książki 24.11.2020

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...