Bohemian Rhapsody to świetny film. Ale też delikatnie przekłamuje rzeczywistość

Artykuł/Film 02.11.2018
Bohemian Rhapsody to świetny film. Ale też delikatnie przekłamuje rzeczywistość

Bohemian Rhapsody to świetny film. Ale też delikatnie przekłamuje rzeczywistość

Jako wielki fan Queen byłem pod ogromnym wrażeniem Bohemian Rhapsody, który już teraz mogę wskazać jako jeden z moich ulubionych filmów tego roku. Niestety, nie obyło się w nim bez poprawiania rzeczywistości.

Twórcy Bohemian Rhapsody – przy aprobacie Briana Maya i Rogera Taylora z Queen – zdecydowali się nieznacznie podretuszować historię zespołu i jego frontmana. Nie traktuję tego jako istotną wadę: film i tak bardzo wiernie, starannie i z ogromnym szacunkiem podchodzi do życiorysu jednego z najważniejszych zespołów w historii muzyki popularnej. Drobne zmiany umożliwiły zamknięcie opowiadanej i dość rozbudowanej historii w dwugodzinnym filmie, który przecież w żadnym razie nie aspiruje do miana dokumentu.

Żalu mogę nie mieć, ale warto wskazać te momenty, które autorzy scenariusza sobie zmyślili lub nieci przekłamali. W produkcji są też takie sceny, które wydają się absolutnie absurdalne, a które… faktycznie miały miejsce w rzeczywistości. Osobom nieznającym historii Queen, sugerujemy lekturę tego artykułu dopiero po seansie. Wszak nadal są to tak zwane spoilery.

Bohemian Rhapsody – film kontra rzeczywistość:

Młody Freddie Mercury nie był bumelantem.

bohemian rhapsody film rzeczywistość

Film co prawda nie neguje tego, że Mercury studiował sztukę i nawet zdobył tytuł naukowy. Jego narracja sugeruje jednak, że piosenkarz głównie włóczył się po knajpach, marnując czas ku zgrozie swoich rodziców. Nic bardziej mylnego. Wokalista Queen ukończył londyński Ealing Art College na wydziale sztuki i wzornictwa oraz Isleworth Polytechnic na wydziale sztuki.

Freddie Mercury nie poznał reszty zespołu pod pubem.

bohemian rhapsody film rzeczywistość

To na wspomnianym wyżej Ealing Art Collage poznał Tima Staffella grającego wówczas w zespole Smile, członkami którego również byli Brian May i Roger Taylor. Staffell zainteresował Mercury’ego tą konkretną kapelą, do której ten później dołączył, zmieniając jej nazwę na Queen. Natomiast rzeczywiście Staffell porzucił Smile dla zespołu o nazwie Humpy Bong.

Mike Myers gra w filmie postać fikcyjną.

W historii Queen nie istniał przedstawiciel wydawnictwa EMI o nazwisku Ray Foster. Wszystkie sceny z jego udziałem są zmyślone, choć miało to swój cel – Foster jest swoistą filmową personifikacją problemów związanych z finansowaniem eksperymentalnego albumu A Night At The Opera, z którego pochodzi utwór Bohemian Rhapsody. Nie jest też prawdą, że emisja w radiu zapewniła tej piosence rozgłos – udało się to osiągnąć za sprawą bardzo nietypowego jak na tamte czasy teledysku. I to w czasach, gdy MTV jeszcze nie istniało.

Jest jednak w tym wszystkim pewne ziarenko prawdy. Ameryka oszalała na punkcie Bohemian Rhapsody po tym, jak piosenka pojawiła się w pamiętnej scenie filmu Świat Wayne’a, w której Myers gra jedną z głównych ról. Kwestia żaden nastolatek nie będzie w swoim samochodzie machał łbem do czegoś takiego jak Bohemian Rhapsody wypowiadana przez postać Fostera jest więc ogromnym mrugnięciem oka do fanów.

Debiutancki album nie był aż takim sukcesem komercyjnym.

Tu ponownie film wprost tego nie przekazuje, nie można więc mówić o przekłamaniach. Jego narracja sugeruje jednak, że pierwsze studyjne wydawnictwo zespołu zapewniło Queen wysoką rozpoznawalność. No… niezupełnie. Dopiero trasa koncertowa go promująca okazała się wydarzeniem, o którym zaczęły pisać media i to przyciągało coraz większą uwagę fanów rocka. To single z drugiej płyty zespołu zaczęły trafiać na listy przebojów.

Jim Hutton nie był lokajem, sprzątającym po jednej z balang w domu Mercury’ego.

Życiowy partner wokalisty w rzeczywistości był fryzjerem. Ich związek faktycznie rozpoczął się w 1985 roku, tak jak pokazano to w filmie. Podczas seansu postać Huttona ujrzymy jednak sporo wcześniej. Nie wiadomo, czy jest to zmyślona scena, jednak nie istnieją żadne dostępne w formie publikacji wspomnienia sugerujące, że dwaj panowie poznali się lata wcześniej zanim postanowili się ze sobą związać.

Freddie Mercury dowiedział się o swojej chorobie dopiero dwa lata po koncercie Live Aid.

Film Bohemian Rhapsody kończy się odtworzeniem tego epickiego koncertu, a to oznacza, że wątek choroby frontmana musiałby zostać w scenariuszu całkowicie pominięty. Filmowcy zdecydowali się więc nieco przesunąć to wydarzenie w czasie. Okoliczności choroby i reakcja Mercury’ego zostały jednak w pełni oddane. Wokalista poinformował o tym wyłącznie najbliższych, bo nie życzył sobie niczyjego współczucia. Nie chciał też być twarzą jakiejś kampanii na rzecz walki z AIDS, postanowił do końca swoich dni koncentrować się na tworzeniu muzyki.

To w efekcie prowadzi nas do kolejnych filmowych przekłamań. Koncert Live Aid nie był pierwszym wspólnym występem zespołu po przerwie, jaka była wymuszona przez solowe projekty Mercury’ego. Grupa nie musiała trenować z tracącym formę (co w przypadku Freddiego jest pojęciem względnym…) wokalistą – koncert miał miejsce w dwa miesiące po tym, jak Queen wrócił z trasy.

Mercury miał kota na punkcie kotów.

Jeżeli podejrzewacie, że sceny w których Mercury przyznaje, że każdy z jego kotów ma swój własny wielki pokój i w których dzwoni do swojej narzeczonej, by je usłyszeć są zmyślone, to jesteście w błędzie. Wokalista traktował swoje ukochane czworonogi jak własne dzieci. Piękna ballada Delilah jest poświęcona właśnie kotu o tym samym imieniu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (11)

86 odpowiedzi na “Bohemian Rhapsody to świetny film. Ale też delikatnie przekłamuje rzeczywistość”

  1. The Rolling Stone o pierwszej plycie Queen:

    Rumor has it that Queen
    shall soon be crowned “the new Led Zeppelin,” which is an event that
    would certainly suit this observer just fine. There’s no doubt that this
    funky, energetic English quartet has all the tools they’ll need to lay
    claim to the Zep’s abdicated heavy-metal throne, and beyond that to
    become a truly influential force in the rock world. Their debut album is
    superb.

  2. Świetny artykuł! Brakuje mi tylko informacji, że “Who wants to live forever” nie tylko nie było, ale nawet nie mogło być zagrane na Live Aid, bo jeszcze nie zostało stworzone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...