Już wkrótce 1/3 nowych produkcji, jakie obejrzymy w Netfliksie, będzie z Europy. Nie wszystkim się to podoba

Artykuł/Seriale 17.10.2018
Już wkrótce 1/3 nowych produkcji, jakie obejrzymy w Netfliksie, będzie z Europy. Nie wszystkim się to podoba

Już wkrótce 1/3 nowych produkcji, jakie obejrzymy w Netfliksie, będzie z Europy. Nie wszystkim się to podoba

To już pewne, dostarczyciele treści VOD urzędujący w krajach UE będą musieli dostosować swoją ofertę do najnowszych zasad zatwierdzonych przez Parlament Europejski. Z kolei Netflix kwoty europejskie widzi bardziej jako hamulec niż zachętę.

Przed dwoma tygodniami Parlament oficjalnie przegłosował aktualizację dyrektywy o mediach i usługach audiowizualnych. Zatwierdzono w niej m.in. europejskie kwoty programowe na poziomie 30 proc. W największym skrócie chodzi tutaj o ustanowienie minimum procentowego produkcji rozpowszechnianych na terenie UE. W nim mają się znaleźć produkcje pochodzące z Europy. A więc, pod dość enigmatyczną nazwą kryje się po prostu chęć Unii Europejskiej do poruszenia rynku audiowizualnego Starego Kontynentu.

Takie zabiegi UE nie są nowością.

Wręcz przeciwnie, z kwotami można było się spotkać już od dłuższego czasu, tylko że obowiązywały one do tej pory jedynie nadawców telewizyjnych i radiowych. Serwisy VOD mogły się cieszyć relatywną wolnością, ponieważ w dyrektywie widniała tylko wzmianka, że są oni zobowiązani w granicach swoich możliwości do promowania utworów pochodzących z UE. Słowem, wolna amerykanka.

Jednak te czasy dobiegły końca. Europarlamentarzyści w najnowszej aktualizacji zasad o funkcjonowaniu mediów audiowizualnych na terenie UE zobowiązali serwisy do posiadania w swojej ofercie minimum 30 proc. produkcji europejskich.

Netflix kwoty europejskie postrzega raczej jako zjawisko negatywne.

Jak pisze Reed Hastings w swoim raporcie:

Wolelibyśmy skupić się na tworzeniu świetnych usług dla naszych użytkowników, co zawierałoby także tworzenie lokalnych produkcji, niż na zaspokajaniu kwot. Jednak przewidujemy, że regionalne kwoty programowe zbliżone do udziału regionu w naszych globalnych subskrypcjach, jedynie minimalnie zredukują satysfakcję użytkowników. Niemniej jednak, kwoty, bez względu na wielkość rynku, mogą negatywnie wpłynąć zarówno na doświadczenia klientów, jak i na kreatywność. Wierzymy, że bardziej efektywną ścieżką wspierania przez kraje ich lokalnych produkcji jest bezpośrednie i niezależne od kanału dystrybucji motywowanie lokalnych twórców treści medialnych.

Na chwilę obecną, Netflix to jedyna międzynarodowa firma, która zdecydowała się na tak mocną krytykę poczynań UE w obszarze spodziewanych zmian na rynku VOD w Europie.

netflix originals 2018

Powstaje jednak pytanie, kto tutaj ma rację?

Z jednej strony europejskie produkcje, które już można obejrzeć na Netfliksie cieszą się sporą popularnością. Spójrzmy tutaj, chociażby na Dom z papieru, The Rain, czy Dark. Za przykład może służyć nawet 1983, który już wzbudza w Polsce duże emocje, mimo że do jego premiery została jeszcze chwila. A więc jeśli takie kwoty oznaczałyby napływ podobnych produkcji, to osobiście nie miałabym nic przeciwko takiemu rozwiązaniu.

Tylko że opieram tutaj wszystko na założeniu „jeśli”. Równie dobrze może się okazać, że w celu „zapchania” różnicy procentowej duże serwisy VOD pójdą na zakupy do hipermarketu i kupią mnóstwo średniej jakości produkcji, które będą sobie po prostu wisiały na serwerach i zapełniały sztucznie narzucone kwoty europejskie. Albo, uruchamiając jeszcze czarniejszy scenariusz, zaczną produkować seriale, których absolutnie nikt nie będzie chciał oglądać. Nie trudno sobie wyobrazić, że w bardzo łatwy sposób te obrazy staną się wyznacznikiem jakości uchwalonych kwot.

Warto tutaj zwrócić uwagę na słowo „sztucznie”. Bo coś, co nie bierze się z zapotrzebowania rynkowego, a mimo to jest i tak produkowane, staje się w efekcie czymś wymuszonym i nienaturalnym. Może więc krytyka, którą zaproponował Hastings, ma w sobie dużo sensu? O tym przekonamy się już niedługo, jako że kraje członkowskie po uchwaleniu dyrektywy UE mają 21 miesięcy, aby przekształcić ją w prawo krajowe.

Tymczasem śpieszymy się oglądać na Netfliksie dobre produkcje europejskie, bo może wkrótce się do nich nie dokopiemy.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (16)

21 odpowiedzi na “Już wkrótce 1/3 nowych produkcji, jakie obejrzymy w Netfliksie, będzie z Europy. Nie wszystkim się to podoba”

  1. Osobiście odbieram decyzję jako kolejny przejaw eurokomunizmu, ale co człowiek to opinia. Autor artykułu zapomniał że mimo wszystko kryterium oferowania 30% Europejskiej (nie mylić z lokalną) twórczości spełnione będzie również jeśli nadawca typu netflix usunie nadwyżkę innych programów. Tak czy inaczej z wyznając zasadę że z niewolnika nie ma pracownika kolejnych Dark, Rain ect tylko z uwagi na dyrektywę miłościwie nam panujących bym się nie spodziewał… opcja z publikowaniem dzieł pokroju Trudne Sprawy (spełniają kryteria) po taniości wydaje się bardziej prawdopodobna…

    • Jeśli netflix będzie chciał dobrych produkcji to albo będzie musiał takie wyprodukować albo kupić. Jeśli kupić to będzie to stymulowało europejski przemysł filmowy. Jeśli wyprodukować to też. I tak jesteśmy zbyt zależni medialnie od ameryki…

  2. A mnie się zdycodowanie podoba – niestety, filmy kręcone w USA są kręcone w większości dla widzów w USA – a jak wszyscy dobrze wiemy amerykanie w większości są głupi (w porównaniu do europejczyków) i takie też są ichniejsze filmy.

  3. Ale to oznacza że ponad 2/3 robią co chcą a tylko 30% ma być produkowana w europie dla Europejczyków. To jest dobre. Podobna sytuacja jest np w radiu gdzie 30# muzyki musi być w języku polskim. Inaczej byście zapomnieli jak się mówi w ojczystym języku, jak wygląda tutejsza kultura itd. 1/3 to nie jest problem.

    • Może to nie jest do końca głupie, ale 30% to masakryczna ilość. Zobaczcie ile jest materiału na Netflixie a wy wymieniacie Dom z Papieru i Darka. Czyli na te dwie produkcje mamy 4 zza oceaniu i to miałoby być wszystko?

      Ale Netflix sobie poradzi – jakiś czas temu trafiłem tam na jakieś kompletne “g***o” – serial 20 sezonów wyglądający jak zrobiony z jakiejś gry. Sama gadka – nic się nie dzieje – sprawdziłem wyrywkowo kilka odcinków – w ten sposób Netflix łatwo nabił sobie 400 godzin Europejskich i teraz może spokojnie dodać 800 godzin amerykańskich.

      Następnie kupią za grosze prawa do 2000 odcinków Klanu i mają spokój :)

      • Jasne że netflix może sobie wypełniać swoją bazę kontentem niskiej jakości ale raczej tego nie zrobi. Netflixowi nie zależy na tym żeby dawać taki kontent bo on zaśmieci im serwis. Nie mogą dobre produkcje być przemieszane z szitowymi. Oczywiście da się to obejść na wiele sposobów. Przykładowo polska muzyka leci w radiu w nocy żeby spełnić normy a w dzień puszczają to co ludzie chcą słuchać. Narazie unia chce wymusić sam fakt, jeśli to się nie sprawdzi to pewnie spróbuje czegoś innego – chociaż interaktywny kontent można inteligentnie pozycjonować i obejście może być znacznie prostsze niż w przypadku tradycyjnych ‘liniowych’ mediów.

        • Dokładnie tak jak piszesz – normalny użytkownik tego “Klanu” może nawet nie zauważyć, bo się nie będzie pozycjonował i nie pojawi się na głównym ekranie.

          Zauważ, że w tej chwili nikt z nas nie wie czy Klanu w Netflixie nie ma – musielibyśmy skorzystać z wyszukiwarki, więc argument o “nie zaśmiecaniu” raczej nie ma tu zastosowania, bo nikomu śmieci by raczej nie przeszkadzały.

          Gorsze byłoby to gdyby Netflix musiał zrezygnować z udostępnienia nam jakiejś ciekawej produkcji, bo się w danym momencie “proporcje” nie zgadzają.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...