Żywe trupy uciekają do przodu, a The Walking Dead w 9. sezonie zmienia się nie do poznania – recenzja

Recenzje/Seriale 08.10.2018
Nasza ocena:
Żywe trupy uciekają do przodu, a The Walking Dead w 9. sezonie zmienia się nie do poznania – recenzja

Żywe trupy uciekają do przodu, a The Walking Dead w 9. sezonie zmienia się nie do poznania – recenzja

W świecie Żywych trupów nie było żadnego ogromnego trzęsienia ziemi, ale The Walking Dead w 9. sezonie i tak zmienia się nie do poznania. Wystarczył spory przeskok w czasie akcji, który wyszedł produkcji na dobre.

The Walking Dead jest jednym z najpopularniejszych seriali w historii, ale telewizyjna opowieść o apokalipsie zombie, bazująca na komiksach Roberta Kirkmana, w ostatnich latach stawała się coraz bardziej odtwórcza i nudna. Na szczęście nowa seria wydaje się bardzo potrzebnym powiewem świeżości.

Żywe trupy w 9. sezonie uciekają do przodu.

Kolejne serie zwykle zaczynały się fabularnie dokładnie tam, gdzie skończyły się poprzednie. Często żegnaliśmy się z bohaterami, obserwując kolejne potężne cliffhangery. Tym razem Angela Kang, czyli obecna showrunnerka The Walking Dead, zdecydowała się jednak na bardzo długi przeskok czasowy.

Czytaj też: Żywe trupy nie czekają na Halloween. Początek 9. serii The Walking Dead można już obejrzeć na YouTubie

W świecie Żywych trupów minęło aż półtora roku, od kiedy ostatnio widzieliśmy Ricka i spółkę. Po pokonaniu Zbawców i uwięzieniu Negana, osady takie jak Aleksandria, Hilltop, Królestwo i Sanktuarium zaczęły współpracować. Cywilizacja powoli wraca do tego przesiąkniętego wonią rozkładu ludzkich ciał świata.

The Walking Dead wraca do korzeni.

I nie chodzi o te pierwsze sezony serialu, oj nie. Mowa o czasach w historii ludzkości sprzed rewolucji przemysłowej. Ocalali do tej pory żywili się bowiem tym, co znaleźli w opuszczonych stacjach benzynowych i supermarketach, podróżowali samochodami i mieli dostęp do broni palnej. Z tym już koniec.

Teraz są przede wszystkim farmerami, jeżdżą konno i korzystają z broni białej. Naboje, paliwo i konserwy z długim czasem przydatności do spożycia są na wagę złota, bo nie da się ich zdobyć więcej, niż można znaleźć (i to z narażaniem życia) w ruinach minionego świata.

The Walking Dead w 9. sezonie wygląda z tego powodu zupełnie inaczej.

Nawet osady, które odwiedzamy, to jedna wielka prowizorka. Ludzie budują i wzmacniają budynki z użyciem materiałów, które mają pod ręką. Nikt nie ma czasu tutaj myśleć o estetyce, liczą się jedynie walory użytkowe. Trudno zresztą się dziwić takiemu podejściu, gdy śmierć czyha za każdym rogiem.

Dzięki temu trudno pomylić sceny z otwarcia nowej serii z tymi, które pochodzą z poprzednich lat. To jak przeprowadzka z miasta na wieś w połączeniu z podróżą w czasie o kilka dekad wstecz. Dzięki temu jednak The Walking Dead miło zaskakuje konstrukcją kolejnych scenografii.

Historia w The Walking Dead również została stonowana.

Po totalnej wojnie, jaką rozpętali Rick i Negan, przyszła kolej na czasy pokoju. Oczywiście nikt nie chciałby oglądać serialu obyczajowego z zombie w tle, dlatego jako widzowie wracamy do tego świata w momencie, gdy czuć w powietrzu, że zaraz rozpocznie się kolejny konflikt. Tym razem na linii Maggie-Rick.

Pilot jednak ten konflikt tylko anonsuje, zamiast przechodzić od razu do meritum. Z kolei to, co działo się ze wszystkimi innymi postaciami przez ten czas, musimy sobie wykoncypować z kontekstu – ale te kilka scen, które dotychczasowi pierwszo- i drugoplanowi bohaterowie otrzymali, zaspokaja ciekawość.

Nadal nie wyobrażam sobie jednak The Walking Dead bez Ricka Grimesa.

Od tygodni wiemy, że Andrew Lincoln zdecydował się odejść. Jego bohatera w jakiś sposób pożegnamy, choć nie wiadomo czy zginie, czy uda się w podróż niczym Morgan. Jedno jest pewne: ktoś inny będzie musiał przejąć stery w Aleksandrii. Na razie jednak nie ma żadnego solidnego kandydata na nowego szefa szefów.

The Walking Dead w pilocie 9. sezonu nie zaczęło jeszcze procesu przekazywania pochodni. Na razie skupiono się na przedstawieniu tego, jak zmienił się przez serialowe półtora roku świat przedstawiony. I nie mam z tym żadnego problemu, bo wolniejsze tempo serialowi się przyda.

Mam tylko nadzieję, że The Walking Dead uda się nie popełniać starych błędów.

Na horyzoncie rysują się bowiem konflikty. Nie chodzi tylko o różnicę w podejściu do rozwoju cywilizacji u Maggie i Ricka, których poróżniła kwestia Negana. Ocalali z różnych osad też mają swoje własne pomysły na to, jak powinien wyglądać świat. Nie wszystkim pasuje, że Zbawcy nie radzą sobie z uprawą roli.

the walking dead 9 sezon 2

Scenarzystom w tym momencie bardzo łatwo byłoby jednak poróżnić te osady i wrócić do starć zbrojnych pomiędzy nimi. Byłby to jednak odgrzewany kotlet i powtórka z poprzedniego sezonu. Dużo bardziej satysfakcjonujące byłoby oglądanie, jak bohaterowie ponoszą cenę nie wojny, a pokoju.

The Walking Dead ma przed sobą sporą szansę na odkrycie nowych warstw u postaci, które znamy od blisko dekady.

Ricka, Maggie i Daryla połączył bowiem przede wszystkim ślepy traf. Trzymali się razem i zaczęli o sobie myśleć jak o członkach rodziny tak naprawdę tylko w wyniku zaistniałych okoliczności. Objęcie przez nich przywództwa w trzech osadach może sprawić, że więź między nimi osłabnie.

Długi czas rozłąki i okazjonalne kontakty mogą sprawić, że dotychczas bliscy sobie ludzie zaczną dostrzegać w sobie nawzajem wady. Trzymam tylko kciuki, by nie skończyło się to wyłącznie kolejną krwawą jatką, których mieliśmy w tym serialu już po prostu zbyt wiele.

Jak na razie pilot 9. sezonu The Walking Dead daje na to na szczęście nadzieję. Odpowiedź na to, czy to się w ogóle uda, dadzą nam kolejne tygodnie. Odkryłem jednak, że tak jak poprzednie serie oglądałem głównie z przyzwyczajenia, tak teraz ponownie los tych postaci mnie obchodzi. Dobra robota.

The Walking Dead wróciło w Stanach Zjednoczonych z 9. sezonem dziś w nocy o 3:00 polskiego czasu, a pół godziny później odcinek mogli obejrzeć widzowie na kanale Fox Polska. Powtórka zaplanowana została na godz. 22:00.

Teksty, które musisz przeczytać:

Gra o tron, Przyjaciele i Narcos. Sprawdziliśmy, które seriale mają najlepsze czołówki

Jedną z największych i chyba wciąż najbardziej popularnych rewolucji, jakie wprowadził Netflix, był przycisk pominięcia czołówki serialu. Faktycznie większość napisów początkowych z czasem nudzi, stają się monotonne, aż w końcu praktycznie nieznośne. Z drugiej strony są takie, które zapadają w pamięci na dłużej i są uznawane za najlepsze serialowe openingi.

Top/Seriale 08.12.2018

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...