Dragon Ball Super już w Polsce. Czekaliśmy prawie tak długo jak na DBZ, ale czy było warto?

Felieton/Seriale 01.10.2018
Dragon Ball Super już w Polsce. Czekaliśmy prawie tak długo jak na DBZ, ale czy było warto?

Dragon Ball Super już w Polsce. Czekaliśmy prawie tak długo jak na DBZ, ale czy było warto?

Dragon Ball Z to seria, która połączyła miliony ludzi na całym świecie i zmieniła animację na zawsze. Fabularna kontynuacja opowieści o Goku – Dragon Ball Super – będzie dostępna na kanale Polsat Games. Problem w tym, że to serial z masą słabości, których nie zdoła przysłonić nostalgia.

Seanse Dragon Ball Z i innych wczesnych japońskich kreskówek na kanale RTL 7 były dla setek Polaków absolutnie pokoleniowym doświadczeniem. Dialogi w produkcji były czytane przez lektora na podstawie francuskiego dubbingu, któremu daleko do oryginału, a nawet najsłynniejszej amerykańskiej wersji. Nie przeszkodziło to jednak widzom zakochać się w produkcji i próbować wykonać ikoniczne Kamehameha, do czego przyzna się zapewne niejedna dorosła obecnie osoba.

Wraz z pojawieniem się w Polsce globalnego internetu Dragon Ball nieoficjalnymi kanałami zaczął docierać do odbiorców w formie bliższej oryginalnej jako manga i anime. Na serialową kontynuacje Dragon Ball Z musieliśmy jednak znowu czekać kilka lat po japońskiej premierze. Pierwszy odcinek produkcji o mało wymyślnej nazwie Dragon Ball Super został wyemitowany w połowie 2015 roku.

Dlatego emisja Dragon Ball Super w Japonii zakończyła się nim serial dotarł do Polski (choć to nie koniec przygód Goku).

Dzięki temu jestem w stanie przestrzec fanów twórczości Akiry Toriyamy, by nie mieli wielkich oczekiwań. Jak poinformował oficjalny profil Polsat Games na Wykopie, produkcja będzie dostępna w Polsce w dwóch wersjach – oryginalnej z napisami i z polskim dubbingiem. Słuchanie Vegety, Goku, Piccolo czy Gohana z polskimi głosami może być ciekawym (lub przerażającym) doświadczeniem. Jako takie nie zmieni jednak ogólnej oceny serii, a ta nie może być pozytywna.

Twórcy Dragon Ball Super poradzili sobie z ogromnymi problemami z animacją i rysunkami, o których głośno było nawet w Polsce. Ale zajęło im to aż dwadzieścia siedem odcinków, które w dodatku są mało ambitnym powtórzeniem dwóch kinowych filmów Battle of Gods i Resurrection F. Ten aspekt anime w kolejnych epizodach bywał bardzo nierówny (podobnie jak niegdyś w DBZ), ale ogółem doszło do znacznej poprawy.

Niestety, słabe scenariusze, drętwe dialogi, kiepska choreografia walk i ignorowanie potencjału postaci pobocznych prześladowały Dragon Ball Super do samego końca. Warto pamiętać, że charakter bohaterów znany z amerykańskiej i europejskich wersji był trochę inny niż w Japonii. Dlatego wielu polskim fanom może być trudno przełknąć ciągłe głupoty i niedojrzałość Goku. A to właśnie temu bohaterowi podporządkowane jest całe anime.

Dragon Ball Super – gdzie oglądać?

Gohan, Piccolo, Krillin czy Trunks zostają odstawieni na boczny tor. Ich siła jest niejasna i zmienia się bez żadnego sensu z odcinku na odcinek. Właściwie tylko postaci Vegety i androida #17 zostały w ciekawy sposób rozbudowane i poszerzona o dodatkowe motywacje. Niestety, wciąż to właśnie Goku kończy wszystkie pojedynki. Po kilkuset kolejnych odcinkach staje się to zwyczajnie nudne.

Zwłaszcza, że walki w Dragon Ball Super zwyczajnie nie są równie ekscytujące, co w poprzedniej serii. Nie mają równie wielkiej stawki, ciekawych przeciwników i fantastycznej choreografii. Większość pojedynków w nowym serialu polega na coraz szybszym zapętleniu trzech kadrów. Zaledwie kilka walk (przede wszystkim w ostatnich kilkudziesięciu odcinkach) wyróżnia się pod tym względem. To jednak tylko niewielki odsetek.

Paradoksalnie wszystko to wskazuje, że Dragon Ball Super jest zwyczajnie bliższe klasycznemu shounen anime niż Dragon Ball Z. Tutaj też na potęgę pojawiają się drętwe żarty, idiotyczne zwroty akcji, a charaktery większości postaci oparte zostały na okropnych stereotypach. Dragon Ball Z trafiło do ludzi z całego świata, ponieważ przekraczało granice japońskich animacji. Czasem w sposób trudny do zniesienia (trwające długie minuty przygotowania do walk), ale ogółem z pozytywnym skutkiem dla całości.

Dragon Ball Super nie jest produkcją pod każdym względem fatalną. Ze wszystkich 131 odcinków mniej więcej połowa to niezłej jakości kontynuacja anime z lat 90. Ale nic więcej. A żeby doczekać tych lepszy odcinków trzeba przetrwać tragedię wczesnych epizodów (i środek pełny fillerów).

Dragon Ball Super będzie można obejrzeć na kanale Polsat Games oraz ogólnodostępnych TV4 i TV6.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (12)

56 odpowiedzi na “Dragon Ball Super już w Polsce. Czekaliśmy prawie tak długo jak na DBZ, ale czy było warto?”

  1. O ile pierwsze odcinki były rzeczywiście słabe o tyle potem bardzo fajnie się oglądało całą serię. DBZ było za długie – znacznie bardziej podeszła mi wersja Kai z wyciętymi odcinkami “gadania o niczym”. DBS poszedł krok dalej i przechodzimy z walki na walkę co też może być trochę męczące, bo nie do końca czuć siłę przeciwników. Jednak stwierdzenie, że walki nie ma tak wielkiej stawki – huah. Najpierw losy ziemi, potem losy wszechświata, a potem… Spoilerów nie będę robił.
    Na zagranicznych forach ludzie byli zadowoleni z serii – na naszym podwórku tylko narzekanie – norma.

  2. Mnie słuchanie japońskiego oryginału jakoś strasznie męczyło, więc może bym obejrzał z polskim dubbingiem. Ale nie wiem czy warto drugi raz tracić czas na ten serial.

  3. Seria Super miała słaby początek (bardzo kiepskie pierwsze odcinki itd.), przez co przylgnęła do niej łatka “kiepskej serii”. To oczywiście nie słusznie, bo gdzieś począwszy od sagi Trunksa, seria jest naprawdę bardzo dobra. A saga turniejowa jest jeszcze lepsza. Ultra Instynkt, epickie walki drużyny 7 wszechświata – to coś, co warto obejrzeć, jeżeli się lubi Dragon Ball.

    “Gohan, Piccolo, Krillin czy Trunks zostają odstawieni na boczny tor.”
    Dokładnie tak samo zostali odstawieni w Dragon Ball Z. DBZ również się bez Goku obyć nie mógł, również Goku był w całym centrum uwagi. Tym Super się nie wiele różni od Z. O GT nie wspominam, bo tam liczył się tylko Goku, reszta była na doczepkę.

    “Niestety, słabe scenariusze, drętwe dialogi, kiepska choreografia walk i
    ignorowanie potencjału postaci pobocznych prześladowały Dragon Ball
    Super do samego końca.”
    W DBZ też było pełno kiepskich pomysłów, drętwych dialogów i słabych walk. Ignorowanie potencjału pobocznych postaci też da się znaleźć. Przykładem jest chociażby Piccolo – w Cell Sadze postać kreowana na równie silną co Saiyanie, wraz z Buu Sagą stał się bojowo kompletnie bezużyteczny.

    “Dlatego wielu polskim fanom może być trudno przełknąć ciągłe głupoty i niedojrzałość Goku.”
    Goku był zawsze niedojrzały. Super pokazuje to po prostu bardziej. Nie oszukujmy się, ale z Goku żaden bohater i głównie to anime i dubbingi zrobiły z niego bohatera. Choćby kwestia oszczędzenia Vegety – w oryginale Goku go oszczędził bo po prostu chciał sobie znowu z nim powalczyć. W anime dodali jakieś ględzenie o litości.

    A jeżeli chodzi o nostalgię, to cóż – to właśnie nostalgia jest sporym powodem kiepskich opinii o DBS. Ludzie w wiekszości oczekiwali tego co oglądali przez telewizorami kilkanaście lat temu i nie byli chętni akceptować koniecznych zmian.

    • Ten Ultra Instynkt to jest jakieś nie porozumienie…Zamiast zrobić tak, że Goku po “wybuchu” Genki Damy nie wraca od razu z nieopanowanym stanem UI, tylko dostajemy trochę dramatu (?) Rozpaczy (?), ponieważ Goku znika na prawie cały turniej i wraca dopiero 5 min. przed zakończeniem turnieju. Nawalał by się z Jirenem przez 3 min. i wtedy wiadomo co dalej. UI znika i później Goku częściowo odzyskuje siły i idzie dalej walczyć. A nie, że wraca od razu i na dzień dobry opanowuje UI.

      Natomiast Jiren to zmarnowany potencjał. Mogli mu dać bogatszą historię ale widać, że czasu nie starczyło albo dali szybko na “zapchaj dziurę” lub nie mieli pomysłu. Goku wcześniej nie dawał rady Jirenowi, a później kiedy on jest po kilku walkach, a Jiren po…jednej poważnej…Jiren nagle nie może poradzić sobie z 2 osobnikami. Nagle goku walczy z nim na równi…a co dopiero Vegeta XD. W dodatku, kiedy Goku miał już wywalić Jirena z ringu to wtedy ciało nie wytrzymało i plecy jeb. Krew leci z buzi itd. I co dalej…Goku wyłączony z walki i leży na wiszącej skale aby podtrzymać większą liczbę postaci U7 na ringu. Powinien raczej nie wstać…A JEDNAK…Nawet postacie okazują zdziwienia, że “ty się jeszcze ruszasz??”. Goku nawet nie wyjaśnia jak. Chyba nawet sam Akira jest zdziwiony, że Goku nie leży, tylko normalnie wstał jak gdyby nigdy nic i dalej walczy. Pomimo, że przed chwilą plecy mu jebły co klasyfikuje go do zakończenia przez niego boju i oddania w ręce pozostałej Dwójce losu wszechświata. Goku na siłę chyba został uzdrowiony tylko po to aby ON wraz z odgrzanym kotletem zwanym FRIEZA, pokonał Jirena. Dlaczego Buu nie mógł być tym 10 wojownikiem?? Dlaczego nie można było mu dać tych 5 min.?? Ile można odgrzewać kotlet?? Nie mam pojęcia…

      Ogólnie seria DBS jest bardzo dobra. Na początku wątpiłem w sukces ale później było coraz lepiej. Jednak Akira T. nie umie chyba dobrze kończyć serii. Ostatnie sagi wyglądają jakby walki były robione na siłe. Niektóre sceny zrobione tak aby wymusić walkę w innych okolicznościach lub po prostu gdzie indziej. Przykład…Majin Buu Saga oraz The Tournament of Power Saga.

  4. Owszem, początkowe odcinki były powtórzeniem kinówki, ale podobnie uczyniono np z anime Boruto, gdzie również między odcinkami wpleciono kinówkę. Jako wieloletnia fanka M&A nie uważam, by było to jakkolwiek słabe. DBS obejrzałam z wypiekami na twarzy. Ta seria różni się od DB sprzed laty, ale zdecydowanie na +. Animacja, walki, wątki. Wszystko jest jak najbardziej ciekawe. Obawiam się jedynie polskiego dubbingu… Nie wyobrażam sobie okrzyków Goku i reszty w naszym języku… Oby tylko dali oryginalne imiona, bo chociaż Szatan Serduszko brzmi sentymentalnie, jednak wolę Piccolo..

  5. Ale się uśmiałem po przeczytaniu tego artykułu. DBS od sagi Trunksa był bardzo dobry, a redaktor najwidoczniej należy do elity “DBZ i nic innego”. Tak jak fani starej trylogii SW nie uznają żadnych innych filmów, bo ich filmy są najlepsze. Gdyby anime było słabe, gdyby postacie i ich dialogi były słabe to fani nie szaleliby na ich punkcie, a szaleją i uwielbiają Hita, Blacka, Zamasu, Champę czy Keflę. DBS przywróciło hype na DB. Crunchyroll wysiadały serwery w każdą niedzielę przy premierze nowego odcinka. Figurki, gry, mikrotransakcje w mobilkach, wszystko zostało napędzone przez DBS. Ruch w necie ogromny. Walki z DBS mają miliony wyświetleń na YT. Jak nie można dostrzec odrodzonego fenomenu DB dzięki DBS to pozostaje mi już tylko uśmiechnąć się.

  6. Naprawdę nie jest aż tak źle. Wychowywałem się na seriach Dragonball, emitowanych przez satelitarny kanał RTL7, tam to dopiero momentami wpadka goniła wpadkę (np. słynne Kakarotto, nagminnie tłumaczone jako “kaszalot” :-). A teraz miło słyszeć, że seria nie umarła i fajnie po pracy obejrzeć kontynuację przygód Goku. Postać Beerusa z imieniem tłumaczonym czasem jako “Wszechmocny Browek” ;-) też da się lubić. A jeśli komuś nie chce się brnąć dla przypomnienia przez serię Z z fillerami, polecam jej jajcarską parodię Dragonball Z Abridged, czyli “Skrócony DBZ”, montowany przez ekipę z Team Four Star. Boki zrywać.

  7. Patrze w opis i nie wierze, albo nie lubicie Polsatu albo Dragon Balla. Albo gorzej nie oglądaliście i przepisujecie innych krytyków i tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...