Tak złe, że aż wstyd je oglądać. Najgorsze polskie filmy wszech czasów

Top/Film 29.09.2018
Tak złe, że aż wstyd je oglądać. Najgorsze polskie filmy wszech czasów

Tak złe, że aż wstyd je oglądać. Najgorsze polskie filmy wszech czasów

Za nami znakomite (w większości) miesiące w polskim kinie. “Cicha noc”, “Atak paniki”, “Zimna wojna” to dowód na to, że rodzime filmy zyskały nową energię. Przed nami jesień, która również zapowiada się dobrze pod względem polskich filmów.

Zanim jednak zaczniemy się, mam nadzieję, zachwycać nowościami, zatrzymajmy się na chwilę i sięgnijmy pamięcią do tych najmniej chlubnych momentów w rodzimej kinematografii. Oto najgorsze polskie filmy wszech czasów.

Kac Wawa

Od czego by tu zacząć? Nie ma chyba żadnego poziomu, na którym “Kac Wawę” można uznać za cokolwiek wartościowego. I nie chodzi mi wcale o wartości artystyczne, ale rozrywkowe. Już sam fakt, że ktoś uznał, iż film o piciu wódki w Warszawie zasługuje na to, by pokazać go w 3D (!!!) zasługuje na anty-Nobla za intelektualne cofanie naszego gatunku w rozwoju. Drugim kandydatem do tej nagrody byłby pomysł na umieszczenie w jednym filmie Borysa Szyca i Michała Milowicza ramię w ramię. Amerykański oryginał, na którym bezczelnie bazowali twórcy “Kac Wawa”, miał w sobie przynajmniej jakąś intrygę, kilka w miarę zabawnych scen i niezłych aktorów. W polskiej, smutno-nieśmiesznej wersji tego wszystkiego brak.

Smoleńsk

“Smoleńsk” to bodaj pierwszy mainstreamowy film propagandowy w historii wolnej Polski. Scenariusz w przypadku tej produkcji potraktowany został jako luźny koncept. Chaotyczny, pozbawiony spójności, z postaciami, które są do bólu papierowe i przezroczyste. W rolach głównych obsadzono szerzej nieznanych aktorów z trzeciej ligi, których największymi osiągnięciami były występy w epizodach rodzimych telenowel i reklam. Jak widać to wystarczało dla produkcji takiej wagi. Dialogi napisane niechlujnie i jeszcze gorzej wypowiadane przed odtwórców. Ja zapamiętam przede wszystkim jedną z moich ulubionych kwestii w historii kina: “To nie jest proste, a nawet wręcz przeciwnie”.

Reżyseria? Hmm… w sumie by się tu przydała. Ja w każdym razie nie dostrzegłem. Formalnie “Smoleńsk” to logistyczny bałagan. Efekty pirotechniczne wyglądają, jakby powstały na ledwie zipiącym Commodore. Tragedia, jaką bez wątpienia była Katastrofa Smoleńska nie zasługuje na tak żenujące potraktowanie.

Gulczas, a jak myślisz?

Czy produkt filmopodobny, bazujący na bohaterach polskiej edycji Big Brothera miał jakiekolwiek szansę na sukces? Moim zdaniem nie. To z góry przegrana sprawa. I “Gulczas, a jak myślisz?” (tytuł to cytat z powiedzonka, które funkcjonowało pośród uczestników pierwszej polskiej edycji Wielkiego Brata) to żenująca próba nakręcenia komedii. Strzępki scenariusza, w rolach głównych amatorzy, którzy w życiu nie stali przed prawdziwą filmową kamerą, fatalne pomysły i jeszcze gorsza realizacja. Jedynym w miarę jasnym punktem tego “dzieła” jest występ Janusza Rewińskiego, choć szczerze dziwię się, co on w ogóle robił na planie tego quasi-filmu.

O tym, jak żenujący i głupi jest ten film, niech świadczy choćby to, że może się on poszczycić rzadko spotykaną średnią ocen 2,0 na Filmwebie. A warto zaznaczyć, że nawet najsłabsze i najgłupsze filmy przeważnie są wyżej oceniane, bo zawsze znajdzie się jakaś grupa ludzi, którzy podciągną ją do góry. W tym wypadku nawet widzowie o mało wyrobionych i wyrafinowanych gustach powiedzieli „nie”. Jedynym filmem, który przebija “Gluczas, a jak myślisz” swoją głupotą i beznadziejnym wykonaniem, jest tylko jego kontynuacja, czyli “Yyyyrek. Kosmiczna nominacja”.

Yyyreeek!!! Kosmiczna nominacja

Wychodzi na to, że nie ma właściwie dna, zawsze można spaść niżej. Są filmy, które pomimo żenującej warstwy formalnej i buchającej od nich beznadziei, na jakimś poziomie potrafią bawić swoją nieudolnością i topornością. “Yyyreek!!! Kosmiczna nominacja” nie zdołał osiągnąć nawet tego pułapu. To film boleśnie nieśmieszny, grafomański, smutny w swej porażającej nijakości. I nie wiem co bardziej mnie przeraża – ludzie, którzy z własnej nieprzymuszonej woli wybrali się na niego do kina, czy „twórcy”, którzy przyłożyli swoje ręce do tego, by on w ogóle powstał.

Botoks

Choć Patryk Vega ma na swoim koncie naprawdę fatalne filmy, wystarczy wymienić “Last Minute” czy “Ciacho”, by nie szukać daleko, to w “Botoksie” absolutnie pojechał po bandzie. Opierając się na zasłyszanych pokątnie miejskich legendach i bujdach, stworzył pół-realną tabloidową bajkę dla dorosłych, opowiadającą o wypaczeniach i patologiach służby zdrowia. Scenariusz to zbieranina najbardziej sensacyjnych wątków i historii, które zdają się być żywcem przeniesione z “Faktu”.

Na pewno nie można powiedzieć, że jest to film nijaki. Vega z jednej strony ma ciężką rękę i nie potrafi prowadzić aktorów, ale z drugiej czysto formalnie nawet nieźle łączy wątki w jedną całość. I na pewno potrafi szokować widza. Tylko jest to szokowanie na rynsztokowym poziomie, tyleż samo prostackie, co krzykliwe. Czym zagłusza braki w scenariuszu, na siłę wulgarne dialogi i brak artystycznej wizji.

Wiedźmin

Były kiedyś czasy, gdy o jakichkolwiek adaptacjach książek Andrzeja Sapkowskiego mówiło się z przymrużeniem oka. Głównym tego powodem był fatalny “Wiedźmin” w reżyserii Marka Brodzkiego z Michałem Żebrowskim w roli Geralta. I choć Żebrowski wielkim aktorem wcale nie jest, to akurat jego rola na tle całej produkcji nie wypadła wcale tak źle. Poniekąd nawet pasował, przynajmniej do mojego wyobrażenia na temat wiedźmina z książek (szczerze mówiąc bardziej mi pasuje do Geralta niż Henry Cavill).

Głównym problemem tego filmu jest fakt, że został on pomyślany jako 13-odcinkowy serial TVP. I dopiero później twórcy podjęli się próby skondensowania tego wszystkiego do 2-godzinnego formatu. Sprawiło to, że “Wiedźmin” kulał narracyjnie, nie obyło się bez licznych montażowych wpadek, fabuła została boleśnie spłaszczona. No i ten smok… „Cud” polskiego CGI. Najlepsze jest to, że sam serial wcale nie był taki zły. Kto by pomyślał, że ok. 15 lat później Wiedźmin, dzięki genialnej grze wideo, stanie się znaną na całym świecie marką, a sam Netlfix zabierze się za produkcję nowego serialu na podstawie serii Sapkowskiego.

Pora mroku

Oto co dostajemy, gdy nieudolny reżyser próbuje w polskich warunkach zrobić rodzimą wersję “Piły” i “Hostelu”. “Pora mroku” na pewno was nie przestraszy. Film ten jest tak fatalnie wyreżyserowany, że co najwyżej może rozbawić. Fabuła, pełna starych i przewidywalnych schematów, kompletnie nie trzyma się kupy. Aktorzy zdają się być niczym dzieci we mgle. Wszystkie, ale to wszystkie sceny, które miały być w teorii przerażające, wypadły po prostu… nudnawo i nieudolnie. Horror to obcy nam gatunek filmowy, a “Pora mroku” udowadnia, że kompletnie go nie czujemy i nie potrafimy się poruszać w tej poetyce. Miejmy nadzieję, że do czasu.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (33)

89 odpowiedzi na “Tak złe, że aż wstyd je oglądać. Najgorsze polskie filmy wszech czasów”

  1. Kac Wawa <3
    To arcydzieło ma szczególne miejsce w moim sercu. W klasie maturalnej, byliśmy na tym filmie z całą klasą, w ramach darmowych wyjść z WOKu. Nauczycielka w kwestii sztuki powtarzała jak mantrę "cudze chwalicie, swego nie znacie". Miała być petarda, choć wszyscy znali recenzje. O prócz samej organizatorki.
    Ta grobowa cisza na sali. To zażenowanie na jej twarzy. Ból d*py dyrektorki. Bezcenne!

  2. Nie zgadzam sie z opisem “botoksu” .To co tam pokazano dzieje sie za kulisami poczekalni i Fakt nie ma z tym nic wspolnego. Moze lekko spaszczone ale prawdziwe. Wiem co pisze bo pracuje w tej branzy.

  3. Chwila. Moment. Jakich wszechczasów?
    Autorzyna tego artykułu nie cofnął się za daleko, a do wszech czasów do jeszcze został kosmos.

    Po pierwsze Botoks jest tu niezasłużenie.

    A po drugie proponuje obejrzeć film pt. Hydrozagadka – i dopiero wtedy dyskutować o złych filmach. Ten film jest tak kiepsko zrobiony, zagrany, wyreżyserowany, w ogóle jedyna jego wada to taka że brak mu zalet. A jedyna jego zaleta to taka że jest zrobiony dla beki – każdy szczegół tej kiepskości jest zaplanowany – i to jest istotne. No i jest kultowy aż do łez – bez niego polska kinematografia byłaby niepełna, tak samo jakby nigdy nie nagrano Rejsu.

  4. Zawsze się zastanawiam nad sensem takich zestawień… Czy warto się chwalić że widziało się te gnioty? Czy warto o nich czytać? Czy ma to być rodzaj zajawki żeby to zobaczyć? Nierozumiem…
    Mam wrażenie że żeby zrobić taki tekst wystarczy zasłyszeć opinie co się ludowi nie podoba. Wolałbym czytać o czymś przydatnym, inteligentnym, inspirującym a nie o gniotach… co to ma być…?? Konkurs życzeń dla stereotypowego polaka który lubi narzekać? Zajawka typu: patrzcie jakie to gnioty jako polacy produkujemy?

    Jak zobaczyłem nagłówek to odrazu wiedziałem: w tekście będzie wiedźmin bo dało się zauważyć ostatnimi czasy duży kontrast pomiędzy oczekiwaniami produkcji netflixa a polską produkcją… Ale ten tekst z założenia już jest słaby jak filmy z zestawienia. Poemat o gnojówce to gnojówka ubrana w słowa.

    Autor tekstu niczym sadownik chwalący się zgniłymi jabłkami. Wolałbym zobaczyć zestawienie perełek danego typu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...