Wiesz, co się liczy? Szacunek ludzi alternatywy. Wywiad z zespołem Kamp!

Wywiad/Muzyka 21.09.2018
Wiesz, co się liczy? Szacunek ludzi alternatywy. Wywiad z zespołem Kamp!

Wiesz, co się liczy? Szacunek ludzi alternatywy. Wywiad z zespołem Kamp!

Dla początkującego niezależnego muzyka ich historia może brzmieć jak z bajki. Zespół Kamp! trafił w dobry moment i z miejsca rozkochał w sobie publiczność, dzięki swoim tanecznym kompozycjom. Teraz trio prezentuje swój trzeci album – Dare.

Początki działności zespołu Kamp! wyglądały trochę jak marzenie każdego niszowego artysty, tworzącego muzykę w zaciszu własnej sypialni. Robi taki artysta swoją muzykę, robi, wrzuca do internetu, pokazuje ludziom, czasem gra koncertu i nagle KLIK! Załapało!

Na długo przed wydaniem debiutanckiego albumu w 2012 roku wieść o istnieniu electropopowego tria z Łodzi rozniosła się wśród fanów muzyki alternatywnej, razem z linkami do pierwszych produkcji zespołu. Na ich koncertach pojawiało się coraz więcej zaintrygowanych słuchaczy, na SoundCloudzie coraz więcej fanów, w międzyczasie chłopakom udało się zrobić świetny remiks piosenki Dancing Shoes Brodki, który tylko zaostrzył apetyty na ich kolejne nagrania.

Dziś grupa ma już na koncie 3 albumy długogrające, w tym wydany właśnie Dare.

Jak powiedział nam Radek Krzyżanowski, jest on swego rodzaju wypadkową dwóch poprzednich płyt.

Kamp! – wywiad z Radkiem Krzyżanowskim

Ania Nicz, Spider’s Web: Słuchacze doczekali się waszej trzeciej płyty – Dare. Jej powstanie nie było taką prostą sprawą.

Kamp!: Ta płyta powstała trochę nieoczekiwanie. W zeszłym roku pracowaliśmy z producentem Bartkiem Dziedzicem. Po dwóch nagranych singlach mieliśmy robić całą płytę, ale prace zaczęły nam się trochę obsuwać – Bartek miał swoje obowiązki, a my doszliśmy do wniosku, że chcemy robić płytę sami. Nauczyliśmy się od Bartka bardzo dużo i podziwiamy go jako producenta, ale gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Wchodziliśmy sobie w drogę, odbieraliśmy kompetencje. Bartek jest bardzo silną osobowością, a my też jesteśmy z tych, którzy nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Mniej więcej rok temu zapadła decyzja, że wracamy do starego trybu pracy.

Z Bartkiem mieliśmy już dużo pomysłów. To producent, który ma na koncie sporo utworów z pierwszych miejsc list przebojów, jest zorientowany popowo. A my jednak nie do końca, zawsze była dla nas ważna także ta taneczna część, czego Bartek za bardzo nie chciał przemycać.

Ten powrót był trudny, mieliśmy ambicje, żeby grać nieco bardziej popowo, jednocześnie także pod nogę. Minęło jakieś pół roku, zanim znaleźliśmy złoty środek, również w komunikacji między nami.

kamp

Mimo wszystko, nawet bez Dziedzica, na Dare słyszę dużo elementów popowych. Chociaż świetna ballada Drunk, z udziałem Hani Raniszewskiej.

No właśnie, pytanie brzmi: jak postrzegamy pop? Mówi się, że muszą być zapamiętywalne melodie, harmonie, które wywołują emocje. Patrzyliśmy z Bartkiem na piosenki trochę przez pryzmat radiowy. Jakbyś usłyszała Deny w rotacji zetki, nie zdziwiłabyś się. A z kolei Drunk, nawet jeśli popowy, to bardziej alternatywy numer. Jest bliżej tego, co zawsze robiliśmy, przede wszystkim na pierwszej płycie.

Po rozstaniu z Dziedzicem zmieniliście sposób myślenia o płycie, czy nadal mieliście w głowach ten pryzmat radiowy?

Myślę, że ambicją każdego muzyka jest nagranie albumu na własnych warunkach, który zostanie szeroko doceniony. Fajnie mieć szacun ludzi z alternatywy, a jednocześnie prezentować muzykę bardzo szerokiej publiczności. Czy nam się to uda? Mamy takie kawałki na płycie, ale nie sądzę, aby miały na tyle dobitnie popową otoczkę aby przebić się do rotacji komercyjnych stacji.

Szacunek ludzi alternatywy – brzmi jak świetna rekomendacja.

Tak. Bo chcesz, żeby twoja muzyka była doceniana – zarówno przez krytyków, jak i szeroką publiczność.

Wy nie mieliście z tym nigdy problemów – wieść o waszej muzyce rozchodziła się drugim obiegiem, ludzie przekazywali sobie linki, trochę taki marketing szeptany.

Tak, choć to jednak było szeroko pojęte środowisko alternatywne. Nie było tak, że ktoś usłyszał nas w radiu RMF FM czy innej dużej stacji. Tak naprawdę jedynym raz, kiedy Kamp! zaistniał w radiowej rotacji, była właśnie premiera singla Deny. Wszystko zależy od tego, jak spojrzysz na definicję muzyki pop – czy to jest muzyka puszczana przez komercyjne stacje radiowe, czy muzyka, która jest po prostu przystępna.

Od początku ludzie chętnie przychodzili na wasze koncerty, co jest jednym z najważniejszych wyznaczników sukcesu.

Tak, mieliśmy od początku co zaprezentować ludziom. Energię koncertową, melodie, które zawsze były dla nas ważne. I ten czynnik taneczny; kiedy się ruszają, powstaje energia, sprzężenie zwrotne działa znakomicie.

kamp

Jeszcze przed wydaniem debiutu wypełnialiście kluby. Pamiętam wasz występ w warszawskim 1500 m2 do wynajęcia, pełen po brzegi.

Tak, to było przed wydaniem debiutanckiego albumu. Wtedy takim game changerem było wydanie remiksu piosenki Brodki (Dancing Shoes – przyp. red.). Jedna z perełek w naszej dyskografii. Ale widzisz, nawet ten utwór nigdy nie trafił do rotacji radiowej. A mógłby. Dla nas to była super rozbiegówka, dzięki niej trafiliśmy do szerszego grona ludzi, którzy, być może, nie trafiliby na nasz koncert w 1500. Pół roku później graliśmy drugi koncert w Warszawie, kończyliśmy trasę w Palladium i był full. Już wtedy poszła fama.

Byliście pierwszy alternatywnym, electropopowym polskim zespołem, który wypłynął na szersze wody. Na początku dzięki internetowi, poleceniom między słuchaczami. A za wami poszły inne zespoły.

Tak, niektórzy prześcignęli nas popularnością, chociażby The Dumplings. Dobrze wykorzystali ten moment.

Nasza pierwsza płyta była sukcesem, potem udało się nagrać Ornetę. Na niej udało nam się zrealizować dużo artystycznych celów, których nie udało się osiągnąć na debiucie. Z czystym sumieniem teraz poszliśmy jeszcze dalej. Na trzecim albumie połączyliśmy klimat i popowość pierwszego albumu, z artystycznymi poszukiwaniami z drugiego krążka. Ale jest to też zupełnie nowy etap w naszej działalności.

Trzeci album to dla mnie zdecydowanie zwrot w stronę popu, co bardzo mi się podoba. Wspominaliśmy Drunk, jest też numer Dalida, który skojarzył mi się z twórczością The Weeknd.

The Weeknd jest jakąś inspiracją na ten album. Z mojej perspektywy Dalida jest realizacją techno fascynacji. Na pewno jest to utwór niejednoznaczny – mamy tu wpływy techno, ale jest też dużo ciepłych harmonii. To dobrze, że nie daje się jednoznacznie zaszufladkować. Na tym albumie udało nam się połączyć skrajne światy, biorąc z nich to, co wydawało się najbardziej inspirujące.

Dare jest naszym artystycznym statementem, przestaliśmy patrzeć na to, co robią inni. Przy pierwszej płycie porównywano nas do Cut Copy. Nie ma co ściemniać – patrzyliśmy co oni robią i to nas bardzo inspirowało. Teraz jest kilka elementów, które nas inspirują – z jednej strony trapy, z drugiej nowoczesny pop, z trzeciej zaś mamy techno. Czujemy się bardzo podbudowani tym, że udało nam się to złożyć w spójną całość.

Fascynacja techno to nowa sprawa?

Docierało to do nas powoli. Popularność techno w ostatnich latach poszła do góry. W zespole szczególnie ja bardzo się tym fascynuję, dużo uczestniczę, często bywam w klubach czy festiwalach. To jest taki świat, który mnie absolutnie pochłonął. Jakby ktoś powiedział mi jakieś 6 lat temu, że tak będzie, to nie uwierzyłbym.

kamp

Tak, popularność muzyki techno jest obecnie wielka. Na letnich festiwalach można uczestniczyć w wielogodzinnych setach czy live’ach, o bardzo różnych porach, w bardzo różnych miejscach.

U nas techno kojarzy się nadal z nocą, ciemnym klubem, piwnicą, zaćpanymi ludźmi. Albo manieczkami. Tymczasem to już dawno standard, że w dzień sprawdza się równie dobrze. Tak jak niedziela na festiwalu Audioriver, gdzie w przepięknych okolicznościach, na skarpie, w parku, można posłuchać muzyki techno. Tak też można się bawić.

Singiel Don’t Clap Hands jest waszym prywatnym manifestem, dotyczącym m.in. tego, co dzieje się wokół was, w naszym środowisku?

Tak, cały album jest o trosce – o siebie, o innych, o środowisko. Przechodziliśmy w życiu przez różne etapy, kiedyś byliśmy bardziej zamknięci, uciekaliśmy, chowaliśmy się. Na tym etapie życia każdy z nas czuje potrzebę wychodzenia. Jeżeli mówimy o naprawie świata przez różne akcje, zawsze chcemy zaczynać od siebie, najpierw posprzątać siebie, potem to, co najbliżej i tak dalej i tak dalej. Chodzi o wsłuchiwanie się, o tolerancję. Chcieliśmy zrobić coś dobrego, na miarę naszych możliwości. Opakowanie naszej nowej płyty wykonane jest z materiałów pochodzących z recyklingu. Nie produkujemy nowego plastiku, co nas cieszy. Im jesteśmy starsi, tym bardziej świadomi, więcej czytamy, bardziej przygnębia nas to, co dzieje się z naszym środowiskiem, ale też czujemy że możemy zmieniać siebie i otoczenie. Choćby i w mikroskali.

Piosenka F.O.M.O. też opowiada o takiej właśnie trosce?

F.O.M.O. (skrót od fear of missing out) to taki nerw – siedzisz w domu i stresujesz się, że świat ci ucieka. Szczególnie teraz, w dobie Instagrama, budzisz się rano, oglądasz te zdjęcia i masz poczucie straconego czasu, popycha cię to często do powierzchownego konsumowania rzeczywistości. Tak jak wspomniałem, mieliśmy taki czas zamknięcia, wyoutowania. W tej chwili wracamy, ale z większą świadomością tego, że nie wszystko złoto, co się świeci. Czasem trzeba sobie odpuścić pewne rzeczy, pozwolić sobie na bycie dzieckiem, które zadaje głupie pytania. Nie musimy wszystkiego wiedzieć, nie musimy grać ludzi, którzy pozjadali wszystkie rozumy, nie musimy mieć zawsze zdania na każdy temat, a tym bardziej zawsze racji. Czasem można się wygłupić, pozwolić sobie na bycie takim właśnie nieogarniętym dzieckiem. To wyzwalające uczucie.

Posłuchaj Dare na Spotify:

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...