Masowa biegunka jako stadium rozkładu społecznych relacji. American Vandal – recenzja 2. sezonu

Recenzja/Seriale 18.09.2018
Nasza ocena:
Masowa biegunka jako stadium rozkładu społecznych relacji. American Vandal – recenzja 2. sezonu

Masowa biegunka jako stadium rozkładu społecznych relacji. American Vandal – recenzja 2. sezonu

Kupa uderzyła w wentylator, ale Netflix wyszedł z tego cało, a widzowie mogą być zadowoleni. Nowy sezon American Vandal nie próbuje kopiować poprzedniej odsłony i decyduje się na zupełnie inne rozwiązania. Jest przy tym o wiele mroczniejszy, bo porusza także bardziej osobiste kwestie.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery z 2. sezonu American Vandal.

American Vandal to jedna z najciekawszych serialowych pozycji ubiegłego roku. Historia Dylana Maxwella i obscenicznych graffiti na samochodach nauczycieli okazała się hitem. Nowatorskie podejście do fabuły i realizacji, świetna intryga i doskonale rozpisani bohaterowie – czego chcieć więcej? Ano drugiego sezonu. I ten już się pojawił, choć nie jest kontynuacją tamtej opowieści, a zupełnie nowym rozdziałem.

American Vandal zaserwował nam konkretną dwójkę.

I to dosłownie, bo w tym sezonie serial skupia się na ekskrementach. W katolickim liceum St. Bernardine dochodzi do serii zbrodni równie tajemniczych, co odrażających. Podczas przerwy na lunch dochodzi do masowego zatrucia pokarmowego, w wyniku którego większość uczniów dostaje niekontrolowanej biegunki. Nastolatkowie defekują wszędzie, gdzie tylko się da, co nie przekłada się dobrze na ich samopoczucie. Niedługo potem ktoś umieszcza odchody także w szkolnej pinacie i w pneumatycznych armatkach na koszulki, które zostały użyte podczas szkolnego apelu. Ponadto w mediach społecznościowych pojawia się tzw. Turd Burglar (Gówniany Rabuś), tajemniczy użytkownik, który stoi za wszystkimi atakami, a do tego dręczy innych uczniów kompromitującymi zdjęciami z czasów masowej biegunki.

Pod naciskiem rodziców władze szkoły, we współpracy z policją, rozpoczynają śledztwo w sprawie tych zbrodni. Ich działania prowadzą do wydalenia ze szkoły Kevina McClaina, ekscentrycznego i niezbyt lubianego chłopaka. Jego koleżanka Chloe decyduje się zasięgnąć pomocy Sama i Petera, którzy badali sprawę Dylana Maxwella.

Tak jak w tamtej historii, również tutaj rozliczne poszlaki i motywy wskazują na kilka różnych osób. Kolejne rozmowy i próby badania dowodów nie przekonują jednak ani o niewinności poszczególnych uczniów, ani o ich udziale w zbrodniach. American Vandal znowu serwuje nam garść niezwykle ciekawych wątków pobocznych. Czy DeMarcus, gwiazda szkolnej koszykówki i jeden z najbardziej perspektywicznych zawodników w kraju, ma jakiś związek z Turd Burglarem? A może on sam jest wykorzystywany przez Lou, pozornie swojego najlepszego kumpla? Dlaczego wszyscy czepiają się Kevina, który wydaje się w ogóle nie być zainteresowany szkolnymi sprawami? Dlaczego czwarta zbrodnia, do której doszło już po usunięciu go z listy uczniów, została zatuszowana przez grono nauczycielskie?

Pytania mnożą się wraz z rozwojem fabuły American Vandal.

Jedyny zarzut, jaki mogę mieć do tej odsłony serialu, to zbyt długie oczekiwanie na odpowiedzi. Miałem wrażenie, że poprzednio twórcy stopniowo odkrywali przed widzem kolejne elementy układanki, której całość ukazała się dopiero na koniec. Tym razem pojawia się mnóstwo spornych kwestii, czy to z wątku głównego czy też z pobocznych historii, ale na wyjaśnienie większości z nich czekamy aż do ostatniego odcinka. Co więcej, nici całej misternie tkanej pajęczyny prowadzą w jedno miejsce, co może okazać się nieco rozczarowujące.

Mimo to scenarzyści i tym razem stworzyli ciekawą intrygę, w której nic nie jest pewne ani do końca jasne. Bohaterowie są po prostu świetni – szkolne wyrzutki, przeciętniaki, najbardziej popularne osoby czy nauczyciele, każdy jest niesamowicie dopasowany do całości. Oczywiście wielka w tym także zasługa obsady, która znakomicie poradziła sobie zarówno w normalnych scenach, jak i dokumentalnych zbliżeniach Sama i Petera.

American Vandal 2 recenzja

Podobać się może także fakt, że w tej serii jeszcze bardziej uwypuklono kontakty między nastolatkami i niebezpieczeństwo tzw. catfishingu.

Poddany ostracyzmowi Kevin cierpi z powodów osobistych i tylko udaje, że nie potrzebuje żadnych przyjaciół. DeMarcus jest niezwykle popularny, ale tak naprawdę nie ma wpływu na najważniejsze decyzje w swoim życiu. Obrzydliwie bogata Jenna niby ma wszystko, czego jej trzeba, choć nie może liczyć na żadne głębsze uczucia. To wszystko pcha ich ku poznawaniu nowych ludzi w sieci i otwieraniu się przed nimi, co nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem.

Ten wątek socjologiczny bardzo wzbogaca American Vandal i nieco osładza końcówkę oraz poznanie tożsamości Turd Burglara. Nie dopuszczam nawet myśli, że Netflix nie zrealizuje kolejnego sezonu serialu, w którym oprócz absurdalnych i obscenicznych zbrodni zobaczymy także istotne, życiowe wątki, często w zabawnej formie. Nowe odcinki potwierdziły, że ten tytuł może być Netflix Original na długie lata.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (1)

4 odpowiedzi na “Masowa biegunka jako stadium rozkładu społecznych relacji. American Vandal – recenzja 2. sezonu”

  1. “Nowe odcinki potwierdziły, że ten tytuł może być Netflix Original na długie lata.”
    A cóż oznacza to zdanie? Że serial ów będzie przez kilka kolejnych lat produkcją własną Netflixa? Czyli że później przestanie być?

    Po drugiej serii nie widzę specjalnie pola na kontynuację – ile razy pod rząd można udawać, że “to tak rzeczywiście było”? (a na tym zasadza się forma tego typu produkcji)
    Mi już się przejadło – wchodzę na Neflix, widzę listę odcinków i już wiem, że za 7 czy 8 już pokażą zbrodniarza. Czyli nie muszę wierzyć w nic, co było pokazane przez żaden z odcinków aż do ostatniego. Po prostu po obejrzeniu pierwszej serii druga powodowała “deja vu”.
    Aktorstwo owszem, bardzo mi się podobało. Natomiast sztuczne kłótnie (jak z Ewy Drzyzgi) “śledczych”, ciągle sabotowanie wywiadów przez Sama, celowe “niewpadnięcie” na to, by już w pierwszym odcinku sięgnąć po nagrania z kamery sklepowej, co zrobiono potem w innym sklepie (bo było by to niewygodne fabularnie), psują efekt. W moim odczuciu najsłabszy był monolog Petera na końcu. Zbyt wydumany, jakby z jakiegoś “generatora przemówień”.

    Pierwszy seria super (w końcu coś innego w serialach), przed obejrzeniem drugiej należy obniżyć oczekiwania. Bo o ile w przypadku pierwszej serii fabuła rozwijała się wraz z nowymi ustaleniami, tak tutaj widać, że tutaj celowo się pomija pewne logiczne działania (lub daje rozwiązania “deus ex machina”), by jakoś to do przodu pociągnąć.

    P.S.
    Przypomniał mi się tytuł starej kreskówki, który by pasował do Sama i Petera – “Tukany na tropie” :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...