Tak, Ciri nie musi być biała. A wy, rasiści, nie dorośliście do fantastyki

Felieton/Seriale 13.09.2018
Tak, Ciri nie musi być biała. A wy, rasiści, nie dorośliście do fantastyki

Tak, Ciri nie musi być biała. A wy, rasiści, nie dorośliście do fantastyki

Pseudoafera związana z rzekomym etnicznym pochodzeniem aktorki, która miałaby portretować Ciri w netfliksowej ekranizacji Wiedźmina, została rozdmuchana przez internetowych idiotów. Okazało się jednak, że nie tylko internetowi idioci są podatni na rasistowski przekaz. Wiele znanych mi osób bezmyślnie przekazywało mi rasistowskie niby-śmieszne fotomontaże. Tym sposobem dowiedziałem się w ostatnich dniach o swoich znajomych i ich poglądach (bądź, mam nadzieję, jedynie o bezmyślności) więcej, niżbym chciał.

Nie będę nawet omawiał całej narracji typu „Ciri / Wiedźmin / Yennefer nie może być Azjatką / murzynką bo przecież doskonale wiadomo, że Wiedźmin jest o białych”. Nawet myślenie o tym jest dla mnie obrzydliwe. I nie, naprawdę nie chodzi o to, czy w książce lub innym pierwowzorze jest napisane, czy ktoś jest biały, czy nie. Ma to znaczenie jedynie, jeśli fabuła się na tym kolorze skóry opiera. Jeśli nie, Ciri może być nawet zielona jak Gamora. Dlatego darujcie sobie pseudoargumenty typu: „Haha, to może teraz biały Martin Luther King”. Nie sposób jednak nie podzielić się jedną refleksją: nie dorośliście do fantastyki!

Fantastyka, zarówno w swojej bardziej realistycznej odsłonie jako science-fiction jak i jako baśniowe fantasy, od zawsze dawała wgląd w coś więcej niż tylko w naszą ludzką rzeczywistość. Otwierała perspektywy nie tylko na inne światy, ale i na to, co istnieje poza byciem człowiekiem z planety Ziemia. Jak bardzo możemy się różnić od siebie, aby nadal uznać nas za ludzi? Czy możemy sobie wyobrazić cywilizację stworzoną przez istoty zupełnie nas nieprzypominające? Czy możemy zanegować to, co uważamy za pewnik i normalność: płeć, śmiertelność, zmysły, cykl rozrodczy, postrzeganie świata? Kosmiczna i fantastyczna sceneria zazwyczaj była jedynie metaforą pozwalającą nam ukazać problemy. Takie, które widzimy tuż za rogiem.

Fantastyka odpowiada na pytanie: „Ile jesteś w stanie zmienić w otaczającym nas świecie?”. I jednocześnie przedstawia problem, do którego możemy się odnieść, bo bazuje na analogii i odwołaniu do pewnych uniwersalnych prawd. Oznacza to, że koncepcja człowieka i jego problemów dzięki fantastyce otrzymywała nową perspektywę – stawała się lustrem, w którym mogliśmy się przejrzeć.

Przykłady? Oto przykłady z uznanej i nagradzanej klasyki.

Oto Lewa ręka ciemności Ursuli K. Le Guin. Na planecie Gethen żyją istoty, które są zupełnie jak ludzie. Oprócz jednego szczegółu: posiadają oni jakikolwiek cechy płciowe jedynie w trakcie okresu godowego – do tego nie jest wcale pewne, czy zostaniesz wtedy mężczyzną, czy kobietą.

Oto mamy świat Wiecznej wojny stworzony przez Joe Haldemana. Świat przyszłości, w którym seks nie jest już związany z rozmnażaniem, a cała ludzkość jest homoseksualna. No, prawie cała – hetero jest kilka osób, które walczyły w tytułowej wojnie, a efekty relatywistyczne spowodowały, że dożyły pokoju.

Oto Zabójcza sprawiedliwość Ann Leckie, gdzie celowo zatarta jest różnica pomiędzy ludzkimi płciami. Powieść pisana z punktu widzenia członka obcej cywilizacji, który nie odróżnia ludzkich płci, a jeśli próbuje je zgadnąć, często się myli.

Oto cała antologia, powstała w latach 60. XX wieku, czyli Niebezpieczne wizje, pod redakcją samego Harlana Ellisona, gdzie wiele opowiadań podejmuje do dziś odważne tematy tożsamości płciowej i rasowej.

Oto świat komiksów, w których czytelnikom sprawia prawdziwą radość, że czytają znaną historię na nowo: gdzie Spider-Manem zostaje Afro-Latynos Miles Morales, a Thorem, Boginią Gromów zostaje kobieta, Jane Foster.

W telewizyjnej fantastyce można wspomnieć o pełnych odważnych wątków Torchwood czy True Blood. Nawet absolutna klasyka jaką jest Star Trek, pokazuje wielokulturową i wielorasową załogę. Taką, jaką dzisiejsi internetowi rasiści kazaliby „uzasadniać fabularnie”, i doszukiwać się działania „dyktatury politycznej poprawności” w decyzjach castingowych. W serialach częstą metaforą stosunków rasowych są stosunki ludzi z robotami lub istotami z innych planet (np. w klasycznym Doctor Who).

Fantastyka od zawsze zadaje pytanie o inność, o tożsamość człowieka. O to czy różne istoty mogą wciąż czuć wspólnotę.

Gdy zaglądałem w ostatnich dniach w sekcje komentarzy pod artykułami dotyczącymi obsady ekranizacji Wiedźmina, autentycznie skręcałem się ze wstydu. Nie rozumiem, jak można być konserwatystą, ksenofobem i homofobem i mienić się miłośnikiem fantastyki. Fani, ogarnijcie się. Pozwólcie swojemu ulubionemu gatunkowi nauczyć się tolerancji, bo po to powstał! Jeśli czytacie fantastykę i nie nauczyła was ona tolerancji, to może właśnie z wami jest coś nie tak?

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (229)

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...