Jak oni to nakręcili #1: Na planie Predatora testosteron wylewał się hektolitrami

Artykuł/Film 12.09.2018
Jak oni to nakręcili #1: Na planie Predatora testosteron wylewał się hektolitrami

Jak oni to nakręcili #1: Na planie Predatora testosteron wylewał się hektolitrami

Już niedługo w kinach zobaczymy najnowszy film z cyklu opowieści o Predatorze. Warto przypomnieć sobie ten pierwszy, który dziś uważany jest za jeden z absolutnych klasyków kina akcji.

Witam was w pierwszym odcinku nowego cyklu na Spider’s Web Rozrywka, w którym będziemy przyglądać się bliżej technologii filmu. Co to oznacza? Co tydzień będziemy się omawiać proces realizacji kultowych filmowych produkcji pełnometrażowych – w szczególności tych, które na swój sposób były technicznie przełomowe lub tych, których produkcja sama w sobie była bardzo ciekawa.

Wybór pierwszego filmu był relatywnie łatwy: w kinach lada moment pojawi się Predator. Dzieło, wobec którego mam wielkie obawy potęgowane faktem, że pierwszy z filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej uważam za genialne kino akcji, fajnie wymieszane z gatunkiem horroru i science-fiction.

W głównych rolach sami przypakowani goście. Ekipa filmowa raczej nie wiedziała na co się pisze.

Przed napisaniem tego tekstu postanowiłem się solidnie do niego przygotować, przeglądając dodatki making of na płycie z filmem i szukając informacji w relatywnie wiarygodnych źródłach. Spodziewałem się, że głównym przeciwnikiem ekipy filmowej będzie plan zdjęciowy. Że dżungla, że siły natury, że walka sprzętu filmowego z bezlitosną naturą. Tymczasem, jak na panujące na planie warunki, produkcja szła całkiem nieźle. Problemem okazali się sami zatrudnieni do filmu aktorzy.

Ofiarami tytułowego Predatora nie miały być niewinne i słabe postacie, a najlepsi z najlepszych w siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych. By film wyglądał realistycznie, do obsady zaangażowano samych mięśniaków. Prawdziwych macho. Gości, których sam widok budzi szacunek i strach. Efekt uboczny? Niesamowite stężenie testosteronu na kilometr kwadratowy.

predator making of

Połowa ekipy filmowej szybko uzależniła się od palonych nałogowo przez Schwarzeneggera cygar, w tym promujący zdrowy styl życia Carl Weathers – zatrudniony do roli zawodnik czołowej ligi amerykańskiego futbolu. Mierzącemu ponad 2 metry gigantowi, jakim był Sonny Landham – gwiazda kina dla dorosłych – należało wręcz przydzielić ochroniarza. Nie dla jego ochrony, a by chronić innych przed jego wybuchowym usposobieniem.

Nadmiar męskości na planie miał jednak i swoje plusy. Predatora kręcono nieopodal granicy Meksyku z Gwatemalą, a więc w środowisku, w którym panują wysokie temperatury i wilgoć. Choroby i wyczerpanie były tam codziennością. Mimo tego Arnold Schwarzenegger, Sonny Landham, Carl Weathers, Jesse Ventura, Richard Chaves i Bill Duke każdy poranek zaczynali od intensywnego treningu fizycznego. Przed całym dniem wyczerpujących zdjęć, pozostając niezmiennie w doskonałej formie. Panowie, mimo swojego temperamentu, dawali z siebie wszystko, by film wyglądał doskonale.

Zadbali o to też producenci. Obsada musiała przejść szkolenie wojskowe.

Realizm wizualny filmu miał być zapewniony nie tylko dzięki fizycznym atrybutom aktorów. Główne postacie Predatora musiały przejść najpierw dość brutalne szkolenie wojskowe. Nie takie dla grzecznych chłopców z Hollywood, a obóz przetrwania w meksykańskiej dżungli, wieńczonym 30-kilometrową samodzielną przeprawą przez dżunglę.

Szczęśliwie się złożyło, że Jesse Ventura był niegdyś pracującym dla marynarki wojennej saperem, który odbył już szkolenie wojskowe, choć nieco innego rodzaju. – Nie chciałbym być z tymi gośćmi polując na prawdziwego Predatora, ale sam film chętnie z nimi nakręcę – komentował w dodatkach do Blu-raya z filmem aktor.

Meksykańska dżungla spłatała małpie figle ekipie od efektów specjalnych.

Węże, febra i zatrucia pokarmowe nie były jedynym problemem realizacji filmu z dżungli. Szybko okazało się, że pierwotne założenia związane z jego techniczną realizacją można wyrzucić na śmietnik. Dla przykładu, kultowy już wzrok Predatora miał być filmowany realistycznie, a więc wykorzystując termowizję. Panujący upał powodował jednak, że temperatury ciała były nieodróżnialne dla podczerwieni od temperatury otoczenia. Z początku próbowano chłodzić lodem otoczenie i rozgrzewać ciała aktorów, ale ostatecznie zdecydowano się na kosztowną wówczas cyfrową postprodukcję.

Sam Predator po włączeniu maskowania w swoim stroju miał być grany przez małpę – reżyserowi zależało na uchwyceniu nienaturalnych i zwinnych ruchów zwierzęcia, wszak w cyfrowej postprodukcji i tak nie będzie widać aktora. Ostatecznie jednak zdecydowano się na zawodowego kaskadera – jak tylko małpa znalazła się w dżungli przebrana za kosmicznego stwora, stwierdziła, że nie będzie współpracować ze swoim treserem. Była, jak wspomina reżyser, zbyt zażenowana całą sytuacją.

Koszmarną wpadką podczas realizacji filmu okazały się też zaniedbania producentów w kwestii wyboru lokalizacji. Po dwóch tygodniach od rozpoczęcia zdjęć drzewa zaczęły gubić liście. Do tego stopnia, że wiele z nich stało się całkiem łysych. Jak się okazało, było to zupełnie normalne dla tego regionu o tej porze roku. Znaczna część zdjęć Predatora zawiera drzewa z doklejonymi sztucznymi liśćmi.

Niewiele brakowało, by Predator wyglądał dość… pokracznie. Interweniował James Cameron.

Lwią część sukcesu film Predator zawdzięcza doskonałemu pomysłowi na tytułową postać. Tajemniczą, obcą, której natura i wygląd odsłaniane są przed widzem ostrożnie i niespiesznie. Tymczasem stwór ten pierwotnie miał być grany przez Jeana Claude’a Van Damma i bić się z Arniem wykorzystując ziemskie sztuki walki. Ten pomysł na szczęście szybko upadł, choć jeszcze przez chwilę rozważano Predatora-nindżę.

Kolejny był niewiele gorszy – uchronił nas przed nim upór reżysera i Schwarzeneggera. Obaj panowie zgodnie doszli do wniosku, że czerwony kostium Predatora, który przypominał jaszczurkę z głową kaczki nie był najlepszym z możliwych projektów działu kreatywnego. Problem w tym, że opracowanie nowego stroju wykraczało poza planowany budżet filmu. Producentów ostatecznie przekonał bardzo wpływowy już w tamtych latach James Cameron, któremu bardzo spodobało się to, co widział na zaprezentowanych mu wstępnych materiałach z planu. Namówił do współpracy absolutnie topowe studio Stana Winstona, by pomogło stworzyć nowy strój. Postawił tylko jeden warunek: ma mieć ciekawe szczęki. Chyba się udało:

predator making of

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (2)

14 odpowiedzi na “Jak oni to nakręcili #1: Na planie Predatora testosteron wylewał się hektolitrami”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...