Zakonnica nie jest klasycznym horrorem. To raczej nowa część Ash kontra Martwe Zło

Recenzja/Film 06.09.2018
Nasza ocena:
Zakonnica nie jest klasycznym horrorem. To raczej nowa część Ash kontra Martwe Zło

Zakonnica nie jest klasycznym horrorem. To raczej nowa część Ash kontra Martwe Zło

Obecność to dla wielu jedna z najlepszych serii horrorów ostatnich lat. Zakonnica to spin-off opowiadający o uwolnieniu demona z drugiej części Obecności, film jednak tylko udaje klasyczny horror. Pytanie brzmi, czy to dobrze.

Trudno wymienić wszystkie horrory, za które odpowiedzialny w swojej karierze był James Wan. Reżyser dwóch części Piły i Obecności, przyłożył rękę również do wielu innych produkcji, które straszyły widzów w ostatnich latach. W przypadku Zakonnicy Wan jest współtwórcą scenariusza i producentem wykonawczym. Fani jego twórczości i tak wyczekiwali jednak na premierę spin-offu i jednocześnie prequela do Obecności 2.

Zakonnica opowiada historię ukrytego w rumuńskich górach klasztoru, który jest zarazem więzieniem dla demonicznych mocy. Do Watykanu docierają informacje o samobójczej śmierci jednej z zakonnic, dlatego wysyłają na miejsce specjalistę od spraw nadnaturalnych, ojca Burke’a i czekającą na swoje śluby siostrę Irene. Wysłannicy Kościoła poznają na miejscu mężczyznę o przezwisku „Francuzik”, który jako pierwszy znalazł ciało mniszki.

Trójka bohaterów szybko zauważa, że w klasztorze panuje zło, którego ucieczka grozi strasznymi konsekwencjami.

Prawda jest jednak taka, że nad fabułą Zakonnicy nie ma sensu się jakoś szczególnie mocno pochylać. W wielu horrorach opowiadana historia stanowi tylko pretekst do straszenia. Wynika to po części z tego, że filmowcy często poświęcają czas niezbędny na zbudowanie wciągającej opowieści na rzecz kształtowania atmosfery i efektowne jump scare’y.

Scenarzyści Zakonnicy ograniczyli fabularne szczegóły do minimum. Bohaterowie walczą z demonem Valakiem i to w dużej mierze wszystko, czego dowiaduje się o całej sprawie widz. Nikt się nie zastanawia nad “takimi szczegółami”, jak to dlaczego miejscem akcji jest akurat Rumunia, a Valak chce opanować świat. Taka już specyfika gatunku, ale z Zakonnicą jest inny problem.

Zakonnica – kiedy premiera?

Film w reżyserii Corina Hardy’ego wcale nie jest standardowym horrorem, choć za wszelką cenę próbuje taki udawać. Niesłusznie, bo akurat straszenie wychodzi twórcom produkcji zdecydowanie najgorzej.

Zakonnica to ten rodzaj horroru, w którym bohaterowie rozdzielają się bez żadnego powodu, a potwory zawsze pojawiają się za plecami.

Film Hardy’ego nie jest skuteczny ani w kreowaniu swoich potworów, ani kształtowaniu atomsfery grozy. Twórcy bez przerwy korzystają z tych samych metod wprost z podstarzałego podręcznika horrorów. I gdyby tylko na tym mieli zakończyć, to Zakonnicy nie dałoby się polecić nawet fanom gatunku.

Na marginesie opowiadanej historii o mniszkach, demonach i opętaniach przewija się jednak postać Francuzika. Bohater przed większą część filmu służy komediowemu rozluźnieniu atmosfery. I co najważniejsze robi, to naprawdę skutecznie. W pewnym sensie Zakonnica to najzabawniejszy horror od dawna (trudno orzec czy do końca świadomie). Zwłaszcza że w dalszej części film zupełnie zmienia swój styl. Nagle przestaje być horrorem, a staje się jego… parodią.

Od tego momentu dialogi między bohaterami i walka z demonami wchodzą w świat niskobudżetowej produkcji z dużym poczuciem humoru w stylu Ash kontra martwe zło. Nie chcę psuć zabawy potencjalnym widzom Zakonnicy, dlatego powstrzymam się przed cytowaniem. Ale niektóre z nich są tak cudownie szaleńcze i głupie, że aż autentycznie zabawne. Tym mniejsze jednak zrozumienie dla twórców filmu, że z jakiegoś powodu starali się zrobić ze swojego dzieła typowy horror. To akurat wyszło im najgorzej.

Zakonnica trafi do polskich kin 7 września.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...