Jeśli serial Kidding z Jimem Carreyem jest komedią, to ja nie chcę się już śmiać

Recenzja/Seriale 03.09.2018
Nasza ocena:
Jeśli serial Kidding z Jimem Carreyem jest komedią, to ja nie chcę się już śmiać

Jeśli serial Kidding z Jimem Carreyem jest komedią, to ja nie chcę się już śmiać

Choć obecność Jima Carreya i same opisy serialu mogą zwiastować komedię, to nie dajcie się nabrać. Owszem, Kidding ma zabawne momenty, ale produkcja wcale nie zapowiada się na zbiór gagów i humorystycznych zagrywek. No chyba, że kogoś śmieszy dramat niezwykle miłego człowieka w średnim wieku, którego rodzina zwyczajnie się rozpada.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery z 1. odcinka serialu Kidding.

Jeff od lat pracuje w telewizji, gdzie jako Pan Pickles prowadzi program dla najmłodszych widzów. Przy pomocy różnych kukiełek objaśnia dzieciom, że trzeba być grzecznym, uczynnym i myć zęby. W ten sposób Jeff wychowuje już następne pokolenie, a jego metody cieszą się popularnością i uznaniem wśród rodziców.

Jednak uwielbiany Pan Pickles ma spore problemy. Jego rodzina rozpada się z dnia na dzień, w związku z czym przestaje on sobie radzić z codziennymi wyzwaniami. Z opublikowanych zwiastunów wiemy także, że bohater ma problemy z kontrolowaniem gniewu. Mimo wszystko rozpoczyna walkę o uratowanie więzi pomiędzy swoimi najbliższymi.

W takim momencie rozpoczyna się fabuła serialu Kidding.

W 1. odcinku Jeff okazuje się kochanym panem z telewizji, który w prawdziwym życiu niewiele różni się od ekranowej postaci. Jest niezwykle miły (a przy tym mało stanowczy), zawsze uśmiechnięty, często infantylny i zapewne pomógłby nawet złodziejom okradającym jego własny dom. Nawyki z programu zdaje się także przenosić na kontakty z rodziną; do syna zwraca się jak do czterolatka, któremu udało się nie ubrudzić przy jedzeniu. I to tylko wtedy, gdy może się z nim spotkać, bo rodzina nie chce mieć z nim zbyt wiele wspólnego. Wszystko przez wypadek, w którym rok wcześniej zginął drugi syn Jeffa. Od tamtej pory najbliżsi nie mogą się pozbierać, obwiniając się nawzajem o katastrofę.

Uśmiech i miłe wrażenie, jakie sprawia Pan Pickles, tylko wzmacniają tragedię, z jaką zmaga się bohater. Do tego próby naprawy rodzinnych stosunków, jak również zmian w jego własnym programie dają zapowiedź wielkich zmian w jego życiu. Uaktywnia się wspomniany gniew Jeffa, który w następnych odcinkach może przynieść opłakane skutki.

Osadzenie fabuły i jej dalszy rozwój zapowiadają się bardzo ciekawie.

Kidding z pewnością ma do zaoferowania całkiem spory wachlarz emocji. Twórcą serialu jest Michel Gondry, reżyser Zakochanego bez pamięci. Przed Jeffem daleka i trudna droga, jednak widz ma ochotę mu w niej towarzyszyć. Zwłaszcza, że jest to niezwykle interesujący bohater, zagrany przez zawsze dobrego Jima Carreya. I choć nie ma tu uśmiechów rodem z Ace Ventury, głupich min czy nawet stricte dramatycznej gry jak we wspomnianym filmie, to kanadyjski aktor świetnie oddaje uczucia targające Picklesem.

Reszta obsady także daje radę, choć tu liczę na solidną poprawę. Frank Langella i Judy Greer (oglądana ostatnio w Ant-Manie i Osie) jako odpowiednio ojciec/producent programu Jeffa oraz żona głównego bohatera nie mieli jeszcze tak wielu okazji, by zademonstrować swoje umiejętności, choć na razie wypadają blado. Nieźle prezentuje się za to Catherine Keener jako Deirdre, siostra Picklesa oraz główna projektantka kukiełek w programie brata. Ta bohaterka także zmagać się będzie z kryzysem rodzinnym, choć ze zgoła odmiennego powodu.

Kidding serial recenzja

Ponure Kidding ma szansę stać się jedną z ciekawszych serialowych nowości tej jesieni.

Na razie jest na dobrej drodze, ale w następnych dwóch odcinkach przydałoby się nadać nieco głębi drugoplanowym postaciom. Nowe oblicze programu, wątek Deirdre czy ewentualny konflikt Jeffa z Sebem aż się proszą o rozbudowanie. Jeśli takie rozwiązania przygotowali scenarzyści, to do Kidding będzie można z chęcią wracać.

Serial można oglądać na HBO GO.

Teksty, które musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji (12)

13 odpowiedzi na “Jeśli serial Kidding z Jimem Carreyem jest komedią, to ja nie chcę się już śmiać”

  1. Jim Carry ma jakiś kryzys tożsamościowy, nie może się zdecydować czy jest aktorem komediowym, artystą malarzem, czy filozoficznym guru. Oczywiście można być wszystkim ale u niego wydaje mi się że jest jakoś rozerwany jak np Robin Wiliams – ludzie oczekują od niego że zawsze będzie wesoły i że powie coś mądrego a że znają go tylko z roli jaką odgrywa to chyba nie czuje się do końca sobą…

  2. Carrey ma chyba ten syndrom komediantów, którzy na końcu popełniają samobójstwo.

    Ciekawe skąd się to bierze? Może z tego że nikt ich nie traktuje poważnie?

        • myślałem że piszesz o czyms konkretnym. Mówi się że depresja jest chorobą 21wieku – wiec dotyka masę ludzi – w tym aktorów komediowych.

          • Znaczy ja też wielokrotnie słyszałem że “kabareciarze” najczęściej są bardzo wybaczcie kolokwializm – “smutni” w życiu. Zresztą żeby obśmiać wiele spraw potrzebny jest kontrast, tak? Podobnie, jak się posłucha wielu skeczy – wszystko pięknie ale jak smutny musi być człowiek żeby wyciągnąć z siebie tyle cynizmu życiowego? Co do Atkinsona to ja słyszałem że po prostu jest gburem – ale hm, każdy “normalny” byłby gburem przy konfrontacji z Fasolą – a fani są strasznie mało tolerancyjni.

  3. Jim mówił kiedyś, że już nie chce grać takich ról, jak wcześniej. No i trudno też oczekiwać, że 56 letni facet będzie się całe życie wydurniał w stylu Ace Ventury…

  4. Bo może wam się wydaje, że to komedia, bo gra w niej Carry. W Polsce popularne jest przyklejanie łaty. Po prostu dużo ludzi u nas jest prostych..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Advertisement

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...